środa, 6 lutego 2013

Rozdział dwudziesty .♥

Następnego dnia obudziła mnie pielęgniarka, która przyszła sprawdzić mi temperaturę. Za oknami powoli zaczynało się przejaśniać. Spojrzałem na zegarek w telefonie i skrzywiłem się. Była dopiero 8:00. Niechętnie rozprostowałem kości i wstałem ze szpitalnego łóżka. Byłem tu zaledwie jedną noc, a już miałem dość. Przywołałem wspomnienia sprzed kilku godzin i szeroko się uśmiechnąłem. Rose w końcu była moja. Cieszyłem się jak wariat. Miałem nadzieję, że została w Oxfordzie na dłużej. Chciałem już wyjść ze szpitala i pojechać prosto do niej. Wiedziałem, że razem z Libby musiały zatrzymać się w tym samym hotelu co my. Nie było innej opcji. Na korytarzu zrobił się ruch. Szybko przebrałem się w swoje rzeczy i opuściłem salę. Zapomniałem, że jestem bez ochrony. Na korytarzu spotkałem pewną dziewczynę, która patrzyła na mnie z wielkim niedowierzaniem. Uśmiechnąłem się tylko do niej. Miałem wprawę w rozpoznawaniu fanek.
-Ty.. jesteś.. - zaczęła.
-Styles - skończyłem za nią - Harry Styles.
-O mój Boże! Nie wierzę!
-Ej, spokojnie. Też jestem tylko człowiekiem - powiedziałem z uśmiechem.
-No tak, ale.. Boże.. ty tu jesteś!
-Powiedz mi coś, czego nie wiem.
-Ehm.. jestem Lily - odpowiedziała - czy ja.. czy mogę.. cię przytulić?
-Jasne, że możesz. Chodź tu - wyciągnąłem w jej kierunku ramiona i już po chwili się w nich znalazła.
Miała naprawdę ładne perfumy. Kiedy w końcu się ode mnie odsunęła, podpisałem jej autograf, zrobiliśmy kilka wspólnych zdjęć i na tym koniec. Grzecznie ją pożegnałem i poszedłem do zabiegowego. Spotkałem w nim tego samego lekarza, który przyjmował mnie w nocy. Skinął na mnie i głową wskazał na krzesło stojące obok. Usiadłem na nim bez słowa.
-I jak? Są już wyniki? - spytałem, przerywając nieznośną ciszę.
-Tak. Właśnie przed chwilą dotarły - odpowiedział przeglądając jakieś papiery - wszystkie są w porządku. Masz mały niedobór erytrocytów, ale poza tym wszystko dobrze. Omdlenie musiało być spowodowane stresem czy zmęczeniem. Tego pewien nie jestem.
-Genialnie! Czyli mogę dzisiaj wyjść?
-Wolałbym żebyś został jeszcze dzień na obserwacji. Tak dla świętego spokoju.
-Nie ma takiej opcji doktorze. Gramy dzisiaj ważny koncert. Nie mogę go przegapić i zawieść fanów!
-Twoje zdrowie jest chyba ważniejsze młody człowieku.
-Nie dbam o to. Muszę być na koncercie. Jeżeli mnie pan nie wypuści, to wypiszę się na własne żądanie. Jestem pełnoletni.
-Eh.. uparty dzieciak. Dobrze, skoro tak stawiasz sprawę, to dostaniesz wypis. Tylko mam nadzieję, że szybko tu nie wrócisz.
-Ja również! Dziękuję bardzo.
-Wypis będzie gotowy za godzinę. Odbierzesz go i jesteś wolny.
-Świetnie. Zaczekam w pokoju.
Opuściłem zabiegówkę i wróciłem do sali. Wziąłem do ręki telefon i wybrałem numer Liama. Był pierwszy na liście. Przyjaciel odebrał po 5 sygnałach.
-Tak Harry? - usłyszałem jego zaspany głos.
-Wybacz, że cię budzę, ale za godzinę dostaje wypis i jestem wolny. Możesz powiedzieć komuś z ochrony żeby po mnie wpadł? Nie mam samochodu.
-Sam po ciebie przyjadę. Przy okazji pogadamy. Będę punktualnie o 9:30.
-Dzięki, jesteś najlepszy.
-Ta, podobno.
Zakończyłem połączenie i położyłem komórkę na szafce obok łóżka. Nie miałem nic do spakowania, więc po prostu siedziałem na łóżku i czekałem na moment, w którym będę mógł opuścić szpitalne mury. Myślałem tylko o Rose. O tym, że w końcu będę mógł ją przytulić i pocałować. Należała do mnie, a ja do niej. Była naprawdę wyjątkową osobą, która sprawiła, że zacząłem patrzeć na życie nieco inaczej. Zmieniła mnie. Na lepsze.
W końcu minęła godzina i otrzymałem wypis. Pożegnałem lekarza uściśnięciem dłoni i opuściłem szpital. Na parkingu zauważyłem znajomy samochód. Liam stał oparty o jego maskę. Podszedłem do niego i przywitaliśmy się krótkim uściskiem. Wsiedliśmy do czarnego samochodu. Liam oparł ręce na kierownicy, ale nie odpalił silnika.
-Coś nie tak bracie? - spytałem zdezorientowany.
-Musimy pogadać Harry - odpowiedział poważnym tonem.
-No nie. Znam ten ton. Co znowu zrobiłem nie tak?
-Chodzi o Rose..
-O Rosie? - zdziwiłem się - coś z nią nie tak?
-Nie udawaj debila Hazza. Przecież dobrze wiesz o co mi chodzi. Wiem, że ją kochasz. To widać i to bardzo dokładnie. Wiem, że ci na niej zależy i cieszy mnie to, ale..
-Ale co? - warknąłem.
-Pamiętasz co było ze mną i Libby? Pamiętasz reakcją Paula na to, że z nią jestem? Nie chciał się na to zgodzić, bo ona nie była nikim sławnym. Ale stała się dość znaną artystką i fotografką, więc nie było aż tak wielkiego problemu. Wiesz, czego się obawiam?
-Ja.. wiem..
W jednej chwili dotarło do mnie to, o czym mówił Liam. Rose nie była znana. Była zwykłą, przeciętną dziewczyną, której los nie potraktował zbyt ulgowo. I właśnie za to ją kochałem. Że była inna od tych wszystkich nadętych gwiazdek, które wyobrażały sobie nie wiadomo co. Była dla mnie wszystkim. Ale przypomniałem sobie słowa Paula: "Wiem, że może to być dla was trudne, ale dla waszego dobra nie powinniście spotykać się z dziewczynami, które nie są zbyt rozpoznawalne. To źle się skończy i dla was, i dla nich. Nie chcę was do niczego zmuszać, ale taka jest moja decyzja. Nie chcę mieć problemów. Mam nadzieję, że się rozumiemy panowie". W jednej chwili się załamałem. Nie mogłem tego tak zostawić. Kochałem Rose i nie zamierzałem z niej rezygnować tylko ze względu na jakieś głupie uwagi naszego menadżera. Sława miała swoją cenę. Ale nie sądziłem, że aż tak wysoką.
-Kocham Rosalie - powiedziałem twardo - i z niej nie zrezygnuję. Za nic w świecie jej nie skrzywdzę Liam. Mam gdzieś Paula. Teraz to się nie liczy.
-Bądź ostrożny Styles. Mam nadzieję, że jakoś to ogarniesz. Im szybciej z nią o tym porozmawiasz, tym lepiej. Może zostańcie na razie w cieniu, żeby nie rozsiewać głupich plotek, które pewnie i tak już krążą.
-Poradzę sobie Liam. I.. dzięki za rozmowę.
-Nie ma sprawy. Zawsze do usług. Wiem, że to nie będzie łatwe. Ale wiem też, że dacie sobie radę. Podobno miłość wszystko zwycięża.
-Wzięło cię na poematy braciszku?
-Tsa, powiedzmy.
Zaśmialiśmy się i w końcu ruszyliśmy do hotelu. Przez całą drogę rozmawialiśmy o koncercie, który mieliśmy dać już za kilka godzin. Nawet nie zauważyłem, kiedy stanęliśmy na parkingu.  Wysiadłem z samochodu i razem z przyjacielem weszliśmy do środka. Przy wejściu i recepcji czekali ochroniarze. Przywitaliśmy ich skinieniem głową i poszliśmy prosto do swoich pokoi. Na korytarzu zobaczyłem Rose kłócącą się z Zayn'em. To nie wróżyło niczego dobrego..

~Rose~

W nocy nie mogłam spać. Martwiłam się o Hazzę. Teraz, gdy w końcu zrozumiałam, ile dla mnie znaczył, za nic nie chciałam go stracić. Znów mogłam doznać tego uczucia, że na kimś mi zależy. Znów byłam zakochana. Na samą myśl o tym, na ustach pojawiał mi się uśmiech. Wiedziałam, że nie będzie łatwo, ale dla Harry'ego byłam gotowa zrobić wszystko.  Przewracałam się z boku na bok, ale sen miałam urywany. Zazwyczaj w hotelach mi się to przytrafiało. W końcu wstałam z łóżka i podeszłam do okna, za którym panował jeszcze półmrok. Zegar wskazywał godzinę 7:25. Westchnęłam i otuliłam się ramionami. Kiedy wczoraj wyjeżdżałyśmy do Oxfordu, nie wzięłam zbyt wielu swoich rzeczy. Nie przeczuwałam też, że pójdę na koncert chłopaków. Musiałam zadowolić się tym, co mam, bo jak na razie byłam odcięta od dopływu gotówki. Poszłam do łazienki, gdzie wzięłam szybki prysznic, umalowałam się, uczesałam i ubrałam się w ciuchy z poprzedniego dnia. Nowe wolałam zostawić na wieczór. W duchu dziękowałam sobie za to, że wzięłam zestaw, który kupiłam całkiem niedawno i jeszcze nigdzie w nim nie byłam. Libby nadal słodko spała, a ja nie miałam serca jej budzić. Po cichu otworzyłam drzwi i wyszłam na korytarz. W jednej chwili stanęłam jak wryta i patrzyłam na szatynkę, która właśnie opuszczała pokój Zayn'a. AMBER. Byłam całkowicie zdezorientowana. Co ona tu niby robiła? Przecież Zayn mówił, że z nią zerwał! Ona również mnie zauważyła. Zlustrowała mnie wzrokiem, a na jej twarzy pojawił się ten jej charakterystyczny cwany uśmieszek. Patrzyła na mnie z politowaniem. Ubrana była TAK.
-No proszę, Kopciuszek się obudził - zadrwiła a we mnie się zagotowało - doprawdy nie rozumiem po co robicie sobie wycieczki lalunie. Libby rozumiem, bo w końcu Liam to jej facet, ale ty? Ciebie tu po co?
-Mogłabym zapytać cię o to samo Amber - powiedziałam mrużąc oczy - co ciebie tu sprowadza?
-Wypadałoby być na koncercie własnego chłopaka ofermo - prychnęła - żałosne, że w ogóle o to pytasz. Zamknij się lepiej w pokoju i się ludziom na oczy nie pokazuj bo odstraszasz wyglądem. Jeszcze pomyślą, że ubieramy się w tanich sklepach i na wyprzedażach.
Byłam wściekła. Starałam się nie wybuchnąć, ale emocje kotłowały się we mnie z całą swoją mocą. Zacisnęłam pięści i usta. Powstrzymałam się od jakiegokolwiek komentarza. Amber zaśmiała się złośliwie i zeszła na dół, kręcąc tyłkiem. Z całego serca życzyłam jej, żeby straciła równowagę i upadła na tą swoją wredną gębę. Jednak nic takiego się nie stało. 
Już chciałam wracać do siebie, gdy drzwi do pokoju Zayn'a się otworzyły i stanął w nich on sam. Okłamał mnie. Po raz kolejny. Powiedział, że zerwał z Amber, a tak naprawdę nadal byli razem. Po raz kolejny zawiódł moje zaufanie. Nie mogłam nawet na niego patrzeć. Mówił, że wszystko naprawi i że po raz kolejny mnie nie skrzywdzi. A właśnie to zrobił. Zauważył mnie, uśmiechnął się i pomachał do mnie. Spiorunowałam go wzrokiem i chciałam wejść do pokoju, jednak w jednej chwili znalazł się przy mnie i złapał mnie za rękę.
-Ej, o co chodzi? Coś nie tak? - spytał przyglądając mi się.
-Puść mnie Zayn - warknęłam - nie mam zamiaru z tobą gadać.
-Ej, ale co ja znowu zrobiłem?
-Znowu kłamiesz! - wybuchnęłam - Jak ja mam ci zaufać, skoro cały czas mnie oszukujesz?! Jak ty w ogóle możesz?! Nie jestem jakąś cholerną maszyną bez uczuć!
-Rose.. o czym ty mówisz?
-Powiedziałeś, że zerwałeś z Amber! Więc co ona tu robi? Co robiła w twoim pokoju? I dlaczego twierdzi, że przyjechała na koncert SWOJEGO chłopaka?! Mam tego dość Zayn. Nie wytrzymam kolejnych kłamstw.
-Rosalie, ty nic nie rozumiesz. To nie tak jak myślisz..
-Jasne, każdy tak mówi! A ty.. ja już nawet nie wiem co myśleć! Zaufałam ci po raz drugi i po raz drugi to zaufanie tracisz!
-Daj mi wyjaśnić! - krzyknął - Nie skreślaj mnie tak od razu! To wszystko wygląda całkiem inaczej niż ci się wydaje! Posłuchaj mnie!
-Nie mam zam..
-Ej! - nie zdążyłam skończyć, bo usłyszałam za sobą ten wspaniały, lekko zachrypnięty głos.
Zamilkłam w połowie zdania i odwróciłam się. W naszym kierunku szli Harry z Liam'em. Wyrwałam się Zayn'owi i podbiegłam do swojego chłopaka, rzucając mu się na szyję. Już po chwili czułam jego ciepłe wargi na swoich ustach i nie chciałam przerywać słodkiego pocałunku. W końcu jednak się od siebie odsunęliśmy. Harry objął mnie w talii, a Liam uśmiechnął się do nas i wszedł do pokoju mojego i Libby. Zapewne po to, żeby zrobić swojej dziewczynie mała pobudkę.
-Co się stało? - spytał Hazz - czemu się kłócicie?
-Małe, nieważne sprawy - prychnęłam - w zasadzie to już skończyliśmy.
-Nie, wcale nie skończyliśmy - powiedział Zayn twardo - nie odpuszczę, dopóki nie dasz mi wytłumaczyć.
-Tu nie ma czego tłumaczyć Malik - warknęłam.
Chłopaki wymienili porozumiewawcze spojrzenia, doprowadzając mnie tym do szału. O co tu do cholery chodziło?
-Zostawię was na chwilę - powiedział Harry i mnie puścił - będę u siebie jakby co.
-Nie będę z nim gadać - powiedziałam stanowczo - mam dość, jak na jeden dzień. 
-Rose, mam dość tych ciągłych nieporozumień między nami - powiedział Zayn, gdy Harry zniknął w swoim pokoju.
Skrzyżowałam ramiona na piersi. Weszliśmy do pokoju Mulata. Bez słowa usiadłam na łóżku, a on zaraz obok mnie. 
-Zerwałem z Amber - powiedział cicho.
-Tak, jasne - prychnęłam - i dlatego, że z nią zerwałeś przyjechała na twój koncert i wszem i wobec ogłasza, że jesteś jej chłopakiem. Daruj sobie. To żałosne.
-Rosalie, ja z nią zerwałem. Nie kocham jej. Żałuję, że dotarło to do mnie dopiero teraz, ale lepiej późno niż wcale.  Powiedziałem jej, że to koniec. Ale ona nie chce przyjąć tego do wiadomości.. nasz związek - zrobił w powietrzu cudzysłów - jest tylko i wyłącznie przed kamerami. Nie chcę teraz mieć problemów z Paulem i mediami. Mam dość jak na razie. Chcę żebyś wiedziała, że to wszystko jest udawane. Nic mnie z nią nie łączy. Nie okłamałem cię..
-Nie rozumiem cię Zayn. Jakich niby problemów? Jak kogoś nie kochasz, to chyba jasne, że zrywasz związek.. z dnia na dzień coraz mniej was ogarniam. Ten cały świat sławy mnie kiedyś ostatecznie dobije.
-Eh.. tu nic nie jest takie łatwe, jak mogłoby się wydawać. Musimy się pilnować, żeby w mediach nie wybuchła wojna.. żeby ludzie przestali rozsiewać bezsensowne plotki i niszczyć naszych bliskich. Tu nic nie jest takie banalne, jakbyśmy chcieli. Czasami naprawdę musimy się pomęczyć, żeby było dobrze. Naprawdę nie kocham Amber. To tylko udawanie. Nie mógłbym cię okłamać, bo nie chcę po raz kolejny cię stracić, rozumiesz?
-Rozumiem.. przepraszam za mój wybuch. Nie wiedziałam, że taka jest sytuacja..
-W porządku. Dobrze, że znasz całą prawdę. Wiem, że spotkam kogoś w kim się zakocham, ale to nie jest Amber. Myliłem się co do niej. Jest pustą, cyniczną i zepsutą lalą, która nie ma o niczym pojęcia. 
-Nie no w porę jesteś - zakpiłam i zaśmiałam się.
-Cieszę się, że między nami okay - powiedział Zayn z uśmiechem.
-Tak, ja też się cieszę.
Przytuliłam się do niego i w końcu poczułam ulgę. Nie chciałam się z nim kłócić. Wolałam żyć ze wszystkimi w zgodzie. Zwłaszcza teraz. 
Rozmawiałam z nim jeszcze przez chwilę i w końcu opuściłam jego pokój, kierując się do Harry'ego. Weszłam do środka bez pytania. Styles stał w samych bokserkach nad otwartą walizką i chyba myślał nad tym, co powinien ubrać. Uśmiechnęłam się pod nosem i podeszłam do niego, tuląc go od tyłu. Uwielbiałam ten jego umięśniony tors i słodki uśmiech. Byłam zakochana po uszy.
Harry szybko się odwrócił i nasze usta złączyły się w słodkim pocałunku.
-Zaraz jedziemy na próbę dźwiękową - powiedział Hazz smutno - a niezbyt chcę cię zostawiać.
-Zobaczymy się na koncercie - odpowiedziałam z uśmiechem.
-Będziesz? - w jego oczach natychmiast pojawiły się iskierki.
-Jasne, nie mogłabym tego przegapić. Będę na pewno.
-Świetnie! Ale wiesz.. kolejnej nocy nie musisz spędzać z Libby.. moje łóżko pomieści nas oboje.. no, ewentualnie trochę się ścieśnimy i będzie idealnie..
Harry zabawnie poruszył brwiami i przygryzł płatek mojego ucha. Zaśmiałam się i pocałowałam go. Było mi z nim naprawdę idealnie. 
W końcu Harry wybrał jakiś zestaw i przebrał się z niego. Samochód już na nich czekał. My miałyśmy dojechać dopiero na koncert. Pożegnałam się ze swoim chłopakiem i opuściłam jego pokój. Na korytarzu wpadałam na Libby. Przywitałyśmy się cmoknięciem w policzek i wspólnie zeszłyśmy do hotelowej restauracji. Przy barze zauważyłyśmy Amber, rozmawiającą przez telefon. Minęłyśmy ją bez słowa i usiadłyśmy przy jednym ze stolików. Zamówiłyśmy sobie jakieś śniadanie i zaczęłyśmy rozmawiać. Czas mijał dość szybko. Z Libby nigdy się nie nudziłam. Mogłam rozmawiać z nią godzinami, a i tak nie miałam dość.
W końcu musiałyśmy się zbierać. Poszłam pod prysznic, zrobiłam makijaż, ułożyłam włosy i ubrałam się w TO. Libby postawiła na TEN strój. Przybiłyśmy sobie "piątki" i opuściłyśmy swój pokój. Amber oczywiście musiała się wystroić jak na pokaz mody. Miała na sobie TO. Zmierzyłyśmy się tylko wzrokiem i wspólnie wyszłyśmy przed hotel, gdzie czekał na nas samochód i dwóch ochroniarzy. Przed dziennikarzami musiałyśmy udawać, że jesteśmy dla siebie miłe i się przyjaźnimy. Tak było po prostu łatwiej. Wymusiłyśmy sztuczne uśmiechy i pokonałyśmy ten kawałek drogi do samochodu, jakbyśmy przyjaźniły się od lat. Gdy tylko zamknęły się za nami drzwi, wróciłyśmy do ponurych wyrazów twarzy. Na szczęście auto miało przyciemniane szyby. 
Pod halą koncertową znalazłyśmy się po 15 minutach. Tłum fanek od razu zaczął piszczeć. Dziwiło mnie to. Przecież nie byłyśmy chłopcami. Byłyśmy po prostu ich bliskimi. Ale cieszyłam się, że fanki reagują tak, a nie inaczej. Kolejne sztuczne uśmiechy i uściski. Można było oszaleć. W końcu bezpiecznie znalazłyśmy się za kulisami. Gdy tylko zauważyłam Hazzę, od razu się uśmiechnęłam i podeszłam do niego. Przywitaliśmy się pocałunkiem. Widziałam, jak Amber cała w skowronkach podchodzi do Zayn'a i próbuje go pocałować, a on się odsuwa i gada z Louis'em. Na mojej twarzy pojawił się triumfujący uśmieszek. Dobrze jej tak. I dobrze, że za kulisami nie było kamer.
Koncert rozpoczął się dokładnie o 19:30. Razem z Libby i Amber stałyśmy w pierwszym rzędzie. Musiałam przyznać, że już dawno tak dobrze się nie bawiłam. Chłopaki dawali czadu i widać było, że sprawia im to przyjemność. Ich głosy idealnie ze sobą brzmiały. To było coś naprawdę niesamowitego. Najbardziej rozśmieszył mnie moment, gdy Harry oberwał stanikiem. Zdziwił się, ale po chwili poprosił Zayn'a o pomoc przy założeniu go. Przez resztę koncertu miał go na sobie. Razem z Libbs nie mogłyśmy powstrzymać śmiechu. Istne szaleństwo!
Kiedy koncert dobiegł końca, byłam padnięta, ale zadowolona. To było naprawdę niesamowite. Gdy tylko weszłyśmy za kulisy, od razu rzuciłam się na Harry'ego. Pogratulowałam też reszcie wspaniałego występu. Amber znów miała na twarzy grymas. A ja miałam ją gdzieś. Wróciliśmy do hotelu. Harry nie dał mi iść do swojego pokoju, tylko zaciągnął mnie do siebie. Mogłam się tego spodziewać, ale nie miałam nic przeciwko. Byłam padnięta i marzyłam tylko o tym, żeby zasnąć. Podczas gdy Hazza brał prysznic, ja przebrałam się w piżamę i położyłam się do łóżka. Włożyłam rękę pod poduszkę i zamknęłam oczy. Po kilku minutach materac ugiął się pod ciężarem ciała Styles'a, który przytulił się do mnie i ucałował w szyję. Uśmiechnęłam się pod nosem. Teraz mogłam zasnąć spokojnie..

___________________________________
I jest 20! Wybaczcie, że tak długo, ale wena mnie opuściła i nie wiedziałam co pisać.
Już się bałam, że skończyły mi się pomysły na to opowiadanie, ale na szczęście mam jeszcze coś w zanadrzu ^.^
Jak wam się podobało? Bo ja zadowolona nie jestem .. 
Czytasz = komentujesz!
Drastycznie spada liczba komentarzy, więc.. skoro jest was tu 220 osób to..
40 komentarzy = nowa notka! :D 
Wybaczcie, ale czasami też tak trzeba. Muszę was trochę zmobilizować ;) xoxo
Ponadto, zapraszam was na mojego aska: http://ask.fm/alexiss1D
Pospamujecie mi pytaniami? Nudno mi :C będę wdzięczna :D 
Mogą być też głupie! :D xx

A na koniec.. otworzyłam nowego bloga. Na razie nic tam nie zamieszczam, ale proszę was o dodawanie się do obserwatorów i zaznaczanie w ankiecie, kto ewentualnie będzie czytał. W zakładce "O blogu .!" dowiedzie się wszystkiego o fabule. Są tez bohaterowie. Komentarzami również nie pogardzę :D DO NASTĘPNEGO ! 







środa, 30 stycznia 2013

Rozdział dziewiętnasty ♥

-Niall, o czym ty do cholery mówisz? - spytałam drżącym głosem - w jakim szpitalu? Co się stało?
-Zasłabł na próbie. Zupełnie nagle stracił przytomność. Nie mamy pojęcia co z nim. Siedzimy na poczekalni i próbujemy się czegoś dowiedzieć. Przepraszam, że w ogóle ci o tym mówię.. nie chciałem cię martwić.
-No chyba sobie żartujesz! W jakim jesteście szpitalu?
-A jakie to ma znaczenie? Jesteśmy w Oxfordzie. Jak tylko się czegoś dowiem, to od razu dam ci znać, obiecuję. W sumie to nie wiem po co dzwonię.. Wiem, że z jesteście z Harrym blisko i to pewnie dlatego. Nie denerwuj się, proszę. Będzie dobrze.
-Muszę tam przyjechać - powiedziałam twardo - podaj nazwę szpitala.
-Rose, proszę cię..
-Nazwa Nialler! - krzyknęłam do słuchawki.
-Szpital świętej Anny. Botley Road 78.
-W porządku. Dzwoń jak tylko czegoś się dowiesz. Obiecaj mi to..
-Obiecuję. Proszę cię, uspokój się. Okay?
-Okay, postaram się.
Rozłączyłam się i rzuciłam telefon przed siebie. Libby patrzyła na mnie z przerażeniem i zdezorientowaniem. Przez tą jedną chwilę zrozumiałam coś bardzo ważnego. Kiedy Niall powiedział, że Hazza jest w szpitalu, moje serce na chwilę zamarło. A tak być nie powinno. Jednak teraz nie miałam siły się nad tym wszystkim zastanawiać.
-Co się stało? Kto jest w szpitalu? - dopytywała się Libbs.
-Harry - odpowiedziałam, wstałam i zaczęłam chodzić po pokoju - stracił przytomność na próbie. Ja muszę tam jechać.
-Zwariowałaś? Jest środek nocy! Pojedziemy rano, obie. Teraz zdajmy się na chłopaków. Poradzą sobie.
-Libby do cholery, ja muszę jechać! Nie mogę siedzieć w miejscu..
-Rose powtarzam, jest środek nocy. Poczekaj do rana, oni sobie poradzą. Z Harry'm na pewno wszystko będzie w porządku. Zaufaj mi.
-Ale...
Usiadłam zrezygnowana na kanapie i schowałam twarz w dłoniach. W tej jednej chwili.. jednej krótkiej chwili zrozumiałam, jak bardzo się myliłam. Miłość do Josha zamknęła mi oczy na inne ważne sprawy. Zasłaniałam się nią, bo nie chciałam dopuścić do siebie prawdy. Tej prawdy, która teraz we mnie uderzyłam. Mówiłam "nie kocham cię". Teraz zrozumiałam, że jest inaczej. Nie chciałam się do tego przyznać sama przed sobą. Nie chciałam się zakochać.. nie w nim. Ta miłość skazana była na niepowodzenie. Nie mogliśmy przetrwać w świecie mediów. Ludzie już mnie wyzywali, tylko dlatego, że z nimi mieszkałam. Nie chciałam więcej hejtów i upokorzeń. W ostatnim czasie moje życie całkowicie się zmieniło. Byłam inną osobą. Nie wiem czy lepszą, czy gorszą. W końcu dotarło do mnie jak bardzo zależało mi na chłopaku o niewiarygodnie pięknych, zielonych oczach. Tak, byłam zakochana. I to było moim przekleństwem.
Podniosłam wzrok i spojrzałam na zatroskaną przyjaciółkę. Widząc mój wyraz twarzy nic nie powiedziała. Po prostu usiadła obok i mocno mnie przytuliła. Nie wiem co by było, gdyby nie ona.
-Libby.. ja muszę jechać. Nie wytrzymam tutaj ze świadomością, że jemu coś grozi.. proszę, zrozum mnie..
-Okay, w porządku. Ale samej cię nie puszczę. Zbieraj się.
Popatrzyłam na nią zdezorientowana.
-No ubieraj się. Jak się pospieszysz to za góra 3 godziny będziemy na miejscu.
-W porządku. Ale jak zamierzamy tam dojechać?
-Mam samochód z pełnym bakiem. Rose rusz tyłek!
-Dziękuję - powiedziałam i jeszcze raz ją przytuliłam - nie wiem co ja bym bez ciebie zrobiła Libbs.
-Z pewnością nic - odpowiedziała z uśmiechem.
Szybko narzuciłam na siebie płaszcz, włożyłam buty i byłam gotowa. Po kilkunastu minutach już siedziałyśmy w samochodzie Libby i wyjeżdżałyśmy na główną trasę. Było naprawdę późno i obie byłyśmy śpiące, ale naszym celem był Oxford. Z jednej strony chciałam zobaczyć Hazzę i mieć pewność, że nic poważnego mu nie groziło, ale z drugiej strony bałam się tego spotkania. Bałam się tego, że nie będę potrafiła spojrzeć mu w oczy. Wiele razy krzywdziłam go mówiąc "nie kocham cię". Nie wyobrażałam sobie jaki ból musiał wtedy czuć. Próbowałam postawić się na jego miejscu, ale nie umiałam. Teraz modliłam się tylko, żeby wszystko było w porządku.
Przez całą drogę intensywnie myślałam o tym, co chciałam mu powiedzieć. W głowie układałam monolog, który zamierzałam wygłosić. To było naprawdę trudne. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak bardzo. Harry się starał, a ja go odtrącałam. Byłam ciekawa jego reakcji na moje słowa.
A może.. może nie powinnam mu mówić? Po co miałam go dręczyć? Był sławny. Jego fanki nie zostawiłyby na mnie suchej nitki, gdyby dowiedziały się, że jesteśmy parą. Byłabym skończona. W tym świecie iw tej sytuacji nie dało się podjąć słusznej decyzji. Nie byłam pewna, czy powinnam milczeć, czy raczej wszystko mu powiedzieć. To była jedna z najtrudniejszych decyzji w moim życiu. Bałam się. Bałam się tego, co miały przynieść kolejne dni. Znów odwiedziła mnie niepewność i lęk.
Josh nadal pozostawał w moim sercu. Wiedziałam, że nigdy z niego nie zniknie. Ale teraz w tym sercu pojawił się też Harry. I miałam głęboką nadzieję, że wszystko jakoś się ułoży.
       W końcu dojechałyśmy na miejsce. Oxford był naprawdę wielkim miastem. Gdyby nie to, że Libby miała w aucie nawigację, to pewnie byśmy się zgubiły. Mimo bardzo późnej pory, na drodze było jeszcze sporo samochodów. Kiedy znalazłyśmy się pod szpitalem, poczułam wielkie nerwy. Nie miałam pojęcia co robić. Ale skoro już tu byłam, to coś zrobić musiałam. Weszłyśmy do szpitalnego budynku, który świecił pustkami. W recepcji siedziała jakaś młoda kobieta, popijająca czarną kawę.
-Ja się tym zajmę - powiedziała Libbs i podeszła do niej.
Parę minut później szłyśmy już słabo oświetlonym korytarzem. Na jego końcu dostrzegłam znajome postacie. Słysząc kroki, zwrócili głowy w naszym kierunku. Na ich twarzach malowało się wielkie zdziwienie. W końcu stanęłyśmy przy nich.
-Co wy tu robicie? - spytał Liam i objął Libby - zwariowałyście? Jazda w nocy jest niebezpieczna!
-Rose, mówiłem ci przecież, że będę cię informował. Nie musiałaś się fatygować - powiedział Nialler ze skrzyżowanymi ramionami.
-Musiałam - odpowiedziałam stanowczo - wybaczcie, ale nie mogłam tak po prostu siedzieć w domu.
-A ja nie puściłabym jej samej - poparła mnie przyjaciółka - mówcie lepiej co z Harry'm.
-Nie mamy pojęcia - powiedział Zayn i wstał z krzesła, na którym siedział - lekarze go zabrali i na razie nie wyszli.
-Ale jak w ogóle do tego doszło?
-Mieliśmy próbę przed koncertem. Wszystko było OK, ale Harry w pewnym momencie źle się poczuł. Mówił, że mu słabo i opadł na kolana. Później po prostu zemdlał. Zabrało go pogotowie i od tamtej pory tu siedzimy.
Zrezygnowana usiadłam na krześle i schowałam twarz w dłoniach. Nie pamiętam kiedy ostatnio tak się martwiłam. Libby, Liam, Niall i Lou poszli do automatu po kawę. Zostałam tylko z Zayn'em.
-A więc jednak.. - powiedział chłopak cicho.
-Co jednak? - spytałam zdziwiona.
-Harry tego dokonał. Rozkochał cię w sobie. Zawsze mu się udaje.
-Nie mam pojęcia o czym mówisz - powiedziałam obojętnie.
-Daj spokój Rose. Nie kłam. Mnie nie musisz oszukiwać. Widzę w jakim jesteś stanie.
 -Harry jest moim przyjacielem. To chyba jasne, że się o niego martwię Zayn.
-Kochasz go.
-Ja wcale.. - przerwałam w połowie zdania i zamilkłam.
Schyliłam głowę bez słowa, a Zayn po prostu się uśmiechnął. Tak, kochałam Harry'ego. Zbyt długo okłamywałam sama siebie.
-Proszę cię, nie gadajmy o tym. Nie mam na to ochoty..
-W porządku. Życzę wam szczęścia. Mam nadzieję, że będzie ci z nim dobrze. Zasługujesz na kogoś, kto naprawdę będzie cię kochał. A widać, że Styles ma bzika na twoim punkcie.
-Daj spokój Zayn. Ja nie mogę z nim być.
-Co? Dlaczego?
-Nie wyobrażam sobie tego! Wy.. jesteście sławni. Zna was cały świat! Nie pasuję tutaj. Ludzie by mnie zniszczyli. Nienawidziliby mnie tylko dlatego, że bym z nim była. Nie chcę tego..
-Rose, tak jest zawsze. Hejterzy zawsze będą hejtować. Sława ma swoją cenę. Ale są też ludzie, którzy nam kibicują. Są tacy, którzy cieszą się naszym szczęściem i nas wspierają. To na nich powinniśmy się skupić. Zaufaj mi. My zawsze będziemy z wami. Inni się nie liczą. Ważne jest to, byś ty była szczęśliwa. Wszystko inne nie ma znaczenia.
-A jak było z tobą i Amber?
-Na początku było trudno.. fanki nie mogły przyzwyczaić się do myśli, że kogoś mam. Na Amber leciało sporo hejtów. W internecie wypisywali na nią niezłe świństwa. Aż szkoda było to czytać. To bolało zarówno ją, jak i mnie. Bo nie mogłem znieść myśli, że ludzie nienawidzili jej bez powodu. Z Liam'em i Libby było to samo. Ale po jakimś czasie to się uspokoiło i prawie wszystko wróciło do normy. Nadal są osoby, które jej nie znoszą, ale nie zwracamy na to uwagi. Skupiamy się na tych, którzy dobrze nam życzą. I jest okay. Z wami też będzie. Początki zawsze są trudne, ale potem jest już tylko lepiej.
-Sama nie wiem.. a zresztą nieważne. Skończmy temat.
-Okay, nie ma sprawy.
W tym momencie wróciła reszta. Niall wręczył mi plastikowy kubek z gorącą czekoladą i usiadł obok. Uśmiechnęłam się do niego i upiłam łyk ciepłego płynu. Od razu zrobiło mi się cieplej.
W końcu drzwi się otworzyły i z jednej z sal wyszedł lekarz i trzy pielęgniarki. Od razu stanęliśmy na nogi. Mężczyzna podszedł do nas, gdy tylko nas zauważył.
-Czy jest tu ktoś z rodziny tego chłopaka? - spytał.
-Nie.. - odpowiedział mu Liam - jesteśmy jego przyjaciółmi. Ale Harry jest dla nas jak brat.
Reszta pokiwała głowami na znak, że się z nim zgadzają. Lekarz tylko westchnął.
-Dobra, niech wam będzie.
-Więc.. co z nim? - spytałam zmartwiona.
-Już wszystko w porządku. Odzyskał przytomność. Nie znamy jeszcze przyczyny omdlenia, ale pobraliśmy mu krew i wszystko będziemy wiedzieć jutro. Na razie u nas zostaje.
-A możemy do niego wejść? - spytał Louis z nadzieją.
-Możecie, ale nie na długo. Chłopak musi odpoczywać.
-Jasne, nie ma sprawy - powiedział Niall.
Lekarz tylko skinął głową i odszedł. Chłopaki weszli jako pierwsi, a my chwilę po nich. Od razu zrobili wokół niego grupkę i wspólnie go przytulili. Dopiero gdy się odsunęli, mogłam go zobaczyć. Siedział na szpitalnym łóżku i wpatrywał się we mnie z niedowierzaniem. Uśmiechnęłam się niepewnie i podeszłam do niego.
-Cześć Harreh.. - powiedziałam cicho.
-Ściągnęli cię tu aż z Londynu?
-Nie.. sama przyjechałam.. jak się czujesz?
-Już lepiej.. ale nie musiałaś przyjeżdżać.
-Wiem, ale chciałam..
-To my was zostawimy samych - powiedział Zayn i skinął na resztę - trzymaj się Styles. Wpadniemy jutro. I lepiej, żeby ci nic nie było.
Po tych słowach opuścili salę. Wyłapałam przyjazne spojrzenie Malika. Wiedziałam, że może coś takiego ukartować.
-Zaczekamy na ciebie - szepnęła do mnie Libby i również wyszła.
Zostaliśmy sami.
Harry ciągle na mnie patrzył. Niepewnie usiadłam obok niego na łóżku. Przez dłuższą chwilę żadne z nas się nie odezwało. I tak nie wiedziałam, co powiedzieć. Po prostu patrzyliśmy przed siebie.
-Dlaczego? - spytał w pewnym momencie.
-Ale co?
-Dlaczego przyjechałaś?
-Bo.. martwiłam się o ciebie. Chciałam mieć pewność, że nic ci nie jest.
-To miłe.. ale przecież nie musiałaś.. zadzwoniłbym..
-Musiałam Harry - powiedziałam stanowczo - po prostu musiałam..
Chłopak odwrócił głowę w moją stronę i wpatrywał się we mnie swoimi zielonymi oczami. Nie mogłam wytrzymać jego spojrzenia. To było trudniejsze niż myślałam.
-Czy jest coś, o czym powinienem wiedzieć? - spytał niepewnie.
-Nie wiem..
-Rose, co się dzieję? I nie mów, że nic, bo widzę, że coś jest nie tak. Mnie nie oszukasz. Dobrze cię znam..
-Jak widać niezbyt dobrze. Eh.. to nic takiego. Teraz masz swoje problemy. Nie będę cię obarczać swoimi..
-Tak łatwo ze mną nie ma Rosalie. Powiedz mi, co się dzieje. Przecież wiesz, że zrobię dla ciebie wszystko.
W końcu niepewnie odwróciłam się w jego kierunku. Patrzyliśmy sobie prosto w oczy. W jego zielonych tęczówkach można było utonąć. Widziałam w nich zaufanie, czułość i zmartwienie. Nie wiem, co on wyczytał w moich. Po prostu na siebie patrzyliśmy, bo żadne z nas nie umiało powiedzieć nawet słowa.
-Powiedz mi o co chodzi.. - powiedział Harry cicho.
I co teraz? Powiedzieć, czy się wstrzymać? Zaryzykować, czy zostać w cieniu? Ujawnić się, czy pozostać w ukryciu?
Miałam dość tego wszystkiego. Przypomniałam sobie rozmowę z Zayn'em. Miał rację. Początki zawsze bywały trudne. Tylko czy ja zasługiwałam na szczęście? Czy zasługiwałam na to, by w końcu żyć normalnie i nie martwić się o kolejne dni? Chciałam tego. Chciałam być zwykłą dziewczyną ze zwykłymi problemami. Musiałam coś zrobić. Do odważnych świat należy. Wzięłam głęboki oddech i po prostu zaczęłam mówić.
-Kiedy Nialler do mnie zadzwonił i powiedział, że jesteś w szpitalu, myślałam, że nie wytrzymam. Cholernie się o ciebie bałam, wiesz? I sama do końca nie wiem, co się ze mną stało.. to wszystko spadło na mnie tak szybko.. wiedziałam, że muszę do ciebie jechać i przekonać się, że wszystko z tobą w porządku.. nie umiałam inaczej! Po prostu nie umiałam. Od śmierci Josha myślałam tylko o nim i o tym, że nadal jest dla mnie najważniejszy. W moim sercu zajmował pierwsze miejsce i nikogo więcej nie chciałam tam wpuszczać.. nie chciałam się zakochać, bo myślałam, że to będzie nie fair względem niego.. ja.. nie mogłam. Przepraszam, że cię krzywdziłam.. przepraszam, że cię odtrącałam.. i przepraszam, że tak długo zajęło mi dojście do wniosku, że też cię kocham..
Po moich słowach zapadło milczenie. W moich oczach pojawiły się łzy. Nigdy nie umiałam radzić sobie z emocjami. Wstałam z łóżka i podeszłam do okna. To naprawdę było trudne.
Nagle poczułam za sobą jego obecność. Bez problemu odwrócił mnie w swoją stronę. Uśmiechał się. Złapał mnie w talii i przyciągnął do siebie. Nasze usta złączyły się w długim, słodkim pocałunku, którego nie chciałam przerywać. Po raz pierwszy całowałam go ze świadomością, że to właśnie jego potrzebuję. Mogłam mydlić sobie oczy tym, że był tylko przyjacielem. Ale to była nieprawda. Był kimś o wiele więcej.
-Nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak długo czekałem, aż w końcu mi to powiesz - powiedział i mocno mnie do siebie przytulił.
Wtuliłam się w jego umięśniony tors i zamknęłam oczy. Poczułam się na swoim miejscu. W jego ramionach było mi idealnie. Mruknęłam tylko pod nosem i nie odrywałam się od niego. Harry ucałował mnie w czubek głowy.
-Więc.. tak oficjalnie.. - zaczął Hazza cicho - zostaniesz moją dziewczyną?
-Nie wiem jak to będzie Harry.. - odpowiedziałam równie cicho - nie wiem, czy nasz związek przetrwa..
-Kocham cię i zrobię wszystko, by było dobrze. Nie martw się.. mam tylko jedno marzenie.
-Jakie?
-Żeby być z tobą. Żebyś była moja. Spełnisz to marzenie?
-Ja.. - zawahałam się.
 Nastała chwila ciszy. Harry czekał na moją odpowiedź. Czułam, jak napinają mu się mięśnie. Chciałam z nim być, ale ciągle miałam jakieś wątpliwości. W końcu jednak musiałam podjąć decyzję. I to właśnie zrobiłam.
-Tak - odpowiedziałam w końcu i spojrzałam na niego - tak, chcę z tobą być. Kocham cię.
-Ja ciebie też. I w końcu mogę mówić to bez żadnych ograniczeń.
Hazza pochylił się nade mną i czule mnie pocałował. Uwielbiałam smak jego ust. Wpiłam się w nie, a on przyciągnął mnie do siebie i błądził rękami po moich plecach. Objęłam go za szyję i przylgnęłam do niego. Było mi naprawdę dobrze. Po raz pierwszy od dłuższego czasu czułam się na swoim miejscu. 
Przerwało nam pukanie do drzwi. Niechętnie się od siebie odsunęliśmy. W progu pojawił się lekarz.
-Koniec odwiedzin - powiedział - wybacz, możesz wrócić jutro. No, właściwie to dziś bo już po północy. A Ciebie Harry zapraszam do zabiegowego. Już.
-Tak jest panie doktorze - powiedział Hazza.
Ostatni raz go pocałowałam i wspólnie wyszliśmy z jego pokoju. Uśmiechnęliśmy się do siebie słodko po czym on skierował się do zabiegówki, a ja podeszłam do przyjaciół, którzy siedzieli na krzesłach.  Na mój widok od razu wstali i zaczęli mi gratulować. Nie miałam pojęcia skąd wiedzieli, ale domyślałam się, że była do sprawka Malika i Libby. Nie wiedziałam jak to wszystko się potoczy, ale miałam wielką nadzieję, że wszystko będzie dobrze. 
W końcu opuściliśmy szpital. Chłopaki zdążyli już zadzwonić do Paula i poinformować go o tym, że przyjechałyśmy. Załatwił nam pokój obok chłopaków. Oni wsiedli do swojego samochodu, a my do Libby. Jechałyśmy centralnie za nimi, żeby się nie zgubić.
-Więc.. oficjalnie ty i Harry jesteście parą? - spytała mnie przyjaciółka.
-Na to wygląda - odpowiedziałam - ale na razie wiecie tylko wy.. nie chcę od razu wycieków do mediów. Chociaż i tak wiem, że znajdą sposób, żeby się czegoś dowiedzieć. Ale o to będę martwić się później.
-Przyznam ci się, że ja od początku wiedziałam, że między tobą i Harrym coś będzie. Po prostu to czułam.. i jak widać się nie myliłam.
-Jak ty to robisz, że zawsze wszystko wiesz? Jesteś jakimś jasnowidzem czy co? 
-Nie wiem.. talent wrodzony.
Zaśmiałyśmy się obie i przez resztę drogi gadałyśmy o głupotach. W końcu dojechałyśmy pod hotel i po kilkunastu minutach byłyśmy już w swoim apartamencie. Pożegnałyśmy się z chłopakami i po prostu usiadłyśmy nas swoich łóżkach.
-Więc.. co zamierzamy teraz zrobić? - spytałam - z samego rana wracamy do Londynu?
-Nie ma nawet takiej opcji! Jak już tu jesteśmy, to wybierzemy się na koncert chłopaków. Jeszcze nigdy nie byłaś, prawda?
-No nie..
-Więc nadarza się idealna okazja! Harry na pewno wyjdzie ze szpitala i wszystko będzie super. Wrócimy później. No chyba, że gdzieś się spieszysz..
-Nie, coś ty. Chętnie pójdę na ich koncert.
-A więc plan gotowy! A teraz wybacz, ale ja idę spać. Mam kompletnie dość. Jestem zmęczona i padnięta. Widzimy się rano. 
-Okay, dobranoc..
Podczas gdy Libby spokojnie zasypiała, ja przewracałam się z boku na bok i nie mogłam usnąć. Ciągle myślałam o tym, co się wydarzyło. Byłam dziewczyną Harrego. I to tak na poważnie. Nigdy nie pomyślałabym, że mogłoby dojść do czegoś takiego. A jednak to się stało. Martwiłam się o to, co przyniosą kolejne dni, ale.. byłam szczęśliwa. I mogłam to powiedzieć z całym przekonaniem. Na samo wspomnienie naszego ostatniego pocałunku, uśmiech pojawiał mi się na twarzy. W końcu udało mi się zasnąć. 
 
~Zayn~

A więc Rose jednak była zakochana w Harrym. Tego można się było domyślić. Zawsze dostawał to, czego chciał. Gdy podobała mu się jakaś dziewczyna, to choćby nie wiem jak się broniła, i tak była jego. Myślałem, że tym razem będzie inaczej, jednak się myliłem. Harry był moim przyjacielem, którego traktowałem jak brata. Zawsze mu kibicowałem. Na Rose również mi zależało. Na początku naszej znajomości myślałem, że między nami mogłoby coś być. Podobała mi się. Jednak szybko doszedłem do wniosku, że będziemy tylko przyjaciółmi. Była dla mnie bardziej jak siostra, którą chciałem bronić i jej pomagać. Chciałem być blisko, żeby wiedziała, że zawsze może na mnie liczyć. Ale to było wszystko. Życzyłem im szczęścia. Chciałem, żeby im się ułożyło. Rosalie z pewnością zasługiwała na to, by w końcu żyć normalnie. I miałem nadzieję, że Harry niczego nie spieprzy. 
Kiedy dojechaliśmy do hotelu, od razu poszliśmy do swoich pokoi. Jedyną rzeczą, na którą miałem ochotę, było pójście spać. Następnego dnia mieliśmy dawać koncert, a ja byłem tak padnięty, że na nic nie miałem siły. Ściągnąłem ubrania i położyłem się w wygodnym łóżku. Już chciałem zasypiać, ale usłyszałem dźwięk dzwonka telefonu. Zakląłem pod nosem i spojrzałem na wyświetlacz. No tak, tylko Amber była na tyle genialna, żeby dzwonić do mnie po północy. Wkurzony wcisnąłem zieloną słuchawkę.
-Niektórzy chcą spać - rzuciłem ostro na powitanie.
-Już się tak nie wściekaj. Mam ważną sprawę.
-Jaką sprawę chcesz załatwiać w środku nocy do cholery?! Nie łaska poczekać do rana?
-Malik weź się uspokój! Do tej pory się tak do mnie nie odnosiłeś.. co ja ci takiego zrobiłam, że z dnia na dzień zacząłeś mnie nienawidzić!?
-Mniejsza z tym - mruknąłem - co to za sprawa?
-Mam przyjeżdżać na wasz koncert? Bo było coś planowane, ale nie jestem pewna.. dlatego chciałam spytać. To wszystko.
-W mediach jest już informacja, że będziesz na tym koncercie, więc.. tak, masz przyjechać. 
-Pff.. super. Zacznie się udawanie szczęśliwej i zakochanej parki przed kamerami. To znaczy w twoim wypadku będzie to udawane. Ja naszego związku nie przekreśliłam i nadal cię kocham. To ty masz jakieś zastrzeżenia. 
-Jasne, jasne. 
-Nie mam pojęcia co się z tobą stało Zayn. Ale dowiem się tego. Mogę ci to obiecać. Jeszcze będziesz mój. Nie skreślaj nas tak szybko.
-Daj spokój Amber. Najlepiej idź spać. Dobranoc.
Nie czekając na jej odpowiedź, zakończyłem połączenie i wyłączyłem telefon. Chciałem mieć choć chwilę spokoju. Kiedyś, gdy myślałem o Amber czułem miłość, sympatię i zaufanie. Była dla mnie kimś naprawdę ważnym. Zależało mi na niej. Ale teraz.. myśląc o niej, czułem tylko pustkę. I nic poza tym. Między nami tak naprawdę nic nie było. Zobaczyłem, jaka jest naprawdę. I wcale mi się to nie spodobało. 
Zamknąłem oczy i wsłuchiwałem się w ciszę, która panowała w moim pokoju. Wiedziałem, że gdzieś na świecie żyła dziewczyna, która była przeznaczona specjalnie dla mnie. Moim zadaniem było ją odszukać. Wiedziałem, że istnieje. Czułem to. I z taką myślą zasnąłem..

~Harry~ 

Nie mogłem uwierzyć w to, co się stało. Rose tyle razy mówiła, że mnie nie kocha i że nic między nami nie będzie. Raniła mnie tymi słowami. Chyba nawet nie wiedziała, jak bardzo. Bolało mnie to, że nie mogłem jej przytulić, pocałować czy zwyczajnie objąć. Jej przyjaźń znaczyła dla mnie wiele. Chciałem, by była szczęśliwa. Kochałem ją z całego serca.
Nie wiem, co stało się na próbie. W pewnym momencie źle się poczułem i zemdlałem. Zdarzyło mi się to po raz pierwszy. Lekarze zrobili mi całą masę badań i różnych testów. Wyniki miały przyjść następnego dnia. Miałem głęboką nadzieję, że wszystko będzie w porządku. Nie chciałem zawalić koncertu i zawieść fanów. Muzyka i śpiew były moim życiem.
Kiedy zobaczyłem Rose w swojej sali, byłem naprawdę zdziwiony. Kompletnie się jej nie spodziewałem. Nie sądziłem, że dla mnie będzie w stanie przyjechać aż z Londynu. Od razu zrobiło mi się ciepło na sercu. Później było już tylko lepiej. Kiedy w końcu z jej ust usłyszałem "kocham cię" nie mogłem przestać się uśmiechać. W końcu była moja! W końcu bez ograniczeń mogłem ją pocałować. W końcu mogłem czuć przy sobie jej bliskość, której tak bardzo mi brakowało. Wiedziałem, że będzie trudno. Fanki ciężko znosiły fakt, że się z kimś wiążemy. Ale będą musiały to jakoś przeboleć. Kochałem Rose i chciałem z nią być. Obiecałem sobie, że zrobię wszystko, by była szczęśliwa. Bo zasługiwała na to, jak nikt inny.  Była naprawdę wspaniałą osobą. A ja byłem szczęściarzem, że mogłem ją mieć tylko dla siebie .. 

_______________________________
Parampampam.. :D No i jest 19.. :D 
Dziękuję za wszystkie komentarze pod ostatnim rozdziałem! :) Bardzo miłee <3
Mam nadzieję, że ta notka również wam się podobała.. starałam się, żeby wyszła jako tako.. xd
Czytasz = komentujesz !
Proooszęę.!

A teraz mam do was 2 sprawy..
1. Razem z Edytą założyłyśmy fanpage na Facebooku. Jeżeli macie konta to śmiało klikajcie LUBIĘ TO! :D Please, będzie nam bardzo miło ;) Zrobicie to dla mniee.? 

2. W mojej głowie zrodził się pomysł na nowe opowiadanie. Da bum tss.. xd Tak właśnie. Mam już prolog i kilka rozdziałów, żeby mieć coś w zanadrzu. Kieruję do was pytanie: chcecie nowe opowiadanie? Czytałybyście je? No bo gdybyście nie chciały, to nie miałabym po co go pisać.. xd
Tak więc czekam na wasze zaznaczenia w ankiecie. Jeżeli chcecie czytać - kliknijcie "I want!" :) Blog zaczynałabym tak w połowie marca, bo na razie chcę się skupić na tym opowiadaniu :) 
Czekam na komentarze!
KOCHAM WAS! < 3  




czwartek, 24 stycznia 2013

Rozdział osiemnasty ♥

Rano obudziłam się wtulona w Harry'ego. Jego silne ramiona mocno mnie obejmowały. Chłopak jeszcze słodko spał. Nasze twarze były centralnie naprzeciwko siebie. Poczułam się dziwnie. Wyglądał tak niesamowicie słodko, że nie mogłam oderwać od niego wzroku. Nie mam pojęcia, co działo się w mojej głowie w tamtej chwili. Jak najdelikatniej wstałam z łóżka i pobiegłam do swojego pokoju po aparat. Wzięłam go i wróciłam do śpiącego Lokersa. Zrobiłam mu kilka zdjęć, na których wyglądał jak śpiący aniołek. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Nagle Harry się poruszył. Momentalnie wycelowałam w niego obiektyw i czekałam aż się obudzi. Kiedy w końcu otworzył oczy, od razu wcisnęłam przycisk i fotografia była gotowa. Hazza od razu oprzytomniał i spojrzał w aparat, a ja zrobiłam kolejne ujęcie.
-Ej! - krzyknął i chciał wyrwać mi aparat, ale była szybsza.
Ze śmiechem wybiegłam z jego pokoju. Słyszałam, że jest zaraz za mną. I tak nie miałam szans. Po chwili poczułam jego dłonie w talii i uniosłam się do góry. Znalazłam się na jego rękach. Ciągle się śmiałam, ale aparat kurczowo trzymałam w dłoniach.
-Czy wiesz na co się narażasz? - spytał Hazz z chytrym uśmieszkiem.
-Nie mam pojęcia - odpowiedziałam - przecież nic mi nie zrobisz.
-Nie? A chcesz się przekonać?
-Oj daj spokój Styles.
-Usuń te zdjęcia.
-Nie ma takiej opcji - odpowiedziałam i wystawiłam mu język - za słodko na nich wyglądasz.
-Sama tego chciałaś Rose.
-Zaraz, chwila. Ale czego chciałam?
Nie odpowiedział tylko uśmiechnął się złośliwie. Ze mną na rękach zbiegł po schodach. Zaczęłam piszczeć, bo już wiedziałam, co mnie czeka. Tak jak się domyśliłam znaleźliśmy się nad basenem. Nadal trzymałam w rękach aparat.
-Ej! Nie rób mi tego! - krzyknęłam - ten sprzęt kosztował fortunę!
-Och.. chętnie się nim zaopiekuję. Wystarczy, że mi go oddasz.
-Bardzo śmieszne!
-Naprawdę bardzo. To jak? Oddasz mi go czy będziesz z nim pływać?
-Gr.. jesteś okropny.
-Wiem - powiedział wyszczerzony.
-A wyszły takie słodkie zdjęcia.. no cóż. Jak je usuniesz to cię zabiję.
-Mam się bać?
-Radzę ci.
-Zabawna jesteś.
-W internecie jest pełno twoich zdjęć. Nawet bardzo kompromitujących, a ty przejmujesz się słodką fotką jak śpisz? Jesteś nieogarnięty.
-Czasami tak.
Przekomarzaliśmy się tak jeszcze chwilę, ale w końcu oddałam mu aparat. Postawił mnie na ziemi. Skrzyżowałam ramiona na piersi i stanęłam nad brzegiem basenu.
-Daj spokój - powiedział z uśmiechem i zaczął się do mnie zbliżać - nie złość się na mnie. Wolę jak się uśmiechasz.
-Jesteś potworem - burknęłam.
-Ja? Skąd. Po prostu się odwdzięczam.
-Ale za..
Nie skończyłam, bo w tym momencie Harry pchnął mnie do tyłu. Z wielkim pluskiem wpadłam do zimnej wody. Nie zamierzałam puszczać mu tego płazem. Takie rzeczy to nie ze mną. Posiedziałam trochę dłużej pod wodą i zupełnie nagle się wynurzyłam, machając rękami i udając, że się topię.
-Harry! - krzyknęłam z udawanym przerażeniem - ja nie umiem pływać! Ty idioto!
Chłopak zareagował od razu. Położył aparat obok, zdjął podkoszulek i po chwili był już przy mnie, próbując mnie ratować. W jego oczach widać było strach i przerażenie. Punkt dla mnie. Próbował mnie objąć, ale mu nie dałam. Złapałam go za głowę i wsadziłam ją pod wodę. Na początku był zdezorientowany, ale w końcu zaczął się bronić. Niestety był silniejszy i po chwili to ja zostałam podtopiona. Zaczęliśmy się chlapać i uciekać przed sobą. Była przy tym cała masa śmiechu. Już dawno się tak dobrze nie bawiłam.
-Jesteś niemożliwa - powiedział do mnie Harreh - czy masz pojęcie jak się o ciebie martwiłem?
-Nie trzeba było bez ostrzeżenia wrzucać mnie do wody. Masz za swoje. Należało ci się.
-Doprawdy?
Byliśmy przy ścianie basenu. Nie miałam dokąd uciec. Harry był w niebezpiecznej odległości.  Patrzyłam w jego zielone oczy, pełne czułości i ufności. Co czułam w tamtej chwili? Nie mam bladego pojęcia. Ale wiedziałam, co się stanie. Hazza przybliżył się jeszcze bardziej. Nasze usta dzieliły centymetry. Nie mam pojęcia co się ze mną działo. Chyba zwariowałam. Nie protestowałam, gdy usta przylgnęły do moich. Odwzajemniłam pocałunek. Czułam się naprawdę dobrze. Jego język błądził po moim podniebieniu. Więc czemu w jednym momencie mocno go od siebie odepchnęłam? Bo przecież go nie kochałam! Nie mogłam się tak zachowywać. To było wbrew wszystkiemu. Nie mogłam łamać własnych zasad! Bez słowa podpłynęłam do drabinki i wyszłam z basenu.
-Rose, poczekaj! - usłyszałam jego głos.
Byłam już prawie przy drzwiach i nie zamierzałam się zatrzymywać, ale Harry mnie do tego zmusił. Podbiegł do mnie, złapał za rękę i odwrócił w swoim kierunku.
-Obiecałeś, że więcej tego ni zrobisz! - wytknęłam mu - Dlaczego znów musisz wszystko komplikować?! Kiedy dotrze do ciebie, że nic między nami nie będzie?!
-Ja.. nie chciałem. To było silniejsze ode mnie! Zawsze przy tobie robię coś głupiego. Przepraszam..
-Zapomnij o tym - powiedziałam chłodno - po prostu zapomnij. To się nie wydarzyło. Czy my naprawdę nie możemy być normalnymi przyjaciółmi? Zawsze wszystko będzie się gmatwać?
-Ja.. nie wiem..
-Ja też nie. Mam dość.
Wyrwałam mu się i wyszłam. Wszyscy siedzieli już w kuchni i jedli śniadanie. Z tego, co udało mi się usłyszeć, dowiedziałam się, że już za godzinę mieli wyjechać do Oxfordu na wywiady, koncerty, spotkania z fanami i promocję płyty. A ja miałam zostać całkiem sama Choć w sumie tak było lepiej. Przynajmniej będę mogła przemyśleć kilka spraw. Bo to, co się teraz działo, zdecydowanie nie było normalne. Zamknęłam się w swoim pokoju i poszłam do łazienki. Zdjęłam mokre ubrania, które rozwiesiłam na suszarce i weszłam pod prysznic. Umyłam się i otuliłam miękkim ręcznikiem. Wytarłam mokre ciało, ubrałam bieliznę i narzuciłam na siebie bluzę. Rozczesałam i wysuszyłam włosy, po czym poszłam do garderoby i ubrałam się w TEN zestaw. Wróciłam do łazienki i zrobiłam delikatny makijaż. I właśnie w tym momencie usłyszałam, jak chłopaki mnie wołają. Odłożyłam kosmetyki na półkę i zeszłam na dół. Chłopcy byli już ubrani i czekali na mnie przy schodach. Ochrona wynosiła ich bagaże.
-Pożegnałabyś się z nami a nie w pokoju siedzisz - powiedział Nialler i udał obrażonego.
-Oj, przecież wiesz, że was kocham - powiedziałam z uśmiechem.
-A kto nas nie kocha? - spytał Zayn.
Zaśmiałam się i przytuliłam każdego po kolei. Harry był na końcu. Patrzył na mnie przepraszającym wzrokiem. Bez słowa się do niego przytuliłam. Jego obecność zawsze dziwnie na mnie wpływała.
-To się nie powtórzy - szepnął mi do ucha - tym razem przysięgam. Nie stracę cię po raz kolejny.
-W porządku - odszepnęłam i odsunęłam się od niego.
Wymieniliśmy się uśmiechami i w końcu poczułam się nieco lepiej. 
-Poradzisz sobie sama? - spytał Liam z troską.
-Daj spokój Daddy - powiedział Louis i poklepał go po ramieniu - jest dużą dziewczynką i wie co robić. Jak coś to mamy Disney Channel, więc się nie będzie nudzić. A poza tym Kevin jej przypilnuje!
-No dobra, okey.
-Ej kuzynka, tylko uzupełnij lodówkę! - powiedział Nialler.
-Spokojnie głodomorze. Jak wrócisz będzie pełna.
-Uff. Będę spokojny.
Rozmawialiśmy jeszcze przez chwilę, ale w końcu musieli iść, żeby nie spóźnić się na samolot. Każdego z nich jeszcze raz przytuliłam i patrzyłam, jak odchodzą, ciągle się szturchając.
Zostałam sama.
Sama w tym ogromnym domu, który szczerze mnie przerażał.
Na szczęście tego dnia byłam umówiona z Libby. Bo nie wiem czy wytrzymałabym sama. Poszłam do swojego pokoju i włączyłam laptopa. Zalogowałam się na różnych stronach i przeglądałam ich zawartość. Niektóre plotki doprowadzały mnie do szału. "Kim tak naprawdę jest kuzynka Niall'a Horana z One Direction?" i tego typu artykuły czytałam, śmiejąc się z głupoty dziennikarzy. W końcu wkurzyłam się i zamknęłam laptopa. Nie miałam co ze sobą zrobić. Nagle dostałam sms'a od Libby. Jego treść brzmiała: "Szykuj się! Będę za 15 minut :) xx".Odetchnęłam z ulgą i zeszłam na dół. Zdążyłam zjeść jabłko i napić się wody. W końcu na podjeździe usłyszałam dźwięk silnika i odgłos parkowania. Był też klakson. Umyłam ręce i poszłam się ubrać. Chłopaki na szczęście zostawili mi klucze, choć ochroniarze i tak cały czas stali pod domem. Ochronę miałam zapewnioną, więc niczym nie musiałam się martwić. W końcu wsiadłam do samochodu przyjaciółki. Przywitałam się z nią całusem w policzek i odjechałyśmy. W radiu leciały piosenki chłopaków. Przez całą drogę do salonu kosmetycznego się wygłupiałyśmy. A kiedy znalazłyśmy się na miejscu, nie chciało nam się nawet wysiadać. Jednak chęć odrobiny relaksu zwyciężyła. Był koniec lutego, a na chodniku nie leżała nawet mała garstka śniegu. Nic nie wskazywało na to, że była jeszcze zima. Jak dla mnie to lepiej. Zawsze wolałam lato i wysokie temperatury. 
W końcu weszłyśmy do salonu. Wnętrze było przestronne i bardzo elegancko urządzone. Od razu podeszły do nas jakieś dwie młode dziewczyny. Wytłumaczyłyśmy im o co nam chodzi, a one z uśmiechami na twarzach zaprowadziły nas do innego pomieszczenia. Zapowiadał się naprawdę fantastyczny dzień. Nie miałam zbyt wielu pieniędzy. Tylko swoje oszczędności i to, co dała mi mama jeszcze poprzednim razem. Postanowiłam poszukać jakiejś pracy, bo nie mogłam wiecznie żyć na pieniądzach mamy. Musiałam w końcu dorosnąć.
Zajęły się nami dwie naprawdę bardzo miłe kobiety. Miałyśmy oczyszczające maseczki, masaż, manicure i saunę. Dzień mijał w naprawdę miłej i przyjemnej atmosferze. Z Libby bawiłam się świetnie. Doskonale się dogadywałyśmy i byłam naprawdę szczęśliwa, że mam kogoś takiego jak ona. Bo bez niej byłoby ze mną źle. 
W końcu zapłaciłyśmy i z wielkimi uśmiechami na twarzach opuściłyśmy salon. Nie chciałyśmy się jeszcze rozstawać, dlatego pojechałyśmy do najbliższej kafejki i zamówiłyśmy sobie po caffee machiato. Siedząc na wygodnych fotelach w przytulnym lokalu zaczęłyśmy rozmawiać. Wiedziałam, że mogę jej ufać. Nie radziłam sobie z własnymi emocjami i musiałam w końcu z kimś o nich pogadać. A Libby na pewno by mnie zrozumiała. Była naprawdę wyjątkową osobą. Nie musiałam nawet zaczynać tematu. Zrobiła to za mnie.
-Rose, czy wszystko z tobą w porządku? Bo nie wiem dlaczego, ale mam przeczucie, że chcesz o czymś pogadać. Mam rację?
-Jak ty to robisz, że zawsze wszystko wiesz?
-Po prostu jestem takim typem człowieka. Co jest? Coś nie tak z chłopakami? 
-Nie.. to znaczy nie z wszystkimi..
-Harry? 
Skinęłam tylko głową i schyliłam ją. W tym momencie przystojny kelner przyniósł nam nasze zamówienia. Pożegnałyśmy go uśmiechem i spojrzałyśmy na siebie.
-Rose, wiesz, że możesz mi bezgranicznie ufać prawda? - kontynuowała Libbs - zrobię wszystko, żeby choć odrobinę ci pomóc. 
-Wiem. Ja już po prostu nie wiem co mam robić. To wszystko mnie przytłacza. Wiesz jak na początku było ze mną i Harry'm. Nie cierpiałam go. Wkurzał mnie i działał mi na nerwy tymi swoimi durnymi odzywkami i zachowaniem. Nie dało się z nim wytrzymać. Ale odkąd przyleciał do Mullingar.. odkąd tak jakby uratował mi życie.. to się zmieniło. Poznałam go z całkowicie innej strony. Stał się moim przyjacielem, ale.. on mi wyznał, że mnie kocha. Libby, ja poważnie nie wiem co mam robić. Zawsze w jego towarzystwie czuję się dziwnie. A dzisiaj.. pocałował mnie. A ja go nie odtrąciłam. Po prostu mu się oddałam. A to nie tak miało być! Przecież ja.. i on.. to nie może tak być. Ja go nie kocham. Nie mogę go kochać do cholery! To byłoby samobójstwo.. już sama nie wiem co robić. Poważnie. Boję się tego.. to mnie przerasta. W głowie mam kompletny mętlik, z którym nie umiem sobie poradzić..
-Kochanie, a może to nie jest tak jak ci się wydaje? Może wreszcie przestaniesz się oszukiwać i przyznasz sama przed tobą, że on wcale nie jest ci obojętny? 
-Co? Nie. Błagam, nawet tak nie mów! 
-Ale dlaczego? Rose, naprawdę cię nie rozumiem. Skoro on cię kocha, to dlaczego..
-Przestań - przerwałam jej - ja nie mogę z nim być. On jest sławny! Wiesz co by wybuchło w mediach? Huragan, burza z piorunami, tornado i tak dalej. Ja.. nie chcę go krzywdzić.. nie chcę żeby przeze mnie cierpiał. W moim sercu nadal chowam Josh'a i choćbym chciała to i tak nigdy o nim nie zapomnę. Ja.. nie jestem gotowa żeby znowu coś zaczynać.. nie dam rady..
-Dlaczego od razu zakładasz, że będzie źle? Spójrz. Ja jestem z Liam'em, bo kocham go jak nikogo innego na świecie. Początki były trudne. Nie byłam aż tak bardzo znana. Ludzie rozpoznawali mnie z wystaw moich obrazów i zdjęć. I na jednej z nich się poznaliśmy. Mi też nie było łatwo przyzwyczaić się do tego, że jedni ludzie życzyli mi szczęścia, a inni śmierci. To nie jest fajne i zdaję sobie z tego sprawę. Ale.. Harry jest wspaniałym człowiekiem i przyjacielem. Okay, miał parę kilkudniowych związków, gdy zrywał z dziewczyną, gdy mu się znudziła, ale.. on nie jest zły. Naprawdę nie jest. Jest wrażliwym i szczerym chłopakiem o wielkim sercu. Zauważ to.
-Libby, ja to wiem.. poznałam go z tej lepszej strony. Ale nawet gdyby coś między nami było.. cholera! Nic między nami nie będzie. Nie chcę go skrzywdzić. Nie jestem łatwym człowiekiem. On zasługuje na kogoś lepszego..
-Ty chyba sama siebie nie słyszysz dziewczyno. On cię kocha! I nie sprawisz, że nagle przestanie! Niby co jest gorsze od odtrącenia? Pomyśl. Proszę cię, pomyśl. Nie chcę ci niczego dyktować i mówić, co czujesz. Sama się nad tym zastanów. Ja po prostu wiem, że nie jest ci obojętny. I nie przekonasz mnie, że nie mam racji.
-Eh. Okay, proszę cie, zostawmy ten temat bo mi zaraz głowa wybuchnie. Za dużo tego wszystkiego..
-Racja. Koniec tematu. Ale proszę cię, pomyśl nad tym. A tak w ogóle to masz jakieś plany na wieczór?
-Ta.. wielki kubeł lodów, ciepły koc i telewizor. W końcu jestem sama w domu. 
-O nie kochanie. Tak to nie ma. Nie zostawię cię samej w tym ogromnym pałacu. Śpisz u mnie. Do powrotu chłopaków. I nie przyjmuję odmowy.
-Nie chcę ci się zwalać na głowę..
-Nie rozśmieszaj mnie okay? Ze mną nie ma dyskusji. Jedziemy po twoje rzeczy, potem do sklepu na małe zakupy, żeby uzupełnić lodówkę i do mnie. Też jestem sama. Rodzice są we Włoszech na jakiejś konferencji a mój starszy braciszek w Kanadzie. Mamy dom dla siebie! 
-Nie wiedziałam, że masz brata - zdziwiłam się.
-Eh.. no mam, ale to skomplikowane. On przyjeżdża tylko na święta i czasami w wakacje. Ułożył sobie życie tam. Ja się do niego nie wtrącam.
-Ach.. no okay. 
Rozmawiałyśmy jeszcze przez chwilę i w końcu opuściłyśmy kafejkę. Tak jak mówiła Libby, pojechałyśmy do mnie. Spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy, powiedziałam ochronie, że nie wracam na noc i byłam wolna. Zrobiłyśmy dość duże zakupy i późnym wieczorem siedziałyśmy już w domu Libby. Wybrałyśmy jakiś film z jej kolekcji, zrobiłyśmy popcorn i już miałyśmy siadać przed TV, gdy nagle rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Spojrzałyśmy na siebie zdziwione, bo zupełnie nikogo się nie spodziewałyśmy. Libbs wstała i poszła otworzyć, a ja zostałam. Jednak i tak słyszałam kto przyszedł. Ten głos rozpoznałabym wszędzie. Momentalnie się skrzywiłam i zacisnęłam ręce w pięści.
-Cześć dupo - odezwała się Amber - mam wino, jakieś kaloryczne przekąski i dobry film. Muszę się wygadać, bo zwariuję.
-Emm.. Amber, to nie najlepszy moment.. - powiedziała Libby niepewnie.
-Och, daj spokój. Wiem, że jesteś sama w domu. W czym problem?
-Chodzi o to, że..
-Oj, uspokój się.
Słyszałam odgłos uderzania obcasów o drewno i już po chwili Amber pojawiła się w salonie. Na mój widok stanęła w pół kroku i spojrzała na mnie ze zdziwieniem i wściekłością. Wstałam i skrzyżowałam ramiona na piersi, patrząc w jej zimne oczy. Libby weszła zaraz za nią z przepraszającym wyrazem twarzy.
-Ty? - syknęła - tutaj? 
-Nie, nie ma mnie - odpowiedziałam z sarkazmem - no chyba mnie widzisz prawda? Chyba, że masz coś ze wzrokiem.
-Co ty tu do cholery robisz? Ile jeszcze razy będziesz włazić swoimi obskurnymi, starymi buciorami w moje życie?
-Żałosna jesteś. Przyszłam do Libby. To jej dom. Chyba pomyliłaś adresy. 
-Najpierw kradniesz mi chłopaka, a teraz przyjaciółkę? Ja cię kurwa zniszczę! Ty podła suko!
-Amber! - krzyknęła Libby i stanęła przed nią - nie życzę sobie, żebyś tak się o niej wyrażała! Rose jest moją przyjaciółką. I tak się składa, że zaprosiłam ją na całe 3 dni. Może tu siedzieć ile chce i kiedy chce. A ty powściągnij język. I się uspokój.
-No ja nie wierzę. Nawet ty jej bronisz? Boże! Czemu wszystkim jest jej żal? To przecież mała przybłęda, która myśli, że może coś osiągnąć, bo ma sławnego kuzyna! A tak kurwa nie jest! Na szacunek i uznanie trzeba sobie zasłużyć! I wyglądać jak człowiek a nie bezdomna dziwka.
-Teraz to już przesadziłaś! Wypierdalaj z mojego domu! I nigdy więcej nie pokazuj mi się na oczy! - wrzasnęła Libby i wskazała jej drzwi. 
-Co? Ty mnie.. wyrzucasz? - zdziwiła się.
-Tak, właśnie. Wypierdalaj stąd. Nie mam ochoty cię widzieć. 
-Nawet ciebie omiotła sobie wokół palca. Myślałam, że jesteś bardziej wytrzymała. Jeszcze wrócisz do mnie z płaczem Libby.
-Z płaczem? Chyba sobie kpisz! Rose jest prawdziwą przyjaciółką, nie to co ty! Chcę się w końcu od ciebie uwolnić! Won!
Amber rzuciła nam ostatnie wściekłe spojrzenie i wyszła trzaskając drzwiami. Rose przekręciła zamek i wróciła do mnie. Zostawiłyśmy temat. Nie miałyśmy najmniejszej ochoty gadać o Amber. I tak było lepiej.
Włączyłyśmy film "Demony" i zajęłyśmy się oglądaniem. Mniej więcej w połowie zadzwonił mój telefon. Podskoczyłam przestraszona i przez chwilę obie zaczęłyśmy piszczeć. W końcu jednak dopadłam komórki i ze zdziwieniem odebrałam połączenie od Niall'a.
-Słucham Horanku? 
-Rose.. mamy mały problem.. - usłyszałam jego zdenerwowany głos.
-Jaki problem? - spytałam zdezorientowana - co się stało?
-Harry jest w szpitalu..
Po tych słowach poczułam, jak ciarki przechodzą mi po plecach, a gardło podchodzi do krtani. Telefon o mały włos nie wypadł mi z ręki. Tego się nie spodziewałam...

________________________________
No i jest osiemnastka :D 
Hmm.. nie wiem co napisać. Ogólnie to w ogóle nie wiem co myśleć o tej notce. 
W szkole muszę wytrzymać jeszcze 2 tygodnie, a już nie daję rady.. ;/ Grr..
Cieszę się, że tu wpadacie i komentujecie. I cieszę się, że piszecie na GG :) Ze mną zawsze możecie pogadać :D Tylko pamiętajcie o zmienionym numerze! 460149[69] ! xD
Yeaaahh :D 
CZYTASZ = KOMENTUJESZ! ♥
Proszę, zostawiajcie po sobie ślad. Chociaż wy poprawcie mi humor, bo serio tu zwariuję. :< 
LICZĘ NA WAS! 

ROZDZIAŁ Z DEDYKACJĄ DLA MEJ KOCHANEJ EDITH ♥ WRACAJ DO ZDROWIA SKARBIE! DO ZOBACZENIA! <3

I do napisania za niedługo ;) xx