niedziela, 24 lutego 2013

Rozdział dwudziesty trzeci ♥

~Zayn~

 Bal charytatywny był naprawdę wspaniały i bawiłem się świetnie. Jednak przez cały czas nie mogłem spuścić wzroku z przyjaciółki Rose. Ciągle zastanawiałem się nad tym, dlaczego tak jest. Kiedy Amber zaczęła mnie całować, wiedziałem, że robi to specjalnie. Ale przecież nie mogłem jej od siebie odsunąć. Cały świat był przekonany, że jesteśmy kochającą się parą. Musiałem więc zgrywać pozory zakochanego faceta, który po prostu obściskuje się z kobietą swojego życia. Nie było to dla mnie dobre, ale wiedziałem, że nie mam wyjścia. W końcu delikatnie odsunąłem od siebie Amber i skarciłem ją wzrokiem. Od razu zrozumiała, o co chodzi. Odsunęła się i usiadła obok. Nadal jednak trzymała mnie za rękę i była dość blisko. Zaczynało mnie to denerwować. Wszyscy się bawili, tylko my siedzieliśmy przy stoliku. Patrzyłem na Rose i Hazzę i widziałem, że są ze sobą szczęśliwi. Niezbyt afiszowali się ze swoim związkiem, ale i tak było im razem dobrze. A ja? Myślałem, że znalazłem już dziewczynę, którą kocham, a okazało się, że to zwykła ściema i tak naprawdę nic dla mnie nie znaczy. To wszystko powoli zaczynało mnie wykańczać. W pewnym momencie chłopaki wrócili do stolika, śmiejąc się z czegoś. Nie byłem nawet wtajemniczony, bo musiałem siedzieć ze swoją 'dziewczyną'. Gdy z głośników poleciała piosenka "Wait a minute" zobaczyliśmy dziewczyny, idące na parkiet. Zaczęły tańczyć i się wygłupiać, a my nie mogliśmy oderwać od nich wzroku. Ja skupiłem się głównie na Natalie. Wirowała w rytm muzyki z wielkim uśmiechem na twarzy. Wyglądało to naprawdę świetnie. Po skończonym utworze, wszystkie gdzieś odeszły.
-No, no - powiedział Louis - całkiem niezłe są te nasze skarby.
-W końcu są nasze - odpowiedział mu Li.
-A ja już tak dłużej nie mogę - powiedział Harry i wstał - nie wytrzymam dłużej bez niej. 
Po tych słowach odwrócił się i gdzieś sobie poszedł. Postanowiłem wykorzystać sytuacje, gdy Amber poszła odebrać telefon i podszedłem do stolika z alkoholem, przy którym stały Libby, Jane i Natalie, śmiejące się z czegoś.
-Chciałyście, żebyśmy dostali orgazmu na środku sali? - spytałem je z uśmiechem.
-Tak, na to liczyłyśmy - odpowiedziała Libby - a co, nie podobało się?
-Ja nic takiego nie powiedziałem!
-Wiesz.. Zayn zajęty był swoją księżniczką - powiedziała Jane z przekąsem - naprawdę nie rozumiem, dlaczego ty w ogóle z nią jesteś, Malik.
-A kto to rozumie?  - odpowiedziałem i wzruszyłem ramionami.
-Wiecie co? - odezwała się Natalie i od razu całą swoją uwagę skupiłem na niej - do tej pory lubiłam Amber. Myślałam, że jest w porządku i że musi być wyjątkowa, skoro z nią jesteś, ale.. cholera ta laska działa mi na nerwy. Przepraszam, że to mówię, ale ona zachowuje się jakby była pępkiem świata!
-Amber taka już jest i raczej nigdy się nie zmieni. Ja po prostu muszę ją zaakceptować.
-Musisz? - Libby spojrzała na mnie znacząco.
Wiedziałem, że już domyśliła się, o co chodzi. Taka już była. Zawsze wiedziała, co się dzieje. Wzruszyłem tylko ramionami.
-No dobra, koniec gadania o mojej dziewczynie, która woli siedzieć przy stoliku i mieć wszystko w dupie. Która z was ze mną zatańczy?
-Las rąk jak widać - zaśmiała się Libby - wybacz Zayn, ale na razie mam dość.
-Popieram Libbs. Chwila odpoczynku.
Spojrzałem na Natalie z miną smutnego pieska. Blondynka tylko się zaśmiała, wzięła mnie za rękę i wyciągnęła na środek. Już po chwili szaleliśmy i wygłupialiśmy się w skocznych rytmach. Bawiłem się z nią naprawdę świetnie. Na każdej imprezie, na której byłem z Amber, siedzieliśmy przy stoliku lub w jakimś kącie i napawaliśmy się sobą. Tańczyliśmy tylko czasami, gdy byliśmy już trochę spici. Tym razem jednak było inaczej. Miałem dość siedzenia i patrzenia na to, jak inni świetnie się bawią. Mi też należała mi się chwila rozrywki.
W końcu nadeszła pora na wolny kawałek. W sumie tylko na to czekałem. Uśmiechnąłem się do Nat zadziornie i przyciągnąłem ją do siebie. Nie opierała się. Bez niczego wtuliła się we mnie i zamknęła oczy. Kątem oka spojrzałem na nasz stolik i wyłapałem wściekłe spojrzenie Amber. Siedziała ze skrzyżowanymi ramionami i patrzyła prosto na mnie. Szybko odwróciłem wzrok i rozejrzałem się. Niedaleko od nas Libby i Liam tańczyli mocno do siebie przytuleni. Zaraz obok nich Nialler i Jane oraz Lou i dziewczyna, której nie znałem. Po Harrym i Rose nie było nawet śladu. Tylko Amber siedziała przy stoliku. I w sumie miałem to gdzieś. Skupiłem się na tańcu z dziewczyną, o której ostatnio nie mogłem przestać myśleć.
Bal skończył się nad ranem. Najbardziej zdziwił mnie fakt, że nie byłem aż tak pijany i mogłem iść o własnych nogach. Cała nasza paczka wsiadła do samochodu i odjechaliśmy do naszego domu. Libby i Amber miały nocować u nas, więc szybko znaleźliśmy się na miejscu. Od razu poszedłem do swojego pokoju, ściągnąłem z siebie garnitur i położyłem się do łóżka. Lada moment zasnąłem.

Kiedy w końcu się obudziłem i spojrzałem na zegarek, zorientowałem się, że spałem tylko 4 godziny. Mimo to nie mogłem już zasnąć, wiec zwlokłem się z łóżka, wciągnąłem dresowe spodnie i zszedłem na dół. Myślałem, że jako jedyny już jestem na nogach, ale się myliłem. Przechodząc obok kuchni, usłyszałem znajomy głos. Zatrzymałem się niepewnie, nie wiedząc, czy przeszkadzać. Natalie rozmawiała z kimś przez telefon. Stanąłem w progu kuchni i oparłem się o framugę. Dziewczyna była tyłem ode mnie.
-Dość tego! - mówiła wściekła - przestań wreszcie!.... mam gdzieś twoje przeprosiny! Trzeba było wcześniej myśleć, co robisz.... to moja prywatna sprawa, gdzie jestem i co robię!... nie, nie ma mnie w Mullingar.... nie będę z tobą rozmawiać! Napisz mi mejla, to ci wychodzi najlepiej..... Tyler, daj sobie spokój.... nie jestem jakąś zabawką, którą możesz się bawić!..... nie dzwoń do mnie do cholery! Spierdalaj człowieku! Mam cię dość!
Po tych słowach wściekle odłożyła słuchawkę i odwróciła się. Na mój widok pisnęła przerażona i komórka wypadła jej z ręki. Uśmiechnąłem się tylko i podniosłem telefon, który wylądował pod moimi nogami.
-Długo tu stoisz? - spytała niepewnie.
-Chwilę. Coś nie tak? - spytałem i oddałem jej komórkę.
-A, szkoda nawet o tym gadać - westchnęła - to nie jest najlepszy temat do rozmowy na teraz. A w ogóle to co się stało, że ty już na nogach?
-Sam się zastanawiam.. ale mniejsza o to. Jakbyś chciała pogadać czy coś, to wal śmiało. Może będę mógł pomóc.
-Tu raczej nie da się pomóc. Ale dzięki za troskę.
-Nie ma sprawy - odpowiedziałem z uśmiechem - może masz ochotę na spacer?
-W sumie, czemu nie.. daj mi chwilę.
-Okay, widzimy się za pół godziny przy schodach, zgoda?
-Zgoda, to zaraz wracam.
Natalie poszła do siebie, a ja zaraz za nią. Kiedy znalazłem się we własnej garderobie, szybko znalazłem jakieś ubrania i przebrałem się w nie. Ogarnąłem fryzurę, użyłem perfumy i zbiegłem na dół. Tak jak myślałem, byłem pierwszy. Natalie pojawiła się po chwili. Narzuciliśmy na siebie kurtki i opuściliśmy dom. Kierowaliśmy się do parku..

~Amber~

Nie mogłam uwierzyć w to, co się działo. Zayn coraz bardziej mnie olewał i skupiał całą swoją uwagę na tej tlenionej, nic nie wartej blondynie, która była tak samo beznadziejna, jak jej przyjaciółka. Musiałam coś zrobić. Tak dalej być nie mogło! Zayn był mój i żadna dziewczyna nie mogła mi go odebrać. Jeszcze na balu wymyśliłam plan, który zamierzałam zrealizować. Zayn kompletnie mnie olewał. Ale zamierzałam sprawić, by nigdy więcej się ode mnie nie odwrócił. 
Obudziłam się w pokoju dla gości. Szybko się ogarnęła, wzięłam prysznic i przebrałam się w rzeczy, które miałam przygotowane w torbie. Lubiłam wyglądać świeżo. Zaraz potem zeszłam na dół. Jedyne, co widziałam, to jak Zayn wychodzi gdzieś z tą blondynką, która już nieźle działała mi na nerwy, przez co wściekłam się jeszcze bardziej. Koniec tego dobrego. Poszłam do łazienki i zamknęłam drzwi na klucz. Wyciągnęłam swój telefon i szybko wybrałam numer najlepszej przyjaciółki.
-Tak laska? - odebrała monotonnie - Jestem w trakcie kręcenia reklamy, coś nie tak?
-Carmen, jest sprawa. I to poważna. Pamiętasz jak opowiadałam ci o Stylesie i tej jego laluni?
-Tego nie da się zapomnieć.
-Musisz mi pomóc. Teraz nie chodzi już tylko o niego, ale również o Malika.
-Nawijaj.
 Wtajemniczyłam ją w swój plan ze szczegółami. Zastanawiała się nad nim przez dłuższą chwilę.
-Zgoda, wchodzę w to - powiedziała w końcu - będzie niezły ubaw. Ta jego panna nieźle się zdziwi.
-I o to mi właśnie chodziło - powiedziałam z cwanym uśmieszkiem - pogadam z ich menadżerem. Czekaj na telefon.
-Zgoda. Do usłyszenia.
Zakończyłam połączenie z triumfem wymalowanym na twarzy. Szybko zadzwoniłam do Paula i powiedziałam mu, że mam sprawę niecierpiącą zwłoki. Umówiłam się z nim w studiu. Wyszłam z łazienki, zabrałam swoje rzeczy i szybko opuściłam dom chłopaków. Taksówką dotarłam na miejsce. Paul czekał przy wejściu i tupał nogą ze zniecierpliwieniem.
-O co chodzi Amber? - spytał ostrożnie - Nie mam zbyt wiele czasu. Trasa tych oszołomów sama się nie przygotuje.
-To ważne Paul - powiedziałam całkiem poważnie - chodzi o Zayna i Hazzę. Może cię to zainteresować. 
-W takim razie słucham.
-Będziemy rozmawiać na korytarzu? Serio?
Paul bez słowa zaprowadził mnie do jakiegoś pokoju. Wnioskowałam, że jest to jego biuro. Usiadł za biurkiem, a ja zajęłam miejsce naprzeciwko niego. Założyłam nogę na nogę i wzięłam głęboki oddech. Zabawę czas zacząć. 
-Amber, mów co aż tak ważnego się stało, że musisz o tym ze mną rozmawiać?
-Nie wiem czy wiesz, ale Harry jest z Rosalie - powiedziałam po prostu - spotykają się. A Zayn ze mną zerwał i przed kamerami udaje, że jesteśmy razem. Do tego przyjechała jakaś blondyna, z którą teraz kręci. I co na to powiesz?
-Jak to Harry jest z Rose? Przecież to kuzynka Nialla! I jakim cudem Zayn.. zaraz, czy ty sobie ze mnie żartujesz?
-Nie jestem taka głupia - prychnęłam - lepiej coś z tym zrób, zanim w mediach zapanuje chaos. Modest raczej nie będzie zadowolone, prawda?
-Dlaczego z tym do mnie przychodzisz Amber? - spytał podejrzliwie - Masz w tym jakiś ukryty podtekst?
-Po prostu mam plan, Paul - odpowiedziałam tajemniczo - żebyśmy z tego wyszli z godnością. 
-Obawiam się, że będę tego żałował, ale mów.
Nachyliłam się w jego stronę i powiedziałam mu wszystko. Na początku nie wyglądał na zadowolonego, ale z czasem coraz bardziej się przekonywał. Wiedziałam, że nie ma wyjścia. Zgodził się, choć niechętnie. Uśmiechnęłam się z triumfem i przygryzłam dolną wargę. Wygraną miałam w kieszeni. Wystarczył jeden telefon do Carmen i wszystko było załatwione. Moja misja spełniona. Reszta należała do Paula. Wyszłam ze studia z godnością i uśmiechem wyższości przyklejonym na twarzy. Po raz kolejny dopięłam swego. I nie było już odwrotu..

~Rose~

Rano obudziłam się wtulona w Hazzę. On już nie spał, tylko przyglądał mi się z uśmiechem na ustach. Cmoknęłam go na powitanie i na nowo do niego przylgnęłam. Było mi tak cholernie dobrze, że za nic nie chciałam opuszczać jego wygodnego łóżka. 
-Dzień doberek królewno - powiedział słodko i ucałował mnie w czubek głowy - jak ci się spało?
-Wspaniale - odpowiedziałam z rozmarzeniem - a tobie?
-Wiesz.. mając przy sobie ciebie.. i to w dodatku całkiem nagą..
-Ogarnij dupę Styles - prychnęłam.
-Moją dupę? - zamruczał mi do ucha - masz coś do mojej dupy?
-Nie, skąd.. masz sexy tyłeczek.
-Się wie słonko - odpowiedział wyszczerzony.
-Koniec pierdolenia. Idź mi zrób śniadanie.
-O nie moja droga. Nie poprosiłaś.
Podniosłam się, po czym wpiłam się w jego usta. Znów zatracaliśmy się w pocałunkach, nie zwracając za nic uwagi. W tym momencie usłyszeliśmy za sobą czyjś śmiech. Odskoczyliśmy od siebie jak oparzeni i spojrzeliśmy w kierunku drzwi. W progu stał Niall z Louisem. Od razu zrobiłam się cała czerwona na twarzy i okryłam się kołdrą.
-A więc to dlatego zniknęliście z balu - powiedział Tommo - chcieliście mieć dom dla siebie, gołąbeczki?
-A co, zazdrosny? - spytałam z sarkazmem.
-Ja? Skąd. Dlaczego? 
-Niezły widok z rana - powiedział Horan - nie sądziłem, że moja kuzyneczka jest taka niegrzeczna..
-Zajmijcie się sobą, co? - warknął Harry - Niall, nie jesteś czasem głodny?
-Właśnie! Lodówko, już pędzę! 
Po tych słowach odwrócił się i zbiegł na dół. Patrzyliśmy na Louisa z wyczekiwaniem. Dopiero po chwili załapał o co chodzi.
-Że co, że niby mam iść? 
-Tak! - krzyknęliśmy z Harrym równocześnie.
-Okay, załapałem.
Podniósł ręce w geście rezygnacji i w końcu sobie poszedł. Prychnęłam i padłam z powrotem na łóżko.
-Następnym razem zamkniemy drzwi na klucz - powiedział Harry i się nade mną pochylił.
Wyciągnęłam rękę i położyłam mu palec na ustach.
-O nie mój drogi. Najpierw śniadanie.
-No weź, nie dostanę nawet małego buziaka?
-Śniadanie.
Harry prychnął pod nosem i posłusznie wstał z łóżka, a ja z uśmiechem gapiłam się na jego goły tyłek. Podczas gdy Styles siedział w łazience, ja z powrotem położyłam głowę na poduszkach i myślałam nad ostatnią nocą. To było naprawdę wspaniałe uczucie. Wszystko było na dobrej drodze. Wszystko zaczynało się układać. O niczym innym nie marzyłam. W końcu naprawdę mogłam być szczęśliwa.
Po chwili Harry wyszedł z łazienki w samych bokserkach. Wygrzebał z garderoby jakieś rzeczy i szybko się ubrał. 
-Za 5 minut na dole - powiedział i wycelował we mnie palcem - albo po ciebie przyjdę i osobiście cię zaniosę.
Posłałam mu tylko całusa i zaśmiałam się. Harry opuścił pokój, a ja wstałam i poszłam do łazienki. Na szczęście mój pokój był zaraz naprzeciwko. Wzięłam szybki prysznic i owinęłam się ciemnym ręcznikiem. Szybko wyszłam, pozbierałam swoje rzeczy i poszłam do swojego pokoju. Ogarnęłam się, przebrałam się w TO i byłam gotowa. Już chciałam schodzić na dół, ale wpadłam na pewien pomysł. Spojrzałam na ramkę ze zdjęciem, wokół której owinięty był łańcuszek Josha. Delikatnie wzięłam go do rąk i uśmiechnęłam się smutno. Już wiedziałam, co powinnam zrobić. Gdy Harry wpadł do mojego pokoju, mocno się do niego przytuliłam.
-Śniadanie gotowe madame - powiedział, tuląc mnie do siebie - radzę się pospieszyć, bo Nialler jest wiecznie głodny. 
Westchnęłam tylko i odsunęłam się od swojego chłopaka.Spojrzałam mu prosto w oczy i otworzyłam dłoń, w której znajdował się złoty łańcuszek z połówką serca i wyrytym słowem "ve".
-To.. - zaczęłam ostrożnie - należało do Josha. Do mojego chłopaka, który zginął w wypadku. To pamiątka naszej pierwszej rocznicy. Przysięgliśmy sobie, że nigdy tego nie zdejmiemy, ale.. wyszło jak wyszło. Nic nie jest dla mnie ważniejsze, od tego łańcuszka. To wszystko, co mi po nim pozostało. I.. chcę, żebyś go wziął.
-Rose.. nie mogę, to dla ciebie zbyt cenne - powiedział z rezygnacją.
-Nie możesz, ale musisz. Chcę, żebyś go nosił. Kocham cię i wiem, że jesteś dla mnie bardzo ważny. A tylko wyjątkowej osobie mogę go powierzyć. W sumie jesteście z Joshem do siebie podobni. Obaj w jakiś sposób mnie uratowaliście. I obaj zajmujecie kluczowe miejsca w moim sercu. Proszę, weź go i noś.. dla mnie.
Widziałam, że Harry ma łzy w oczach. Nie sądziłam, że aż tak może go to wzruszyć. Schylił się, a ja zapięłam mu łańcuszek na szyi. Po tym przytulił mnie do siebie i pocałował tak, jak tylko on potrafił.
-Będę go nosił codziennie - obiecał - dziękuję, że mi zaufałaś. Naprawdę bardzo cię kocham.
-Nie dałabym go byle komu - powiedziałam z uśmiechem - a ty na niego zasługujesz.
Cmoknęłam go w usta i wiedziałam, że postąpiłam słusznie. Josha nikt nie mógł zastąpić. Ale Harry był jego godnym następcą. Wzięliśmy się za ręce i wspólnie zeszliśmy do kuchni, gdzie reszta jadła śniadanie. 
~Harry~

Nie wiedziałem, co powiedzieć. Jeszcze nigdy żadna dziewczyna nie zaufała mi na tyle, by podarować mi najcenniejszą dla siebie rzecz. Zrozumiałem, jak bardzo Rose jest dla mnie ważna. Kochałem ją i za nic nie chciałem jej stracić. Zeszliśmy na dół, na śniadanie. W kuchni siedzieli wszyscy, z wyjątkiem Zayna, Natalie i Amber. Nie wnikałem w to, gdzie się podziewali. Usiedliśmy przy stole i zaczęliśmy jeść i rozmawiać. Reszta ciągle mówiła o balu, a ja pod stołem trzymałem Rose za rękę i co jakiś czas się do niej uśmiechałem. Wiedziałem, że mam przy sobie swój największy skarb. Nagle rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Louis wstał i poszedł otworzyć. Nie musiałem długo czekać, żeby dowiedzieć się, kto nas odwiedził. 
-Styles! Do mnie! Już! - usłyszałem głos naszego menadżera. 
Odsunąłem krzesło i niepewnie wyszedłem z kuchni. Paul stał przy schodach i kierował się na górę. Miał zacięty wyraz twarzy. Louis spojrzał na mnie pytająco, a ja odpowiedziałem mu tym samym. W końcu weszliśmy do mojego pokoju. Usiadłem na łóżku a Paul nerwowo przemieszczał się tam i z powrotem. Nie miałem pojęcia, co o tym myśleć. Życie było zaskakujące.
W momencie, gdy myślałem, że wszystko mam poukładanie i że w końcu może być dobrze, przyszedł ten moment, który wywrócił wszystko do góry nogami ...

____________________________
Heej, to znowu ja :) Tęskniłyście? Pewnie nie.. ale dobra xd
Ogólnie to z rozdziału nie jestem zadowolona, bo ciągle tracę na niego pomysł. Ale oceńcie same.
CZYTASZ = KOMENTUJESZ! ♥
 Wiecie, jakie to dla mnie ważne :) 
Okay, przejdźmy do innych spraw.
Otóż dzięki mojej kochanej Rons założyłam aska, na którym możecie zadawać pytania bohaterom tego opowiadania. Rose, Libby itd. Odpowiedzi będą w ich imieniu. Wystarczy wejść, napisać do kogo kierujecie pytanie i czekać na odpowiedź :) Zaglądajcie! -> [LINK]
Po drugie, każdy kolejny rozdział będzie się pojawiał po min. 40 komentarzach. Jest was tu 248 osób więc chyba was na to stać aniołki :*
Trzecie sprawa, to nowa zakładka "O mnie". Macie tam wszystko.. o mnie w sumie xd jeżeli macie jakieś pytania czy coś, dawajcie je w komentarzach, a ja odpowiem. Na wszystko. Macie też moje zdjęcie, jak ktoś jeszcze nie widział. xd
I po czwarte zapraszam was na nowo zaczęte opowiadanie mojej kochanej kuzynki :) Wpadajcie, czytajcie, komentujcie! Nie pożałujecie :) 

Ode mnie tyle, do następnego ! < 3

poniedziałek, 18 lutego 2013

Rozdział dwudziesty drugi ♥

Następnego dnia obudziłem się późno. Jak zwykle zresztą. Zawsze wstawałem jako ostatni. Ale to nie moja wina, że lubię sobie dłużej pospać. To dobrze robi na urodę. Zwlokłem się z wygodnego łóżka i poszedłem do łazienki. Wziąłem prysznic i zająłem się układaniem włosów. To zwykle zajmowało mi najwięcej czasu. Nigdy jakoś szczególnie mi to nie przeszkadzało. Musiałem wyglądać idealnie. Taki już byłem i raczej nic nie mogło mnie zmienić. W tym momencie do mojego pokoju ktoś wpadł. Wychyliłem się z łazienki i zobaczyłem Harry'ego. Spojrzałem na niego z uniesioną brwią.
-A ty tu czego? - spytałem - Nie mów, że znowu ukradłeś jedzenie Horanowi..
-No.. em.. skąd miałem wiedzieć, że ta kanapka jest jego?
-Człowieku, a który z nas robi sobie kanapki i chowa je w lodówce i szafkach? Bo chyba nie ja.
-Oj, nie czepiaj się. Byłem głodny i nie mogłem się opanować. Nialler mi wybaczy..
-Jasne, ale najpierw cię zje.
-Zajmij się robieniem się na bóstwo, a ja się tu przez chwilę schowam, zgoda?
-I tak cię znajdzie. Zawsze chowasz się w moim pokoju.
W tym momencie usłyszeliśmy krzyk Niall'a. Był już niedaleko. Harry wbiegł do mojej łazienki i schował się pod prysznicem. Pokręciłem głową ze zrezygnowaniem i wróciłem do lustra. Drzwi mojego pokoju znów się otworzyły i do środka wpadł Nialler.
-Hazza, wiem, że tu jesteś! - krzyknął i wszedł do łazienki.
-Cześć Niall - powitałem przyjaciela.
-Gdzie on jest?
Ruchem głowy wskazałem mu prysznic. 
-No dzięki bracie! - krzyknął Hazza i jak najszybciej opuścił mój pokój, a Niall pobiegł za nim.
Czasami serio zachowywali się jak dzieci. No, ale ja wcale nie byłem lepszy. Tacy właśnie byliśmy. Traktowaliśmy się jak braci i staraliśmy się unikać kłótni.  Życie z tymi wariatami było naprawdę ciekawe. I nie zamieniłbym ich na nikogo innego. W końcu moje włosy wyglądały perfekcyjnie. Uśmiechnąłem się zadziornie do swojego odbicia w lustrze.
-Tak Malik, jesteś sexy. Tak Malik, wyglądasz jak bóg seksu - powiedziałem sam do siebie i poruszyłem brwiami.
Opuściłem łazienkę i skierowałem się do garderoby. Przebrałem się w czyste rzeczy i zszedłem na dół. W kuchni zastałem Rose i jej przyjaciółkę.
-Widziałeś Hazzę? - spytała mnie Rosalie.
-Ucieka przed Niall'em - powiedziałem zgodnie z prawdą.
-Znowu mu coś zżarł?
-Ehe. W końcu to Styles.
-Co za człowiek - odpowiedziała kręcąc głową - lepiej pójdę mu pomóc.
Wytarła ręce w ręcznik kuchenny i wyszła, wołając swojego chłopaka. Zaśmiałem się i spojrzałem na blondynkę, która stała przede mną i nalewała sobie soku do wysokiej szklanki.
-A więc.. jesteś Natalie, tak? - zacząłem rozmowę i otworzyłem lodówkę.
-Tak Zayn, tak mam na imię - odpowiedziała.
-Wiesz.. ładnie dziś wyglądasz. Ale w tym ręczniku było ci lepiej.
Dziewczyna strzeliła buraka i schyliła głowę, a ja uśmiechnąłem się z triumfem. Punkt dla mnie. Zayn Malik-mistrz flirtu, powraca.
-To nie moja wina, że nie wiesz co to znaczy pukać - odpowiedziała w końcu.
-Pukałem, ale nikt nie odpowiadał. To nie moja wina, że zawsze umiem wyczuć idealny moment.
-Ciekawe, co powiedziałaby na to Amber.
-Ona nie musi o niczym wiedzieć.. - powiedziałem z cwanym uśmieszkiem.
- Nie przeginaj Malik.
-Oj tam, oj tam. Po prostu lubię śliczne fanki. To zakazane?
-Nie..?
-No więc właśnie - powiedziałem i wyszczerzyłem zęby w uśmiechu - na długo przyjechałaś?
-Na kilka dni. Naprawdę cię nie rozumiem. Czy ty ze mną flirtujesz?
-A chcesz żeby tak było? - ściszyłem głos do szeptu.
-Nie no ja chyba zwariuję..
Zaśmiałem się i już chciałem coś jeszcze powiedzieć, ale w tym momencie do kuchni wpadła Rose z Harry'm i Niall'em.
-Ostatni raz ratuję ci dupę! - powiedziała Rose do Hazzy i zajęła się robieniem kanapek.
Wzruszyłem ramionami i wyszedłem z kuchni. W salonie Liam rozmawiał przez telefon. Rozsiadłem się na kanapie obok Louis'a i obaj czekaliśmy na jakieś wieści. Daddy rozmawiał z Paule'm.
-Okay, będziemy. Zaraz im wszystko powiem - powiedział na zakończenie i się rozłączył.
Szybko zawołał wszystkich do salonu. Niall wszedł ostatni, w jednej ręce trzymając talerz z kanapkami, a w drugiej już ugryzioną. Wszyscy usiedli na kanapie a Liam stanął przed nami.
 -Słuchajcie, dzisiaj idziemy na bal charytatywny do fundacji Spełnijmy Marzenia. Paul właśnie dzwonił i mówił, że mamy być i kropka. Limuzyna podjedzie o 20:00. Dotarło?
-Mamy być sami czy z osobami towarzyszącymi? - spytałem.
-Jak kto woli - odpowiedział wzruszając ramionami - ja idę z Libby. Wy jak chcecie.
-To ja idę z Natalie! - krzyknął Louis.
Nie wiem dlaczego, ale miałem ochotę zabić go za te słowa. Blondynka spojrzała na niego ze zdziwieniem.
-No co? Nie może zabraknąć cię na tej imprezie. A chyba tylko ja zostałem bez pary. Pójdziesz ze mną?
-Em.. jasne, że pójdę Lou. Tylko nie może dotrzeć do mnie fakt, że.. że mogę się gdzieś z wami pokazać.. do tej pory byliście tylko w moich marzeniach..
W tym momencie Rose ją do siebie przytuliła. Przez cały czas czułem się dziwnie. Nie miałem pojęcia, co się ze mną działo. Odkąd po raz pierwszy ją zobaczyłem, czułem, że chcę być blisko niej. Czułem, że chcę by stała się dla mnie kimś ważnym. Czy to było.. przeznaczenie? Czy to było możliwe, żebym..? Nigdy nie wierzyłem w miłość od pierwszego wejrzenia, ale.. czy to się zmieniło? Po zebraniu poszedłem do garderoby, żeby przeglądnąć swoją kolekcję garniturów. Wybrałem jeden z nich i wróciłem do pokoju. Wyciągnąłem swój telefon i chociaż bardzo tego nie chciałem, wybrałem numer Amber. Odebrała dopiero za 3 razem.
-Słuchaj, jestem na sesji zdjęciowej - powiedziała na powitanie - niezbyt mogę gadać. I co się w ogóle stało, że dzwonisz?
-Mamy dzisiaj bal charytatywny - powiedziałem bez emocji - a skoro oficjalnie jesteś moją dziewczyną, to dobrze by było, gdybyś się na nim ze mną pojawiła. Więc jak?
-Och, jak miło - powiedziała z sarkazmem - dobra, o której mam u was być?
-Tak kwadrans przed ósmą. Zdążysz?
-Nie mam wyjścia - prychnęła - a teraz wybacz, ale muszę kończyć.
-Jasne.
Zakończyłem połączenie i położyłem telefon na szafce obok łóżka. Położyłem się, włożyłem ręce pod głowę i bezczynnie gapiłem się w sufit, myśląc o pewnej blondynce, która nie chciała opuścić mojej głowy..


~Rose~

 Naprawdę cieszyłam się, że Natalie przyleciała do Londynu. Zdałam sobie sprawę z tego, jak bardzo mi jej brakowało. Z samego rana zeszłyśmy na dół i zrobiłyśmy chłopakom śniadanie. Nialler był w siódmym niebie. Nie było tylko Zayn'a, który zapewne jeszcze chrapał. Nat opowiedziała mi o jego nocnej wizycie, gdy była w samym ręczniku. Pokręciłam tylko głową ze zrezygnowaniem. Ten to zawsze znajdzie wyczucie czasu. Kiedy było już po śniadaniu, Zayn zszedł do kuchni, za to Harry gdzieś zniknął. Szybko dowiedziałam się, o co chodziło. Niall miał fioła na punkcie jedzenia. Poszłam pomóc swojemu chłopakowi. Znalazłam ich na korytarzu. Obiecałam kuzynowi cały talerz kanapek i wyglądał na udobruchanego. Wspólnie wróciliśmy do kuchni, przerywając rozmowę Zayn'a i Nat. Później odbyło się małe spotkanie. Kiedy dowiedziałam się o balu, uśmiechnęłam się pod nosem. Jeszcze nigdy nie byłam na tego typu imprezie i w końcu miałam szansę w niej uczestniczyć. Razem z Natalie postanowiłyśmy wybrać się na zakupy, ponieważ żadna z nas nie miała odpowiedniej sukienki i dodatków. Przebrałyśmy się w wygodne rzeczy i opuściłyśmy dom chłopaków. Harry oczywiście nie chciał wypuścić nas bez ochrony, choć sama nie wiedziałam, dlaczego. Wsiadłyśmy do czarnego samochodu, zaparkowanego pod drzwiami i ruszyłyśmy do galerii handlowej. Od chodzenia po sklepach, bolały nas już nogi, ale w końcu udało nam się znaleźć odpowiednie zestawy. Zmęczone usiadłyśmy w Starbucksie i zamówiłyśmy sobie latte macchiato. Popijając swój ulubiony napój, zajęłyśmy się rozmową o balu.
-Nadal nie mogę w to uwierzyć - powiedziała Natalie - idę na bal charytatywny w towarzystwie chłopaków z One Direction! To mi się w głowie nie mieści. 
-Już się tak nie ekscytuj - odpowiedziałam z uśmiechem - to są normalni ludzie. 
-Normalni?
-No dobra, nienormalni, ale jednak ludzie. Chyba.. dobra, mniejsza z tym. Wiem, że zawsze chciałaś ich poznać, a teraz twoje marzenie się spełniło. Idziesz na bal z Louisem Tomlinsonem mała! 
-To jest najlepsza rzecz, jaka do tej pory mnie spotkała. No, oprócz przyjaźni z tobą oczywiście.
-O, jakie to słodkie. Jak ciasto z lukrem i polewą czekoladową.
-Ej no weź, bo mam ochotę na ciacho..
-A dupa rośnie...
-Oj cicho, pójdzie w cycki.
-Tsa, wmawiaj sobie. Na pewno te kalorie cię posłuchają.
-A skąd wiesz, że nie? Może choć raz pójdą tam, gdzie powinny. 
-Oczywiście. To na balu się nawpieprzasz ciastek i zobaczymy, czy pójdą w cycki. Jak ci urosną, to zwrócę ci honor. Może być?
-Wchodzę w to. 
-A jak ci nie urosną, to.. 
-Mam się bać? 
-Ależ skąd. Jak ci nie urosną, to zrobisz striptiz dla Malika. Zgoda?
-No chyba cię pojebało. Jego dziewczyna by mi oczy wydrapała.
-Raz się żyje, Collins. Wchodzisz w to?
-Okay, niech będzie. Ale najpierw się upije, żeby później nie pamiętać tej kompromitacji.
-Jak sobie chcesz.
Zaśmiałyśmy się i skończyłyśmy latte. Wzięłyśmy swoje zakupy i wróciłyśmy do domu. Do balu zostało już niewiele czasu. 
Kiedy znalazłyśmy się na miejscu, przygotowałyśmy swoje stroje i każda z nas poszła do łazienki. Nagle dostałam wiadomość od Libby. Jej treść brzmiała: Dzisiaj balujemy do rana siostra! Przygotuj się na porządnego kaca :D . Szybko jej odpisałam i poszłam pod prysznic. Natalie zajmowała łazienkę dla gości, więc miałyśmy zobaczyć się dopiero, gdy będziemy już gotowe. Otuliłam się ręcznikiem i usiadłam przed lustrem, po czym zajęłam się makijażem.  Gdy skończyłam, nadszedł czas na włosy. To była najgorsza część. Nigdy nie lubiłam sama ich układać i zajmowało mi to najwięcej czasu. Kiedy byłam już gotowa, zegar wybijał 19:30. Poszłam do swojego pokoju i ubrałam się w TEN zestaw. Na koniec spryskałam się perfumą i byłam gotowa. Ostatni raz spojrzałam na swoje odbicie w lustrze i wyszłam z pokoju. Z Natalie spotkałam się na korytarzu. Wyglądała przepięknie w spiętych włosach i TEJ stylizacji. Uśmiechnęłyśmy się do siebie i wspólnie zeszłyśmy na dół. Chłopaki czekali na nas przy schodach. Gdy byłam na ostatnim stopniu, Harry podał mi rękę i ucałował ją. Uśmiechnęłam się i wtuliłam się w niego. Mimowolnie spojrzałam w kierunku Zayn'a, który pożerał wzrokiem Natalie, stojącą z Lou. Zdziwiło mnie to, jednak postanowiłam w to nie wnikać. Wtem rozległ się dzwonek do drzwi i Nialler poszedł otworzyć. Po chwili do środka weszła Libby i Jane. Wyglądały naprawdę fantastycznie. Libbs ubrana była TAK, a Jane TAK. Cieszyłam się, że Nialler zaprosił właśnie ją. Widać było, że są najlepszymi przyjaciółmi, a kto wie, może z czasem nawet kimś więcej. Czekaliśmy już tylko na Amber. Byliśmy już naprawdę zniecierpliwieni. Minął kwadrans, a jej nadal nie było. Limuzyna czekała już pod domem. Wybiła godzina 20:00. Nie mogliśmy już dłużej czekać. Narzuciliśmy na siebie marynarki i wyszliśmy z domu chłopaków. Już mieliśmy wsiadać do samochodu, gdy w końcu pojawiła się ostatnia pasażerka. Amber szła do nas wymachując tyłkiem. Ubrana była w wysokie, czarne platformy i TAKĄ sukienkę. 
-Wybaczcie drobne spóźnienie - powiedziała z wymuszonym uśmiechem - sesja się przeciągnęła, a musiałam się jeszcze przygotować.
-Nie ma sprawy - powiedział Zayn i wkurzony wsiadł do limuzyny.
-Em, cześć Amber - odezwała się Nat - nazywam się Natalie Collins i jestem przyjaciółką Rose. Miło mi cię poznać..
-Nie gadam z plebsem - prychnęła i spiorunowała ją wzrokiem.
Widziałam na twarzy przyjaciółki wielkie zdziwienie. Nie spodziewała się takiej odpowiedzi. Szturchnęłam ją w ramię i uśmiechnęłam się do niej ciepło. W końcu wszyscy zajęliśmy swoje miejsca i ruszyliśmy w kierunku sali balowej. 
Na miejscu znaleźliśmy się po 15 minutach. Przy wejściu stało mnóstwo reporterów, którzy szukali okazji, by zrobić jakieś zdjęcia wchodzącym gwiazdom. Zaparkowaliśmy i po kolei opuszczaliśmy czarną limuzynę. Na początek wyszedł Liam z Libby, później Zayn z Amber, Niall z Jane, Ja z Harry'm i Louis z Natalie. Widziałam, jak przyjaciółka się denerwuje, ale miałam nadzieję, że sobie poradzi. Uśmiechałam się szeroko i razem ze swoim chłopakiem pokonałam ten kawałek do wejścia. Oczywiście nie szliśmy przytuleni, czy coś. Po prostu szliśmy obok siebie. Wiedziałam, że na razie nie mogliśmy się za bardzo pokazywać, tylko stopniowo, krok po kroku, żeby w mediach nie wybuchła wojna. Kiedy już znaleźliśmy się w środku, dołączyliśmy do reszty przyjaciół, którzy czekali na nas na dole. Ogólnie w sali balowej było już sporo osób. Zeszliśmy po schodach z jasnego drewna i dołączyliśmy do reszty. Po chwili byliśmy już w komplecie, razem z Louis'em i Nat. Podeszliśmy do stolika, na którym stała karteczka z naszymi nazwiskami i zajęliśmy miejsca. Po uroczystym powitaniu przez założyciela fundacji, zaczęła się zabawa. Widziałam tam naprawdę sporo sław. Muzyka była fantastyczna i czas płynął w miłej atmosferze. Amber siedziała nadąsana i na wszystko kręciła nosem. Tylko przed kamerami zachowywała się, jakby była po uszy zakochana w Maliku. W pewnym momencie uśmiechnęła się zadziornie i położyła głowę na jego ramieniu. Później po prostu zaczęła go całować. On odwzajemniał jej pocałunki i po chwili ona siedziała na nim okrakiem. Rozejrzałam się dookoła, ale nigdzie nie dostrzegłam żadnego reportera czy kamerzysty. Amber była naprawdę przebiegła. 
-Chodź, zatańczymy - usłyszałam szept od strony Hazzy - jakoś nie mam ochoty patrzeć, jak Amber wpycha swój język do gardła Zayn'a. 
Kiwnęłam tylko głową i razem z Hazzą poszliśmy na parkiet. Już po chwili szaleliśmy w rytmie szybkich piosenek. Wszyscy świetnie się bawili. Dołączyła do nas też reszta, oprócz tej dwójki, która nadal obściskiwała się przy stoliku. Zastanawiałam się, czy Zayn serio jest taki głupi i myśli, że kamerzysta przez cały czas stoi nad nimi i kręci ich intymne ujęcia. Wzruszyłam tylko ramionami i bawiłam się dalej. Po pewnym czasie Nialler zrobił odbijanego i szalałam z nim, a Harry z Jane. W jednym momencie z głośników popłynął wolny kawałek. Uśmiechnęłam się i wtuliłam się w Horanka.
-Dziękuję - powiedziałam, nie odrywając się od niego.
-Za co mi dziękujesz?
-Za to ile dla mnie zrobiłeś, za to, że pozwoliłeś mi tu zamieszkać, za to, że nie zostawiłeś mnie samej i próbowałeś mi pomóc. A przede wszystkim za to, że jesteś ze mną..
-Rose, ja zawsze z tobą będę. Nie pozwolę ci po raz kolejny się załamać, rozumiesz? Wszystko jest na dobrej drodze i wiem, że będzie dobrze. Masz na to moje słowo.
-Dziękuję Niall. Nie wiem, co bym bez ciebie zrobiła.
-Jesteś wyjątkową osobą i zasługujesz na wszystko, co najlepsze. Jesteś moją kochaną kuzynką i nie pozwolę, żeby stała ci się jakakolwiek krzywda. Jesteś bezpieczna.
Pokiwałam tylko głową i zamknęłam oczy. Kołysaliśmy się w rytm spokojnej melodii. Niall był wspaniałym człowiekiem. Zawsze miał wielkie serce i chciał wszystkim pomagać. Nie mógł zostawić nikogo w potrzebie, bo tak po prostu został wychowany. Jego mama i brat również byli wyjątkowi. Miałam naprawdę wielkie szczęście, że byłam z nimi spokrewniona. Nie wiem, co by się ze mną stało, gdyby wtedy nie przyleciał do Mullingar.. gdyby nie wyrwał mnie z tego koszmaru, jakim było moje życie. On i Harry mnie uratowali. I wiedziałam, że do końca życie nie spłacę długu, który u nich miałam. 
W końcu piosenka dobiegła końca. Podziękowałam kuzynowi za wspólny taniec i podeszłam do stolika z alkoholem. Wybrałam jakiegoś drinka i popijając go, obserwowałam szalejące pary. W pewnym momencie podeszła do mnie Natalie. Na jej twarzy gościł szeroki uśmiech.
-Tu jest niesamowicie! - powiedziała podekscytowana - Jeszcze nigdy się tak dobrze nie bawiłam, serio. 
-Cieszę się, że ci się podoba - odpowiedziałam jej z uśmiechem - Londyn to wspaniałe miasto. Czuję się tu jak w domu. I teraz jakoś nie wyobrażam sobie powrotu do Mullingar.. kiedyś nie chciałam stamtąd wyjeżdżać, a teraz.. wszystko się zmieniło. Nie mogłabym zostawić Libby, Harry'ego i chłopaków. Są dla mnie jak rodzina. Szkoda tylko, że musisz wracać..
-Nigdzie mi się nie spieszy, spokojnie. W szkole mamy 2 tygodnie wolnego, bo nauczyciele sobie gdzieś pojechali. Więc spokojnie, jeszcze tu jestem.
-Cieszę się.
Przytuliłam ją do siebie z uśmiechem na ustach. W tym momencie podeszły do nas Libby i Jane.
-No, dziewczyny - powiedziała Libbs - pokażmy chłopakom, kto rządzi na parkiecie. 
-Właśnie, niech zobaczą jakie jesteśmy boskie - poparła ją Jane, uśmiechnięta od ucha do ucha.
-Przyznajcie się, ile już wypiłyście? - spytałam z ironią.
-A kto by to liczył? - prychnęła Libby - jak bal, to bal! No chodźcie, leci moja piosenka. Mogą się trochę podniecić, to im nie zaszkodzi. 
-Zaczynam się bać - powiedziała Nat - co ty masz na myśli?
-Zobaczysz kochanie - odpowiedziała poruszając brwiami. 
Zaśmiałyśmy się tylko i wszystkie cztery poszłyśmy na parkiet. Stanęłyśmy centralnie naprzeciwko naszego stolika, przy którym wszyscy siedzieli. Z głośników leciała piosenka "Wait a minute". Już wiedziałam o co chodziło Libby. Zaczęłyśmy tańczyć, wyginając swoje ciała do rytmu i robiąc różne pozy. Nigdy dotąd tego nie robiłam, ale alkohol dodawał mi odwagi. Kątem oka spojrzałam w kierunku stolika i widziałam, jak chłopcy pożerają nas wzrokiem. Kiedy utwór dobiegł końca, objęłyśmy się we cztery i kręcąc tyłkami odeszłyśmy do stołu z alkoholem. Dopiero tam wybuchnęłyśmy śmiechem. Przybiłyśmy piąteczki i wypiłyśmy swoje zdrowie. Zabawa trwała w najlepsze. Przeprosiłam dziewczyny i poszłam szukać łazienki. Kiedy już się w niej znalazłam, spojrzałam w lustro i poprawiłam makijaż i fryzurę. Było naprawdę fantastycznie. Wiedziałam, że się zmieniłam. Wcześniej nie miałabym odwagi na coś takiego, a teraz przychodziło mi to z łatwością. Ostatni raz spojrzałam na swoje odbicie i wyszłam. Po drodze wpadłam na swojego chłopaka, który zamknął mi usta i gdzieś zaciągnął. Staliśmy w jakimś ciemnym kącie, z dala od imprezowiczów. Dopiero wtedy cofnął rękę i uśmiechnął się zadziornie.
-Mogę wiedzieć co ty do cholery robisz? - spytałam zdezorientowana.
-Po prostu już dłużej nie mogę bez ciebie wytrzymać - powiedział i przysunął się do mnie.
Stał naprawdę blisko. Nasze ciała stykały się ze sobą, a czy wpatrywały się w siebie z pożądaniem. Harry pochylił się nade mną i pocałował. Najpierw delikatnie, a później coraz zachłanniej i z coraz większą pasją. Później zaczął całować moją szyję i obojczyk. W jednej chwili go od siebie odepchnęłam.
-Wiem, co masz na myśli Styles - powiedziałam z cwanym uśmieszkiem - ale nie myśl, że będę się z tobą kochać w jakimś kącie. Wybij to sobie z łba.
-Szybko poradzę sobie z twoją sukienką - odpowiedział i znów się przybliżył.
-Hmm.. do twarzy ci w garniturze. 
-Słonko - odpowiedział zadziornie - poczekaj, aż go zdejmę.
Zaśmiałam się i chwyciłam go za krawat. Jednym szybkim ruchem przyciągnęłam go do siebie i znów wpiłam się w jego usta. Jego ręce błądziły po moich plecach i pośladkach. Wiedziałam, czym to się skończy. Czy byłam na to gotowa? W sumie, czemu nie. 
-Chodźmy do domu - wymruczał mi do ucha - wszyscy są tutaj, więc będziemy mieć tylko siebie. I nikt nam nie przeszkodzi..
-Boże, ale ty jesteś napalony. 
Hazza cmoknął mnie w usta i złapał za rękę. Już nawet nie dbał o to, że ktoś może nas razem zobaczyć. Kierowaliśmy się ku wyjściu. W końcu znaleźliśmy się na zewnątrz. Złapaliśmy jakąś taksówkę i pojechaliśmy do domu. Harry ciągle się we mnie wpatrywał, a ja odpowiadałam mu tym samym. 
Gdy dojechaliśmy na miejsce, Harry zapłacił kierowcy i weszliśmy do środka. Nie było już odwrotu. W salonie Hazza wziął mnie na ręce i zaniósł do swojego pokoju. Delikatnie położył mnie na swoim łóżku i spojrzał na mnie pytająco, żeby upewnić się, że na pewno tego chcę. W odpowiedzi przyciągnęłam go do siebie i zaczęłam rozpinać mu koszulę. W tym samym czasie on zajął się moją sukienką. Zostaliśmy w samej bieliźnie. Byłam pod wrażeniem jego umięśnionego torsu. Mruknęłam i usiadłam na nim okrakiem. Nasze usta znów się ze sobą złączyły. W końcu byliśmy już całkiem nadzy. Wtedy Harry przejął inicjatywę. Wszedł we mnie delikatnie, a ja cicho pojękiwałam. Jego ruchy były coraz szybsze, a ja czułam się idealnie. Już od dawna się z nikim nie kochałam. Nie sądziłam, że po Joshu będzie ktoś jeszcze. A jednak. Kochałam Hazzę. Byłam tego pewna w stu procentach. Należał do mnie i nic nie mógł na to poradzić. Zakochałam się w jego zielonych oczach, zachrypniętym głosie, cudownym uśmiechu i wspaniałej osobowości. Harry był naprawdę wyjątkowym człowiekiem i czułam, że jest tym 'jedynym'.
Kiedy oboje doszliśmy, padliśmy na łóżko i zaczęliśmy się śmiać. Nawet sama nie wiem z czego. Przysunęłam się do niego i położyłam głowę na jego piersi. 
-Kocham cię - powiedziałam.
-Ja ciebie też. Jesteś moim promykiem słońca. 
-Co cię nagle wzięło na poematy?
-Wiesz.. zakochany człowiek różne rzeczy gada. Miłość zmienia ludzi.
-Oj, żebyś wiedział. 
-Możesz mi coś obiecać? - spytał i zmusił mnie, bym spojrzała mu prosto w oczy. 
-Zależy co.. - odpowiedziałam ostrożnie.
-Obiecaj mi, że zostaniesz ze mną na zawsze. Choćby nie wiem co się działo, będziesz ze mną do końca. Proszę cię..
-Ja.. obiecuję. Będę na zawsze.
-W takim razie ja obiecuję ci to samo. 

Uśmiechnęłam się i pocałowałam go czule. Wtedy już nic się nie liczyło. Zasnęłam ze świadomością, że mam przy sobie swój największy skarb...

_____________________________
Hello :D haha, +18 musi być xd yeah :D
Wybaczcie, że tak długo nie było, ale nie miałam za bardzo kiedy pisać. Wiele się dzieje i prawie w ogóle mnie nie ma w domu. Musicie mi wybaczyć :) 
Czytasz = komentujesz!!!!!
Dziękuję za wszystkie wyrażone opinie! KOCHAM WAS po prostu . < 3 
Mam nadzieje, że 22 wam się podobał :) Czekam na komentarze!
+Mam małą prośbę, do 4 osób, które zaznaczyły, że to opowiadanie im się nie podoba. Szanuję ich głosy, ale chciałabym się dowiedzieć, co jest źle. Proszę, zostawcie swoje opinie. Przynajmniej będę wiedziała, co ewentualnie zmienić :)
Ode mnie tyle. Do następnegoo ! ♥ 
Love ya < 3 





poniedziałek, 11 lutego 2013

Rozdział dwudziesty pierwszy ♥

Następnego dnia obudziłam się wtulona w Loczka. Na jego widok uśmiech od razu pojawił się na mojej twarzy. Już po raz drugi mogłam patrzeć na jego słodką minę, kiedy spał. Wyglądał jak jakiś anioł. Taki niewinny i bezbronny. Kochałam ten stan. Świadomość tego, że jest tylko mój, napawała mnie radością i wiarą w to, że może być lepiej. Czego chcieć więcej? Przypomniałam sobie jak bardzo cierpiałam po śmierci Josha. Wróciły wszystkie momenty, gdy chciałam odebrać sobie życie, bo nic dla mnie nie miało sensu. Przeklinałam lekarzy, którzy utrzymali mnie przy życiu. Za każdym razem, gdy ratowali mnie po próbach samobójczych, miałam ochotę ich wszystkich zabić. Teraz chciałam im po prostu podziękować. Byłam głupia, myśląc, że nic już się nie ułoży. W moim życiu było wiele wzlotów i upadków. No, głównie upadków. Myślałam, że śmierć będzie najlepszym rozwiązaniem.
Myliłam się.
Teraz chciałam tylko móc po prostu leżeć wtulona w swojego chłopaka i nie myśleć o niczym innym.  Nadal nie mogło dotrzeć do mnie to, że znów byłam zakochana. Od dawna się tak nie czułam. Wyjazd do Londynu był najlepszą decyzją, jaką podjęłam. W końcu wyrwałam się z tego koszmaru, jakim było moje życie. Miałam dość pijanego ojca i ciągłych awantur o nic. Teraz było o wiele lepiej. Nie martwiłam się już o mamę, która bezpiecznie mieszkała w Londynie. Nie obawiałam się o swoje życie, bo wiedziałam, że nie jest ono zagrożone. Nadal nie mogłam przyzwyczaić się do tego, że "wplątałam się" w świat sławy. To nie było dla mnie. Jednak dla Hazzy byłam w stanie zrobić wszystko.
Absolutnie wszystko.
Nie chciałam go stracić. On w pewnym sensie mnie uratował. Ufałam mu i zależało mi na nim. Niczego więcej nie potrzebowałam. Tylko jego, przyjaciół i poczucia bezpieczeństwa. To wszystko miałam zapewnione. I za nic bym z tego nie zrezygnowała. Wtuliłam się w niego jeszcze mocniej i zamknęłam oczy. Opierając głowę na jego piersi, czułam bicie jego serca. I chciałam, by biło dla mnie. Jego bliskość sprawiała, że czułam się na swoim miejscu. To uczucie było wręcz.. magiczne. 
W końcu Harry się obudził. Czułam to. Ucałował mnie we włosy i chciał wstać, ale go powstrzymałam.
-Nigdzie nie idziesz - powiedziałam nie odrywając się od niego.
-Nie śpisz? - spytał ze śmiechem.
-Nie. Zostajesz w łóżku Styles. I kropka.
-Z miłą chęcią.
Uśmiechnęłam się pod nosem i spojrzałam w jego roześmiane oczy. Leżeliśmy tak jeszcze co najmniej godzinę. W końcu jednak Harry musiał wstać, ponieważ mieli zaplanowany wywiad, po którym mieliśmy opuścić Oxford. Niechętnie pozwoliłam mu się odsunąć i pójść do łazienki. Sama zostałam w łóżku i myślałam nad tym, co teraz działo się w moim życiu. 
Kiedy Harry był już gotowy, ja również wstałam. Był już trochę spóźniony. Pocałowałam go na pożegnanie, po czym on wyszedł. Ja nie miałam na nic ochoty. Przez chwilę zastanawiałam się, co robić, a później po prostu opuściłam pokój Hazzy i poszłam do Libby. Zastałam ją siedzącą na łóżku. Uśmiechnęłyśmy się do siebie serdecznie. Poszłam do łazienki, umyłam się, zrobiłam lekki makijaż i przebrałam się w TO. Wróciłam do pokoju, usiadłam obok przyjaciółki i po prostu ją przytuliłam. Tak sama z siebie. Wiedziałam, że bez niej wszystko byłoby o wiele trudniejsze. Była naprawdę wspaniałą przyjaciółką. Zaczęłyśmy rozmawiać o wszystkim i o niczym. W jej towarzystwie nigdy się nie nudziłam.
-Jak radzisz sobie z hejtami? - spytałam ją.
-Wiesz.. chyba nikt sobie z nimi nie radzi.. - odpowiedziała cicho - to nie takie łatwe. Nie da się przyzwyczaić do tego, że ludzie nienawidzą cię bez żadnego powodu. Można wmawiać sobie, że nic cię to nie obchodzi, ale to zawsze będzie boleć. Tak po prostu jest..
-Nie rozumiem tego.. to przecież chore! Wyzywają ludzi, o których nie mają zielonego pojęcia. Bez żadnego powodu niszczą im życie.. to nie fair.. to nie ma sensu..
-Odpowiedz sobie na jedno pytanie.. czy cokolwiek w życiu ma sens?
-Nie wiem.. - odpowiedziałam zrezygnowana - i chyba nie chcę wiedzieć..
-Takie jest życie. Dlatego cieszę się, że mam ciebie, Liam'a i chłopaków. Bez was nie dałabym rady. I cieszę się, że przyjechałaś do Londynu.
-Tak.. ja też się cieszę..
Uśmiechnęłyśmy się do siebie. Libby była naprawdę cudowną osobą. Byłam wielką szczęściarą, że mogłam ją poznać. Rozmawiałyśmy dosłownie o wszystkim. Przed nią nie miałam żadnych zahamowań. Ufałam jej i wiedziałam, że mnie rozumie. Jak nikt inny. W tym momencie drzwi do naszego pokoju się otworzyły i w progu stanęła Amber. Jak zwykle spojrzała na nas z tym swoim cynicznym uśmieszkiem. 
-Może byście tak ruszyły tyłki i zeszły na dół? No chyba, że zostajecie w Oxfordzie, to nie wnikam - powiedziała z pogardą.
-Daj spokój Amber - odezwała się Libby - bardzo byśmy się cieszyły, gdybyś to ty tu została. Może przedłużysz sobie pobyt? Choć przez chwilę nie będziemy musiały patrzeć na twój ryj.
-Nie wysilaj się na sarkazm skarbie. Jesteś na to za grzeczna - powiedziała cynicznie i wyszła.
Skrzywiłyśmy się obie i pokręciłyśmy głowami. Niektórzy chyba nigdy się nie zmienią. Wzięłyśmy swoje bagaże i zeszłyśmy na dół.  Czekał tam na nas Paul i trzech ochroniarzy. Menadżer chłopaków dziwnie mi się przyglądał. Speszyłam się i spuściłam głowę. Nie miałam pojęcia o co mogło mu chodzić. Z racji tego, że przyjechałyśmy samochodem Libby, również nim wracałyśmy. Swoje rzeczy dałyśmy do bagażnika i wsiadłyśmy do środka. Miałyśmy jechać prosto za chłopakami.
Droga minęła szybko i po godzinie byliśmy już w Londynie. Libby odwiozła mnie do domu i pojechała do siebie. Weszłam do środka, a zaraz po mnie zjawili się chłopcy. Chyba sami byli wykończeni. Postanowiłam im nie przeszkadzać, więc poszłam do swojego pokoju. Włączyłam laptopa i zalogowałam się na różnych portalach. Przeglądałam też nowości. Natrafiłam na pewien artykuł, który od razu przykuł moją uwagę. Weszłam w niego i zaczęłam czytać.

Harry Styles i Rose Bell.
Co tak naprawdę jest między nimi?
 Już od pewnego czasu obserwujemy tą dwójkę. Jednak nadal nie wiadomo, co tak naprawdę ich łączy. Nigdy nie widzieliśmy, by trzymali się za ręce czy publicznie okazywali czułości. Jednak coś tu się nie zgadza! Kuzynka Nialla Horana (19 l.) już na stałe zagościła w życiu chłopaków z One Direction. Harry i Rose mówią o sobie "jesteśmy tylko przyjaciółmi", ale.. czy to aby na pewno prawda? Czy zwykła dziewczyna może być kimś wyjątkowym dla popularnego piosenkarza? Co ta dwójka przed nami ukrywa? Dowiemy się tego! Możemy obiecać, że wkrótce wszystko wyjdzie na jaw. Ta para..

Przestałam czytać i wyszłam z tej strony. Ludzie naprawdę mieli coś nie tak w głowach. Byłam z Harrym zaledwie od 3 dni! A oni już snuli jakieś domysły. Na razie nie wiedzieli, że coś między nami jest. Wiedziałam, że Harry będzie chciał być dyskretny, żeby nie wywołać wojny. Szanowałam to i sama uważałam, że tak będzie lepiej. Ludzie nie musieli wiedzieć wszystkiego. Wyłączyłam laptopa i położyłam się na łóżku, bezczynnie gapiąc się w sufit. Nagle zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie Natalie. Uśmiechnęłam się i odebrałam.
-Słucham siostrzyczko?
-Rose mam sprawę! - zaczęła podekscytowana - Jutro będę w Londynie!
-Co? - zdziwiłam się i momentalnie wstałam z łóżka.
-No serio! Załatwiłam sobie bilet. Stwierdziłam, że muszę się z tobą zobaczyć i jutro przylatuję. Znajdziesz dla mnie chwilę?
-Jasne, że tak kobieto! Boże, nawet nie wiesz jak się cieszę.
-Ja tak samo. Cholernie się za tobą stęskniłam.
-Oj, daj spokój. Wiem, że masz ukryty plan. Chcesz poznać chłopaków.
-To chyba oczywiste! No, ale zależy mi na spotkaniu z tobą. Więc będę tak koło 10 rano. Pasuje ci?
-Jasne. Wpadnę po ciebie na lotnisko.
-Cudownie! Eh, już się nie mogę doczekać.
-Ja tak samo. A co z Jade? Też przylatuje?
-Ym.. z Jade to inna historia.. - odpowiedziała dziwnym tonem - ale to opowiem ci jutro. W ogóle dużo rzeczy się zmieniło Rose. Nie wyobrażasz sobie jak bardzo..
-Mam się bać? - spytałam podejrzliwie.
-Sama nie wiem.. pogadamy jutro. Muszę kończyć. Do zobaczenia!
-Do zobaczenia Nat.
Zakończyłam połączenie i z powrotem usiadłam na łóżku. Zastanawiałam się nad słowami przyjaciółki. Co takiego mogło się zmienić? O czym ona mogła mówić? Zaczynałam mieć czarne myśli i niezbyt mi się to wszystko podobało.
Postanowiłam zejść dół i zrobić sobie coś do jedzenia. W kuchni oczywiście zastałam Niallera wpieprzającego pizzę. Uśmiechnęłam się tylko do niego i otworzyłam lodówkę. Wyciągnęłam z niej jakieś produkty i przygotowałam sobie kanapki. W międzyczasie do kuchni przyszedł Harry. Horan tylko wywrócił oczami i wyszedł. Zaśmialiśmy się oboje, po czym Harry ujął moją twarz w dłonie i czule mnie pocałował.
-Uwielbiam cię - szepnął.
-Ja ciebie też słodziaku - odszepnęłam - ale wiesz, że musimy pogadać, prawda?
-O czym? - spytał podejrzliwie.
-O nas.. o naszym związku.. ja wiem, że nie możemy się tak od razu pokazywać. Wiem, że na razie musimy być dyskretni. I rozumiem to. To świat sławy i mediów. Nie chcę, żeby było źle. Jeżeli będę miała pewność, że mnie kochasz, to.. zniosę wszystko..
-Kocham cię - powiedział stanowczo - najbardziej na świecie.
-W takim razie jestem gotowa na wszystko..
-Jesteś niesamowita. Naprawdę.. 
-Ty również.
Wtuliłam się w niego i zamknęłam oczy. Wiedziałam, że przed nami długa droga. Ale wiedziałam też, że możemy wszystko. W pewnym momencie do kuchni ktoś wszedł. Otworzyłam oczy i ujrzałam Libby. Zdziwiło mnie to, ale uśmiechnęłam się do przyjaciółki.
-Harry wiem, że teraz twoja kolej żeby się nią nacieszyć, ale muszę ją porwać - oznajmiła.
-O nie, nie ma mowy - odpowiedział Styles -  teraz jest tylko moja i nigdzie jej nie puszczę.
-Nie masz wyjścia kochany. 
-Ej no, nie zabieraj mi jej - odpowiedział i zrobił minę smutnego kotka. 
-Przecież nie zabieram jej na zawsze, spokojnie.
-Obiecujesz?
-Obiecuję. Mogę ją porwać?
-No.. dobra..
Przez całą ich rozmowę byłam cicho. Odsunęłam się od Hazzy, cmoknęłam go w policzek i razem z Libby wyszłyśmy z kuchni. Zastanawiałam się nad tym, o co może chodzić. Wyszłyśmy przed dom i wsiadłyśmy do jej samochodu. Byłam coraz bardziej zdezorientowana.
-Libby, o co chodzi? Dokąd mnie zabierasz? - spytałam ją.
-Wiesz.. myślałam dzisiaj nad pewnymi rzeczami. Jesteś moją przyjaciółką i ufam ci. Dlatego chcę zabrać cię w pewne miejsce. O ile się zgodzisz..
-Wymusiłaś na Harrym żeby mnie puścił, więc chyba nie mam nic do gadania - odpowiedziałam z uśmiechem - co to za miejsce?
-Zobaczysz jak dojedziemy.
Wzruszyłam tylko ramionami i zapięłam pas. Przez całą drogę Libby nie odezwała się ani słowem. Coraz intensywniej myślałam o tym, dokąd mnie zabiera. Nie chciała nic powiedzieć, a ja nawet nie domyślałam się co chce mi pokazać.
W końcu dojechałyśmy na miejsce. Ze zdziwieniem stwierdziłam, że stoimy przed bramą cmentarza. Bez słowa wysiadłyśmy z samochodu. Libby szła przodem, a ja za nią. Mijałyśmy całą masę nagrobków, zarówno tych nowych, jak i starych, zapomnianych. Dookoła panowała cisza przerywana delikatnym szumem wiatru. Nie wiedziałam, co o tym wszystkim myśleć. W końcu Libby się zatrzymała. Stanęłam obok niej i zorientowałam się, że jesteśmy przy malutkim grobie pod starą wierzbą. Poczułam, jak coś kuje mnie w sercu. Przeczytałam napis na nagrobku: Alice Broke. Po dacie urodzenia i śmierci zauważyłam, że żyła tylko 3 dni. Na grobowej płycie wyryte były również słowa: Nasza mała kruszynka, na zawsze w naszych sercach. Spojrzałam na przyjaciółkę i zobaczyłam łzy na jej policzkach. Przykucnęłyśmy przy malutkim grobie. Również miałam ochotę się rozpłakać. Objęłam Libby ramieniem i czekałam aż coś powie.
-To.. to był jeden z najgorszych dni mojego życia - zaczęła cicho - nie wyobrażasz sobie bólu jaki czułam, jak to się stało.. tak bardzo się cieszyłam.. żyłam tym dniem, aż urodzi mi się siostra.. miałam wtedy zaledwie 12 lat.. wszystko miało być piękne.. razem z mamą kupowałyśmy ubranka, zabawki i akcesoria. To było takie wspaniałe.. w dniu porodu czekałam na poczekalni z wielkim uśmiechem na twarzy, powtarzając w kółko "zaraz ją zobaczę i zabiorę do domu". Cieszyłam się jak jeszcze nigdy. A wtedy.. zaczęły się jakieś komplikacje.. Alice urodziła się z ostrym zapaleniem płuc.. nie mogła oddychać.. nie było najmniejszych szans na to, by przeżyła.. moja mała siostrzyczka miała nie przeżyć. Świat mi się zawalił. Moja mama wpadła w depresję, ojciec sobie nie radził, a ja.. byłam tak zawiedziona, że nie wiedziałam co ze sobą zrobić.. naprawdę bardzo chciałam mieć rodzeństwo.. nie udało się. Rodzice przestali próbować. Jakoś doszli do siebie, ale we mnie to nadal siedzi.. teraz miałaby 6 lat.. właśnie dzisiaj obchodziłaby swoje 6 urodziny.. przychodzę tu co roku. Zawsze siadam przy jej grobie i płaczę.. nie wiem czemu.. to po prostu we mnie siedzi.. nie umiem przestać o tym myśleć.. nie chcę dopuścić do siebie faktu, że ona nie żyje..
Po moich policzkach spływały słone łzy. Nie spodziewałam się czegoś takiego. Nie sądziłam, że coś takiego mogło przydarzyć się właśnie jej. Dopiero wtedy dotarło do mnie, jak kruche jest ludzkie życie. Nie wyobrażałam sobie bólu jej matki, gdy dowiedziała się, że jej mała kruszynka nie przeżyje nawet tygodnia. Przez 9 miesięcy nosiła ją w swoim łonie.. wyczekiwała dnia, w którym pokaże jej świat.. w którym nauczy ją mówić, chodzić i rozróżniać dobro od zła.. wyczekiwała dnia, w którym po raz pierwszy powie "mama".. jej pierwszego dnia w przedszkolu, szkole, gimnazjum.. jej pierwszego chłopaka, pocałunku. Mieli być szczęśliwą rodziną. Chciała dobrze ją wychować i patrzeć jak dorasta. Ale.. no właśnie, "ale". Nie było jej to dane. Nie mogło to do mnie dotrzeć. To było okropne. Nie mogłam opanować łez. Tak bardzo chciałam pomóc.. ale wiedziałam, że się nie da. Przecież nie mogłam przywrócić jej życia. Nikt nie mógł.
Przytuliłam Libby do siebie i przez jakiś czas obie płakałyśmy. Dopiero wtedy poczułam jak silna jest nasza więź. Dopiero wtedy zrozumiałam, jak bardzo Libby jest dla mnie ważna. 
-Ja.. nie wiem co powiedzieć - odezwałam się w końcu - przykro mi.. naprawdę bardzo mi przykro..
-Mi również.. musiałam ci to powiedzieć. Z nikim nie chciałam o tym rozmawiać.. nawet z Liam'em.. to nadal boli, mimo tego, że minęło już 6 lat. Ja nadal pamiętam ten dzień, jakby to było wczoraj.. jesteś pierwszą osobą, którą tu przyprowadziłam.. 
-Libby, posłuchaj. Wiem, że jest ci ciężko. Wiem jak bardzo boli stara kogoś bliskiego.. w moim przypadku było nieco inaczej, bo byłam z Josh'em od 3 lat, ale.. ale jestem z tobą. Zawsze możesz na  mnie liczyć. Jesteś dla mnie jak siostra. Może nie zastąpię ci Alice, ale będę się starać. Chcę, żeby było w porządku. Wiem, że nie przywrócę jej życia, ale zrobię wszystko, by było lepiej. Obiecuję..
-Ja.. dziękuję. Nawet nie wiesz ile te słowa dla mnie znaczą..
Uśmiechnęłyśmy się do siebie. Nasza przyjaźń zacieśniła się jeszcze bardziej. Od tej pory wiedziałam, że Libby jest dla mnie bardzo ważna. Była jak siostra, której nigdy nie miałam. 
Siedziałyśmy na cmentarzu jeszcze przez chwilę i w końcu musiałyśmy wracać. Na pożegnanie dostałam buziaka w policzek.
-A to za co? - spytałam ze śmiechem.
-Za to, że jesteś.
Przytuliłam ją i w końcu wysiadłam z jej samochodu. Było już dość późno. Weszłam do domu, zdjęłam płaszcz i buty, po czym weszłam do środka. W salonie siedział Louis i Nialler grający na PS3. Rzuciłam im tylko krótkie "hej" i poszłam na górę. Chciałam iść prosto do siebie, ale nogi pokierowały mnie pod pokój Hazzy. Zapukałam lekko, a gdy usłyszałam ciche "proszę" weszłam do środka. Na mój widok Harry słodko się uśmiechnął, ukazując swoje urocze dołeczki w policzkach. Wstał z fotela i podszedł do mnie. Przytulił mnie i pocałował. 
-W końcu wróciłaś - zamruczał mi do ucha, a po ciele przeszły mi dreszcze.
-A co, miałam nie wracać? 
-Spróbowałabyś. To osobiście bym po ciebie pojechał. Nie zapominaj, że jesteś moja. 
-Jak mogłabym zapomnieć? Przecież jesteś moim skarbem. 
-Och, doprawdy? To.. miłe. Ty jesteś moim aniołem. I księżniczką. I słonkiem. I skarbem. I..
-Ej, spokojnie - zaśmiałam się - rozumiem. 
-Wybacz, nie mogę się powstrzymać. Po prostu nie dociera do mnie fakt, że naprawdę jesteś moja.. nie sądziłem, że ten dzień kiedyś nadejdzie. 
-Ale nadszedł. Kocham cię Harry.
-Ja ciebie również Rose. Naprawdę bardzo.
-Wpadłam tylko żeby powiedzieć ci dobranoc. 
-O nie kochana. Śpisz ze mną. Bez ciebie w łóżku jakoś tak pusto..
-Chciałabym, ale nie dzisiaj. Jutro przylatuje Natalie, więc muszę wstać wcześniej i odebrać ją z lotniska, a nie chciałabym cię obudzić. Wyglądasz tak słodko jak śpisz..
-Co? Więc jutro cały dzień mam bez ciebie wytrzymać? - spytał ze smutną miną.
-Jakoś dasz radę. A zresztą, Nat strasznie chce was poznać. Jest waszą mega fanką, więc.. pewnie cały czas będziemy siedzieć z wami. O ile wam to nie przeszkadza.
-Nam? Skąd. Będzie super.
-Mam nadzieję. 
Uśmiechnęliśmy się do siebie. W końcu życzyliśmy sobie dobrej nocy i opuściłam jego pokój. Dzisiejszy dzień był naprawdę niesamowity. Z pokoju Zayn'a dochodziły jego krzyki. Zupełnie jakby z kimś się kłócił. Wyłapałam tylko słowa "nie ma mowy! nigdy w życiu! daj mi wreszcie spokój!". Nie wiedziałam o co może chodzić. Kiedy w końcu wszystko ucichło, lekko zapukałam do jego drzwi. Nie doczekałam się odpowiedzi, więc po prostu lekko je uchyliłam i zajrzałam do środka. Zayn siedział na łóżku ze spuszczoną głową.
-Wszystko w porządku? - spytałam niepewnie.
Dopiero wtedy na mnie spojrzał. Próbował wymusić uśmiech, ale średnio mu to wyszło. Wiedział, że przede mną niczego nie ukryje. 
-Chciałbym - odpowiedział w końcu - ale nie. Dzwoniła Amber. Muszę iść na jej jutrzejszy pokaz mody, bo oficjalnie nadal jesteśmy razem. Mam już dość tego udawania. Chcę się w końcu od niej uwolnić. A niestety nie mogę..
-A może jednak możesz? To twoje życie i twoje wybory.
-Gdyby tak było, już dawno bym z nią skończył. A zresztą, nieważne. Nawet nie chce mi się o tym gadać.    
-Okay, w porządku. Jak coś to wiesz, gdzie mnie znaleźć. Dobranoc Zayn.
-Dobranoc Rose.
Zamknęłam z powrotem drzwi i w końcu poszłam do siebie. Zmyłam makijaż, związałam włosy w luźny kucyk, przebrałam się w piżamę i położyłam się do łóżka. Chciałam zasnąć jak najszybciej. I w końcu mi się to udało. 

Następnego dnia obudziłam się z uśmiechem na twarzy. Przeczuwałam, że to będzie dobry dzień. W końcu mogłam spotkać się z Natalie. Wstałam z łóżka i poszłam pod prysznic. Później zrobiłam lekki makijaż i uczesałam włosy. Na koniec poszłam do garderoby i ubrałam się w TEN zestaw. Efekt końcowy był całkiem zadowalający. Za oknem nie było ani śladu śniegu, a temperatura była na plusie. Zbliżała się wiosna, co bardzo mnie cieszyło. Zeszłam na dół nucąc pod nosem piosnkę "Kiss you". Tak jak się spodziewałam, wszyscy jeszcze spali. W końcu mieli dzisiaj dzień wolny. Dla mnie to nawet lepiej. Zrobiłam sobie szybkie śniadanie i zamówiłam taksówkę. Niestety nie miałam jeszcze samochodu ani prawa jazy, ale zamierzałam to nadrobić w najbliższym czasie. Na lotnisku znalazłam się o wyznaczonej porze. Akurat w chwili, gdy samolot z Irlandii wylądował. Razem z masą innych ludzi czekałam, aż pasażerowie opuszczą samolot. W końcu wśród tłumów dostrzegłam znajomą postać. Natalie rozglądała się dookoła i w końcu również mnie zobaczyła. Uśmiechnęłyśmy się do siebie i już po chwili padłyśmy sobie w ramiona. Ten dzień naprawdę zapowiadał się fantastycznie. Po serii uścisków i słów powitania, uspokoiłyśmy się na tyle, by się ogarnąć. 
-Tak się cieszę, że cię widzę - powiedziała Nat - mój pierwszy raz w Londynie. Cudowne uczucie! Co mamy w planach?
-Idziemy do jakiejś kawiarni i nadrabiamy zaległości. A potem jedziemy do domu i poznajesz swoich idoli. Pasuje?
-Awww, genialny plan! Aż mnie ciarki przechodzą na samą myśl, że w końcu poznam Louisa, Liama i Zayna! Hazzę znam jako tako i Nialla też słabo, ale jednak. Boże, to będzie fantastyczny dzień!
-Na pewno. To jak? Jedziemy do kawiarni? 
-W drogę siostro!
Uśmiechnęłyśmy się do siebie i wspólnie opuściłyśmy lotnisko. Po kwadransie siedziałyśmy już w przytulnym pomieszczeniu i czekałyśmy na swoje zamówienia. Zaczęłyśmy rozmawiać. Natalie omijała temat Jade, a ja nie mogłam już dłużej wytrzymać. Martwiłam się o przyjaciółkę i chciałam wiedzieć, co się stało.
-Nat, przejdź do rzeczy - powiedziałam w końcu - co się dzieje z Jade?
-Eh, Rose naprawdę wiele się zmieniło. Wiem, że od twojego wyjazdu nie minęło aż tak dużo czasu, ale.. 
-Ale co? Co się dzieje?
-Jade się zmieniła. I to pod wpływem Vanessy..
-Co? - zdziwiłam się - ale jak to? Przecież ona nienawidziła tej pustej debilki! 
-Mówię ci, że wiele się zmieniło. Poszła na jakąś imprezę i tam ją spotkała. Od tamtej pory są nierozłączne. Jade.. stała się taka jak ona. Ona zaczęła palić.. ode mnie się całkowicie odsunęła. Już się nawet nie odzywa. A ja nie mogę nic zrobić.. to jej życie i jej decyzje.. próbowałam z nią rozmawiać, ale się nie da.. uwierz, nie da się. Nie poznaję jej..
-Ale.. Jade? Przecież to niemożliwe.. ona zawsze była taka grzeczna, potulna i pełna życia.. nie mieści mi się to w głowie!
-Takie życie.. tak naprawdę w Mullingar zostałam sama - westchnęła.
-Ale jak to sama? A co z Tylerem?
-Szkoda gadać.. pokłóciliśmy się i to ostro.. dostałam od niego mejla z wyzwiskami i różnymi obraźliwymi tekstami. Szkoda w ogóle o tym gadać. Pewnie chodziło mu o to, że nie chciałam się z nim przespać..  
-Boże.. Tyler i obraźliwe mejle? Jade i papierosy? Przecież od mojego wyjazdu nie minęło aż tak dużo czasu! 
-A jednak.. ja nie wiem co się dzieje.. ale jakoś odeszła mi ochota, żeby tam wracać. Już nic nie jest jak dawniej. A ja nie wiem co robić..
-Nawet nie wiem, co powiedzieć.. uwierz mi, możesz zostać w Londynie ile tylko chcesz. Mi będzie bardzo miło. I chłopakom pewnie też.
-Chciałabym.. póki co, przyleciałam tylko na kilka dni, żeby oderwać się od tego wszystkiego. 
-Oderwiesz się. Chodź, połazimy po mieście. Pokażę ci kilka ciekawych miejsc i czas nam jakoś upłynie. Co ty na to?
-Świetny plan. Jestem gotowa.
Opuściłyśmy kawiarnię i powoli szłyśmy ulicami Londynu. Odwiedziłyśmy naprawdę wiele miejsc. Czas mijał we wspaniałej atmosferze. Cieszyłam się, że w końcu mogę spędzić choć trochę czasu z Natalie. Naprawdę mi jej brakowało. Późnym popołudniem usiadłyśmy przy wielkiej fontannie i popijałyśmy kawę z plastikowych kubków. Postanowiłam powiedzieć jej o moim związku ze Stylesem. 
-Nat.. muszę ci coś powiedzieć. Ale póki co to jest tajemnicą, jasne?
-Jasne, co jest?
-Jestem z Harrym..
Natalie spojrzała na mnie ze zdziwieniem i niedowierzaniem. Trwało to tylko chwilę, bo rzuciła się na mnie i zaczęła gratulować.
-Ej, cicho! - skarciłam ją - mówiłam, że to tajemnica!
-Ajć, wybacz. Ale.. czemu dowiaduję się dopiero teraz?! 
-Wolałam ci to powiedzieć w 4 oczy. Do mnie samej jeszcze nie dociera fakt, że znowu jestem zakochana. I to na zabój.
-Boże, co cudownie! Wiedziałam, że jeszcze wszystko ci się ułoży. Cieszę się twoim szczęściem.
-Ja też się cieszę.
Uśmiechnęłyśmy się do siebie przyjaźnie. Mając przy sobie takich przyjaciół, mogłam absolutnie wszystko. W końcu musiałyśmy wracać, bo zaczynało się ściemniać. Po 30 minutach byłyśmy już pod domem. Natalie ścisnęła moją dłoń i uśmiechała się od ucha do ucha. Zaśmiałam się tylko i wprowadziłam ją do środka. Już od progu słychać było głosy chłopaków. Pewnie jak zwykle siedzieli przed telewizorem. 
-Wróciłam! - krzyknęłam i wprowadziłam Nat do środka.
Chłopaki spojrzeli w naszym kierunku. Brakowało tylko Zayna. Gdy zobaczyli Natalie, zastopowali grę i stanęli naprzeciwko nas.
-A więc, przedstawiam wam moją przyjaciółkę, Natalie Collins. Jest waszą mega wielką fanką. Uwierzcie mi, większej nie znajdziecie.
-Em.. cześć.. - powiedziała cicho, a ja ją szturchnęłam.
-Hej Nat, miło cię znowu widzieć - powiedział Niall.
-Dokładnie, fajnie, że przyjechałaś - poparł go Harry.
-Ej, to nie fair, że wy znaliście ją wcześniej! - powiedział Louis.
-Bywa Tommo - odpowiedziałam z uśmiechem.
-Fajnie cię poznać. Lubię poznawać fanki. Zwłaszcza takie śliczne - powiedział Liam i puścił jej oczko.
-Ej, ty się skup na Libby! A ją zostaw mi - powiedział Lou i poruszył brwiami.
Obie się zaśmiałyśmy i dołączyłyśmy do nich. Usiadłam wtulona w Harry'ego a Libby obok mnie. Atmosfera szybko zrobiła się wspaniała. Żartowaliśmy i śmialiśmy się zupełnie, jakbyśmy znali się od zawsze. Natalie się rozluźniła i po prostu była sobą. I tak było lepiej.
Przed telewizorem siedzieliśmy do późna. W końcu wzięłam Nat na górę. 
-Marzę tylko o gorącym prysznicu - powiedziała blondynka.
-Nie widzę problemu. Łazienka jest do twojej dyspozycji.
-Dzięki, ratujesz mi życie.
-Nie ma sprawy. Ja w tym czasie zadzwonię do mamy.
Natalie poszła do łazienki, a ja wyszłam z pokoju i poszłam na balkon. Noc była dość chłodna, ale lubiłam patrzeć w niebo i po prostu myśleć. Wyciągnęłam komórkę i wybrałam numer mamy. Ten dzień był naprawdę fantastyczny..

~Zayn~

Nie sądziłem, że udawany związek może być aż tak trudny. Myślałem, że jakoś dam radę, ale to mnie po prostu przerażało. Chciałem uwolnić się od Amber, ale niestety nie mogłem. Wiedziałem, jaka byłaby reakcja naszego menadżera, który za wszelką cenę chciał uniknąć skandali i nieporozumień w mediach. To życie miało swoją cenę. Ale nie sądziłem, że aż tak wysoką. Tego dnia miałem iść na pokaz mody ze swoją "dziewczyną". Na samą myśl, że musiałem ją przytulać i całować, robiło mi się niedobrze. To nie powinno tak być. Kiedyś ją kochałem i byłem w stanie zrobić dla niej wszystko, ale ten czas przeminął. Bezpowrotnie. 
Rano szybko się ogarnąłem, zjadłem szybkie śniadanie i wyszedłem z domu. Wsiadłem do swojego samochodu i pojechałem po Amber. Wiedziałem, że wokół kręci się cała masa reporterów i paparazzich. Po chwili dziewczyna wyszła z domu. Przedstawienie czas zacząć. Wymusiłem sztuczny uśmiech i wysiadłem z samochodu. Przywitałem się z nią pocałunkiem i oboje zajęliśmy miejsca w moim aucie. Na całe szczęście miało przyciemniane szyby. Gdy tylko wyjechaliśmy na drogę, od razu zrobiłem obojętną minę i skupiałem się na jeździe. Amber coś mówiła, ale nie chciało mi się jej słuchać. Chciałem tylko, żeby to wszystko szybko się skończyło. W końcu dojechaliśmy na miejsce. Kolejne sztuczne uśmiechy, uściski i nic nie warte słowa. Paparazzi byli wniebowzięci, a ja myślałem, że zaraz zwariuję. Na pokazie mody nudziłem się jak mops. Wiedziałem, że to nie powinno tak wyglądać, ale byłem już tym wszystkim zmęczony.
W końcu wszystko dobiegło końca. Odwiozłem Amber do domu, pocałowałem ją na pożegnanie i przez dłuższą chwilę siedziałem w samochodzie. Kiedyś przebywanie w jej towarzystwie sprawiało mi przyjemność, a teraz.. teraz za wszelką cenę chciałem tego uniknąć. Co za ironia. 
Odpaliłem samochód i wróciłem do domu. Było już naprawdę późno. Chłopaki grali na konsoli (czyli jak zwykle w wolne dni) a ja poszedłem do razu na górę. Chciałem pogadać z Rose o tym wszystkim. Jeżeli ona nie będzie potrafiła mi pomóc, to nikt nie będzie w stanie. Zapukałem lekko, ale nie doczekałem się odpowiedzi. Wzruszyłem ramionami i nacisnąłem klamkę. Drzwi były otwarte. Wszedłem do środka i od razu pożałowałem tej decyzji. Zastałem tam nieznajomą blondynkę w samym ręczniku, która pisnęła przestraszona na mój widok. Od razu strzeliłem buraka i uśmiechnąłem się zadziornie.
-Malik! - krzyknęła - Wiesz co to znaczy pukać?
-Em.. wybacz, nie chciałem. Nie sądziłem, że ktoś oprócz Rose tu jest.
-A gdyby to Rose była teraz w samym ręczniku to co byś zrobił? 
-Zapewne by mnie wywaliła. Ale mniejsza z tym. Z tego co widzę, ty mnie znasz, ale ja nie mam pojęcia kim jesteś. Więc..?
-Jestem Natalie. Przyjaciółka Rose. Wpadłam na kilka dni. Będziesz tak łaskawy i dasz mi się ubrać?
-Miło cię poznać. I spoko, nie ma problemu. Ubieraj się - powiedziałem z szerokim uśmiechem, na co ona zrobiła się czerwona. To było naprawdę słodkie.
-Zabawne. Nie chcę cię wyganiać, ale sam rozumiesz.. 
-Nigdzie mi się nie spieszy.
-Nie ładnie tak podrywać inne dziewczyny, gdy jest się w związku Zayn. Tak nie wypada.
-Och, więc wiesz o mnie sporo. Fanka?
-Owszem. Wielka fanka. 
-Dziwne, że nie piszczysz i nie prosisz o autograf jak wszystkie inne. To.. słodkie.
-Nie jestem jak inne fanki. A teraz serio, wyjdź. 
-Wyganiasz mnie? - spytałem i zrobiłem smutną minę.
-Tak, właśnie. Wiesz gdzie są drzwi.
-Okay, okay. Ale.. jeszcze tu wrócę. Mogę ci to obiecać.
Opuściłem pokój z uśmiechem na ustach. Poszedłem do siebie, wziąłem prysznic i w samych bokserkach położyłem się do łóżka. Myślałem o całym dzisiejszym dniu i o dziewczynie, którą przed chwilą spotkałem. Na jej widok poczułem coś dziwnego. Jeszcze nie wiedziałem, co to było i nie umiałem tego wytłumaczyć. To było.. dziwne. Myślałem o niej przez długi czas i w końcu zasnąłem z nadzieją, że kolejny dzień będzie niesamowity...

_______________________________________
Trolololo, jest 21 :D Taki troszkę dłuższy :3
YEAAH! W końcu mam feriee ;D jest dobrze! Przede mną 2 tygodnie laby ^^
Tak, to będą bardzo udane dni, już to czuję :D 
Czytasz = komentujesz ! ♥
Cieszę się, że dobiłyście do 44 komentarzy. Jednak pod rozdziałem np. 15 było ich 77.. nie wiem co się z wami dzieje, ale w to nie wnikam. Czasami tak bywa..
Proszę, zostawiajcie komciaki :( Dla mnie..? :( 
Piszcie co myślicie! Następny za niedługo ; ) 
Do napisaniaa! xoxo

środa, 6 lutego 2013

Rozdział dwudziesty .♥

Następnego dnia obudziła mnie pielęgniarka, która przyszła sprawdzić mi temperaturę. Za oknami powoli zaczynało się przejaśniać. Spojrzałem na zegarek w telefonie i skrzywiłem się. Była dopiero 8:00. Niechętnie rozprostowałem kości i wstałem ze szpitalnego łóżka. Byłem tu zaledwie jedną noc, a już miałem dość. Przywołałem wspomnienia sprzed kilku godzin i szeroko się uśmiechnąłem. Rose w końcu była moja. Cieszyłem się jak wariat. Miałem nadzieję, że została w Oxfordzie na dłużej. Chciałem już wyjść ze szpitala i pojechać prosto do niej. Wiedziałem, że razem z Libby musiały zatrzymać się w tym samym hotelu co my. Nie było innej opcji. Na korytarzu zrobił się ruch. Szybko przebrałem się w swoje rzeczy i opuściłem salę. Zapomniałem, że jestem bez ochrony. Na korytarzu spotkałem pewną dziewczynę, która patrzyła na mnie z wielkim niedowierzaniem. Uśmiechnąłem się tylko do niej. Miałem wprawę w rozpoznawaniu fanek.
-Ty.. jesteś.. - zaczęła.
-Styles - skończyłem za nią - Harry Styles.
-O mój Boże! Nie wierzę!
-Ej, spokojnie. Też jestem tylko człowiekiem - powiedziałem z uśmiechem.
-No tak, ale.. Boże.. ty tu jesteś!
-Powiedz mi coś, czego nie wiem.
-Ehm.. jestem Lily - odpowiedziała - czy ja.. czy mogę.. cię przytulić?
-Jasne, że możesz. Chodź tu - wyciągnąłem w jej kierunku ramiona i już po chwili się w nich znalazła.
Miała naprawdę ładne perfumy. Kiedy w końcu się ode mnie odsunęła, podpisałem jej autograf, zrobiliśmy kilka wspólnych zdjęć i na tym koniec. Grzecznie ją pożegnałem i poszedłem do zabiegowego. Spotkałem w nim tego samego lekarza, który przyjmował mnie w nocy. Skinął na mnie i głową wskazał na krzesło stojące obok. Usiadłem na nim bez słowa.
-I jak? Są już wyniki? - spytałem, przerywając nieznośną ciszę.
-Tak. Właśnie przed chwilą dotarły - odpowiedział przeglądając jakieś papiery - wszystkie są w porządku. Masz mały niedobór erytrocytów, ale poza tym wszystko dobrze. Omdlenie musiało być spowodowane stresem czy zmęczeniem. Tego pewien nie jestem.
-Genialnie! Czyli mogę dzisiaj wyjść?
-Wolałbym żebyś został jeszcze dzień na obserwacji. Tak dla świętego spokoju.
-Nie ma takiej opcji doktorze. Gramy dzisiaj ważny koncert. Nie mogę go przegapić i zawieść fanów!
-Twoje zdrowie jest chyba ważniejsze młody człowieku.
-Nie dbam o to. Muszę być na koncercie. Jeżeli mnie pan nie wypuści, to wypiszę się na własne żądanie. Jestem pełnoletni.
-Eh.. uparty dzieciak. Dobrze, skoro tak stawiasz sprawę, to dostaniesz wypis. Tylko mam nadzieję, że szybko tu nie wrócisz.
-Ja również! Dziękuję bardzo.
-Wypis będzie gotowy za godzinę. Odbierzesz go i jesteś wolny.
-Świetnie. Zaczekam w pokoju.
Opuściłem zabiegówkę i wróciłem do sali. Wziąłem do ręki telefon i wybrałem numer Liama. Był pierwszy na liście. Przyjaciel odebrał po 5 sygnałach.
-Tak Harry? - usłyszałem jego zaspany głos.
-Wybacz, że cię budzę, ale za godzinę dostaje wypis i jestem wolny. Możesz powiedzieć komuś z ochrony żeby po mnie wpadł? Nie mam samochodu.
-Sam po ciebie przyjadę. Przy okazji pogadamy. Będę punktualnie o 9:30.
-Dzięki, jesteś najlepszy.
-Ta, podobno.
Zakończyłem połączenie i położyłem komórkę na szafce obok łóżka. Nie miałem nic do spakowania, więc po prostu siedziałem na łóżku i czekałem na moment, w którym będę mógł opuścić szpitalne mury. Myślałem tylko o Rose. O tym, że w końcu będę mógł ją przytulić i pocałować. Należała do mnie, a ja do niej. Była naprawdę wyjątkową osobą, która sprawiła, że zacząłem patrzeć na życie nieco inaczej. Zmieniła mnie. Na lepsze.
W końcu minęła godzina i otrzymałem wypis. Pożegnałem lekarza uściśnięciem dłoni i opuściłem szpital. Na parkingu zauważyłem znajomy samochód. Liam stał oparty o jego maskę. Podszedłem do niego i przywitaliśmy się krótkim uściskiem. Wsiedliśmy do czarnego samochodu. Liam oparł ręce na kierownicy, ale nie odpalił silnika.
-Coś nie tak bracie? - spytałem zdezorientowany.
-Musimy pogadać Harry - odpowiedział poważnym tonem.
-No nie. Znam ten ton. Co znowu zrobiłem nie tak?
-Chodzi o Rose..
-O Rosie? - zdziwiłem się - coś z nią nie tak?
-Nie udawaj debila Hazza. Przecież dobrze wiesz o co mi chodzi. Wiem, że ją kochasz. To widać i to bardzo dokładnie. Wiem, że ci na niej zależy i cieszy mnie to, ale..
-Ale co? - warknąłem.
-Pamiętasz co było ze mną i Libby? Pamiętasz reakcją Paula na to, że z nią jestem? Nie chciał się na to zgodzić, bo ona nie była nikim sławnym. Ale stała się dość znaną artystką i fotografką, więc nie było aż tak wielkiego problemu. Wiesz, czego się obawiam?
-Ja.. wiem..
W jednej chwili dotarło do mnie to, o czym mówił Liam. Rose nie była znana. Była zwykłą, przeciętną dziewczyną, której los nie potraktował zbyt ulgowo. I właśnie za to ją kochałem. Że była inna od tych wszystkich nadętych gwiazdek, które wyobrażały sobie nie wiadomo co. Była dla mnie wszystkim. Ale przypomniałem sobie słowa Paula: "Wiem, że może to być dla was trudne, ale dla waszego dobra nie powinniście spotykać się z dziewczynami, które nie są zbyt rozpoznawalne. To źle się skończy i dla was, i dla nich. Nie chcę was do niczego zmuszać, ale taka jest moja decyzja. Nie chcę mieć problemów. Mam nadzieję, że się rozumiemy panowie". W jednej chwili się załamałem. Nie mogłem tego tak zostawić. Kochałem Rose i nie zamierzałem z niej rezygnować tylko ze względu na jakieś głupie uwagi naszego menadżera. Sława miała swoją cenę. Ale nie sądziłem, że aż tak wysoką.
-Kocham Rosalie - powiedziałem twardo - i z niej nie zrezygnuję. Za nic w świecie jej nie skrzywdzę Liam. Mam gdzieś Paula. Teraz to się nie liczy.
-Bądź ostrożny Styles. Mam nadzieję, że jakoś to ogarniesz. Im szybciej z nią o tym porozmawiasz, tym lepiej. Może zostańcie na razie w cieniu, żeby nie rozsiewać głupich plotek, które pewnie i tak już krążą.
-Poradzę sobie Liam. I.. dzięki za rozmowę.
-Nie ma sprawy. Zawsze do usług. Wiem, że to nie będzie łatwe. Ale wiem też, że dacie sobie radę. Podobno miłość wszystko zwycięża.
-Wzięło cię na poematy braciszku?
-Tsa, powiedzmy.
Zaśmialiśmy się i w końcu ruszyliśmy do hotelu. Przez całą drogę rozmawialiśmy o koncercie, który mieliśmy dać już za kilka godzin. Nawet nie zauważyłem, kiedy stanęliśmy na parkingu.  Wysiadłem z samochodu i razem z przyjacielem weszliśmy do środka. Przy wejściu i recepcji czekali ochroniarze. Przywitaliśmy ich skinieniem głową i poszliśmy prosto do swoich pokoi. Na korytarzu zobaczyłem Rose kłócącą się z Zayn'em. To nie wróżyło niczego dobrego..

~Rose~

W nocy nie mogłam spać. Martwiłam się o Hazzę. Teraz, gdy w końcu zrozumiałam, ile dla mnie znaczył, za nic nie chciałam go stracić. Znów mogłam doznać tego uczucia, że na kimś mi zależy. Znów byłam zakochana. Na samą myśl o tym, na ustach pojawiał mi się uśmiech. Wiedziałam, że nie będzie łatwo, ale dla Harry'ego byłam gotowa zrobić wszystko.  Przewracałam się z boku na bok, ale sen miałam urywany. Zazwyczaj w hotelach mi się to przytrafiało. W końcu wstałam z łóżka i podeszłam do okna, za którym panował jeszcze półmrok. Zegar wskazywał godzinę 7:25. Westchnęłam i otuliłam się ramionami. Kiedy wczoraj wyjeżdżałyśmy do Oxfordu, nie wzięłam zbyt wielu swoich rzeczy. Nie przeczuwałam też, że pójdę na koncert chłopaków. Musiałam zadowolić się tym, co mam, bo jak na razie byłam odcięta od dopływu gotówki. Poszłam do łazienki, gdzie wzięłam szybki prysznic, umalowałam się, uczesałam i ubrałam się w ciuchy z poprzedniego dnia. Nowe wolałam zostawić na wieczór. W duchu dziękowałam sobie za to, że wzięłam zestaw, który kupiłam całkiem niedawno i jeszcze nigdzie w nim nie byłam. Libby nadal słodko spała, a ja nie miałam serca jej budzić. Po cichu otworzyłam drzwi i wyszłam na korytarz. W jednej chwili stanęłam jak wryta i patrzyłam na szatynkę, która właśnie opuszczała pokój Zayn'a. AMBER. Byłam całkowicie zdezorientowana. Co ona tu niby robiła? Przecież Zayn mówił, że z nią zerwał! Ona również mnie zauważyła. Zlustrowała mnie wzrokiem, a na jej twarzy pojawił się ten jej charakterystyczny cwany uśmieszek. Patrzyła na mnie z politowaniem. Ubrana była TAK.
-No proszę, Kopciuszek się obudził - zadrwiła a we mnie się zagotowało - doprawdy nie rozumiem po co robicie sobie wycieczki lalunie. Libby rozumiem, bo w końcu Liam to jej facet, ale ty? Ciebie tu po co?
-Mogłabym zapytać cię o to samo Amber - powiedziałam mrużąc oczy - co ciebie tu sprowadza?
-Wypadałoby być na koncercie własnego chłopaka ofermo - prychnęła - żałosne, że w ogóle o to pytasz. Zamknij się lepiej w pokoju i się ludziom na oczy nie pokazuj bo odstraszasz wyglądem. Jeszcze pomyślą, że ubieramy się w tanich sklepach i na wyprzedażach.
Byłam wściekła. Starałam się nie wybuchnąć, ale emocje kotłowały się we mnie z całą swoją mocą. Zacisnęłam pięści i usta. Powstrzymałam się od jakiegokolwiek komentarza. Amber zaśmiała się złośliwie i zeszła na dół, kręcąc tyłkiem. Z całego serca życzyłam jej, żeby straciła równowagę i upadła na tą swoją wredną gębę. Jednak nic takiego się nie stało. 
Już chciałam wracać do siebie, gdy drzwi do pokoju Zayn'a się otworzyły i stanął w nich on sam. Okłamał mnie. Po raz kolejny. Powiedział, że zerwał z Amber, a tak naprawdę nadal byli razem. Po raz kolejny zawiódł moje zaufanie. Nie mogłam nawet na niego patrzeć. Mówił, że wszystko naprawi i że po raz kolejny mnie nie skrzywdzi. A właśnie to zrobił. Zauważył mnie, uśmiechnął się i pomachał do mnie. Spiorunowałam go wzrokiem i chciałam wejść do pokoju, jednak w jednej chwili znalazł się przy mnie i złapał mnie za rękę.
-Ej, o co chodzi? Coś nie tak? - spytał przyglądając mi się.
-Puść mnie Zayn - warknęłam - nie mam zamiaru z tobą gadać.
-Ej, ale co ja znowu zrobiłem?
-Znowu kłamiesz! - wybuchnęłam - Jak ja mam ci zaufać, skoro cały czas mnie oszukujesz?! Jak ty w ogóle możesz?! Nie jestem jakąś cholerną maszyną bez uczuć!
-Rose.. o czym ty mówisz?
-Powiedziałeś, że zerwałeś z Amber! Więc co ona tu robi? Co robiła w twoim pokoju? I dlaczego twierdzi, że przyjechała na koncert SWOJEGO chłopaka?! Mam tego dość Zayn. Nie wytrzymam kolejnych kłamstw.
-Rosalie, ty nic nie rozumiesz. To nie tak jak myślisz..
-Jasne, każdy tak mówi! A ty.. ja już nawet nie wiem co myśleć! Zaufałam ci po raz drugi i po raz drugi to zaufanie tracisz!
-Daj mi wyjaśnić! - krzyknął - Nie skreślaj mnie tak od razu! To wszystko wygląda całkiem inaczej niż ci się wydaje! Posłuchaj mnie!
-Nie mam zam..
-Ej! - nie zdążyłam skończyć, bo usłyszałam za sobą ten wspaniały, lekko zachrypnięty głos.
Zamilkłam w połowie zdania i odwróciłam się. W naszym kierunku szli Harry z Liam'em. Wyrwałam się Zayn'owi i podbiegłam do swojego chłopaka, rzucając mu się na szyję. Już po chwili czułam jego ciepłe wargi na swoich ustach i nie chciałam przerywać słodkiego pocałunku. W końcu jednak się od siebie odsunęliśmy. Harry objął mnie w talii, a Liam uśmiechnął się do nas i wszedł do pokoju mojego i Libby. Zapewne po to, żeby zrobić swojej dziewczynie mała pobudkę.
-Co się stało? - spytał Hazz - czemu się kłócicie?
-Małe, nieważne sprawy - prychnęłam - w zasadzie to już skończyliśmy.
-Nie, wcale nie skończyliśmy - powiedział Zayn twardo - nie odpuszczę, dopóki nie dasz mi wytłumaczyć.
-Tu nie ma czego tłumaczyć Malik - warknęłam.
Chłopaki wymienili porozumiewawcze spojrzenia, doprowadzając mnie tym do szału. O co tu do cholery chodziło?
-Zostawię was na chwilę - powiedział Harry i mnie puścił - będę u siebie jakby co.
-Nie będę z nim gadać - powiedziałam stanowczo - mam dość, jak na jeden dzień. 
-Rose, mam dość tych ciągłych nieporozumień między nami - powiedział Zayn, gdy Harry zniknął w swoim pokoju.
Skrzyżowałam ramiona na piersi. Weszliśmy do pokoju Mulata. Bez słowa usiadłam na łóżku, a on zaraz obok mnie. 
-Zerwałem z Amber - powiedział cicho.
-Tak, jasne - prychnęłam - i dlatego, że z nią zerwałeś przyjechała na twój koncert i wszem i wobec ogłasza, że jesteś jej chłopakiem. Daruj sobie. To żałosne.
-Rosalie, ja z nią zerwałem. Nie kocham jej. Żałuję, że dotarło to do mnie dopiero teraz, ale lepiej późno niż wcale.  Powiedziałem jej, że to koniec. Ale ona nie chce przyjąć tego do wiadomości.. nasz związek - zrobił w powietrzu cudzysłów - jest tylko i wyłącznie przed kamerami. Nie chcę teraz mieć problemów z Paulem i mediami. Mam dość jak na razie. Chcę żebyś wiedziała, że to wszystko jest udawane. Nic mnie z nią nie łączy. Nie okłamałem cię..
-Nie rozumiem cię Zayn. Jakich niby problemów? Jak kogoś nie kochasz, to chyba jasne, że zrywasz związek.. z dnia na dzień coraz mniej was ogarniam. Ten cały świat sławy mnie kiedyś ostatecznie dobije.
-Eh.. tu nic nie jest takie łatwe, jak mogłoby się wydawać. Musimy się pilnować, żeby w mediach nie wybuchła wojna.. żeby ludzie przestali rozsiewać bezsensowne plotki i niszczyć naszych bliskich. Tu nic nie jest takie banalne, jakbyśmy chcieli. Czasami naprawdę musimy się pomęczyć, żeby było dobrze. Naprawdę nie kocham Amber. To tylko udawanie. Nie mógłbym cię okłamać, bo nie chcę po raz kolejny cię stracić, rozumiesz?
-Rozumiem.. przepraszam za mój wybuch. Nie wiedziałam, że taka jest sytuacja..
-W porządku. Dobrze, że znasz całą prawdę. Wiem, że spotkam kogoś w kim się zakocham, ale to nie jest Amber. Myliłem się co do niej. Jest pustą, cyniczną i zepsutą lalą, która nie ma o niczym pojęcia. 
-Nie no w porę jesteś - zakpiłam i zaśmiałam się.
-Cieszę się, że między nami okay - powiedział Zayn z uśmiechem.
-Tak, ja też się cieszę.
Przytuliłam się do niego i w końcu poczułam ulgę. Nie chciałam się z nim kłócić. Wolałam żyć ze wszystkimi w zgodzie. Zwłaszcza teraz. 
Rozmawiałam z nim jeszcze przez chwilę i w końcu opuściłam jego pokój, kierując się do Harry'ego. Weszłam do środka bez pytania. Styles stał w samych bokserkach nad otwartą walizką i chyba myślał nad tym, co powinien ubrać. Uśmiechnęłam się pod nosem i podeszłam do niego, tuląc go od tyłu. Uwielbiałam ten jego umięśniony tors i słodki uśmiech. Byłam zakochana po uszy.
Harry szybko się odwrócił i nasze usta złączyły się w słodkim pocałunku.
-Zaraz jedziemy na próbę dźwiękową - powiedział Hazz smutno - a niezbyt chcę cię zostawiać.
-Zobaczymy się na koncercie - odpowiedziałam z uśmiechem.
-Będziesz? - w jego oczach natychmiast pojawiły się iskierki.
-Jasne, nie mogłabym tego przegapić. Będę na pewno.
-Świetnie! Ale wiesz.. kolejnej nocy nie musisz spędzać z Libby.. moje łóżko pomieści nas oboje.. no, ewentualnie trochę się ścieśnimy i będzie idealnie..
Harry zabawnie poruszył brwiami i przygryzł płatek mojego ucha. Zaśmiałam się i pocałowałam go. Było mi z nim naprawdę idealnie. 
W końcu Harry wybrał jakiś zestaw i przebrał się z niego. Samochód już na nich czekał. My miałyśmy dojechać dopiero na koncert. Pożegnałam się ze swoim chłopakiem i opuściłam jego pokój. Na korytarzu wpadałam na Libby. Przywitałyśmy się cmoknięciem w policzek i wspólnie zeszłyśmy do hotelowej restauracji. Przy barze zauważyłyśmy Amber, rozmawiającą przez telefon. Minęłyśmy ją bez słowa i usiadłyśmy przy jednym ze stolików. Zamówiłyśmy sobie jakieś śniadanie i zaczęłyśmy rozmawiać. Czas mijał dość szybko. Z Libby nigdy się nie nudziłam. Mogłam rozmawiać z nią godzinami, a i tak nie miałam dość.
W końcu musiałyśmy się zbierać. Poszłam pod prysznic, zrobiłam makijaż, ułożyłam włosy i ubrałam się w TO. Libby postawiła na TEN strój. Przybiłyśmy sobie "piątki" i opuściłyśmy swój pokój. Amber oczywiście musiała się wystroić jak na pokaz mody. Miała na sobie TO. Zmierzyłyśmy się tylko wzrokiem i wspólnie wyszłyśmy przed hotel, gdzie czekał na nas samochód i dwóch ochroniarzy. Przed dziennikarzami musiałyśmy udawać, że jesteśmy dla siebie miłe i się przyjaźnimy. Tak było po prostu łatwiej. Wymusiłyśmy sztuczne uśmiechy i pokonałyśmy ten kawałek drogi do samochodu, jakbyśmy przyjaźniły się od lat. Gdy tylko zamknęły się za nami drzwi, wróciłyśmy do ponurych wyrazów twarzy. Na szczęście auto miało przyciemniane szyby. 
Pod halą koncertową znalazłyśmy się po 15 minutach. Tłum fanek od razu zaczął piszczeć. Dziwiło mnie to. Przecież nie byłyśmy chłopcami. Byłyśmy po prostu ich bliskimi. Ale cieszyłam się, że fanki reagują tak, a nie inaczej. Kolejne sztuczne uśmiechy i uściski. Można było oszaleć. W końcu bezpiecznie znalazłyśmy się za kulisami. Gdy tylko zauważyłam Hazzę, od razu się uśmiechnęłam i podeszłam do niego. Przywitaliśmy się pocałunkiem. Widziałam, jak Amber cała w skowronkach podchodzi do Zayn'a i próbuje go pocałować, a on się odsuwa i gada z Louis'em. Na mojej twarzy pojawił się triumfujący uśmieszek. Dobrze jej tak. I dobrze, że za kulisami nie było kamer.
Koncert rozpoczął się dokładnie o 19:30. Razem z Libby i Amber stałyśmy w pierwszym rzędzie. Musiałam przyznać, że już dawno tak dobrze się nie bawiłam. Chłopaki dawali czadu i widać było, że sprawia im to przyjemność. Ich głosy idealnie ze sobą brzmiały. To było coś naprawdę niesamowitego. Najbardziej rozśmieszył mnie moment, gdy Harry oberwał stanikiem. Zdziwił się, ale po chwili poprosił Zayn'a o pomoc przy założeniu go. Przez resztę koncertu miał go na sobie. Razem z Libbs nie mogłyśmy powstrzymać śmiechu. Istne szaleństwo!
Kiedy koncert dobiegł końca, byłam padnięta, ale zadowolona. To było naprawdę niesamowite. Gdy tylko weszłyśmy za kulisy, od razu rzuciłam się na Harry'ego. Pogratulowałam też reszcie wspaniałego występu. Amber znów miała na twarzy grymas. A ja miałam ją gdzieś. Wróciliśmy do hotelu. Harry nie dał mi iść do swojego pokoju, tylko zaciągnął mnie do siebie. Mogłam się tego spodziewać, ale nie miałam nic przeciwko. Byłam padnięta i marzyłam tylko o tym, żeby zasnąć. Podczas gdy Hazza brał prysznic, ja przebrałam się w piżamę i położyłam się do łóżka. Włożyłam rękę pod poduszkę i zamknęłam oczy. Po kilku minutach materac ugiął się pod ciężarem ciała Styles'a, który przytulił się do mnie i ucałował w szyję. Uśmiechnęłam się pod nosem. Teraz mogłam zasnąć spokojnie..

___________________________________
I jest 20! Wybaczcie, że tak długo, ale wena mnie opuściła i nie wiedziałam co pisać.
Już się bałam, że skończyły mi się pomysły na to opowiadanie, ale na szczęście mam jeszcze coś w zanadrzu ^.^
Jak wam się podobało? Bo ja zadowolona nie jestem .. 
Czytasz = komentujesz!
Drastycznie spada liczba komentarzy, więc.. skoro jest was tu 220 osób to..
40 komentarzy = nowa notka! :D 
Wybaczcie, ale czasami też tak trzeba. Muszę was trochę zmobilizować ;) xoxo
Ponadto, zapraszam was na mojego aska: http://ask.fm/alexiss1D
Pospamujecie mi pytaniami? Nudno mi :C będę wdzięczna :D 
Mogą być też głupie! :D xx

A na koniec.. otworzyłam nowego bloga. Na razie nic tam nie zamieszczam, ale proszę was o dodawanie się do obserwatorów i zaznaczanie w ankiecie, kto ewentualnie będzie czytał. W zakładce "O blogu .!" dowiedzie się wszystkiego o fabule. Są tez bohaterowie. Komentarzami również nie pogardzę :D DO NASTĘPNEGO !