poniedziałek, 3 grudnia 2012

Rozdział dziewiąty ♥

Obudziłam się cała obolała. Na początku nie wiedziałam nawet gdzie jestem. Dopiero po chwili zorientowałam się, że był to salon. Poczułam pod sobą coś miękkiego. Okazało się, że w połowie leżałam na Louisie. Zrobiłam minę typu "WTF?!" i powoli podniosłam się z podłogi tak, żeby go nie obudzić Od razu tego pożałowałam, bo ostro zakręciło mi się w głowie. Gdyby nie ściana, to z powrotem znalazłabym się na ziemi. Pierwszy raz miałam tak wielkiego kaca. Nigdy aż tyle nie wypiłam. Chwiejnym krokiem poszłam do kuchni i wyjęłam z lodówki butelkę zimnej wody, którą od razu wypiłam. Poczułam się trochę lepiej, ale nadal kręciło mi się w głowie. Postanowiłam iść do siebie i jeszcze trochę pospać. Tylko tym razem w swoim wygodnym łóżku. Gdy już jakoś udało mi się dojść na górę zorientowałam się, że drzwi do mojego pokoju były uchylone. Nie przejęłam się tym jednak i weszłam do środka. Rozebrałam się do samej bielizny i położyłam się do łóżka. Nagle poczułam obok siebie jakiś ruch. Odwróciłam się niepewnie i spojrzałam prosto w zielone oczy Harry'ego. Pisnęłam przestraszona i owinęłam się kołdrą.
-Kurwa Styles! - krzyknęłam - co ty do cholery robisz w moim łóżku?!
-Patrzę na ciebie - odpowiedział wyszczerzony.
-Świetnie. Napatrzyłeś się już? To teraz wynocha mi stąd!
-Nie, jeszcze się nie napatrzyłem. Wyglądasz tak słodko kiedy się złościsz.
-Wyjdź - syknęłam - już.
-A co jeżeli odmówię?
-W co ty ze mną grasz Harry? O co ci kurde chodzi? Nie możesz się po prostu odczepić?
-Nie. Dopóki się ze mną nie umówisz.
Myślałam, że zaraz zwariuję. Najchętniej własnoręcznie wyrzuciłabym go z pokoju, ale, po pierwsze byłam w bieliźnie, a po drugie nie chciałam pokazywać rąk, na których widniały ślady nacięć. Mogłam tylko siedzieć i liczyć na to, że w końcu sobie pójdzie.
-Naprawdę aż tak długo będę musiała cię znosić? - jęknęłam.
-Skróć sobie to cierpienie - mówił cały czas uśmiechnięty - wyjdź ze mną. Dzisiaj wieczorem. No dalej, nie daj się prosić.
-Prędzej kupię rakietę i wylecę w kosmos niż pójdę z tobą na randkę - prychnęłam.
-Daj spokój, nie jestem taki zły. Przekonasz się.
-Styles wynocha z mojego łóżka. Już - powiedziałam twardo i zmroziłam go spojrzeniem.
Podniósł ręce w geście rezygnacji i posłusznie wstał. Jak się okazało był w samych bokserkach. Nie mogłam oderwać wzroku od jego umięśnionego torsu. Czy oni naprawdę musieli być tacy idealni? Harry stał przy ścianie i cały czas się na mnie patrzył. Nikt nie irytował mnie tak, jak on.
-Na co ty jeszcze czekasz? Wiesz, gdzie są drzwi.
-Powiedziałaś, żebym wynosił się z twojego łóżka. Zrobiłem to.
-Nie no ja zaraz zwariuję! Won! Już!
-Okay, okay,  już dobra. Ale pamiętaj, ja jeszcze tu wrócę.
Po tych słowach posłał mi całusa i w końcu wyszedł. Odetchnęłam z ulgą i w końcu spokojnie położyłam się spać.
Obudziłam się około godziny 14:00. Czułam się już lepiej, ale strasznie chciało mi się pić. Najpierw postanowiłam jednak zrobić poranną toaletę, żeby wyglądać jak człowiek. Wzięłam szybki prysznic, umyłam i wysuszyłam włosy, po czym związałam je w wysoki kucyk, zrobiłam makijaż i ubrałam się w TO. Na koniec spryskałam się ulubioną perfumą i zeszłam na dół. Już od schodów słyszałam glosy chłopaków.
-Nie zrobiłem tego! - krzyczał Niall - nie mogłem!
-Właśnie, że to zrobiłeś - powiedział Liam - przykro mi.
-Co zrobił? - spytałam wchodząc do kuchni.
-Powiedział, że rzuca jedzenie i idzie na dietę - odpowiedział mi Zayn - na szczęście ja nie byłem taki pijany.
-Nie rzucam jedzenia! To moje życie! - krzyknął Niall i przytulił do siebie kanapkę - spokojnie moja droga.. zaraz wylądujesz w brzuszku.. nie martw się..
Zjadł ją w dosłownie minutę.
-A co do ciebie Zayn - mówił Liam - mówiłeś, że włosy ci się nie układają.
-...
-...
-Nigdy więcej z wami nie piję - powiedział Malik i poprawił fryzurę.
W tym momencie do kuchni wszedł Harry i stanął obok mnie. Od zapachu jego zniewalających perfum zakręciło mi się w głowie.
-Na szczęście ja nic głupiego nie zrobiłam - powiedziałam nalewając sobie herbatę.
-Masz rację, nic. Oprócz tego, że całowałaś się ze Styles'em - powiedziała Libby.
-Że co?! - krzyknęliśmy równocześnie.
-Ty sobie chyba żartujesz! Ja z nim? W życiu!
Byłam naprawdę w wielkim szoku. Ja i Harry? Całować się? No chyba nie! Czy ja naprawdę byłam aż taka pijana?
-Tak było - powiedziała Libby - uwierz, sama się zdziwiłam. Ale nie wnikam co się między wami działo.
-No nie.. - jęknął Harry - czemu ja tego nie pamiętam?
-Bardzo dobrze, że nie pamiętasz - powiedziałam do niego - bo to nigdy więcej się nie powtórzy.
-Takie tam gadanie - powiedział wywracając oczami i przysuwając się do mnie - a może jednak? Tym razem zapamiętam, obiecuję.
-Przybliż się jeszcze o centymetr a przeżyjesz bliskie spotkanie z moją pięścią - warknęłam.
-Lubię ostre dziewczyny - zamruczał mi do ucha.
Prychnęłam pod nosem i usiadłam obok Zayn'a. Zdziwiło mnie to, że nie było z nim Amber. Postanowiłam jednak o nią nie pytać. Po chwili do Liam'a zadzwonił telefon. Okazało się, że muszą jechać do studia, żeby nagrać 3 nowe piosenki. Nie za bardzo im to odpowiadało, ale nie mieli wyjścia.
-Jedziecie z nami? - zwrócił się Niall do mnie i Libby.
-A nie będziemy wam przeszkadzać? - spytała moja przyjaciółka.
-Jasne, że nie - odpowiedział Zayn z uśmiechem - chodźcie, będzie fajnie.
-Rose? - Libby spojrzała na mnie pytająco.
-No cóż.. chcę was w końcu usłyszeć. Podobno umiecie śpiewać - powiedziałam uśmiechnięta.
-Podobno? Dziewczyno! Nie wiesz co mówisz - powiedział Louis - jesteśmy najlepsi. Sama się przekonasz.
-Zaskoczcie mnie - odpowiedziałam i wystawiłam im język.
-Kuzyneczko, grabisz sobie - odezwał się Niall.
-W takim razie się zbierajmy - powiedział Harry - ja prowadzę!
-No chyba cię pogięło Styles - powiedział Liam - nie śpieszy mi się na tamten świat. Jedziemy moim wozem.
-To nie fair!
-To bardzo fair. Nikt nie wsiądzie z tobą do samochodu.
-Rose ze mną pojedzie - powiedział i spojrzał na mnie - prawda?
-Jak świnie polecą - prychnęłam i wstałam od stołu.
Przybiłam z Zayn'em żółwika i byliśmy gotowi. Wyszliśmy z domu i wsiedliśmy do samochodu Liam'a. On zajął miejsce za kierownicą, obok niego Libby, a ja usadowiłam się pomiędzy Zayn'em a Niall'em. Ciągle czułam na sobie wzrok Hazzy. Miałam tego powoli dość. On naprawdę myślał, że między nami mogło coś być. Marzyciel. Jak mogłabym z kimkolwiek być, skoro w sercu ciagle miałam Josh'a? Nieważne, że nie żył. Zawsze był i będzie częścią mnie. Po drodze chłopcy cały czas rozmawiali. Ja się wyłączyłam. Nadal zbyt dobrze nie znałam Londynu, więc patrzyłam przez przyciemnianą szybę i rozglądałam sie dookoła. Wszędzie było biało. I to wyglądało niesamowicie.
-Londyn jest piekny, prawda? - usłyszałam szept od strony Zayn'a i lekko zadrżałam.
-Tak - odpowiedziałam cicho - to miasto jest.. fascynujące.
-Zgadzam się z tobą. Ale nie znasz jeszcze wszystkich jego zakątków.
-Kiedyś z pewnością je poznam.
-Kiedyś na pewno. No.. chyba, że ładnie poprosisz..
-O co?
-O to, żebym ci je pokazał - odpowiedział z uśmiechem.
-Ach tak.. no cóż. Może kiedyś cię o to poproszę.
-Jestem do twojej dyspozycji.
-Uważaj. Zapamiętam sobie te słowa.
-Dobrze.
Zasmiałam się i znów odwróciłam w stronę okna. Okazało się, że jesteśmy już na miejscu. Staliśmy pod studiem. Była tam też cała masa fanek krzyczących imiona chłopaków i innych tekstów. Wysiedliśmy z samochodu Liam'a i weszliśmy prosto do budynku. Wzięłam Libby pod rękę i szłam za chłopakami. W końcu weszliśmy do odpowiedniej sali. Chłopaków od razu dopadła cała masa ludzi a my z Libby stałyśmy z tyłu i rozglądałyśmy się. Była tam cała masa sprzętu i różnych guzików. Można było dostać oczopląsu. Po jakiejś godzinie za szklaną szybą zobaczyłyśmy naszych przyjaciół. Każdy zajął miejsce przy jednym mikrofonie i nałożył na uszy specjalne słuchawki. My usiadłyśmy na białej, skórzanej sofie i patrzyłyśmy na nich. Już za niedługo miałam usłyszeć te ich podobno 'doskonałe' wokale. Przy sprzęcie siedziało 3 mężczyzn.
-Okay chłopaki - powiedział jeden z nich - na początek śpiewacie Nobody Compares, potem Loved You First, a na koniec She's Not Afraid. Gotowi?
Odpowiedzieli mu kiwając głowami. Już po chwili rozległa się muzyka i Niall zaczął śpiewać pierwszą zwrotkę. Przez chwilę zaniemówiłam. Wsłuchując się w ich głosy na chwilę zapomniałam gdzie jestem. Nie widziałam niczego, oprócz ich. Ich głosy idealnie do siebie pasowały. To było.. idealne, zniewalające, niesamowite. Nie sądziłam, że kiedykolwiek coś takiego usłyszę. Kiedy skończyli pierwszą piosenkę, Hazz spojrzał prosto na mnie. A ja nie byłam w stanie odwrócić głowy. Uśmiechnął się triumfalnie i puścił mi oczko. Zaczęli drugą piosenkę. A ja nadal patrzyłam na nich jak zahipnotyzowana. To było.. magiczne. Kiedy w końcu skończyli, Libby musiała mną potrząsnąć żebym wróciła do rzeczywistości. Zamrugałam kilkakrotnie i podniosłam się z wygodnej sofy. Chłopcy zadowoleni wyszli do nas. Liam od razu przytulił i pocałował Libby, na co ona się zaśmiała. 
-I jak Rose? Jesteśmy aż tacy źli? - spytał Niall z uśmiechem.
-To było.. ja.. wy.. Jezu, to było świetne! - powiedziałam z uznaniem.
-Ha! Wiedziałem, że jej się spodoba - włączył się Louis - nas nie da się nie kochać!
-Skromniś - prychnęłam - okay, przyznaje. Macie talent. Śpiewacie perfekcyjnie. Nie dziwię się, że macie fanki. A teraz koniec komplementów. Wróćmy do rzeczywistości.
-Ależ Rose, to ciągle rzeczywistość - powiedział Harry - pierwszy krok za tobą. Teraz się w nas zakochasz. Zaczniesz nałogowo słuchać naszej muzyki. Nie będziesz mogła bez nas wytrzymać, a przez sen będziesz wymawiała nasze imiona. Aż w końcu w pełni zachorujesz na One Direction Infection. A wtedy nie będzie już odwrotu. 
-Przepraszam, czy jest na sali lekarz? Ten pan ma poważne zaburzenia psychiczne - powiedziałam z ironią.
-Tak będzie, zobaczysz.
-Jasne, jasne. Możemy już jechać do domu? 
-Wy jedźcie. Ja mam coś do załatwienia - powiedział, pomachał nam i po prostu wyszedł. 
Wzruszyłam ramionami i razem z resztą opuściliśmy budynek. Musiałam z nimi porozmawiać. Miałam pewność, że są dla mnie bardzo ważni. Musiałam im wszystko opowiedzieć. Zasługiwali na to. Kiedy tylko dojechaliśmy do domu poprosiłam ich aby usiedli w salonie. Zgodzili się bez niczego. Zajęli miejsca na sofie, a ja na fotelu naprzeciwko nich. Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam.
-Wiem, że Niall nie mówił wam dlaczego tu przyjechałam. To nie jest dla mnie łatwy temat, ale.. ale wiem, że mogę wam ufać i macie prawo wiedzieć..
Zrobiłam dłuższą pauzę. Cała piątka wpatrywała się we mnie intensywnie. Nie wiedzieli czego mają się spodziewać. Niall w mig pojął o co chodzi. W jednej chwili znalazł się obok mnie i objął ramieniem, za co byłam mu wdzięczna. Wyciągnęłam ręce wprzód i powoli podciągnęłam rękawy. Widziałam jak zmieniają się ich miny. Z zaciekawionych zrobiły się przerażone. Żaden z nich nic nie powiedział. 
-Przez 3 lata spotykałam się z Josh'em - zaczęłam powoli - był.. był dla mnie bardzo ważny. Ba, był najważniejszą osobą w moim życiu. W nim miałam pełne oparcie i kochałam go jak nikogo innego. Wszystko było w porządku, ale.. jedna impreza wszystko zmieniła. Josh pokłócił się z przyjacielem i wybiegł z klubu, a ja za nim. Wsiadł na motocykl.. był pijany.. a ja nie mogłam go powstrzymać.. próbowałam wszystkiego, ale.. na nic nie reagował. Wsiadłam z nim. Mieliśmy wypadek. Zderzyliśmy się z ciężarówką. Josh zginął na miejscu, a ja przez 6 dni leżałam nieprzytomna w szpitalu. Wtedy wszystko się zawaliło. Zaczęłam się ciąć. Nie chciałam żyć, bo myślałam, że nie mam po co. On był sensem mojego życia, a kiedy go nie było.. nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Inną sprawą jest to, że.. mój ojciec zaczął pić. Ciągle robił awantury.. znęcał się nade mną i mamą.. miałam dość takiego życia - czułam jak łzy płyną mi po policzkach a  głos drży - gdyby nie Niall.. nie wiem co by teraz ze mną było.. chciałam się poddać.. umrzeć.. ale on się zjawił i pomógł mi.. zaproponował wyjazd.. zgodziłam się, choć niechętnie.. teraz.. teraz jest mi lepiej. Powoli godzę się z nową sytuacją. Nadal jest mi ciężko.. wspomnienia wracają.. ale powoli dochodzę do siebie. Dzięki wam.. Dlatego chciałam wam podziękować za to, że jesteście.. bo gdyby nie wy.. to pewnie by mnie tu już nie było..
Kiedy skończyłam, wszyscy jak na komendę znaleźli się obok mnie. 
-Zawsze będziemy przy tobie - powiedział Zayn - możesz na nas liczyć w każdej sytuacji. Nie pozwolimy ci się załamać.
-Zayn ma rację - poparła go Libby - cokolwiek by się działo, zawsze będziemy z tobą. I wiem, że może to błahe słowa, ale wszystko będzie dobrze. Zobaczysz. 
-Tak - odezwał się Liam - Niall dobrze zrobił, że cię tu zabrał. Zaopiekujemy się tobą. Obiecuję, że zrobimy wszystko żebyś czuła się u nas jak w domu.
-Dziękuję wam - odpowiedziałam po cichu - to naprawdę wiele dla mnie znaczy..
-Jesteś naszą przyjaciółką - powiedział Lou - a dla przyjaciół zrobimy wszystko. Prawda Kev.. Kevin? Kevin cholera gdzie jesteś?! Ty cholerny ptaku jak nasrasz mi na nowe spodnie to nie żyjesz! Kevin!
Louis zaczął się wydzierać i chodzić po całym salonie rozglądając się dookoła. Zaczęłam się śmiać. Sama z siebie. Reszta również. Nie wiedziałam o co chodzi, ale było to takie komiczne, że nie dałam rady się nie śmiać. Kiedy w końcu się uspokoiliśmy Niall włączył jakiś film i zajęliśmy się oglądaniem. Zauważyłam, że Zayn cały czas mi się przyglądał. Speszona odwróciłam wzrok i wbiłam go w ekran. Po chwili do domu wrócił Harry. Nic nie powiedział, tylko poszedł prosto do siebie. Nie zwróciłam na niego uwagi. Po skończonym filmie sama poszłam do siebie. I tam siedziałam do końca dnia. Po tej rozmowie było mi lepiej. Ich wsparcie wiele dla mnie znaczyło. Byli najlepszymi przyjaciółmi na świecie. 


.~*~.

Minęły dwa tygodnie. Tak, 14 dni. Właśnie tego dnia na swych drzwiach zobaczyłam karteczkę z napisem "czas minął". Miałam co do tego mieszane uczucia. Harry nie odpuszczał. Ciągle się do mnie zbliżał. A ja zaczynałam czuć się coraz dziwniej. Coraz inaczej na niego reagowałam. Czasami przyłapywałam się na tym, że po prostu się na niego gapię. A gdy w tłumie widziałam kogoś o brązowych lokach to od razu nasuwał mi się na myśl, a jego twarz stawała mi przed oczami. Starałam się z tym walczyć, ale to było bez sensu. A z drugiej strony był Zayn. Odkąd wszystko im opowiedziałam, stał mi się bardzo bliski. Wspierał mnie, pomagał, rozśmieszał i brał na długie spacery po Londynie. Byłam rozdarta. Harry powiedział, że wystarczą mi dwa tygodnie bym się w nim zakochała. Cóż, mylił się. Choć coś się zmieniło. Coś we mnie. Nadal myślałam o Josh'u. Nadal wspominałam wspólne chwile. Ale.. no właśnie, ale co? Bo było nie tak? Co się zmieniło? Siedziałam właśnie w salonie i oglądałam jakiś durny talk show, gdy nagle w progu stanął Harry. Oparł się o futrynę i uśmiechnął się łobuzersko.
-Co? - spytałam przyglądając mu się - coś nie tak Styles?
-Twój czas się skończył Rose. Teraz jesteś moja.
-Twoja? Harry w jakim świecie ty żyjesz? Nigdy nie będę twoja. Choćbyś nie wiem co zrobił. 
-Jasne, jasne. Oboje wiemy że coś do mnie czujesz.
-Daj sobie na wstrzymanie - prychnęłam.
-Podejdź do mnie i powiedz mi prosto w oczy, że nic do mnie nie czujesz. Inaczej nie uwierzę.
Uniosłam do góry jedną brew i mozolnie wstałam z kanapy. Stanęłam blisko niego patrząc mu centralnie w te jego głębokie, zielone oczy. 
-Nic do ciebie nie czuję Styles - powiedziałam szeptem - nic a nic.
-Doprawdy? - zamruczał i się do mnie przysunął.
-Mhm..
Staliśmy w niebezpiecznej odległości. Czułam na szyi jego ciepły oddech. Znów doszło do sytuacji, w której wolałabym się nie znaleźć. Chcąc czy nie Harry dziwnie na mnie działał. A ja nie wiedziałam co z tym zrobić. W jednej chwili poczułam, jak się unoszę. Harry wziął mnie na ręce i gdzieś niósł. Zaczęłam krzyczeć i mu się wyrywać, ale był silniejszy.
-Styles! Cholera, co to ma być?! Puszczaj mnie!
Nic nie powiedział. Hazz otworzył jakieś drzwi i znaleźliśmy się nad basenem. Nie byłam do końca pewna co chciał zrobić. Ale po chwili się przekonałam. Stanął nad samą krawędzią basenu, a ja mocniej objęłam jego szyję.
-Nie zrobisz tego - warknęłam.
-Przyznaj, że ci się podobam - powiedział.
-Co? Nie!
-Okay, to sobie popływasz..
-Ej! Bez takich!
-Przyznaj, że ci się podobam - powtórzył i rozluźnił uścisk - albo będziesz mokra. Choć w sumie to będzie.. całkiem interesujące. 
-Okay! Dobra, poddaje się! Podobasz mi się. Powiedziałam to. A teraz mnie postaw.
-Co? Chyba nie dosłyszałem.. 
-Jesteś stuknięty! Podobasz mi się - powtórzyłam spokojniej - naprawdę mi się podobasz. Zadowolony?
-Jak najbardziej - powiedział i wyszczerzył zęby w uśmiechu po czym postawił mnie na ziemi.
Stanęłam naprzeciwko niego. Zbliżyliśmy się do siebie. Złapałam go za koszulę i stanęłam na palcach. Tak,jakbym chciała go pocałować. A gdy zamknął oczy z całej siły pchnęłam go do tyłu. Wpadł do wody z wielkim pluskiem. Gdy wynurzył się zdezorientowany uśmiechnęłam się triumfalnie i skrzyżowałam ręce na piersi.
-Żartowałam - powiedziałam i wyszłam z pomieszczenia, zamykając za sobą drzwi.
Uśmiechnęłam się pod nosem i poszłam do kuchni. Nalałam sobie soku bananowego i wypiłam go. Nagle koło mnie zjawił się Niall. 
-Em.. Rose? - zaczął niepewnie.
-Słucham głodomorku?
-Jutro jest bardzo ważna impreza. Będzie na niej sporo sławnych, wpływowych ludzi. Musimy na niej być. Dostaliśmy zaproszenie i nie możemy go odrzucić. Paul by nas zabił. Ty, Libby i Amber macie iść jako osoby towarzyszące. Czy ty.. jesteś w stanie? Dasz radę?
-Ja? - zdziwiłam się - na imprezę sław? Zwariowałeś? A kim ja jestem żeby tam być?
-Jesteś moją kuzynką i chcę żebyś była tam ze mną. Zrobisz to dla mnie?
-No.. ja.. - zawahałam się.
-Proszę. Tylko ten jeden raz. Jeżeli ci się nie spodoba to nigdy więcej cię nie namówię. Dla mnie?
-Eh, no dobra. Niech ci będzie.
-Dziękuję! Jesteś najlepsza!
Po tych słowach mocno mnie przytulił co odwzajemniłam. Rozmawialiśmy jeszcze chwilę, a później poszłam do siebie. Mijając drzwi Zayn'a usłyszałam czyjąś rozmowę. Nigdy nie podsłuchiwałam, ale tym razem byłam pewna, że chodziło o mnie. 
-Amber przesadzasz! - krzyczał Zayn - ostro przesadzasz! Co ty do niej masz?!
-Jak to co? Ona nam psuje wizerunek! Przyjechała tu nie wiadomo skąd i myśli, że jest kimś! A wcale nie jest! Bo co? Bo ma jakieś problemy? Mam to gdzieś! Ona tu nie pasuje! A w dodatku nie umie się ubrać jak człowiek! Przy tych ludziach wypadniemy jak plebs!
-Nic o niej nie wiesz! Nie masz prawa jej oceniać! Co w ciebie wstąpiło Amber?
-We mnie? Chyba w ciebie! Cały czas jej bronisz! Kim ona dla ciebie jest? A może się w niej zakochałeś i mnie dla niej zostawisz co?!
-Nie jest nikim ważnym! Po prostu staram się ją zrozumieć! Ma teraz trudny okres. Nie możesz jej oceniać. Nie znasz jej!
-Przeginasz Zayn! Albo ja, albo ona! Wybieraj!
-Oczywiście, że ty głuptasie! Przestań wygadywać takie bzdury!
-Po prostu nie rozumiem po co ona w ogóle tu przyjechała.. było lepiej bez niej..
-Amber..
Nie słuchałam dalej. Łzy płynęły mi po policzkach. Pobiegłam prosto do siebie i zamknęłam drzwi na klucz. Rzuciłam się na łóżko i wybuchnęłam płaczem. Co ja jej zrobiłam? Czym się naraziłam, że aż tak mnie nienawidziła? W uszach ciągle brzmiały mi słowa Zayn'a "Nie jest nikim ważnym". Myślałam, że jesteśmy przyjaciółmi. Był dla mnie jak brat i mówił, że jestem dla niego.. nikim. To bolało. Musiałam coś zrobić. Nie mogłam dłużej dawać się poniżać. Dosyć tego wszystkiego. Otarłam łzy i wyciągnęłam telefon. Od razu wybrałam numer Libby. Odebrała po trzech sygnałach.
-Tak?
-Libby, potrzebuję twojej pomocy. Masz czas?
-Dla ciebie zawsze kochanie. O co chodzi?
-Niall zaprosił mnie na tą jutrzejszą imprezę. Potrzebuję rady w sprawie sukienki i dodatków. Muszę jakoś wyglądać. 
-Będę u ciebie za 20 minut. Czekam pod domem.
-Dziękuję, kocham cię!
-Ja ciebie również. Do zobaczenia!
Rozłączyłam się i poszłam do garderoby. Przebrałam się w TO, uczesałam włosy i zeszłam na dół. Nie mówiąc nic nikomu ubrałam płaszcz i wyszłam z domu. Libby już czekała. Przywitałam się z nią cmoknięciem w policzek i pojechałyśmy w stronę galerii. Opowiedziałam jej o podsłuchanej rozmowie. Zareagowała tak jak się spodziewałam - wściekła się. Po galeriach chodziłyśmy przez kilka godzin. Byłam już padnięta. Przymierzyłam tyle sukienek, że nie pamiętałam połowy z nich. Gdy już miałyśmy wychodzić ze sklepu moją uwagę przykuła jedna kreacja. Prosta i śliczna. Libby również ją zauważyła. 
-Musisz ją mieć - powiedziała - jest dla ciebie idealna.
I rzeczywiście była. Leżała jak ulał. Libbs pomogła mi dobrać dodatki i buty. Ale gdy je zobaczyłam, od razu się skrzywiłam.
-Nie przesadzasz? To ma jakieś 20 centymetrów! Nie zrobię w nich nawet kroku..
-E tam, przesadzasz. Nauczę cię.
-To będzie kompromitacja jak się wywalę na środku. I to będzie twoja wina.
-Tak, tak. Biorę to na siebie. Bierz i nie gadaj.
Wywróciłam oczami i podeszłam do kasy. Wydałam prawie wszystkie pieniądze, które dostałam od mamy. Ale było warto. Teraz Amber nie miała podstaw by mnie krytykować. Do domu wróciłam w świetnym humorze. Nie zepsuł mi go nawet Harry, który patrzył na mnie wilkiem. Chyba nadal nie wybaczył mi tego basenu. Resztę dnia spędziłam z Libby w swoim pokoju. Dołączył do nas też Niall i Liam. Zayn był z Amber, Harry był u siebie a Louis się gdzieś włóczył. Choć o Maliku starałam się nie myśleć. Po tym co powiedział nie zamierzałam z nim gadać. Dzień minął mi naprawdę przyjemnie. Bo był spędzony z przyjaciółmi. 
Następnego dnia Libby była u mnie od rana. Stwierdziła, że przyszykujemy się nawzajem. Sama też kupiła zestaw poprzedniego dnia i nie mogła się doczekać żeby go założyć. Na początku była cała masa śmiechu. Miałyśmy jeszcze mnóstwo czasu. Po prostu rozmawiałyśmy. W końcu poszłam pod prysznic, a po mnie blondynka. Na początek zajęłyśmy się fryzurami. Moja wyglądała TAK, a Libby TAK. Byłam pod naprawdę wielkim wrażeniem.
-Czy jest coś czego nie potrafisz? - spytałam jej.
-Jest wiele rzeczy których nie potrafię, uwierz.
-Ta, jasne. 
Nagle ktoś zapukał do drzwi, więc poszłam otworzyć. W progu stał Zayn. Zmrużyłam oczy i spojrzałam na niego. Uśmiechał się.
-Hej, mogę wam przeszkodzić? - spytał.
-Nie - odpowiedziałam sucho i zamknęłam mu drzwi przed nosem.
Wróciłam do przyjaciółki i kontynuowałyśmy przygotowania. Nadszedł czas na makijaż. Mój wyglądał TAK, a Libbs TAK. Później paznokcie. Ja miałam TAKIE, a Libby TAKIE. Kiedy skończyłyśmy było już naprawdę późno. Zegar wybijał 18:00. Została nam godzina.  Przez cały poprzedni dzień i pół nocy uczyłam się chodzić w nowych butach. I na szczęście wychodziło mi to całkiem dobrze. Weszłyśmy do garderoby. Wyciągnęłyśmy nasze zestawy i przebrałyśmy się. W końcu obie stanęłyśmy przed wielkim lustrem. Ja ubrana w TO, a moja przyjaciółka w TO. Przez chwilę nie mogłam uwierzyć, że to naprawdę ja. Jeszcze nigdy tak nie wyglądałam. Z lustra patrzyła na mnie piękna, młoda i zdolna do wszystkiego dziewczyna. To właśnie byłam ja. Nowa ja. Musiałam stawić czoło wszystkiemu. Byłam silna. Musiałam dać radę. Musiałam pokazać innym, że nie jestem taka słaba i nic nie warta. Nadszedł czas, by wszystko zmienić..

___________________________
Witajcie moje kochane Directioners ♥
Przepraszam, że rozdziału nie było tak długo. Pisałam o tym na Eternity, ale pewnie nie wszystkie z was go czytają :)
Otóż od środy byłam w szpitalu i miałam dość poważną operację. Dzisiaj wróciłam do domu, choć nadal jestem słaba i obolała. Wracam do sił, ale jeszcze długa droga przede mną. Rozdział dodałam pod przypływem weny. Mam nadzieję, że wam się podoba :) Dziękuję za komentarze i wyświetlenia! Jesteście najlepsze <3 postaram się was nie zaniedbywać, obiecuję :)
Czytasz = komentujesz ♥
Następny postaram się dodać jak najszybciej. Bądźcie cierpliwe :)
Do napisania! <3
Kocham waaaas ♥

niedziela, 25 listopada 2012

Rozdział ósmy ♥

~Rose~

Minęły 4 dni odkąd wprowadziłam się do domu chłopaków. Już się do nich przyzwyczaiłam. Harry nadal nie odpuszczał. Codziennie przyklejał mi na drzwiach karteczkę z ilością dni, które mi pozostały. Nadal uważałam to za przesadne. Okay, może i był przystojny, ale zbyt nachalny. Ciągle próbował ze mną flirtować, ale średnio mu się to udawało. Byłam stanowcza. Nie dawałam się tak łatwo. Za to bardzo zbliżyłam się do Zayn'a. Wiedziałam, że mogę mu ufać. Wszyscy stali się moimi przyjaciółmi. A Libby zastępowała mi Natalie. Amber nadal patrzyła na mnie krzywo i z niesmakiem. Zupełnie jakbym była jakimś intruzem. Miałam się nią nie przejmować, ale średnio mi się to udawało. Zastanawiałam się co takiego jej zrobiłam, ale nic nie przychodziło mi do głowy. Była sobota. Siedziałam u Zayn'a, który pokazywał mi swoje rysunki. W pewnym momencie zachciało mi się pić, więc przeprosiłam go i wyszłam. Przy drzwiach zderzyłam sie z Amber.
-Ups.. prze..
-Jak chodzisz niezdaro? Co ja jestem niewidzialna? - warknęła przerywając mi w pół zdania.
-A może to ty na mnie wpadłaś? - syknęłam - a w ogóle to o co ci chodzi?
-Odwal się od mojego chłopaka suko - powiedziała ostro - nie żartuję. Zostaw go w spokoju.
-Czy tobie już kompletnie odbiło? Farba uderzyła ci na mózg?! Zayn to mój przyjaciel. Nie traktuj go jak jakiś nic nie warty przedmiot.
-Żadna głupia lalunia nie będzie mi mówić co mam robić - powiedziała mrużąc oczy - a poza tym Zayn to mój chłopak i mogę z nim robić co chcę.
-Jesteś żałosna. Zachowujesz się jak dziecko. A Zayn'a traktujesz jak jakąś zabawkę.
-Bla bla bla. Weź stąd idź bo nie mogę patrzeć na ciebie i te ciuchy z wyprzedaży.
-Wolę mieć ciuchy z wyprzedaży niż niż twój ryj z kilogramem tapety.
-Słuchaj dziewczynko..
-Ciebie? Hahaha - zaśmiałam się sztucznie - śnisz.
Prychnęłam, ominęłam ją i zeszłam na dół. Miałam dość bezsensownych kłótni o nic. W kuchni zastałam Nialler'a, który stał przed otwartą lodówką i wyciągał co popadnie.
-Serek, korniszonki, nutella, dżemik, masełko - wyliczał pod nosem i wyciągał produkty - o i jeszcze szyneczka!
-Emm... Niall? Czy ty aby na pewno dobrze się czujesz? - spytałam go niepewnie.
-No co? Nie można pieszczotliwie mówić do jedzenia? Gdyby to było legalne moją żoną zostałaby pizza! Taka wiesz.. z szynką, pepperoni, serem, pomidorkami..
-Niall, skończ - przerwałam mu - proszę.
-No co? Okay, okay. Co tam? Jak się u nas czujesz? Bo jakoś nie mieliśmy okazji porozmawiać.
-Wszystko w porządku. I.. dziękuję.
-Ale za co?
-Za to, że pozwoliłeś mi tu przyjechać. Za to, że mnie na to namówiłeś. Za to, że jesteś..
-Przecież wiesz, że nie ma za co. Jesteś moją kuzynką i cię kocham. Chcę żebyś była szczęśliwa.
-Oo, chodź tu mój głodomorku.
Po tych słowach wyciągnęłam do niego ramiona. Przytuliłam go najmocniej jak tylko umiałam. Tak, to była prawda. To dzięki niemu dochodziłam do siebie. To dzięki niemu mogłam żyć normalnie. Gdyby nie przyjechał do Mullingar, pewnie nadal żyłabym w bólu i cierpieniu. Pewnie nadal nic nie zrobiłabym ze swoim życiem. To on wyciągnął mnie z 'bagna'.
-Och, jakie to słodkie - usłyszałam za sobą głos Harry'ego.
Odsunęłam się od Niall'a i zmrużyłam oczy.
-A co? Zazdrosny? - spytałam unosząc jedną brew do góry.
-Tak. I to bardzo. Ja też chcę! - powiedział robiąc smutną minę.
Nic nie powiedziałam. Nie musiałam. Niall od razu podbiegł do niego i rzucił mu się na szyję. Uśmiechnęłam się triumfalnie. Na niego zawsze mogłam liczyć.
-Och, Harry! Ja cię tak kocham! - mówił Niall.
-Horan, debilu! Nie ciebie chciałem przytulić! - powiedział Harry próbując mu się wyrwać.
-Jasne, jasne. Teraz się tłumacz!
Styles w końcu mu się wyrwał i poprawił włosy. Zaśmiałam się pod nosem i mijając go szepnęłam mu do ucha "próbuj dalej", a później wyszłam z kuchni. Zapomniałam nawet po co właściwie tam poszłam. Już chciałam wchodzić po schodach gdy zauważyłam zbiegającą z nich Amber, a za nią Zayn'a.
-Mam tego dość! - krzyczała - zachowujesz się jak idiota! Kompletnie mnie ignorujesz!
-Amber, przestań to nie tak.. - mówił Zayn próbując ją uspokoić.
-Odczep się ode mnie!
Mignęli mi przed oczami. Amber wybiegła z domu a Zayn za nią. Wiedziałam o co się pokłócili. A raczej o kogo. Wywróciłam oczami i poszłam do siebie. Miałam ochotę na spacer. Znałam Londyn coraz lepiej. Ostatnio włóczyłam się z Niall'em, Liam'em i Libby. Pokazali mi wiele świetnych miejsc. Poszłam do garderoby i przebrałam się w TO. Już miałam wychodzić, gdy do mojego pokoju wszedł Niall. W ręku trzymał jakieś pudełko.
-Mam coś dla ciebie - powiedział z uśmiechem.
-Dla mnie? - zdziwiłam się - a niby z jakiej okazji? Urodziny mam za 3 miesiące.
-Bez okazji. Po prostu chcę ci coś dać.
Po tych słowach wręczył mi 'prezent'. Otworzyłam go niepewnie i przeżyłam szok. W środku znajdował się telefon. Wyjęłam go ostrożnie i spojrzałam na Niall'a z niedowierzaniem.
-Ty.. kupiłeś mi.. komórkę? - wydukałam - zwariowałeś? Po co? Nie potrzebuję tego. I wybacz, ale nie mogę go przyjąć.
-Nie możesz, ale musisz - powiedział ciągle się uśmiechając - pamiętasz jak w samochodzie powiedziałaś, że to nie fair że ja mogę wynajmować samoloty a ciebie nie stać na nowy telefon? Mówisz masz.
-Ale.. nie chodziło mi o to, że masz mi kupować komórkę! Już wystarczająco dużo dla mnie robisz pozwalając mi tu mieszkać. Nie potrzebuję prezentów. A zwłaszcza tak drogich. Zabierz to.
-Nie. Jest twoja. A jak jej nie przyjmiesz to nigdy więcej się do ciebie nie odezwę. Poważnie.
-Niall! To jest szantaż!
-Wiem. Ale skuteczny. Mam nadzieję, że będzie się dobrze sprawował.
-Jesteś niemożliwy. I to nie fair.
-No cóż. I tak mnie kochasz, więc nie widzę problemu. Wybierasz się gdzieś? - spytał widząc że trzymam w ręku płaszcz.
-Tak. Idę na spacer - odpowiedziałam spokojnie.
-Sama? Rose, nie wiem czy to dobry pomysł..
-Nialler nie przesadzaj. Nie traktuj mnie jak dziecko. Jestem już duża, wiesz? Nie wrócę późno. A w razie czego mogę przecież zadzwonić.
-No.. dobra. Ale weź nowy telefon. Będę spokojniejszy.
-Dobra, dobra.
Wywróciłam oczami i przełożyłam swoją kartę do nowego modelu. Ustawiłam wszystkie ustawienia i ogarnęłam wzrokiem menu. Podziękowałam Niall'owi, przytuliłam go mocno i zeszłam na dół. W korytarzu oczywiście natknęłam się na Styles'a.
-O, a dokąd pani się wybiera? - spytał poruszając brwiami.
-Nie mam pojęcia dlaczego cię to obchodzi - prychnęłam.
-Bo.. możemy iść gdzieś razem - powiedział z szerokim uśmiechem - tak się składa, że mi się nudzi.
-Chyba śnisz. Nie dość, że muszę cię znosić w domu to jeszcze poza nim? Nie ma mowy.
-Daj spokój Rose. Czemu tak się bronisz?
-Nie lubię cię Styles. Kiedy to w końcu do ciebie dotrze?
-Nigdy? No weź..
Zaczął się do mnie niebezpiecznie przybliżać. Cofałam się, ale w końcu dotarłam do ściany. Oparłam się o nią, a Harry stanął nade mną. Dreszcze przeszły mi po plecach i przyspieszył oddech. Jak to się działo, że tak na mnie działał? Uspokajałam się w myślach i zastanawiałam się jak mogłabym uciec.
-Widzisz? - zamruczał - coś jednak do mnie czujesz.
-Tak, czuję. Niechęć - starałam się mówić spokojnie - możesz mnie puścić?
-Niech się zastanowię.. nie.
-Jeżeli zrobisz coś, czego możesz żałować, to lepiej tego nie rób - warknęłam.
-Żałować? O nie, na pewno nie.
-Styles. Poważnie. Liczę do trzech i masz mnie puścić. Bo jak nie to..
-To co?
-Zacznę piszczeć i oberwiesz w tą swoją podobno śliczną twarz. Nie żartuję.
-Kotek ma pazurki - zamruczał mi do ucha.
-Raz.. - zaczęłam odliczać - dwa..
-Dobra, dobra - podniósł ręce w geście rezygnacji i odsunął się ode mnie.
Uśmiechnęłam się triumfalnie i podeszłam do drzwi. Już miałam wychodzić, ale odwróciłam się do niego i powiedziałam:
-A na przyszłość, nie jestem żaden kotek. Zapamiętaj to sobie.
Dopiero wtedy wyszłam z domu. Powoli szłam ulicami Londynu. Niektórzy ludzie dziwnie się na mnie patrzyli. Jedni z fascynacją, inni z niechęcią. Ale jakoś nie zwracałam na to uwagi. Wiedziałam, że wszyscy już wiedzieli, że mieszkam z One Direction. Niektórzy mi zazdrościli, inni chcieli zabić spojrzeniem. Ale gdybym chciała się tym przejmować, to w ogóle nie wychodziłabym z domu. Mieszkałam tu dopiero od 4 dni, a już kochałam to miasto. Było takie.. magiczne i niesamowite. Choć z drugiej strony całkiem zwyczajne.  Sama nie zauważyłam kiedy doszłam do londyńskiego parku. Byłam w nim dopiero po raz drugi a zrobił na mnie takie samo wrażenie jak poprzednio. Przez dłuższą chwilę spacerowałam zaśnieżonymi uliczkami i rozglądałam się dookoła. Pogoda była naprawdę świetna. Idealnie nadawała się na rozmyślenia. Nie wiedziałam, co mam robić. Za niedługo miała nadejść wiosna, a ja nie mogłam ciągle chodzić w długich rękawach. Wszystko miało się wkrótce wydać. Zastanawiałam się więc, czy nie opowiedzieć wszystkiego chłopakom. Ufałam im. I powinni wiedzieć dlaczego Niall mnie tu przywiózł. To było trudne. Naprawdę bardzo trudne. Ale musiałam zapłacić za własne błędy. Rany powoli się goiły. Po tych najstarszych zostały już tylko bladoróżowe ślady. Usiadłam na jednej z ławek i spojrzałam przed siebie. Miałam nadzieję, że zrozumieją. Nagle poczułam za sobą czyjąś obecność. Odwróciłam się i zobaczyłam uśmiechniętego chłopaka, który intensywnie mi się przyglądał. Stał tuż za mną. Speszyłam się i odwróciłam wzrok.
-Daj spokój - odezwał się głębokim niskim głosem z lekką chrypką - chyba się mnie nie boisz, co?
-Nie, jasne że nie.. - bąknęłam.
Chłopak bez słowa usiadł obok mnie i uśmiechnął się.
-Jesteś tu nowa? Jakoś wcześniej cię nie widziałem.
-Tak. Wprowadziłam się kilka dni temu. A usiadłeś obok mnie bo..?
-Bo niecodziennie widzi się takie śliczne dziewczyny jak ty - odpowiedział.
-Ta. Weź przestań, nie do mnie takie teksty.
-No co? Taka prawda. A w ogóle to jestem Drake. A ty?
-Rose - odpowiedziałam i uścisnęłam mu dłoń.
-Miło cię poznać Rose.
-Ciebie również Drake.
Zaczęliśmy rozmawiać na przeróżne tematy. Drake zaproponował mi spacer. Zgodziłam się bez niczego. Wspólnie chodziliśmy po parku rozmawiając i śmiejąc się. Powoli zaczynało się ściemniać. W jego towarzystwie czułam się całkiem swobodnie. Zupełnie jakbym znała go kilka lat, a nie kilka godzin. I nagle coś się zmieniło. W jednej chwili chłopak złapał mnie za ramiona i przyparł do najbliższego drzewa. Nie wiedziałam co jest grane. Próbowałam mu się wyrwać, ale był silniejszy.
-Co ty..
-Bądź cicho - przerwał mi - ani słowa.
-O co tu kurde chodzi? Co ty robisz? Ej!
Drake napierał na mnie swoim ciałem. Po chwili jego usta dotknęły moich własnych. Zaczęłam mu się wyrywać, bić go pięściami, ale złapał mnie za ręce i nadal robił swoje. Zaciskałam usta najmocniej jak umiałam. Powoli zaczynało brakować mi tchu. Chciałam walczyć, uciec, ale nie byłam w stanie. Drake był silniejszy. Zaczął odpinać mi płaszcz i całować po szyi. Chciałam krzyczeć, ale głos uwiązł mi w gardle. Obawiałam się najgorszego. Wiedziałam, do czego zmierzał. I cholernie się bałam. Drake pchnął mnie na ziemię i po chwili leżałam już na zimnym śniegu. Znów zaczęłam się wyrywać, bić go, ale wszystko było na nic. I nagle usłyszałam czyjś głos i szybkie kroki. Drake zupełnie nic sobie z tego nie zrobił. Dalej się do mnie dobierał. Odzyskałam głos. Świadomość tego, że ktoś mógł mi pomóc dodawała mi siły.
-Pomocy! - krzyknęłam.
-Zamknij się kurwa! - syknął Drake - ani słowa szmato!
Znowu zatkał mi usta. I w tym momencie ktoś podszedł do niego od tyłu i uderzył w tył głowy. Chłopak zaklął pod nosem i upadł. Byłam sparaliżowana strachem. Nie spojrzałam nawet na swojego wybawcę.
-Ty skurwysynie! - usłyszałam znajomy głos - zabiję cię!
Zaraz. Chwila. Zayn? Nie, przecież to nie mógł być on. Ale na pewno? Próbowałam się podnieść, co średnio mi wyszło. Teraz miałam pewność, że moim wybawcą był Malik. Pochylał się nad Drakiem i bił go po twarzy. Miał zaciśnięte usta i mówił coś pod nosem. W końcu skończył i podszedł do mnie. Pochylił się nade mną, a ja się w niego wtuliłam. Zaczęłam płakać. Łzy same płynęły mi po policzkach.
-Już dobrze - mówił do mnie łagodnym głosem i głaskał po włosach - Rose już w porządku. Jestem tu. Już nic ci nie grozi.
-Za.. zabierz.. mnie.. stąd.. - wydukałam.
Zayn posłusznie pomógł mi wstać, objął mnie w pasie i zaprowadził do samochodu. Drake kucał na śniegu i pluł krwią. Patrzyłam na niego z obrzydzeniem. Kiedy w końcu znalazłam się w ciepłym wnętrzu odetchnęłam z ulgą. Starłam łzy z policzków i próbowałam się uspokoić. Było już po wszystkim. Już nic mi nie groziło. A mimo to nadal cała się trzęsłam.
-Rose, jesteś bezpieczna - powiedział Zayn spokojnie, ale trząsł mu się głos - ten.. ten sukinsyn już nic ci nie zrobi. Przysięgam ci to.
-Ja.. on.. ale.. - nie umiałam złożyć zdania w logiczną całość.
-Już dobrze. Spokojnie. Jesteś bezpieczna.
-Boże on chciał.. przecież..
-Nie myśl o tym. Już po wszystkim.
-Ja.. dziękuję. Boże, tak bardzo ci dziękuję - i znów się rozpłakałam, a Zayn mnie do siebie przytulił.
-Nie ma za co. Zabiłbym tego kolesia gdybym tylko mógł. Co to w ogóle miało być? Co się stało? Możesz mi powiedzieć?
-Ja.. siedziałam na ławce.. i on się dosiadł.. i gadaliśmy normalnie.. spacerowaliśmy.. jak gdyby nigdy nic.. i nagle on.. on się na mnie rzucił.. ja.. ja nie wiem czemu..
-Okay, nie rozmawiajmy o tym. Było, minęło. Teraz jesteś już bezpieczna i nic ci nie grozi.
-Dziękuję. Gdyby nie ty..
-Zrobiłem to, co musiałem. W porządku?
-Tak. Teraz już tak - w końcu odzyskałam nad sobą pełną kontrolę.
-Na pewno?
-Tak. W stu procentach. Po prostu jedźmy do domu. Nic mi nie jest.
-Okay, skoro tak mówisz.
Odsunęłam się od niego i już po chwili byliśmy pod domem. Wzięłam głęboki oddech i wysiadłam. Zayn szedł zaraz obok mnie. Starałam się zachowywać jak najbardziej normalnie.
-Nie mów nikomu o tym, co się dzisiaj stało. Okay? - zwróciłam się do niego.
-Obiecuję, że nie pisnę ani słowa. Wszystko w porządku?
-Teraz już tak. Dzięki tobie.
Weszliśmy do domu i od razu usłyszałam głośne rozmowy. Zdjęłam płaszcz i buty i weszłam do środka.
-O! W samą porę! - powiedział Niall na nasz widok - Zayn, muzyka!
-Robi się - odpowiedział Malik i gdzieś poszedł.
Stanęłam zdezorientowana i patrzyłam jak wszyscy krzątają się po domu. Harry chodził z telefonem, Louis i Liam robili coś w kuchni a Niall robił małe przemeblowanie w salonie.
-Em.. co wy robicie? - spytałam kuzyna.
-Za godzinę będzie tu cała masa osób. Robimy małą domówkę - odpowiedział przesuwając fotel.
-Domówkę? - zdziwiłam się - teraz?
-Tak. Planowaliśmy to od dawna. A teraz nadarza się idealna okazja.
-Niby jaka?
-Dziś mija rok odkąd Zayn jest z Amber. A poza tym to w sumie nic. Mamy ochotę się zabawić.
-Em.. okay. To ja będę u siebie..
-Co? Jak to u siebie? Nie zejdziesz do nas? - spytał zdziwiony.
-Nie wiem jeszcze. Zobaczę.
Posłałam mu uśmiech i poszłam na górę. Rzuciłam się na łózko i schowałam twarz w poduszkach. To, co się dzisiaj stało było tak przerażające, że nie śniło mi się nawet w koszmarach. Gdyby nie Zayn to pewnie leżałabym teraz w parku całkiem bezbronna. I nikt by mi nie pomógł. Jak mogłam być taka głupia? Jak mogłam zaufać chłopakowi, którego pierwszy raz widziałam na oczy? Czy ja już całkowicie straciłam rozum? Musiałam być silna. Musiałam o tym zapomnieć. Było, minęło. Trzeba żyć dalej. Na szczęście nic się nie stało. Nagle ktoś zapukał do drzwi mojego pokoju. Niechętnie wstałam z łóżka i poszłam otworzyć. W progu stała Libby ubrana TAK. Przytuliła mnie na powitanie i weszła do środka.
-Ty jeszcze nie gotowa? Impreza zaraz się zacznie - powiedziała z uśmiechem.
-Jakoś nie mam ochoty świętować ich rocznicy - powiedziałam z niesmakiem - to znaczy Zayn'owi oczywiście pogratuluję, ale do tej małpy się nie zbliżę.
-Oj, nie przesadzaj. Nikt nie każe ci bawić się z Amber. Od tego masz mnie - puściła mi oczko.
-To już lepiej - odpowiedziałam z uśmiechem.
-No ja myślę. A poza tym, ze mną się nie napijesz?
-Z tobą zawsze! - zaśmiałam się.
Tak. Miałam ochotę się napić. Mimo swojego wstrętu do alkoholu miałam ochotę się po prostu upić. Żeby zapomnieć o całym dzisiejszym dniu.
-Kierunek: garderoba! - powiedziała Libby i zaciągnęła mnie tam.
Długo grzebała w moich rzeczach aż wreszcie wybrała mi TEN zestaw. Wyprostowała mi włosy i zrobiła dość mocny makijaż. W końcu byłam gotowa. Z dołu dochodziła już muzyka i głośne śmiechy. Impreza się zaczęła. Wzięłam Libby pod rękę i wspólnie zeszłyśmy na dół. W salonie było chyba z 20 osób. Zayn stał przy sprzęcie z Amber, która się do niego przymilała. Jak widać ich kłótnia poszła już w niepamięć. Gdy mnie zobaczył, uśmiechnął się przyjaźnie i mi pomachał, co odwzajemniłam. Zaraz potem już całował się z tą wiedźmą. Wywróciłam oczami i szukałam w tłumie znajomych twarzy. Dostrzegłam Nialler'a rozmawiającego z jakąś dziewczyną. On siedział z gitarą, a ona obok niego. Śmiali się z czegoś i najwyraźniej świetnie się bawili. Dziwne. Horan nic nie wspominał o jakieś swojej sympatii. Ale cóż. Kto zrozumie facetów? Nagle nasze spojrzenia się spotkały. Kuzyn przywołał mnie ruchem ręki.
-Idź - powiedziała mi Libby do ucha - będę przy stole z napojami.
-Okay - odpowiedziałam.
Szłam w kierunku Niall'a z dziwną miną. Nie wiedziałam kim była ta dziewczyna. Choć na oko wydawała się miła.
-Cześć kuzyneczko - powitał mnie jak już się przy nich znalazłam - poznaj moją przyjaciółkę Jane Hamilton. A to moja szanowna kuzynka Rose Bell - przedstawił nas sobie.
-Hej, miło cię poznać - powiedziałam i uściskałam jej rękę.
-Ciebie również - odpowiedziała z przyjaznym uśmiechem - Niall wiele mi o tobie mówił.
-Tak? Okay. Ale co złego to nie ja.
-Jasne, jasne - zaśmiała się
Rozmawiałam z nimi przez dłuższą chwilę. Jane była naprawdę miłą i towarzyską osobą. Od razu znalazłyśmy wspólny język i mogłybyśmy gadać całymi godzinami. W końcu jednak musiałam iść. Libby na mnie czekała.
-Pewnie się jeszcze zobaczymy - powiedziała Jane.
-To więcej niż pewne. Impreza się jeszcze nie kończy z tego, co widzę.
-I prędko się nie skończy znając tych wariatów. Jeszcze nigdy z żadnej ich domówki nie wyszłam wcześniej niż o 5:00 rano. Więc spokojna głowa.
-Świetnie. To do zobaczenia później.
Pomachałam im i podeszłam do Libby. Cmoknęłam ją w policzek i wzięłam do ręki drinka, którego przyszykowała. Dołączył do nas też Lou i jakiś chłopak, którego przedstawił jako Sandy. Alkohol lał się cały czas. Biorąc do ręki kubek poszłam z Libby na środek i zaczęłyśmy tańczyć. Liam i Louis od razu się dołączyli i zaczęli robić dziwne pozy. Robiłyśmy to samo, ciągle się przy tym śmiejąc. Miałam lekkie zawroty głowy od nadmiaru alkoholu, ale się tym nie przejmowałam. Miałam ochotę bawić się jak najdłużej. Nie przeszkadzało mi nawet to, że Harry ciągle się koło mnie kręcił. Sam również był już nieźle wstawiony. Gdy z głośników poleciała piosenka You Bring Me Joy po prostu wziął mnie za rękę i zaprowadził na środek. Nie protestowałam. Miałam to już całkowicie gdzieś. Zaczęliśmy ruszać się w rytm muzyki. Harry ciągle się o mnie ocierał i przybliżał. Nawet to mi nie przeszkadzało. Alkohol robił swoje. Później nadeszła pora na wolny kawałek. Chciałam sobie iść, ale Harry złapał mnie za rękę i przysunął do siebie jednym ruchem. Przytulił mnie do siebie, a ja go objęłam. Kołysaliśmy się w rytm spokojnej melodii. Już sama nie wiedziałam, co się ze mną działo. W głowie szumiało mi od alkoholu i powoli traciłam nad sobą kontrolę. Po skończonej piosence wyrwałam się Hazzie i poszłam do kuchni. W sumie nawet sama nie wiem po co. Zaświeciłam światło i nalałam sobie do szklanki soku pomarańczowego. Ktoś wszedł za mną i stanął centralnie za moimi plecami obejmując mnie w pasie. Poczułam zapach perfum Harry'ego.
-Co ty niby robisz? - spytałam go.
-Tulę się do ciebie. Rano mi nie pozwoliłaś - odpowiedział mi wprost do ucha.
-Teraz też ci nie pozwalam - prychnęłam.
-Daj spokój. Wiem, że mnie pragniesz.
-Styles, odróżnij marzenia od rzeczywistości.
-Nie udawaj. Wiem, że coś do mnie czujesz. Nie musisz się z tym kryć.
-Człowieku, niech do ciebie dotrze, że nic do ciebie nie mam.
-Tak? Doprawdy? - zamruczał mi do ucha.
-Tak..
W jednej chwili odwrócił mnie w swoją stronę tak, że nasze usta dzieliły milimetry. Na swoich wargach czułam jego ciepły oddech. I stało się. Złożył na moich ustach pocałunek. Na początku stałam sztywno, kompletnie zaskoczona, ale później odwzajemniłam. Na początku był delikatny, a później całował mnie z coraz większą zachłannością. Czułam jego język na swoim podniebieniu. Przyciągnęłam go do siebie i wplotłam mu ręce w jego gęste, kręcone włosy. Nie wiedziałam, co się ze mną działo. Chyba całkowicie straciłam nad sobą kontrolę. W końcu odepchnęłam go od siebie i spojrzałam mu prosto w oczy.
-To się nie wydarzyło - powiedziałam i wyszłam z kuchni, zostawiając go samego.
Ludzie bawili się w najlepsze. Podeszłam do stołu i wzięłam kolejnego drinka. Zauważyłam Niall'a i Jane tańczących do wolnego kawałka. Uśmiechnęłam się na ten widok. Zaraz obok nich był Zayn i Amber oraz Liam i Libby. Wyglądali naprawdę słodko. Po chwili podszedł do mnie Lou i wyciągnął do tańca. Nie miałam nic przeciwko. Impreza była naprawdę udana. Rozmawiałam nawet z kilkoma osobami. Nie myślałam o tym, co się dzisiaj stało. Nadmiar alkoholu zrobił swoje. Nie pamiętam nawet co robiłam potem. Urwał mi się film.

_____________________________
Heeeeeeeeeeej :) 
Pierwsza sprawa: Rozdział pisany z wielką mega dedykacją dla mojej kochanej
 siostrzyczki, która ma dzisiaj urodzinyyyy! Tak więc WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO EDITH ♥
Pamiętaj, chłopcy cię kochają :D I ja oczywiście też! :) 
Mam nadzieję, że ci się podobaa! ♥ Specjalnie for you !
Happy birthday kuwa to you :D hahahaha :D < 3
Woohoo! ♥

Druga sprawa: Dziękuję za wszystkie komentarze i czekam na kolejne! :) 
Czytasz - komentujesz.
Kochasz mnie? Skomentuj :D ♥

Trzecia sprawa: Moja druga siostrunia Patricia pisze świetne mega opowiadanie o 1D. 
Naprawdę wciągające i niesamowite! Jednak załamuje ją to, że ma tak mało komentarzy.
Pomożecie jej trochę? Pospamujemy? :D Zapraszam na jej bloga bardzo serdecznie! 
Uwierzcie mi, jest wart przeczytania! Na pewno wam się spodoba :) LINK:

Ode mnie to tyle :) Do następnego! < 3

wtorek, 20 listopada 2012

Rozdział siódmy ♥

-Wolałabym pocałować żabę - prychnęłam i skrzyżowałam ramiona na piersi.
-To twoje wyzwanie - powiedział nadal wyszczerzony Harry - i musisz je spełnić.
-W takim razie mnie zmuś - odpowiedziałam.
-Rosalie. Pocałuj mnie.
-Nie - wystawiłam mu język.
-Ale przecież..
-No dobra. Ale..
-Ale?
-Najpierw mnie złap Styles - po tych słowach wstałam i pobiegłam w głąb domu.
Kompletnie nie orientowałam się gdzie jestem, ale to nie było ważne. Nie rozumiałam sama siebie. Mogłam powiedzieć "nie i koniec" a nie jak głupia przed nim uciekać. Wiedziałam, że i tak go nie pocałuję. Ale cóż. Zabawa to zabawa. Skoro miałam zacząć się z nimi zaprzyjaźniać, to mogłam zacząć od razu. Mimo tego, że Harry ostro działał mi na nerwy. Był za bardzo pewny siebie i uważał, że może mieć wszystko. Weszłam do jakiegoś pokoju zamykając za sobą drzwi. Okazało się, że była to biblioteka. Na chwilę zupełnie zapomniałam, po co tam przyszłam. Podeszłam do wielkiego regału i ogarnęłam wzrokiem wszystkie książki. Nagle poczułam za sobą czyjąś obecność. Odwróciłam się szybko i stanęłam oko w oko z Harry'm. Czyli jednak mnie dopadł. Stał niebezpiecznie blisko mnie. Gdy tylko poczułam zapach jego perfum, po całym ciele przeszły mnie dreszcze. A to raczej nie było normalne.
-Mam cię - powiedział cicho i jeszcze bardziej się do mnie przysunął.
-I co teraz? Co zamierzasz zrobić? - spytałam starając się zachowywać obojętny ton głosu.
-Wypełnić wyzwanie. No dalej, to tylko jeden nic nie znaczący całus.
-Jak już mówiłam, wolałabym pocałować żabę - prychnęłam - jesteś niemożliwy. I nachalny.
-Tak, tak. Wystarczy już tych komplementów.
Lokers zaczął się nade mną pochylać. Zamknął oczy i nasze usta dzieliły centymetry. Na swoich wargach czułam już jego ciepły oddech. I właśnie w tym momencie wyciągnęłam zza siebie książkę i zasłoniłam nią twarz. Usta Harry'ego dotknęły okładki. Zanim zorientował się o co chodzi, rzuciłam książkę na podłogę i wybiegłam z biblioteki. Nie ze mną takie numery. Jak gdyby nigdy nic wróciłam do salonu. Wszyscy spojrzeli na mnie pytająco.
-A gdzie Harry? - spytał Niall.
-Całuje się z Szekspirem - powiedziałam i zajęłam swoje miejsce obok Zayn'a i Libby.
Spojrzeli na mnie zdezorientowani, a gdy opowiedziałam im o co chodzi, wybuchnęli głośnym śmiechem. Przybiliśmy sobie 'piąteczki' i właśnie wtedy do pokoju wszedł wkurzony Hazza.
-To było.. podłe! - powiedział do mnie.
-Wiem misiu - powiedziałam słodko - ale.. chyba ci się podobało? Prawda? Nie każdy ma okazję całować okładki.
Wszyscy znowu zaczęli się śmiać. Harry chyba miał dość bo warknął i poszedł na górę. Na mojej twarzy zagościł triumfalny uśmiech. Dopięłam swego. Wkurzyłam go. W końcu. Może wreszcie się ode mnie odczepi. Poprosiłam chłopaków, żeby opowiedzieli mi coś o sobie. Zgodzili się chętnie. Zaczął Zayn, potem Liam i Louis. Niall nie musiał nic mówić. Jego znałam na wylot. Zayn i Libby mieli rację. Reszta zespołu była naprawdę fajna. I dało się z nimi pogadać.
-A może ty nam coś o sobie opowiesz? - spytał Louis.
-Może jutro - powiedziałam wymijająco - dzisiaj jestem zmęczona. Wybaczcie, ale pójdę się już położyć. Dobranoc.
-Dobranoc - odkrzyknęli mi chórkiem, a Libby dodatkowo przytuliła.
Podniosłam się z podłogi i z uśmiechem na ustach poszłam do siebie. Dochodziłam już do swojego pokoju, gdy zorientowałam się, że ktoś stał przy drzwiach. Momentalnie zmrużyłam oczy. Czego on jeszcze chciał?
Skrzyżowałam ramiona na piersi i spojrzałam na Harry'ego.
-No nie - jęknęłam - nie masz jeszcze dość?
-Nie. Ani trochę. I muszę przyznać, że to co dzisiaj zrobiłaś mnie zaskoczyło.
-Tak właśnie miało być. A teraz zejdź mi  drogi Styles.
-Jasne. Ale najpierw się przyznaj - powiedział uśmiechając się.
-Przyznać się? Do czego? - spytałam zirytowana.
-Że chciałaś mnie pocałować.
-Haha - zaśmiałam się sztucznie - ty sobie chyba żartujesz. Poważnie.
-No dalej Rose. Przecież wiem, że chciałaś. To nic złego.
-Słuchaj. Daruj sobie, proszę cię. Idź podrywać kogoś innego, co? Macie sporo fanek. Wybierz sobie jakąś. A ode mnie się odczep.
Po tych słowach minęłam go jakoś i weszłam do swojego pokoju. Po chwili usłyszałam jego kroki i odgłos zamykanych drzwi. Dopiero wtedy odetchnęłam z ulgą. Nie zamierzał odpuścić. A już myślałam, że poszedł po rozum do głowy. Zrezygnowana przebrałam się w piżamę i położyłam w wygodnym łóżku. Mój drugi dzień w Londynie mimo wszystko mogłam uznać za udany. I miałam nadzieję, że inne nie będą gorsze. Nim się obejrzałam, już słodko spałam wtulona w poduszkę.

Następnego dnia obudziłam się wcześnie. Leniwie przeciągnęłam się na łóżku i spojrzałam w sufit. Kolejny dzień. To było dziwne. Wstawać ze świadomością, że nic mi nie grozi. Że już niczego nie musiałam się bać. Mama była bezpieczna. Ja również. Nie musiałam już wysłuchiwać ciągłych kłótni rodziców. Nie musiałam bać się tego, że ojciec zaraz wróci pijany i zrobi kolejną bezsensowną awanturę. Wszystko było w porządku. Rana w moim sercu się goiła. Powoli, ale jednak. Wciąż myślałam o Josh'u. O naszych wspólnych chwilach i przeżyciach. O tym jak było nam razem dobrze. Gdy przywoływałam we wspomnieniach jego twarz, nadal czułam ból. Jednak już mniejszy, niż przez ostatnie 2 miesiące. Czyżbym powoli dochodziła do siebie? Wyciągnęłam przed siebie ręce i spojrzałam na te wszystkie blizny, które zostały po nieudanych próbach samobójczych. Skrzywiłam się na sam ich widok. Chciałam umrzeć, żeby tylko móc znów być z Josh'em. Wtedy myślałam, że to jedyne wyjście. Teraz nie wiedziałam co myśleć. Wszystko się zmieniło. JA się zmieniłam. Nawet sama nie wiem kiedy. W końcu leniwie wstałam z łóżka i zrobiłam kilka przysiadów i skłonów na rozruszanie. Poczułam się głodna, więc postanowiłam zejść na dół i zrobić sobie śniadanie. Powoli zaczynałam czuć się jak u siebie. Gdy zamykałam drzwi do swojego pokoju, coś przykuło moją uwagę. A mianowicie żółta, samoprzylepna karteczka naklejona na środku moich drzwi. Spojrzałam na nią wkurzona i jednym ruchem odkleiłam, po czym podarłam ją na małe kawałeczki i rozrzuciłam po całym korytarzu. Dopiero wtedy zeszłam na dół. Gdy tylko znalazłam się w kuchni, otworzyłam lodówkę w poszukiwaniu czegoś do jedzenia. Opcji miałam sporo. W końcu zdecydowałam się na tosty z dżemem. Wyciągnęłam wszystkie potrzebne produkty i zajęłam się przygotowywaniem, nucąc pod nosem piosenkę Rihanny - We found love. Nagle usłyszałam za sobą czyjś cichy, krótki śpiew. Odwróciłam się przestraszona i spojrzałam prosto w roześmianą twarz Malika. Stał w drzwiach w samych dresowych spodniach. Widok jego nagiego torsu przyprawił mnie o lekkie zawroty głowy. Chryste! Jak można mieć takie ciało, ja się pytam?!. Speszona odwróciłam wzrok i oparłam ręce na blacie. Dopiero wtedy zorientowałam się, że sama byłam w piżamie.
-Wybacz, nie chciałem cię przestraszyć - powiedział - ani ci przeszkadzać w prywatnym koncercie.
-Bardzo śmieszne Zayn - bąknęłam nie odwracając się - boki zrywać.
-No co? Masz przyjemną barwę głosu.
-Ale ja tylko nuciłam! A zresztą, nieważne. Zapomnijmy o tym.
-Okay, okay. Już nic nie mówię - znowu się zaśmiał.
Rose, tylko spokojnie. Przecież nie raz już widziałaś facetów z niezłymi klatami. Między innymi Josh'a i Tyler'a. Czy się przejmujesz? To tylko Zayn - mówiłam sama do siebie w myślach, próbując się uspokoić. Skończyłam robić śniadanie, nalałam sobie do szklanki soku bananowego i poszłam do jadalni. Zayn nadal był w kuchni i coś przygotowywał. Zajęłam się jedzeniem i myślałam nad tym, co robić przez cały dzień. Po chwili chłopak do mnie dołączył. Usiadł naprzeciwko i nic nie mówiąc jadł swoje śniadanie. W sumie to żadne z nas się nie odezwało. Nagle zadzwonił jego telefon. Spojrzał na wyświetlacz i się uśmiechnął.
-Tak kochane? - odebrał.
Wiedziałam już kto dzwonił. Jak najszybciej ewakuowałam się z jadalni. Włożyłam naczynia do zmywarki i poszłam do siebie. Nie miałam co robić, więc włączyłam radio i słuchałam muzyki. Położyłam się na podłodze, bezczynnie gapiąc się w sufit. Po co? Nie wiem. Ale czy to ważne? I tak nie miałam nic do roboty. Jak zawsze w takich momentach zaczęłam wspominać. Tym razem padło na moje pierwsze spotkanie z Josh'em. Kręgielnia. Pełno ludzi. Przyszłam tam z Natalie, żeby trochę się rozerwać. Obie miałyśmy lekko zdołowane humory. Ja kłótnią rodziców, ona rozstaniem z chłopakiem, z którym spotykała się przez 7 miesięcy. Brałyśmy do ręki kule i strącałyśmy białe kręgle. I nagle ktoś do nas podszedł. Trzech chłopaków. Brandon, Seth i Josh. Do tej pory wszystkich pamiętam. Spytali czy mogą się dołączyć. A my zgodziłyśmy się bez niczego. Już po chwili gadaliśmy, śmialiśmy się i wydurnialiśmy zupełnie jakbyśmy znali się od zawsze. Josh cały czas mi się przyglądał. Ja jemu również. Po kręgielni poszliśmy na pizzę. Wymieniliśmy się numerami i tak to wszystko się zaczęło. SMS-y, telefony, spotkania. I wielka miłość. Moje przemyślenia przerwało ciche pukanie do drzwi. Podniosłam się z podłogi i poszłam otworzyć. W progu stał Malik.
-No nie, ty jeszcze w piżamie? - spytał z uśmiechem.
-Jak widać, owszem. I mam zamiar w niej być cały dzień. A co?
-O nie moja droga. Naprawdę chcesz siedzieć w domu?
-A mam inne wyjście? - prychnęłam - jakbym gdzieś poszła, to bym się zgubiła i co wtedy? Spałabym pod mostem!
-W takim razie proponuję wspólne zwiedzanie Londynu - powiedział - i więcej nie będziesz musiała się martwić, że się zgubisz. Co ty na to?
-Nie ma mowy - powiedziałam stanowczo.
-Co? Dlaczego? - spytał zdziwiony.
-Po pierwsze nie chce mieć na pieńku u Amber, że kradnę jej chłopaka. Po drugie nie chcę być napadnięta przez wasze fanki. A po trzecie nie uśmiecha mi się zacząć pojawiać na okładkach gazet z głupimi komentarzami.
-Po pierwsze Amber jest w pracy i nie będzie jej cały dzień. Po drugie nasze fanki cię nie dopadną, już ja o to zadbam. A po trzecie już jesteś na okładkach.
-Po trzecie co?!
-Dziewczyno! W Mullingar też są reporterzy. Macie z Niall'em już całą masę zdjęć. A poza tym mieszkasz z nami, więc i tak pojawiałabyś się w gazetach. No nie daj się prosić. Naprawdę wolisz siedzieć w domu niż pobyć chwilę ze mną?
-A w ogóle to gdzie jest reszta?
-Niall z Harry'm pojechali do sklepu muzycznego, Liam jest z Libby a Louis się gdzieś szwęda - odpowiedział spokojnie - to jak? Dasz się namówić?
-No.. - zawahałam się - ech, dobra. I tak nie mam nic lepszego do roboty.
-Yeah! Okay, to widzimy się na dole za.. ?
-Daj mi 30 minut.
-Załatwione. Na dole za 30 minut.
Po tych słowach uśmiechnął się i odszedł, a ja zamknęłam drzwi i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, rozczesałam włosy, zrobiłam lekki makijaż i ubrałam się w TO. Na koniec spryskałam się perfumami, na ramię zarzuciłam płaszcz i pokrowiec z aparatem i już miałam wychodzić, gdy wpadłam na pewien pomysł. Wzięłam z biurka samoprzylepną karteczkę i napisałam na niej "Marzenia!". Dopiero wtedy opuściłam pokój, a kartkę przykleiłam na drzwiach pokoju Harry'ego. Wiedziałam które to. Dokładnie naprzeciwko moich. Uśmiechnęłam się pod nosem i zeszłam na dół. Malik czekał w salonie i coś śpiewał. Musiałam przyznać, głos miał naprawdę niesamowity.
-Ekhem, panie gwiazda? - zwróciłam się do niego zakładając płaszcz - idziemy czy nie?
-W drogę! - powiedział zakładając kurtkę.
Zaśmiałam się i wspólnie wyszliśmy z domu. Na dworze było całkiem przyjemnie. Śnieg błyszczał w słońcu i wiał lekki, zimowy wiatr. Pogoda idealna. Zauważyłam, że Zayn idzie w kierunku jakiegoś budynku i stanęłam przekrzywiając głowę w lewo.
-No co? Naprawdę chcesz obejść cały Londyn na nogach? - spytał ze śmiechem.
-A.. no tak.. - bąknęłam.
Budynek okazał się być garażem. Po chwili Zayn wyjechał z niego białym samochodem, a ja szerzej otworzyłam oczy i gapiłam się na niego z niedowierzaniem. Malik zaparkował koło mnie i odsunął szybę.
-Lady? - powiedział wyszczerzając zęby w uśmiechu.
-Ty sobie chyba żartujesz! - krzyknęłam - to.. to jest twoje auto?!
-A co? Coś z nim nie tak?
-Ale.. przecież.. ono musiało kosztować fortunę!
-Mniejsza o to ile kosztowało. Ważne, że idealnie się je prowadzi. To jak, wsiadasz czy będziesz tu stać cały dzień?
Otrząsnęłam się i wsiadłam od strony pasażera. W środku było jeszcze lepiej. Zayn włączył radio i ruszyliśmy przed siebie. On znał Londyn jak własną kieszeń. Ja zgubiłabym się po minucie. Wyciągnęłam z lustrzankę z pokrowca i robiłam zdjęcia przez szybę. To było naprawdę niesamowite miasto. Zwiedziliśmy kilka miejsc. Między innymi London Eye, Tower Bridge i Big Ben. Byłam tak zafascynowana, jak jeszcze nigdy. Co jakiś czas wyłapywałam wzrokiem sławne osoby, które jak gdyby nigdy nic chodziły chodnikami w towarzystwie ochrony i paparazzich. Niby normalny, niczym nie wyróżniający się dzień. Zrobiłam całą masę zdjęć. Gdy chodziliśmy po parku, stanęłam obok Zayn'a i wyciągnęłam aparat przed siebie.
-Wspólna samojebka? - spytałam go.
-Z tobą? Zawsze i wszędzie - odpowiedział z uśmiechem.
Oczywiście na jednej się nie skończyło. Zaczęliśmy robić różne miny, ciągle się przy tym śmiejąc. Potem chłopak zabrał mi aparat i zaczął robić zdjęcia mi samej. O dziwo nie miałam nic przeciwko. Zaczęłam pozować robiąc przeróżne miny. Czas mijał we wspaniałej atmosferze. Oczywiście co jakiś czas podchodziły do nas fanki proszące Zayn'a o autografy i zdjęcia. Ja wtedy się oddalałam i robiłam coraz to nowsze fotografie. Na ten aparat pieniądze składałam przez cały rok. I naprawdę się opłacało.
-Głodna? - spytał Malik, gdy wychodziliśmy z parku.
-I to jak! Poważnie, zwiedzanie jest męczące.
-W takim razie zapraszam cię na obiad. Kierunek: Nandos!
-Okay, okay. Prowadź.
Wróciliśmy do samochodu i już po chwili byliśmy na miejscu. Weszliśmy do ciepłego wnętrza i zajęliśmy miejsca przy stoliku. Po złożeniu zamówień cały czas rozmawialiśmy. Zdjęłam płaszcz i powiesiłam go na oparciu krzesła. Zauważyłam, że Zayn intensywnie mi się przygląda.
-Mam coś na twarzy? - spytałam niepewnie.
-Nie, nie, tylko.. - zawahał się.
-Tylko co? No wyduś to z siebie.
-Nie rób tego - powiedział patrząc mi prosto, a ja spojrzałam na niego jak na idiotę.
-Dobra, okay. Co jest grane? Co ja niby robię?
Nie odpowiedział, tylko spojrzał na moje ręce. Już wiedziałam co jest grane. Zacisnęłam dłonie w pięści i schowałam ręce pod stół. Schyliłam głowę, bo nie byłam w stanie patrzeć mu w oczy. Miał nie wiedzieć. Nikt oprócz Niall'a miał nie wiedzieć! Ty idiotko, trzeba było wziąć coś z długim rękawem - skarciłam się w myślach.
-Rose.. - zaczął niepewnie - Niall nie powiedział nam, dlaczego cię tu zabiera. Powiedział "zaufajcie mi", więc tak zrobiliśmy. Nie chcę się wtrącać w twoje sprawy. Jeżeli będziesz chciała porozmawiać to wiedz, że zawsze jestem do twojej dyspozycji. A jeżeli nie, to po prostu nic nie mów. Uszanuję to. Ale proszę cię o jedno: nie rób tego.
-Ty i tak nic nie rozumiesz - powiedziałam cicho i podniosłam głowę - owszem miałam trudny okres w swoim życiu, ale to już za mną. Już się nie tnę. To przeszłość, okay? Po prostu o tym zapomnij.
-Jasne, nie ma sprawy. I.. przepraszam, że w ogóle zacząłem temat.
-Nie ma sprawy. To nic takiego - powiedziałam szybko i wymusiłam uśmiech.
Kelnerka przyniosła nasze zamówienia i zajęliśmy się jedzeniem. Do tego tematu już nie wracaliśmy. W towarzystwie Zayn'a czułam się wspaniale. Mogłabym z nim rozmawiać całymi dniami i nie miałabym dość. Był naprawdę wspaniałym chłopakiem. Mogłam tylko pozazdrościć Amber, że należał tylko do niej.
-A właśnie. Opowiedz mi o Amber - poprosiłam - no wiesz, jak się poznaliście i tak dalej..
-Naprawdę chce ci się tego słuchać? - spytał robiąc dziwną minę, z czego się zaśmiałam.
-Tak. Dajesz.
-Okay. Sama tego chciałaś. A więc poznaliśmy się na jednej z imprez. Siedziałem przy barze, a ona do mnie podeszła. Zaczęliśmy rozmawiać, flirtować i takie tam. Od razu wpadła mi w oko. Potem tańczyliśmy, wymieniliśmy się numerami i tak to się wszystko zaczęło. Zaczęliśmy się spotykać, zakochaliśmy się w sobie i jesteśmy ze sobą już prawie rok. Ja śpiewam, ona pracuje w modelingu. Właśnie teraz jest na pokazie. Nie wiem co jeszcze mam ci powiedzieć. Z pozoru jest wredna, ale jak ją bliżej poznasz to zobaczysz, że nie jest taka zła.
-Ta.. może - bąknęłam.
-A ty? Masz tam w Mullingar jakiegoś chłopaka? - spytał, na co się skrzywiłam.
-Ja.. no cóż.. tak jakby - powiedziałam z trudem.
-Rozumiem, że drażliwy temat?
-Powiedzmy. I przepraszam, ale nie chcę o tym rozmawiać.
-Okay, rozumiem. Nie ma sprawy.
Rozmawialiśmy jeszcze dłuższą chwilę i w końcu musieliśmy się zbierać. Zrobiliśmy sobie ostatnie wspólne zdjęcie i wsiedliśmy do samochodu Zayn'a. Ten dzień mogłam naprawdę uznać za udany. Nie chciałam nawet wracać do domu. W towarzystwie Zayn'a czułam, że mogłam być naprawdę sobą. I nie musiałam nikogo udawać. Czułam, że zostaniemy dobrymi przyjaciółmi. Dziwne. A tak się bałam do nich zbliżyć, a tu okazuje się, że wcale nie są tacy źli jak myślałam. Nawet nie zauważyłam kiedy znaleźliśmy się pod domem. Niechętnie wysiadłam z samochodu i zaczekałam na Zayn'a.
-I co? Było aż tak źle? - spytał zanim weszliśmy.
-Powiedzmy, że było w porządku - odpowiedziałam i wystawiłam mu język.
-Rosalie Bell, grabisz sobie.
-Tak, wiem.
Weszliśmy do domu śmiejąc się. Gdy tylko drzwi się za nami zamknęły podbiegł do nas Niall.
-Rose gdzie ty byłaś cały dzień?! Czy ty sobie wyobrażasz jak ja się martwiłem? - zwrócił się do mnie wkurzony.
-Nie przesadzaj Niall - powiedziałam i mocno go przytuliłam - Zayn pokazywał mi Londyn, żebym się nie zgubiła na przyszłość. Jak widzisz jestem cała i zdrowa.
-No dobra, okay. Ale następnym razem odbieraj telefon ok? - powiedział już łagodniej.
-Okay, okay. Obiecuję.
Odsunęłam się od niego i weszłam do domu. Cała reszta siedziała przed telewizorem, a Harry z Louis'em o coś się kłócili. Nie wnikałam o co. Powiedziałam tylko "hej wariaci" i poszłam prosto do swojego pokoju.


~Harry~

Odkąd Rose się do nas wprowadziła, coś się zmieniło. Coś we mnie. Nie umiem powiedzieć co. Zaintrygowała mnie. Chciałem się do niej zbliżyć, poznać ją. Ale ona mi na to nie pozwalała. Była twarda jak kamień. To zbiło mnie z tropu. Była chyba pierwszą dziewczyną, która mnie odrzucała. Przyzwyczaiłem się do tego, że odkąd byłem sławny, dziewczyny wręcz do mnie lgnęły. Nie musiałem się nawet starać. W tym wypadku role się odmieniły. Próbowałem z nią flirtować i jakoś do siebie przekonać, ale bez skutku. Była nieugięta. Akcję z pocałunkiem też zepsułem. Już tak niewiele brakowało. Było już tak blisko. I nagle nie było nic. Coś mnie do niej ciągnęło. Coś sprawiało, że chciałem być blisko niej. Mimo wszystko. Gdy Niall poprosił mnie, żebym pojechał z nim do sklepu muzycznego, zgodziłem się bez niczego. Wcześniej nalepiłem jej na drzwiach karteczkę z napisem "12 dni". Tak, dalej zamierzałem w to grać. Ba, zamierzałem wygrać. Gdy Nialler wybrał już nową gitarę, wstąpiliśmy jeszcze do Nandos, a potem do domu. O dziwo, było w nim pusto. Wiedziałem, że Liam był z Libby a Lou na zakupach, ale gdzie był Zayn? I gdzie była Rose? Na początku myślałem, że jak zwykle siedzi u siebie. Poszedłem więc to sprawdzić. Na korytarzu zauważyłem porozrzucane kawałki żółtej, samoprzylepnej kartki, którą zostawiłem na jej drzwiach rano. Uśmiechnąłem się pod nosem. Czyli ją zirytowałem. Zapukałem kilka razy do jej pokoju, ale bez żadnej reakcji. Był pusty. Odwróciłem się i chciałem iść do siebie, gdy zauważyłem na swoich drzwiach taką samą karteczkę, którą zostawiłem jej. Tyle że z napisem "Marzenia!". Zaśmiałem się pod nosem, odkleiłem ją i wszedłem do pokoju. Kartkę położyłem na biurku a sam usiadłem przed laptopem i sprawdziłem Twittera. Bez trudu znalazłem Rose w obserwujących Nialler'a. Wszedłem na jej profil i przeglądnąłem ostatnie wpisy. Zaintrygował mnie zwłaszcza jeden: 'Jeżeli nie zamierzasz powiedzieć mi prawdy - lepiej milcz.' Podałem go dalej i zaobserwowałem ją. Później skupiłem się na odpisywaniu fankom i sprawdzaniu newsów ze świata. W końcu znudzony zamknąłem laptopa i zszedłem na dół. W kuchni zastałem Niall'a i Lou. Było już trochę późno, a Rose nadal nie wróciła. Irlandczyk był nieźle zmartwiony.
-Nie przesadzaj - mówił do niego Lou - na pewno nic jej nie jest. 
-A jak coś się stało? Przecież ona kompletnie nie zna Londynu! Zgubiłaby się na pierwszym skrzyżowaniu! 
-Niall uspokój się - kontynuował Louis - i nie histeryzuj. Wróci cała i zdrowa, zobaczysz. A poza tym może jest z Zayn'em. Nie pomyślałeś o tym? 
-Obyś miał rację. 
-On ma rację - włączyłem się do rozmowy - na pewno nic jej nie jest. 
-Dobra, niech wam będzie. Ale i tak będę się martwił, dopóki jej nie zobaczę. I kropka.
-Jak uważasz - mruknąłem i wyjąłem z lodówki butelkę zimnej wody, którą wypiłem duszkiem.
Godzinę później do domu wrócił Liam. Jak zwykle w dobrym humorze. Wszyscy wspólnie usiedliśmy przed telewizorem i włączyliśmy jakiś bezsensowny program. Właśnie kłóciłem się z Louis'em o to, na który kanał przełączyć, gdy usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi i śmiechy. Wrócili. Niall od razu pobiegł w tamtym kierunku. Po chwili zobaczyłem ją samą. Uśmiechała się. Przywitała się z nami, po czym poszła prosto na górę. Od razu skoczyło mi ciśnienie. W salonie pojawił się również Zayn, który usiadł między nami i wyrwał nam pilota, na co zareagowaliśmy głośnym "eejj!". 
-Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta - powiedział i włączył jakiś film.
Nie protestowaliśmy. Zajęliśmy się oglądaniem. Mniej więcej w połowie miałem dość. Podniosłem się z wygodnej kanapy i poszedłem na górę. Już miałem wchodzić do swojego pokoju, gdy naszła mnie głupia myśl. I zamiast w lewo, poszedłem w prawo. Prosto do pokoju Rose. Zapukałem do drzwi, ale bez żadnej reakcji. Nacisnąłem klamkę i niepewnie wszedłem do środka. Usłyszałem szum wody. A więc była pod prysznicem. Ogarnąłem wzrokiem całe wnętrze i usiadłem przy biurku. Laptop był otwarty. Przesunąłem myszką i po chwili na ekranie pojawiło się jej zdjęcie. Stała przy jakimś drzewie patrząc prosto w aparat. Na jej ustach widniał szeroki uśmiech, a oczy zdawały się błyszczeć. Poczułem się dziwnie. Coś jakby dreszcze przeszły mi po plecach. Wyciągnąłem telefon i zrobiłem zdjęcie. W sumie sam nie wiem po co. I nagle woda ucichła. Zamknąłem laptopa i rozłożyłem się na krześle. Po chwili weszła do pokoju w samym ręczniku. A gdy mnie zauważyła, spiorunowała mnie wzrokiem.
-Styles! - krzyknęła i zacisnęła usta - co ty tu do jasnej cholery robisz?!
-Siedzę - odpowiedziałem i szeroko się uśmiechnąłem - i na ciebie patrzę. 
-To zdążyłam zauważyć - warknęła - ale nie przypominam sobie żebym cię tu wpuszczała. 
-Sam się wpuściłem. Ty brałaś prysznic. A tak w ogóle to.. do twarzy ci w tym ręczniku. Wyglądasz tak.. seksownie.
-Nie pozwalaj sobie - syknęła - idę się ubrać. A jak wrócę, ma cię tu nie być. Jasne?
-Jasne, jasne. I tak, wiem gdzie są drzwi.
Prychnęła i zniknęła w garderobie. Wstałem z krzesła i podszedłem do drzwi. Otworzyłem je i zamknąłem, po czym po cichu wróciłem do środka i usiadłem na białej sofie. Gdy wróciła, na mój widok podskoczyła przestraszona. 
-Miało cię tu nie być - powiedziała i spojrzała na mnie gniewnie. 
-A jednak jestem! I nie złość się tak. Złość piękności szkodzi moja droga. 
-Już się tak nie wymądrzaj - przewróciła oczami - naprawdę nie możesz odpuścić?
-Nie - powiedziałem z uśmiechem - mam jeszcze 12 dni, żeby cię do siebie przekonać. 
-Marzenia Harry. Marzenia. 
-A może jednak rzeczywistość? No dalej, nie bądź taka twarda. Daj się wyciągnąć do kina. W sobotę. Wieczorem. Albo rano jak wolisz.
-Wybij to sobie z głowy. Nie umówię się z tobą nawet jakbyś mi za to zapłacił. 
-No weź. Jestem aż taki zły?
-Nie. Jesteś jeszcze gorszy. A teraz wynocha z mojego pokoju. Już!
-Dobra już dobra - podniosłem ręce i wstałem z kanapy. 
Stanąłem przed drzwiami i odwróciłem się do dziewczyny. Staliśmy bardzo blisko siebie. 
-Dobranoc Rosie - mruknąłem i wyszedłem nie czekając na jej reakcję. 
Zamknęła za mną drzwi i przekręciła klucz. Uśmiechnąłem się triumfalnie. Poszedłem do swojego pokoju, wziąłem prysznic, ubrałem same bokserki i położyłem się do łóżka. Musiałem coś zrobić. Musiałem działać. Nie mogłem tak tego zostawić. Jakaś niewidzialna siła mnie do niej ciągnęła. A ja wiedziałem czego chcę. Nim się obejrzałem już spałem jak zabity. A noc przyniosła naprawdę bardzo dziwne sny ...

____________________
No hejeczka :D Co tam ? : ) 
Jest siódemka pisana pod nagłym przypływem weny :) Mam nadzieję, że wam się podoba :) 
Bo ogólnie jestem z tego rozdziału zadowolona, co się rzadko zdarza :) 
CZYTASZ = KOMENTUJESZ! ♥
Naprawdę bardzo was proszę o zostawianie opinii. To dla mnie bardzo ważne! Nie wyobrażacie sobie jak bardzo. Bo bez was nie byłoby ani tego bloga, ani tego opowiadania. Pisze je dla WAS siostrzyczki ♥
Więc liczę na jak najwięcej komentarzy! Kocham Was! < 3
Do następnego ;x