środa, 19 czerwca 2013

Rozdział trzydziesty dziewiąty ♥

Co czułam w tamtym momencie? Ból. Wiedziałam, że jego widok tak na mnie zadziała. Dlatego omijałam ich dom i ich nie odwiedzałam. Nie chciałam go zobaczyć, bo doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że to zaboli. Zacisnęłam place na klamce i chciałam zamknąć drzwi, ale szybko mi przeszkodził. Nie chciałam z nim rozmawiać. Nie chciałam mieć z nim nic wspólnego. A on nadal próbował i wciskał mi kity, że "wciąż mu zależy".
-Rose, proszę cię - odezwał się - pozwól mi ze sobą porozmawiać.
-Nie mamy o czym rozmawiać - warknęłam - nie po to się wyprowadziłam, żebyś teraz nękał mnie nawet tutaj! Zrozum, że między nami wszystko jest skończone, a ja nie chcę cię widzieć na oczy! Za dużo zła wyrządziłeś i za dużo rzeczy było fałszywe. Nie możesz po prostu zostawić mnie w spokoju?
-Nie mogę.. - odpowiedział cicho - nie potrafię, zrozum! Nie dam rady z ciebie zrezygnować, bo cię kocham!
-Przestań! - krzyknęłam - Przestań w końcu kłamać! Nie wierzę ci!
-Carmen nic dla mnie nie znaczyła - tłumaczył się dalej - nigdy jej nie kochałem, Rose! To ty jesteś moim całym światem. Nie chciałem cię zranić..
-Ale to zrobiłeś - syknęłam i poczułam łzy w oczach - zraniłeś mnie bardziej niż ktokolwiek inny. Byłeś osobą, której ufałam i dzięki której byłam szczęśliwa. Ale teraz nie chcę cię widzieć, rozumiesz? Nie dam po raz kolejny sobą pomiatać. Nie jestem jakąś zabawką. Układam życie na nowo. I nie ma w nim dla ciebie miejsca.
-Ja nie potrafię bez ciebie żyć - on również zaczął płakać - nie dam rady! Nienawidzę siebie za to, co ci zrobiłem.. z każdym dniem mam do siebie coraz większy wstręt za to, że.. że pozwoliłem ci odejść i za to, że w ogóle zaczynałem tą grę.. przepraszam. Tak strasznie cię przepraszam..
-Przeprosiny nie pomogą. Postaw się na moim miejscu! Co byś zrobił, gdybym to ja przez 2 tygodnie zdradzała cię z innym? Wybaczyłbyś mi od razu? Nie sądzę! Nie nachodź mnie, bo i tak nic ci to nie pomoże. Daj mi zacząć od nowa..
-Chcę dla ciebie jak najlepiej, ale.. proszę cię, zastanów się ten ostatni raz. Przemyśl to.. ja nie potrafię z ciebie zrezygnować. Jesteś moim sercem, a bez serca nie da się żyć. Wiem, że popełniłem wiele błędów i dużo razy cię zawiodłem, ale naprawdę cię kocham. Nie ma ani odrobiny nadziei na to, że kiedyś mi wybaczysz?
-Nie wiem.. - odpowiedziałam niepewnie - to wszystko jest jeszcze zbyt świeże. Nie potrafię patrzeć na ciebie i nie widzieć tej sceny z Holmes Chapel. Jeżeli mam ci wybaczyć, na co są marne szanse, to musisz dać mi więcej czasu. A póki co.. po prostu zostaw mnie w spokoju.
W tym momencie zamknęłam drzwi i przekręciłam klucz. Jego widok zadziałał na mnie jak kubeł zimnej wody. Szybko otarłam łzy i wzięłam głęboki oddech. To było już za mną. Teraz zaczęłam zastanawiać się nad tym, czy kiedykolwiek będę w stanie mu wybaczyć. Czy tego chciałam? Tak. Czy potrafiłam? Zdecydowanie nie. Mama wróciła 15 minut później. Cmoknęłam ją w policzek na dobranoc i od razu poszłam do siebie. Chciałam po prostu zasnąć i nigdy więcej się nie obudzić..

Miesiąc później...
  
Nim się obejrzałam, minęło już sporo czasu. Wciąż mieszkałam u mamy i żyłam normalnie. Bardzo dużo czasu spędzałam z Nate'm, który był dla mnie wielkim oparciem. Bardzo się do niego przywiązałam i nie wyobrażałam sobie dnia, w którym miałoby go zabraknąć. Natalie zamieszkała u chłopaków do końca sierpnia. Cały świat już wiedział o niej i o Zaynie. Byli szczęśliwi i zakochani. Szczerze, to trochę im tego zazdrościłam. Wiedziałam, że Zayn jest wspaniałym facetem i na pewno jej nie skrzywdzi. Choć.. kiedyś myślałam tak samo o Harrym, a jednak się pomyliłam. A co do Harrego. Nie zrezygnował. Co jakiś czas przychodził i prosił o rozmowę, ale za każdym razem mówiłam mu "jeszcze nie teraz". Na jego widok nie czułam już tak wielkiego bólu, jak kiedyś. Coraz częściej odwiedzałam chłopaków a na mojej twarzy gościł promienny uśmiech. Wszystko zaczynało się układać, choć bardzo często wieczorami wspomnienia lubiły do mnie powracać. Jednak myślałam tylko o tych dobrych. Złe zepchnęłam na samo dno swojej podświadomości. Miałam prawo do szczęścia. Libby, Jane i Natalie były dla mnie jak siostry. Gdy byłyśmy we 4, nie było mowy o smutku czy załamaniach. Kochałam je za to, że były ze mną bez względu na wszystko. Niall wciąż się o mnie martwił i nie rozmawiał z Harrym, ale przynajmniej nie skakali już sobie do oczu. Miałam nadzieję, że mimo wszystko między nimi będzie w porządku, jak dawniej, zanim przyleciałam i narobiłam tyle problemów. Choć.. może większość z nich nie była moją winą? Nie chciałam się nad tym rozdrabniać. Najbardziej cieszyłam się z tego, że moja mama żyła normalnie. Śmiała się, rozmawiała ze wszystkimi i była pełna miłości, czułości i pokory. Czyli taka, jak zanim ojciec zaczął pić. Wszystko było na dobrej drodze. Czyżby w końcu życie miało dla mnie ciekawszy scenariusz? Miałam nadzieję, że tak. Tego dnia mieliśmy robić małą domówkę u chłopaków, z racji tego, że dostali chwilę wolnego i po prostu chcieli się zabawić. Ku mojemu zaskoczeniu zaprosili również Nate'a, na co on od razu się zgodził. Siedziałam właśnie w swoim pokoju i rozmyślałam nad tym, w co powinnam się ubrać. W samej bieliźnie stanęłam przed wielką szafą i położyłam dłonie na biodrach. Długo zajęło mi wybranie odpowiedniego stroju, ale w końcu zdecydowałam się na TEN. Tak, był odważny, ale właśnie o to mi chodziło. Musiałam zacząć pokazywać swoje atuty. Wyprostowałam włosy i zrobiłam sobie makijaż, po czym wyszłam do salonu, żeby wziąć torebkę. Właśnie wtedy zauważyłam Nate'a siedzącego na kanapie. Patrzył na mnie z błyskiem w oczach i uśmiechnął się zawadiacko.
-Wyglądasz seksownie - powiedział, a ja czułam, że zaczynam się rumienić.
-Daj spokój - odpowiedziałam z prychnięciem.
-Dlaczego? Taka jest prawda - zaśmiał się - wyglądasz naprawdę słodko.
-To słodko czy seksownie? - spytałam i przygryzłam dolną wargę.
-Słodko, a zarazem seksownie. To jak, gotowa?
Pokiwałam głową i wzięłam torebkę leżącą na fotelu. Opuściliśmy mieszkanie i wsiedliśmy do jego samochodu. Po raz pierwszy od dawna szłam na imprezę do chłopaków. Odwiedzałam ich, ale rzadko. Co prawda widok Harrego już mi tak nie przeszkadzał, ale wciąż czułam się tam dziwnie. Na miejscu byliśmy po 20 minutach. Pod domem stało już kilka samochodów a przed bramą czyhali paparazzi. Udało nam się wejść do środka bez większych komplikacji. Już od progu powitali nas Zayn z Nat, oczywiście przyklejeni do siebie. 
-Witamy na mini imprezie wszech czasów! - powiedział Zayn - Zapraszamy w nasze nieskromne progi.
-Ile ty już wypiłeś, stary? - spytał go Nate i przybili żółwika.
-Jeszcze nic - zaśmiał się - ale zaraz zacznę.
-Masz się nie schlać - powiedziała Nat - bo będziesz spał sam.
-Grozisz mi? - zamruczał do niej, a ja przewróciłam oczami.
Skinęłam na Nate'a i zostawiliśmy ich w spokoju. Zauważyłam również Libby, Jane, Darcy, Louisa, Liama i Nialla. Reszty ludzi nie kojarzyłam za bardzo. Podeszliśmy do tej grupki i przywitaliśmy się ze wszystkimi. Niall mocno mnie przytulił i uśmiechnął się ciepło. Póki co nigdzie nie było Hazzy. I jakoś wcale mi to nie przeszkadzało. Muzyka leciała na cały dom, a goście nadal się schodzili. Wzięłam z minibaru drinka i usiadłam na kanapie. Obok mnie przysiadła się Libby, również z drinkiem.
-Co tam u ciebie, siostra? - spytała, sącząc napój przez słomkę.
-Chyba w porządku - odpowiedziałam z uśmiechem i spojrzałam na Nate'a rozmawiającego z Niallem - powoli do przodu.
-Cieszę się, że jest u ciebie lepiej. Miło jest znów widzieć cię uśmiechniętą. I myślę, że w dużym stopniu jest to zasługa pewnego chłopaka.
-Co masz na myśli?
-Daj spokój. Nawet rozmawiając ze mną nie umiesz oderwać od niego wzroku - zaśmiała się.
-Nieprawda - powiedziałam i szybko odwróciłam głowę w jej kierunku - widzisz ?
-Rose, przestań się oszukiwać. On ci się podoba.
-Co?! Libby, za dużo dzisiaj wypiłaś. Nate jest moim przyjacielem i nikim więcej.
-Mhm.. i jak długo będziesz to sobie jeszcze wmawiać?
-Jak długo trzeba - mruknęłam - a poza tym, niczego sobie nie wmawiam. To przyjaciel i nic więcej.
-Jesteś tego pewna? Nie chciałabyś czegoś więcej?
-Nie.. a nawet jeśli, to on zapewne by tego nie chciał, więc skończmy ten durny temat.
-Możesz się nieźle zdziwić kochana - powiedziała i odeszła.
Patrzyłam na jej oddalającą się postać, nie wiedząc, co myśleć o jej słowach. Nie chciałam się nad tym zastanawiać. Wstałam z kanapy i poszłam tańczyć. Szybko dołączył do mnie Liam, Louis i Zayn. Później przyszły też dziewczyny. Zabawa była niesamowita. Zeszłam ze środka cała zgrzana i właśnie wtedy zauważyłam schodzącego po schodach Stylesa. Posłał mi delikatny uśmiech i chciał do mnie podejść, ale w tym momencie zauważył Nate'a, który również się do mnie zbliżał. Jego źrenice gwałtownie się rozszerzyły i stanął jak wryty na ostatnim stopniu. No tak, mogłam spodziewać się tego, że chłopcy nie poinformowali go o jego obecności. Wzruszyłam ramionami i po prostu wyszłam na taras, nie czekając na żadnego z nich. Oparłam się o barierkę i spojrzałam przed siebie. Po chwili poczułam za sobą czyjąś obecność. Nate stanął obok mnie. 
-Wszystko okey? - spytał z troską.
-Tak - odpowiedziałam niepewnie - po prostu musiałam wyjść się przewietrzyć. To wszystko.
-Jesteś pewna?
-Tak, jestem. 
Zapadło długie milczenie. Spojrzałam na przyjaciela i widziałam, że bił się z myślami. Zupełnie, jakby chciał mi coś powiedzieć, ale się bał. Przygryzłam dolną wargę i westchnęłam.
-O co chodzi? - spytałam, patrząc prosto na niego.
-A co masz na myśli? - udał zdziwionego.
-Nie graj ze mną w gierki, Nate. O czym chcesz porozmawiać?
-Nie wiem, czy to dobry moment..
-Przestań. Po prostu mów.
-Pamiętasz, jak mówiłem ci o moim zerwaniu z Kate, ale nie chciałem podać powodu? - zaczął niepewnie.
Skinęłam głową, nie wiedząc, czego się spodziewać.
-Chodziło o to, że.. zaczęliśmy się dość ostro kłócić. O dosłownie każdą błahostkę, a ja już tego nie wytrzymywałem. W dodatku w moim życiu pojawiła się pewna dziewczyna. I.. zakochałem się w niej niemal od razu. Nie potrafiłem być z Kate, kochając kogoś zupełnie innego. Nie chciałem jej skrzywdzić. Tamtej dziewczynie niczego nie powiedziałem, bo nie chciałem, by relacje między nami się pogorszyły. Ale.. teraz nie mogę już dłużej być w cieniu. Nie potrafię..
Analizowałam każde jego słowo i czułam się dziwnie. Kim była ta dziewczyna? Czy ją znam? Dlaczego wcześniej nie zauważyłam, że ma kogoś na oku? I dlaczego czuję się tak dziwnie? Pytania władowały się do mojej głowy, w której od razu zrobił się mętlik. 
-Wiesz.. - zaczęłam - to.. chyba dobrze. Powinieneś jej powiedzieć o swoich uczuciach. Ma prawo wiedzieć, że ktoś ją kocha i w ogóle..
-Rose? - Nate odwrócił się w moją stronę i stanął niebezpiecznie blisko.
-Tak?
-Mówię o tobie.
W tym momencie przeżyłam wielki szok. Nie spodziewałam się czegoś takiego. Nate mnie KOCHAŁ? I to w TEN sposób? Nie mieściło mi się to w głowie. Patrzyliśmy sobie prosto w oczy, nie mówiąc ani słowa. Czyżby Libby miała rację? Czyżby Nate działał na mnie w zupełnie inny sposób niż myślałam? Do tej pory ciągle zawracałam sobie głowę Harrym i nie potrafiłam skupić się na niczym innym, podczas gdy Nate kochał mnie od dawna i w pełni zasługiwał na moją miłość. Czy mógłby być dla mnie kimś więcej? W tym momencie chłopak zaczął się nade mną pochylać. Wiedziałam, do czego zaraz dojdzie i byłam ciekawa smaku jego ust. Nie odsunęłam się. Nie zaprotestowałam. Kiedy złączył nasze wargi, bez niczego oddałam pocałunek i oplotłam mu szyję rękoma. Po raz pierwszy od dawna poczułam się na swoim miejscu. Nie było trosk, zmartwień i smutków. Była tylko tamta chwila. Nate czując, że nie zamierzam się odsunąć, pogłębił pocałunek i przyciągnął mnie do siebie, kładąc mi dłonie na pośladkach. Przyparł mnie do ściany i nadal całował moje usta i szyję. W tamtym momencie niczego więcej nie potrzebowałam. Nie myślałam o Harrym i o tym, że może wciąż mu zależało. Chciałam należeć tylko do Nate'a. I właśnie w tej chwili drzwi na taras się otworzyły i stanął w nich nikt inny, jak Harry. Odepchnęłam od siebie Nate'a i spojrzałam na swojego byłego chłopaka. Popatrzył na mnie z wielkim bólem, a jego dłonie zacisnęły się w pięści. W sekundzie przeniósł wzrok ze mnie na Nate'a, a wtedy na jego twarzy pojawiła się wściekłość i obrzydzenie. Nim zdążyłam zareagować, rzucił się na niego i zaczął go bić i kopać. Nate był całkowicie zaskoczony. Zaczęłam krzyczeć o pomoc i próbowałam go odciągnąć, ale to było na nic. W końcu zjawił się Zayn i Louis, i we dwójkę jakoś zdołali go odciągnąć. Nate leżał na ziemi i zwijał się z bólu. Hazza kipiał z wściekłości. Wyrwał się chłopakom i przeniósł swój wzrok na moją przestraszoną twarz. W jego oczach widziałam żal, smutek, rozczarowanie i wielki ból. Zacisnął usta i gdzieś poszedł. Nie do domu. Przeskoczył przez barierkę i tyle go widziałam. Byłam całkowicie zdezorientowana. Zayn pomógł Nate'owi wstać. Całą twarz miał we krwi. Wydałam z siebie jęk i zakryłam usta dłonią. Nie wiedziałam, co o tym wszystkim myśleć. 
Na szczęście okazało się, że nic poważnego się nie stało. Krew została usunięta, a oprócz tego wszystko było okey. Straciłam ochotę na imprezowanie. Po tym, co się stało, w mojej głowie zapanował chaos. Wzięłam Nate'a za rękę i wspólnie opuściliśmy dom chłopaków. Po Harrym nie było ani śladu. Wsiedliśmy do samochodu i w mig znaleźliśmy się pod moim blokiem. Dopiero wtedy odwróciłam się w jego stronę.
-To nie powinno się stać - powiedziałam.
-Co masz na myśli?
-To, że on na ciebie napadł.. 
-I tylko o to chodzi?
-Tak.. - odpowiedziałam cicho.
-A co z.. pocałunkiem? 
-Tego nie żałuję - uśmiechnęłam się lekko.
-Więc.. coś może z tego być? Czy zostajemy przy przyjaźni?
-A chcesz czegoś więcej?
-Bardzo bym chciał.. ale decyzja należy do ciebie. 
 Nie odpowiedziałam. Po prostu zbliżyłam się do niego i go pocałowałam. Czułam jak się uśmiecha i odwzajemnia pocałunek. Nie potrzebowaliśmy słów. Zrobił dla mnie bardzo wiele i tylko dzięki niemu jeszcze żyłam. Był moją szansą i nadzieją. Nie zamierzałam tego stracić. Odsunęłam się od niego i posłałam mu uśmiech, po czym po prostu wysiadłam z samochodu i poszłam do domu. Czułam się dziwnie. Nigdy nie sądziłam, że między mną a nim mogłoby być coś więcej, a jednak się przeliczyłam. Po raz pierwszy od dłuższego czasu szeroko się uśmiechnęłam i poczułam, że wszystko jest na swoim miejscu. Nie było bólu, rozpaczy, cierpienia. Była miłość, szczęście i pokój. I chciałam, by tak zostało.


~Harry~

Nie wierzyłem w to, co widziałem. Od naszego zerwania minęły 2 miesiące, a ona już miała innego? Fakt, zraniłem ją i nie zasługiwałem na jej szacunek, ale żyłem nadzieją, że między nami będzie mogło być okey. Liczyłem na to, że mi wybaczy. Wszystko było już na dobrej drodze i nagle takie coś. Była z nim. Całowali się! I to na naszym tarasie. Poczułem w sobie wielką pustkę i rozczarowanie. Może nie powinienem się na niego rzucać, ale.. nie wytrzymywałem myśli, że Rose może być jego, a nie moja. Popatrzyłem na nią z wielkim bólem, a ona miała to gdzieś. Szybko opuściłem imprezę i wsiadłem do samochodu. Nie dbałem o to, że byłem pod wpływem alkoholu. Włożyłem klucze do stacyjki i wyjechałem z podjazdu. Kochałem ją. Była dla mnie absolutnie wszystkim. A teraz nie należała do mnie, tylko do niego. Myślałem, że zaraz zwariuję. Coraz mocniej wciskałem pedał gazu i nie dbałem o to, że przekroczyłem dozwoloną prędkość. Nie martwiłem się nawet tym, że może złapać mnie policja. Chciałem po prostu się oddalić. Z tego wszystkiego sam nie wiem jakim cudem dojechałem na most. Tak, na ten most. Na ten sam, na którym przyrzekliśmy sobie wieczną miłość. Przez dłuższą chwilę nie wychodziłem z samochodu. Zaciskałem palce na kierownicy i walczyłem z silnymi emocjami, które mną targały. W końcu jednak otworzyłem drzwi i wysiadłem. Wszedłem na most, na którym nie było nikogo, oprócz mnie i w mig odnalazłem odpowiednie miejsce. Była tam. Było oczywiste, że będzie. Mała, miedziana kłódka z naszymi inicjałami połączonymi serduszkiem. Była przypięta, jak gdyby nigdy nic. Mimo tego, że uczucie, którym Rose mnie obdarzała, po prostu wygasło. Nie było go już. Czułem cholerną pustkę w sercu. Do tej pory żywiłem się nadzieją na to, że Rose do mnie wróci i że będę mógł pokazać całemu światu, jak bardzo ją kocham. Teraz nie było na to szans. Wszystkie gazety będą pisać o jej związku z tym kolesiem. Na samą myśl o tym robiło mi się nie dobrze. Dopiero teraz tak naprawdę poczułem to, co ona musiała czuć przez ten cały czas, gdy byłem z Carmen. Podziwiałem ją, że to wytrzymywała. Musiało być ciężko, a ja ostatni debil nie zdawałem sobie z tego sprawy. Wplotłem dłonie we włosy i chciałem je sobie wyrwać. Nie wytrzymywałem tego wszystkiego. Ona musiała być moja! Musiałem ją odzyskać! Tylko jak? Byłem bezsilny. Usiadłem na drewnianym podłożu i patrzyłem na tą jedną, małą kłódkę, która znaczyła dla mnie tak wiele. Czułem łzy w oczach i cieszyłem się, że byłem sam. Czy jeszcze kiedykolwiek moje życie mogło się ułożyć? Straciłem Rose, straciłem Nialla.. co jeszcze się wydarzy? Ile rzeczy jeszcze spieprzę? Dla wszystkich byłoby lepiej, gdybym po prostu zniknął. Ale nie, nie mogłem się poddać. Nie mogłem zrezygnować. Nasze uczucie musiało coś znaczyć. Nie mogłem tego tak zostawić. Musiałem wymyślić nowy plan działania..

___________________________
Okey, no to 39 gotowy :) Tak wiem, komplikacje i namieszałam :P
Ale od początku taki był plan, więc wybaczcie, ale po prostu go realizuję :)
I nie pytajcie mnie, czy planuję happy end bo wam nie powiem! Same się przekonacie:)
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!
40 komentarzy - nowy rozdział .
Fajnie, że tu jesteście. I .. WOW! 100 obserwatorów.. o___O *-* !!
Jesteście po prostu najlepsi! DZIĘKUJĘ!
I do napisania <3 

czwartek, 13 czerwca 2013

Rozdział trzydziesty ósmy ♥

Wszystko działo się bardzo szybko. Ja zadzwoniłam po pogotowie, a Libby zaczęła reanimację. Nie miałam pojęcia, co się stało, ale miałam złe przeczucia. No bo kto chciałby zrobić mu krzywdę? Kto chciałby go tak załatwić? Nate nigdy nie wspominał, że ma jakichkolwiek wrogów. Kiedy w końcu przyjechał ambulans, zabrali go ze sobą, a my czym prędzej zamówiłyśmy taksówkę. Pod szpitalem byłyśmy w trybie ekspresowym, a ja przez całą drogę trzęsłam się ze strachu o niego. Libby próbowała mnie uspokajać, ale ona nie znała go tak dobrze, jak ja. Niczego o nim nie wiedziała, więc nie zdawała sobie sprawy z tego, co wtedy czułam. Wpadłam do szpitala jak szalona i od razu zapytałam o niedawno przywiezionego chłopaka. Pielęgniarka wskazała mi drogę i już po chwili znalazłam się pod jakąś salą. Drzwi oczywiście były zamknięte. Nie byłam w stanie usiedzieć w miejscu, dlatego chodziłam po korytarzu jak narwana. W tamtym momencie nie liczyło się nic, oprócz jego życia. Bałam się o niego. Najgorsza była ta niepewność i tyle wątpliwości. Kto? Dlaczego? Kiedy? Gdzie? Nie umiałam odpowiedzieć na żadne pytanie. Libby przyniosła mi kawę, ale nawet nie wzięłam jej do rąk. Nie pamiętam kiedy ostatnio byłam tak zdenerwowana. Za białymi drzwiami lekarze zapewne walczyli o jego życie, a ja kompletnie nic nie mogłam zrobić. W końcu z sali wyszedł lekarz, a ja od razu znalazłam się przy nim. Odezwał się, zanim zdążyłam o cokolwiek zapytać.
-Sytuacja opanowana. Miał wiele szczęścia, że trafił do nas tak szybko. Jego życie nie jest zagrożone, ale poleży u nas jeszcze przez kilka dni. Możecie do niego wejść, ale tylko na chwilę.
Posłał mi przyjazny uśmiech i się oddalił. Dopiero wtedy odetchnęłam z ulgą.
-Zaczekam tutaj na ciebie - powiedziała Libby - nie musisz się śpieszyć.
-Dziękuję - odpowiedziałam i cmoknęłam ją w policzek.
Uchyliłam drzwi i weszłam do środka. Nate był już przytomny, ale oczy miał zmrużone. Przysunęłam sobie krzesło i usiadłam obok niego. Dopiero wtedy odwrócił głowę i spojrzał na mnie. Widziałam, jak stara się uśmiechnąć, więc odwzajemniłam gest i starłam pojedynczą łzę, która płynęła mi po policzku.
-Jak się czujesz? - spytałam miękko.
-Jakby ktoś mnie pobił - odpowiedział z uśmiechem.
-Nawet w takich sytuacjach ze wszystkiego potrafisz żartować? Serio, Nate?
-Daj spokój, to nic takiego - odpowiedział lekceważąco.
-Nic takiego?! - wkurzyłam się - Człowieku, czy ty w ogóle wiesz, co mówisz? Przecież mogłeś zginąć!
-Ale nie zginąłem. Wszystko okey.
-Nie jest okey. Kto cię tak załatwił?
-To nie jest teraz..
-Kto?! - przerwałam mu - Muszę to wiedzieć. Powiedz mi, kto ci to zrobił?
-Rose, po co ci to wiedzieć? Przecież i tak nic z tym nie zrobisz.
-Po prostu chcę. Proszę cię, powiedz mi..
-To Seth i jego banda idiotów.
-Że kto? - zdziwiłam się, pierwszy raz słysząc o kimś takim.
-Seth to nowy chłopak Kate, mojej byłej. Rozmawiałem z nią ostatnio. Spotkaliśmy się po prostu na kawę i spacer, żeby porozmawiać o tym wszystkim, a on się o tym dowiedział. Ma to do siebie, że jest chorobliwie zazdrosny. Stwierdził, że jestem dla niego zagrożeniem, więc po prostu "dał mi nauczkę". To wszystko. Ale żyję i mam się całkiem dobrze. Nie zadręczaj się tym, bo naprawdę nie warto.
-Co za kretyn - prychnęłam - czasami nie ogarniam niektórych ludzi. Ten świat schodzi na psy.
-A jak tam u ciebie? Jak się czujesz?
-Już lepiej, dzięki. Odkąd mieszkam z mamą, to wszystko jest łatwiejsze. To była zdecydowanie bardzo dobra decyzja.
-Ahm.. a myślisz jeszcze o.. nim? - zawahał się.
-Szczerze? Teraz już mniej. Na początku było bardzo ciężko, ale teraz mam na głowie inne problemy. Nie chcę mieć z nim nic wspólnego. Ten rozdział w swoim życiu definitywnie zakończyłam. 
-I jesteś o tym całkowicie przekonana?
-Tak, jestem - odpowiedziałam twardo.
-Świetnie. Cieszy mnie to.
-Uwierz, mnie również. Nie mówię, że jest łatwo, ale.. trzeba żyć dalej. Co na to poradzę? Zupełnie nic. 
-Rose, nie wiem, czy już ci to mówiłem, ale.. jesteś niesamowitą osobą.
-Ja? - zdziwiłam się - Niby dlaczego?
-Po prostu nią jesteś. Podziwiam cię, że jesteś taka silna.
-Ja silna? Czy ty wiesz, co mówisz? Jestem słaba, Nate. Gdybym była silna, nie miałabym takich problemów i ze wszystkiego wychodziłabym bez uszkodzeń. A tymczasem jest zdecydowanie na odwrót.
-Tak, ale.. umiesz sobie z tym radzić. Zawsze jakoś z tego wychodzisz...
-To nieprawda. Moje życie to jedna, wielka porażka. Nikomu nie życzę czegoś takiego. I proszę cię, nie rozmawiajmy więcej o mnie, okey? Mam dość. Teraz najważniejsze jest twoje zdrowie.
-Nic mi się nie stało - powiedział lekceważąco - to tylko kilka siniaków, nic więcej.
-Nie denerwuj mnie! Widziałam, w jakim byłeś stanie. Mogłeś umrzeć!
-Rose, daj spokój. To nie była moja pierwsza bójka. Za każdym razem wychodziłem z tego bez szwanku i teraz też tak będzie.
-Zaraz, zaraz. Jak to nie pierwsza bójka? - zaczęłam nabierać podejrzeń - Co masz na myśli?
-To, że już nie raz oberwałem od kogoś. I to w zasadzie bez powodu.
-Nigdy mi o tym nie mówiłeś..
-Bo nie było potrzeby. Powiedzmy, że miałem trudne dzieciństwo. W podstawówce wszyscy się ze mnie wyśmiewali, bo nie miałem super rzeczy i ciuchów. Byłem obiektem drwin i kpin. Wiele razy po lekcjach dopadali mnie starsi i bili, dopóki nie miałem dość. A ja nic nie mogłem na to poradzić. Później wyszedłem ze szkoły i wszystko się uspokoiło. No, aż do dzisiaj. Ale się tym nie przejmuję. Było, minęło. Za kilka dni stąd wyjdę i po wszystkim.
-Ja.. nie wiedziałam..
-Niby skąd miałaś wiedzieć? Ale nie martw się tym, to przeszłość. Nie warto do tego wracać.
-Widzę, że oboje nie mieliśmy łatwo.
-Kto wie, może właśnie dlatego się przyjaźnimy?
-Może..
Uśmiechnęliśmy się do siebie i atmosfera zrobiła się naprawdę przyjemna. Mimo tego, że siedzieliśmy w szpitalnej sali, a Nate ledwo mógł się ruszać, to i tak było w porządku. W tamtej chwili po raz pierwszy w życiu poczułam, że jestem cholerną szczęściarą, że go mam.

~Zayn~

Atmosfera w naszym domu nieco się poprawiła. Hazza przestał chlać i ciągle wymyślał coraz to nowsze rzeczy, żeby odzyskać Rose. Póki co był u niej kilka razy, ale za każdym razem wracał smutny i wkurzony, bo jej mama nie chciała go wpuścić, albo wmawiała mu, że jej nie było. Niall też odrobinę się uspokoił, ale nadal nie rozmawiał z Hazzą. My już sami nie wiedzieliśmy, co robić. Na wywiadach i koncertach starali się zachowywać normalnie, ale sporo osób zauważyło, że coś między nami jest nie tak. Paul próbował z nimi rozmawiać, ale zakończyło się to wielką kłótnią. Miałem już tego powoli dość. Czasami po prostu wychodziłem i wracałem późno w nocy, żeby odreagować to wszystko. Często rozmawiałem z Rose na Skype. Widać było znaczną poprawę. Potrafiła się nawet uśmiechnąć. Przeprowadzka była bardzo dobrym pomysłem, choć tęskniłem za jej obecnością w domu. Ale nic nie mogłem na to poradzić. Pozostało mi tylko ją wspierać i jakoś pomagać. 
Siedziałem w swoim pokoju i myślałem o tym, jak będzie wyglądało moje życie za kilka lat. Naszło mnie na przemyślenia. Gdy nagle ktoś zapukał do drzwi. Niechętnie podniosłem się z łóżka i odłożyłem słuchawki. Otworzyłem i niemal od razu stanąłem jak wryty, z wielkim zdziwieniem wymalowanym na twarzy. Przede mną stała Natalie, uśmiechnięta od ucha do ucha. W jednej sekundzie rzuciła mi się na szyję, a ja od razu mocno ją do siebie przytuliłem i kilka razy okręciłem dookoła własnej osi. Nie mogłem uwierzyć w to, że ją widzę. W końcu postawiłem ją na podłogę i spojrzałem na nią z wielkim uśmiechem.
-Co ty tu robisz? - spytałem z szerokim uśmiechem.
-Za bardzo za tobą tęskniłam - odpowiedziała, wzruszając ramionami - a poza tym, nie miałam nic do roboty w Irlandii. Są wakacje, jestem wolna! 
-Nawet sobie nie wyobrażasz, jak bardzo się cieszę, że cię widzę - powiedziałem i mocno ją do siebie przytuliłem.
Kompletnie nie spodziewałem się jej wizyty. Tęskniłem za nią jak wariat i powoli nie wytrzymywałem tego, że nie ma jej przy mnie. A tymczasem ona po prostu przyleciała, nie mówiąc ani słowa. Nie chciałem wypuszczać jej ze swojego uścisku. Mógłbym ją tak trzymać już na zawsze.
-Poczekaj - powiedziała i odsunęła się ode mnie - pójdę przywitać się z Rose.
-Yhmm..  ale.. gdzie? - zawahałem się.
-Do jej pokoju. A co, nie ma jej? 
-Ona tu nie mieszka.. - powiedziałem zakłopotany, a na twarzy Nat powoli malowało się rozczarowanie i zdziwienie.
-O czym ty mówisz, Zayn? Jak to tu nie mieszka? To gdzie ona jest?
-Mieszka u swojej mamy. 
-Ale dlaczego?
-Myślę, że ona sama powinna ci to powiedzieć. To są sprawy jej i Harrego.
-Dlaczego jesteś taki tajemniczy? - wkurzyła się - I czemu ja o niczym nie wiem?
-Natalie, spokojnie - uśmiechnąłem się - później cię do niej zawiozę. Daj mi się sobą nacieszyć chociaż przez chwilę, okey?
-Okey - westchnęła - ale później chcę się dowiedzieć co jest grane. Jasne?
-Jak słońce. 
Wziąłem ją za rękę i wspólnie weszliśmy do mojego pokoju. Usiedliśmy na łóżku i wtuliliśmy się w siebie. Chciałem jak najdłużej napawać się jej bliskością. Czułem zapach jej słodkich perfum i bardzo mi się to podobało. Chyba po raz pierwszy byliśmy tak blisko siebie. Czułem, że jest dla mnie kimś wyjątkowo ważnym. Byłem wielkim szczęściarzem, że na nią trafiłem. Musiałem dobrze ją przywitać. Musiałem przygotować coś, żebyśmy w końcu bez przeszkód mogli być razem. Wszystko musiało być idealnie przygotowane. Zaczęliśmy rozmawiać o naszym życiu. Wspominaliśmy i snuliśmy plany na przyszłość, ale widziałem, że dręczyło ją to, co dzieje się z Rose. Ciągle uciekała gdzieś myślami. 
-Okey, chodź. Zawiozę cię do Rose - powiedziałem i wstałem.
-Dzięki - uśmiechnęła się z wdzięcznością.
Wziąłem ją za rękę i wspólnie zeszliśmy na dół. Mijaliśmy Louisa z Liamem, którzy posłali mi znaczące spojrzenia, ale tylko wystawiłem im język. Wyszliśmy z domu i wsiedliśmy do mojego samochodu. Pod blokiem Rose byliśmy po kilkunastu minutach. Zaprowadziłem ją pod odpowiednie drzwi i nacisnąłem dzwonek. Otworzyła nam ona sama. Od razu się na siebie rzuciły i zaczęły piszczeć. Jak widać, nikogo nie poinformowała o swoim przyjeździe. 
-Cześć Zayn - powiedziała Rose, dopiero, gdy Natalie stanęła obok niej.
-Cześć. To ja was zostawiam. Będę o 19:00 - zwróciłem się do Nat - szykuj się na niespodziankę.
-Mam się bać? - spytała zadziornie.
-Mnie? Bez obaw. Do zobaczenia.
Uśmiechnęły się do mnie i zniknęły za drzwiami mieszkania. W głowie już układałem idealny scenariusz naszego spotkania. Nie chciałem być banalny, ale nie chciałem również przesadzić. Olśniło mnie dopiero, gdy wsiadałem do samochodu. Plan był wprost idealny. Przekręciłem kluczyk w stacyjce i pojechałem do wypożyczalni samochodów...

Wszystko było już gotowe. W sumie wiele nie musiałem robić. Z pomocą przyszedł mi Liam, który doskonale znał się na takich rzeczach. O równej 19:00 zadzwoniłem do mieszkania Rose. Już od progu słyszałem głośne śmiechy. Ciekawiło mnie, co te wariatki tam wyprawiały. W końcu drzwi się otworzyły. Dziewczyny się pożegnały, a ja wziąłem Nat za rękę i sprowadziłem ją na dół. Na widok czerwonego kabrioletu jej źrenice momentalnie się rozszerzyły. Zamierzony efekt osiągnięty, pomyślałem. 
-Skąd.. go masz? - spytała oszołomiona.
-Nie zadawaj pytań - zaśmiałem się - po prostu wsiadaj.
Pokręciła tylko głową i posłusznie wsiadła do środka. Zająłem miejsce za kierownicą i wyjechałem na drogę. Cała podróż zajęła nam prawie godzinę. Było idealnie, bo właśnie zaczynało się ściemniać. Natalie przez całą drogę próbowała wyciągnąć ze mnie, dokąd ją zabieram, ale jej się to nie udało. W końcu wjechaliśmy na wielkie wzgórze. Niebo przybrało odcień różu i wyglądało niesamowicie. Wysiedliśmy z samochodu. Nat od razu podeszła do krańca góry i spojrzała na zapierającą dech w piersiach panoramę Londynu i okolic. Przez dłuższą chwilę nie wypowiedziała ani słowa. Widziałem, że wpatruje się we wszystko z wielką fascynacją.
-To.. najpiękniejszy widok, jaki kiedykolwiek w życiu ukazał się moim oczom - wykrztusiła w końcu.
-Tak, wiem. Uwielbiam to miejsce. Znalazłem je jeszcze kilka lat temu, ale później nie miałem czasu, by je odwiedzić. Trzymałem je dla wyjątkowej osoby na wyjątkową okazję. 
Natalie odwróciła się do mnie i spojrzała mi prosto w oczy.
-Więc.. jestem wyjątkowa?
-Szczerze? Jesteś najbardziej wyjątkową osobą, jaką kiedykolwiek w życiu spotkałem. I jestem cholernym szczęściarzem, że na ciebie trafiłem. Kocham cię. I cieszę się, że w końcu mogę powiedzieć ci to w cztery oczy.
-Ja też cię kocham - odpowiedziała z uśmiechem - i to ja jestem szczęściarą, że mogłam cię poznać. Zawsze myślałam, że będę tą z waszych fanek, która nawet was nie spotka. A tymczasem.. to mi się w głowie nie mieści.
-To niech lepiej się zmieści - zaśmiałem się i przyciągnąłem ją do siebie - bo teraz jesteś tylko i wyłącznie moja. Nie lubię się dzielić. Tak więc, oficjalnie.. zostaniesz moją dziewczyną?
-Tak. O niczym innym nie marzę. 
Przygryzłem dolną wargę i nachyliłem się nad nią. Nasze usta złączyły się w cudownym, słodkim pocałunku, który mógłby trwać bez przerwy. Po raz pierwszy od bardzo dawna czułem, że mam przy sobie tą jedyną osobę, którą kocham i której za nic w świecie nie chciałbym stracić. Natalie była idealna. Całkowite przeciwieństwo Amber (o której już nawet nie chciałem myśleć). Była miła, słodka, sympatyczna i umiała walczyć o swoje. Wplotła swoje dłonie w moje włosy i pogłębiła pocałunek. Już po chwili nasze języki toczyły między sobą walkę o dominację. Oparłem ją o maskę samochodu i przygryzłem jej wargę, na co odpowiedziała jęknięciem. Było mi naprawdę dobrze. W końcu musieliśmy się od siebie odsunąć, bo zabrakło nam tlenu.
-To było..
-Mocne - skończyłem za nią i cmoknąłem ją w usta.
-Zdecydowanie - zaśmiała się słodko - jesteś wariatem, wiesz?
-Nie. Jestem twoim wariatem.
-Hmm.. więc należysz tylko i wyłącznie do mnie, tak? 
-Zgadza się. Do nikogo innego. 
-Bardzo mnie to cieszy.
Znów ją pocałowałem i splotłem nasze palce. Wyciągnąłem telefon i zrobiłem zdjęcie, które od razu ustawiłem na tapetę. Natalie zrobiła to samo. Przy niej czułem, że mogę wszystko. Wspólnie usiedliśmy na masce samochodu i wtuliliśmy się w siebie. Na niebie pojawiły się pierwsze gwiazdy. Atmosfera była niesamowita. Wiedziałem, że od tej chwili wszystko w moim życiu musi się ułożyć. Po prostu nie było innej opcji.

~Rose~

 Było coraz lepiej. Powoli oddalałam się od przeszłości i zaczynałam żyć teraźniejszością. Nate bardzo mi w tym pomógł. Cieszyłam się, że nic poważnego mu się nie stało. Stałam przy kuchence i gotowałam obiad, gdy ktoś zadzwonił do drzwi. Nie spodziewałam się gości, ale niespodzianka była bardzo trafiona. Gdy zobaczyłam Natalie, niemal od razu się na nią rzuciłam. Cholernie się za nią stęskniłam. Mogłam się domyślić, że będzie z Zaynem. Weszłyśmy do mieszkania i poszłyśmy do mojego pokoju. Usiadłyśmy na podłodze po turecku i patrzyłyśmy na siebie.
-Dlaczego nie mieszkasz u chłopaków? - spytała w końcu - Chyba należą mi się jakieś wyjaśnienia.
-Nie ma o czym mówić - mruknęłam - stare sprawy, do których nie chcę wracać.
-Jestem twoją przyjaciółką i mam pełne prawo wiedzieć, co tu się do cholery stało. Więc słucham.
-Yh.. po prostu zerwałam z Harrym i nie mam najmniejszej ochoty widzieć go na oczy.
-Jak to zerwałaś? - zdziwiła się - Myślałam, że między wami było okey! Co się takiego stało?
-Naprawdę chcesz to wiedzieć?
-Tak, naprawdę. Słucham.
-Zdradzał mnie z Carmen - powiedziałam i od razu się skrzywiłam, bo wspomnienia znów napłynęły mi do głowy.
Natalie zamilkła. Patrzyła na mnie w osłupieniu, nie mogąc uwierzyć w to, co właśnie powiedziałam.
-C..co?! - wykrztusiła w końcu.
-Sypiał z nią za moimi plecami przez 2 tygodnie. Nakryłam ich razem w apartamencie po weselu Gemmy. Długo musiałam dochodzić do siebie. Sam jego widok działał na mnie jak porażenie prądem. Musiałam się wyprowadzić. Po prostu nie miałam innego wyjścia.
-Nie mogę w to uwierzyć.. - powiedziała zszokowana - jak.. jak on w ogóle mógł?!
-Nie wiem.. i naprawdę nie chcę do tego wracać, wybacz. Dla mnie to dział zamknięty. Uczę się żyć na nowo, bez niego. Choć przyznam, że nie jest to łatwe. 
-Kurde.. dlaczego mnie przy tobie nie było? 
-Takie życie - westchnęłam - a tak w ogóle.. wiesz co tam u Jade?
-Nie bardzo - skrzywiła się - dawno z nią nie rozmawiałam. Ona już w ogóle nie jest sobą. Zmieniła się nie do poznania. Ciągle się szlaja z nowymi znajomymi a mnie ma w dupie. Już w ogóle się nie odzywa. Jakbym nic dla niej nie znaczyła..
-Nasza Jade? Ta wiecznie zadowolona, miła i sympatyczna Jade? 
-Tak, właśnie ona. A ja nic nie mogę na to poradzić. Wybrała inne życie. 
-Skoro tak jest jej lepiej.. na ile przyjechałaś?
-Tego jeszcze nie wiem. Po prostu kupiłam bilet, spakowałam się i wsiadłam w samolot. Mogę zostać nawet całe wakacje, gdybym tylko miała gdzie spać.
-Jasne, że będziesz miała gdzie spać! Chłopaki mają w cholerę miejsca. U mnie w sumie też jest wolny pokój, więc.. wybór należy do ciebie. Choć jestem przekonana, że będziesz chciała być bliżej Zayna..
-Daj spokój - zaśmiała się - to głupie.
-Wcale nie. Przecież on cię kocha i ty go na pewno również. Jaki jest problem?
-W sumie.. to żaden.
-No więc właśnie! To ja już teraz życzę ci szczęścia i miłości.
-Wariatka z ciebie, wiesz?
-Wiem. Ale za to mnie kochasz.
-Najmocniej na świecie!
Zaśmiałyśmy się i mocno do siebie przytuliłyśmy. Aż do wieczora rozmawiałyśmy i się wygłupiałyśmy. Był też czas na wspomnienia i przemyślenia na różne tematy. Czas leciał zdecydowanie zbyt szybko i zanim się obejrzałam, Zayn z powrotem zawitał w moich drzwiach. Pożegnałam się z Natalie i poszłam do pokoju, gdzie zalogowałam się na Twittera i Skype. Przy Niallu była zielona kropeczka. Wiedziałam, że zaraz zadzwoni i nie pomyliłam się. Odebrałam z wideo i uśmiechnęłam się lekko na jego widok.
-Cześć, Nialler - przywitałam się z nim.
-Hej, Rose! Jak się masz? Wszystko okey? - spytał.
-Powiedzmy, że okey. Dochodzę do siebie i już tak o tym wszystkim nie myślę. Nie musisz się tak o mnie martwić, naprawdę. Jestem już dużą dziewczynką i potrafię sobie radzić.
-Dobrze wiesz, że i tak będę się martwił. Przez tego skurwysyna..
-Niall, skończ - przerwałam mu - to nie jest sposób rozwiązywania problemów. Skończyłam już z Harrym. To sprawa tylko między nami. Wy jesteście przyjaciółmi i gracie w jednym zespole. Mimo wszystko.. mimo tego, co się stało.. nie możesz się od niego odwrócić.
-Czy ty się słyszysz? - zdenerwował się - Zdajesz sobie sprawę z tego, co mówisz? On cię skrzywdził! 
-Tak, ale.. 
-Nie, Rose - tym razem to on mi przerwał - ja nie toleruję takiego gówna. Chłopaki niech robią co chcą, ale ja nie zamierzam się zachowywać, jakby nic wielkiego się nie stało.
-Wasza przyjaźń się rozpadnie.. 
-Niby jaka przyjaźń? - mruknął - To już nie jest żadna przyjaźń. Pokazał jaki jest naprawdę.
-Zrobisz, jak będziesz uważał. Ja po prostu nie chcę, żeby przez tą cholerną sytuację One Direction się rozpadło. Zawiedziecie i mnie, i siebie i przede wszystkim waszych fanów. Także rób jak uważasz.
-Daj spokój, Rose. Mam już dość tego tematu. Jestem tym wszystkim po prostu zmęczony.
-Ja też - westchnęłam - ale w końcu jest lepiej i mam jakąś nadzieję na życie. Wszystko prawie wraca do normy. Żyć nie umierać..
-Taa.. a kiedy nas odwiedzisz?
-Nie wiem. Może wpadnę w weekend. Ale najpierw upewnię się, że Harrego nie będzie w domu. Nie mam ochoty go widzieć. Boję się, że po raz kolejny nie wytrzymam. 
-W porządku. Ostrzegę cię w razie czego. Tęsknię za tobą.
-Ja za tobą też, uwierz mi - uśmiechnęłam się smutno - ale wiesz.. zawsze możesz mnie odwiedzić. 
-Wiem. A teraz wybacz, ale muszę kończyć. Trzymaj się! 
-Ty również.
Pomachałam mu i połączenie zostało przerwane. Oparłam się o krzesło i zamknęłam oczy. Miałam piekielnie trudne życie, ale jakoś musiałam sobie radzić. Bo przecież innego wyjścia nie było. Czasami myślałam o Harrym, ale to bardzo bolało. Zdecydowanie za bardzo. Wiedziałam, że przychodził do mieszkania. Moja mama wiedziała o wszystkim. Nie wpuszczała go, za co byłam jej bardzo wdzięczna. Była w wielkim szoku, jak zresztą wszyscy. Nie miałam siły na to wszystko. Cały ten syf zepchnęłam na szary koniec swojego umysłu. Musiałam żyć teraźniejszością a całą resztę zostawić za sobą. Innego wyjścia nie było. Około 22:00 ktoś zadzwonił do drzwi. Byłam w pełni przekonana, że to mama, bo właśnie o tej godzinie powinna kończyć swoją zmianę. Przekręciłam klucz i po prostu otworzyłam. Dopiero wtedy zorientowałam się, że był to wielki błąd. Przede mną stał Harry...

_______________________________
No więc mamy ciąg dalszy :) Jak się podobało?
Mam nadzieję, że choć odrobinę was zainteresowałam :D No więc tak.. ZATALIE w końcu razem :D Mam jeszcze kilka pomysłów na to opowiadanie i będzie ono pewnie najdłuższe z moich wszystkich :) Cieszę się, że wchodzicie na stay with me forever ♥ . Początek za niedługo ;)
CZYTASZ  = KOMENTUJESZ! 
40 komentarzy = nowy rozdział .
Do napisania za niedługo ! < 33
 



wtorek, 11 czerwca 2013

Stay with me forever .♥

If you believe in love.. if you believe in us..



Blog jest już otwarty! Serdecznie Was zapraszam :) Proszę o dodawanie się do obserwatorów i informowanie w komentarzach, kto zamierza czytać historię i JB :) Nie zmuszam, po prostu zapraszam!