czwartek, 15 listopada 2012

Rozdział szósty ♥

Następnego dnia wstałam dość późno. Na początku nie wiedziałam gdzie jestem i dopiero po chwili zorientowałam się, że to pomieszczenie to mój nowy pokój. Nie byłam u siebie w Mullingar, w swoim małym pokoiku na poddaszu. Leżałam w wielkim, wygodnym łóżku w domu tak nowoczesnym, że aż nie można go opisać. Powoli zwlokłam się z łóżka i poszłam do łazienki. Włosy sterczały mi we wszystkich kierunkach, a pod oczami miałam sine cienie. Wyglądałam jak jakiś potwór. Szybko weszłam pod prysznic, umyłam i wysuszyłam włosy, zrobiłam makijaż, związałam włosy w wysoki kucyk i ubrałam się w TO. W końcu wyglądałam jak człowiek. Spryskałam się jeszcze perfumami, wzięłam głęboki oddech i zeszłam na dół. W domu panowała kompletna cisza. Czyżby reszta jeszcze spała? Niepewnie weszłam do kuchni i na blacie zauważyłam złożoną  kartkę. Wzięłam ją do ręki i od razu rozpoznałam pismo Nialler'a. Cześć kuzyneczko! Pojechaliśmy na wywiad, a później mamy w planach studio i nagrywanie nowych piosenek. Dom jest do twojej dyspozycji! Będziemy koło wieczora. Baw się dobrze! Niall :) odczytałam i wyrzuciłam kartkę do kosza. Byłam sama. I mogłam robić wszystko, co tylko chciałam. Taki układ bardzo mi odpowiadał. Przynajmniej nie musiałam kryć się w swoim pokoju. Zrobiłam sobie śniadanie i jedząc zastanawiałam się, co mogłabym robić przez cały dzień. Miałam ochotę pozwiedzać Londyn, ale bałam się, że mogłabym się zgubić. Po śniadaniu włożyłam naczynia do zmywarki i poszłam do salonu. Włączyłam telewizor na jakimś programie i przez chwilę zajęłam się oglądaniem. Był to jakiś talk-show, z którego i tak nic nie wiedziałam. W końcu wyłączyłam TV i po prostu siedziałam na kanapie gapiąc się przed siebie. I co ja miałam robić? Miałam tyle możliwości, a na nic nie mogłam się zdecydować. W końcu zwlokłam swój tyłek z kanapy i poszłam na górę. Stanęłam przed oszklonymi drzwiami na końcu korytarza, prowadzącymi na ogromny balkon. Otworzyłam je i znalazłam się na zewnątrz. Od razu poczułam napływ chłodnego, zimowego powietrza. Widok był naprawdę niesamowity. Szybko pobiegłam po swój aparat i zrobiłam kilkanaście zdjęć. Potem czym prędzej wróciłam do środka. Mimo tego, że świeciło słońce, temperatura była na minusie. Potarłam rękoma ramiona i odłożyłam aparat na swoje miejsce. I nagle wpadłam na pewien pomysł. Skoro w swoim pokoju w Mullingar miałam całą ścianę poobklejaną zdjęciami, to czemu tutaj miałabym nie zrobić czegoś podobnego? Zwłaszcza, że wszystkie te zdjęcia miałam przy sobie. Czym prędzej poszłam do garderoby i wyciągnęłam wielkie pudło, w którym schowałam wszystkie fotografie. Na samym wierzchu było moje ulubione zdjęcie. Jego widok ciągle wywoływał wspomnienia. Przejechałam po nim opuszkami palców. Po naszych złączonych dłoniach. "Na zawsze". Tak, właśnie. Mieliśmy być na zawsze. Nie zakładaliśmy tylko, że jedno z nas może zginąć. Przycisnęłam zdjęcie do piersi i weszłam do pokoju. Z szuflady biurka wyciągnęłam ramkę i włożyłam do niej fotografię, po czym postawiłam ją na szafce obok łóżka. Zdjęłam z nadgarstka łańcuszek Josh'a i oplotłam nim ramkę. Mój mały, prywatny ołtarzyk. Nagle usłyszałam swój dzwoniący telefon. Na wyświetlaczu pojawił się numer Natalie. Uśmiechnęłam się pod nosem i odebrałam.
-Tak siostrzyczko?
-Cześć! Chciałam tylko sprawdzić, czy wszystko w porządku - odezwała się.
-W jak najlepszym. Powoli zaczynam się przyzwyczajać.
-A.. no ten.. mogę mieć do ciebie prośbę? - spytała niepewnie.
-Jasne! Dla ciebie wszystko!
-No bo.. ty mieszkasz z One Direction.. i..
-Natalie - jęknęłam - proszę, tylko nie to..
-A podobno zrobisz dla mnie wszystko.
-Nat..
-No weź, Rose. Chcę tylko głupi autografy. Czy to tak dużo? Proszę cię..
-Tylko autografy tak? Nic więcej? - upewniłam się.
-Tak. O nic więcej nie proszę. To jak?
-Ech.. no dobra. Niech ci będzie.
-Aa! - pisnęła do słuchawki - dziękuję, dziękuję, dziękuję! Jesteś najlepszą siostrą na świecie!
-Tylko dlatego, że załatwię ci ich nic nie znaczące bazgroły? - zakpiłam.
-Bardzo zabawne Rosalie, naprawdę. Nie, nie tylko dlatego. I dobrze o tym wiesz!
-Okay, okay. Załóżmy, że ci wierzę - zaśmiałam się - a co tam w Mullingar?
-Nic. Stara nuda. Czekam na Tyler'a i idziemy na obiad. Boję się co tym razem wymyślił.
-Cały Tyler. Tajemniczy i nieprzewidywalny. Pozdrów go ode mnie i uściskaj.
-Jasne, nie ma sprawy. A ty uściskaj ode mnie tych pięciu idiotów.
-O na pewno nie! Nie ma nawet takiej opcji! Nie zbliżę się do nich.
-Czasami naprawdę cię nie rozumiem - westchnęła - mieszkać z pięcioma ideałami i nawet z nimi nie gadać.  To uściskaj ode mnie chociaż Niall'a.
-No dobra. To da się zrobić - zgodziłam się - ale tylko jego. Zresztą, jakie z nich ideały? Dobra, nie było pytania. Możesz sobie ich kochać, ale mnie w to nie wciągniesz.
-A słyszałaś chociaż jedną ich piosenkę? Oglądałaś chociaż jeden wywiad? Gadałaś z nimi dłużej niż minutę? -Nie, nie i tak. Z jednym. Jak schował się w mojej garderobie.
-Który?!
-Ten z blond pasemkiem..
-Rose, ty sobie ze mnie żartujesz? - spytała z niedowierzaniem.
-Ale, że co?
-NIE ZNASZ ICH IMION?! - wrzasnęła do słuchawki, tak, że musiałam oddalić ją od ucha.
-Ej, Natalie spokojnie. Jestem tu od wczoraj. Jeszcze będę miała na to czas.
-Okay. Czas na mały wykład. Ten w lokach to Harry, z pasemkiem to Zayn, krótko ścięty to Liam a ten rozwalający system, który nie nosi skarpetek to Louis. Zapamiętasz?
-Tak. Jasne. Oczywiście - powiedziałam z sarkazmem - mam niesamowitą pamięć.
-Dobrze. Wybacz, ale muszę kończyć. Tyler właśnie przyszedł. Odezwę się za niedługo. Kocham cię!
-Ja ciebie też. Pa!
Zakończyłam połączenie i wróciłam do swojego zajęcia. Nagle mnie olśniło. Po co miałam robić zwyczajny, prosty kolaż? Skoro mogłam zrobić coś o wiele bardziej.. oryginalnego? Poszperałam w swoich rzeczach i po całym domu, aż w końcu znalazłam to, o co mi chodziło. A mianowicie gruby karton, z którego wycięłam wielkie litery DREAM. Teraz zdjęcia walały się po całym moim pokoju, a ja próbowałam je przykleić na litery. Efekt był całkiem zadowalający. Ale mimo to zostało mi jeszcze miejsce na zdjęcia, które miałam zrobić w Londynie. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi swojego pokoju. Podskoczyłam przestraszona i spojrzałam w tamtym kierunku. Przecież byłam SAMA! Jakim cudem ktoś mógł pukać? Myślałam, że może się przesłyszałam, ale dźwięk rozległ się ponownie. Krzyknęłam "proszę" i czekałam na reakcję. Po chwili do mojego pokoju weszła Libby ubrana TAK. Dopiero wtedy odetchnęłam z ulgą.
-Dziewczyno, przez ciebie o mały włos nie dostałam zawału! - powiedziałam, ale zaraz potem się uśmiechnęłam.
-Wybacz, zapomniałam ci wspomnieć, że mam klucze do domu i wpadam czasem z niezapowiadaną wizytą - odpowiedziała blondynka - a tak właściwie, to.. co ty robisz? 
-Em.. takie coś. Dla zabicia czasu. Nic wielkiego.
-Ale pomysł ciekawy! Jak na to wpadłaś?
-Tak jakoś.. nie umiem wytłumaczyć.. a w ogóle to co ty tu robisz? Przecież reszta jest na jakimś wywiadzie.
-Powiedzmy, że mi się nudziło - powiedziała i puściła mi oczko - to jak? Potrzebujesz pomocy? 
-Właściwie to na razie skończyłam. Resztę zostawiam na zdjęcia stąd. Teraz muszę tu tylko posprzątać. 
-Świetnie. To bierzmy się do roboty!
-Libby, nie musisz mi pomagać. To nie jest najciekawsze zajęcie.
-Nie przesadzaj. Przynajmniej pooglądam twoje zdjęcia. Od kiedy zajmujesz się fotografią?
-Odkąd pamiętam. Zawsze kochałam robić zdjęcia. To mój taki mały świat. Po prostu czuję, że to moja pasja. 
-Tak jak dla mnie malarstwo - powiedziała i usiadła na podłodze.
Zajęłyśmy się porządkowaniem wszystkich zdjęć, ciągle rozmawiając i śmiejąc się. Libby rozumiała mnie doskonale i świetnie się z nią rozmawiało. Przy niej czułam się naprawdę sobą. W końcu zaczynałam cieszyć się z tego, że tu przyjechałam. I mimo tego, że nie mogłam przyzwyczaić się do swoich współlokatorów, to wiedziałam, że z taką przyjaciółką jak Libby, mogłam znieść bardzo wiele. Czyżby wszystko miało być już w porządku? Czy to naprawdę było aż tak łatwe? 
-Ej, a to kto? - spytała i podała mi zdjęcie.
Na jego widok coś ukłuło mnie w sercu. Z grymasem na twarzy wzięłam od niej fotografię swojego chłopaka i przyjrzałam się jej.
-To.. Josh - powiedziałam słabym głosem.
-Oj.. Rose, przepraszam nie wiedziałam.. ja..
-Przestań Libby. To nic takiego, naprawdę.
Po tych słowach schowałam zdjęcie do pudełka i zamknęłam wieko. W moim pokoju w końcu panował porządek. Po chwili zeszłyśmy na dół, żeby przygotować coś do jedzenia. Libby dostała sms'a od swojego chłopaka, że będą w domu za jakąś godzinę. Chciałam eskortować się do swojego pokoju, ale dziewczyna mnie zatrzymała.
-Nie ma mowy - powiedziała stanowczym tonem - nie możesz wiecznie przed nimi uciekać. To zwykli ludzie, jasne? Okay, może są sławni, ale są też normalni. Nie rozumiem czemu unikasz ich jak ognia. Nie chcesz ich lepiej poznać? Przecież z nimi mieszkasz!
-To wcale nie takie łatwe - odpowiedziałam - zawsze byłam typem osoby nieśmiałej. I odkąd pamiętam nienawidziłam gwiazd. Ich i tego całego perfekcyjnego życia. To mi działa na nerwy. Jak można być tak idealnym? To chore.
-Rose, przesadzasz. Oni nie są idealni. Tak jak mówiłam, to zwykli ludzie jak ja czy ty. Po prostu poszczęściło im się w życiu i mogą robić to, co kochają. Spełnili swoje marzenia! To chyba nie przestępstwo prawda? Rozmawiałaś chociaż z nimi? 
-Nie, nie rozmawiałam. I jakoś nie zamierzam. Jeden z nich działa mi na nerwy. Uważa się za nie wiadomo kogo - prychnęłam.
-Rozumiem, że Harry. Co takiego zrobił?
-Twierdzi, że wystarczą mi dwa tygodnie żeby się w nim zakochać. I ty mi mówisz, że nie zachowują się jak gwiazdy? No proszę cię, Libby! 
-Harry zawsze zarywał do dziewczyn - powiedziała ze śmiechem - ale żeby aż tak? Takie rzeczy tylko Styles. Czasami naprawdę go nie ogarniam. Ale Harry to nie wszyscy! W ogóle są świetni. Możesz z nimi pogadać dosłownie na każdy temat. Umieją słuchać a czasami po prostu obracają wszystko w żart. Ich nie da się nie kochać.
-Mów za siebie - prychnęłam - ja tam nie zamierzam się z nimi spoufalać. Przerażają mnie.
-A Niall? To twój kuzyn. Czy zachowuje się jak jakaś wielka gwiazda?
-No.. - zawahałam się - nie.. ale Niall to Niall. On zawsze taki był. 
-A więc właśnie! Oni wszyscy są normalni Rose. Daj im chociaż jedną szansę, co? Proszę? 
-Sama nie wiem. Zobaczę jak to wszystko się potoczy. Ale chyba masz rację. Nie mogę tak przed nimi uciekać. Postaram się jakoś to zmienić. Ale nic nie obiecuję!
-No przynajmniej tyle. A teraz pomóż mi z obiadem. Chłopaki będą tu lada chwila.
-Okay, nie ma sprawy.
-Aha! I jeszcze jedno. Prawdopodobnie będzie też Amber. Więc chciałam ci powiedzieć, żebyś nie przejmowała się jej głupimi komentarzami, okay? Ona zawsze potrafi coś palnąć bez zastanowienia. Taka już jej natura.
-Jasne, zapamiętam.
Uśmiechnęłyśmy się do siebie i zajęłyśmy się przygotowywaniem jedzenia. Libby była w swoim żywiole. Już po chwili po całym domu unosiły się niesamowite zapachy. Wzięłam talerze, sztućce, szklanki i serwetki, po czym poszłam nakryć do stołu w jadalni. W międzyczasie do domu wrócił cały zespół. Wzięłam głęboki oddech i starałam się uspokoić. Po prostu zajmowałam się nakrywaniem. W domu zrobił się ruch. Wszyscy zaczęli rozmawiać. I między ich głosami wyłapałam jeden, nieznany. Z pewnością należał do Amber.
-Libby, musiałaś robić coś tak kalorycznego? - narzekała - przecież wiesz, że jestem na diecie! Do reszty ci odbiło? 
-Nie przesadzaj - odpowiedziała jej Libby - jak raz zjesz coś więcej niż jogurt, to nic ci się nie stanie. Nie wyglądałabyś dobrze jako model szkieletu, wiesz? Zayn przemów jej wreszcie do rozumu! 
-Popieram Libby - usłyszałam męski, znajomy głos - zdecydowanie za mało jesz kochanie. Już ja dopilnuję żebyś dzisiaj zjadła wszystko, ci ci nałożę. I bez protestów!
-Jesteście okropni! Jak przez was przytyję, to zamorduję na miejscu. Jasne?
Nie słuchałam dalej. Miałam gdzieś ich rozmowy. Ogólnie ich miałam gdzieś. I byłam tam tylko dlatego, że obiecałam Libby, że się postaram. Po chwili w drzwiach jadalni ktoś stanął. Mimo to nie podniosłam wzroku.
-A co to się stało, że raczyłaś zejść na dół mi amore? 
Na sam dźwięk tego głosu się wzdrygnęłam. No tak, mogłam się tego domyślić. Spojrzałam na chłopaka w lokach z grymasem na twarzy.
-Naprawdę nie odpuścisz prawda?
-Nie - odpowiedział i wyszczerzył zęby w uśmiechu - a w ogóle to całkiem ładnie dziś wyglądasz.

-Czego nie można powiedzieć o tobie - prychnęłam - i szczerze. Nie obchodzą mnie twoje komplementy Harry. Mam je gdzieś. Tak samo jak ciebie.
-Ha! Zapamiętałaś moje imię! Jesteśmy na dobrej drodze!
Szlag, zaklęłam w myślach i się skrzywiłam. Pochyliłam się nad stołem, żeby położyć ostatnie sztućce, gdy poczułam za sobą czyjąś obecność. Lokowaty stał tuż za mną.
-13 dni - szepnął mi do ucha - tik tak, tik tak..
Odskoczyłam od niego jak oparzona i warknęłam pod nosem. On naprawdę nie miał zamiaru odpuścić. Po chwili do jadalni weszła cała reszta. Wszyscy się ze mną przywitali i uśmiechnęli. Starałam się to odwzajemnić, ale nie wiem czy mi wyszło. Na samym końcu przyszły Libby i Amber. Na widok tej drugiej na chwilę zamarłam. Wyglądała naprawdę niesamowicie. Mogłaby konkurować z samą Britney Spears i pewnie by wygrała. Ubrana była TAK. 
-Rose - odezwała się Libby - to jest Amber, dziewczyna naszego bad boy'a. Amber, to jest Rose. Kuzynka Nialler'a.
-Cześć - odezwałam się niepewnie - miło cię.. poznać.
Szatynka zmierzyła mnie wzrokiem i uniosła do góry jedną brew.
-Ta, cześć - odpowiedziała i usiadła przy stole obok swojego chłopaka, całując go w policzek.
Skrzywiłam się na ten widok. Kolejna zakochana para. Sama zajęłam miejsce między Libby i Niall'em. Atmosfera przy stole byłaby całkiem przyjemna, gdyby nie to, że szatynka cały czas się na mnie gapiła. I to z takim wyrazem twarzy, jakby właśnie patrzyła na coś odrażającego.
-Mam coś na twarzy? - spytałam zirytowana.
-To jest twarz? Och, wybacz. Nie miałam pojęcia - powiedziała z sarkazmem. 
-Nie miałam pojęcia - zmałpowałam ją - żałosne, naprawdę.
-I kto tu jest żałosny - prychnęła - wprowadzasz się tu i myślisz, że jesteś fajna? Ups. Troszkę się pomyliłaś kochanie.
Przy stole zapadła kompletna cisza. Patrzyłam na dziewczynę w osłupieniu. 
-Amber. Dość - warknął chłopak z blond pasemkiem.
-No co? Przecież wiesz, że mam rację. Ona tu nie pasuje! Wygląda jakby ubierała się w szmateksie. To.. odrażające. 
Miałam tego dość. Naprawdę się starałam. Zaczęłam nawet z nimi rozmawiać. Powoli uczyłam się ich imion. Ale to, co wygadywała ta lalunia, doprowadziło mnie do szału. Zacisnęłam usta i wstałam od stołu, po czym bez słowa opuściłam jadalnię. Poszłam prosto do swojego pokoju i zamknęłam drzwi na klucz. Że niby wszystko miało być dobrze? No na pewno. Rzuciłam się na łóżko i wtuliłam twarz w poduszkę. Zapragnęłam wrócić do Mullingar. Do mamy, Natalie, Jade czy nawet Tyler'a. Do miejsca, które naprawdę było moim domem. Tu nie miałam nikogo. Prócz Libby i Niall'a. Czułam się jak w jakimś zamkniętym zakładzie, gdzie nic nie mogłam zrobić. 
Podeszłam do biurka i wzięłam do ręki laptopa, po czym wróciłam na swoje miejsce i położyłam go na kolanach. Zalogowałam się na fotobloga, Twittera i Facebook'a. Starałam się nie myśleć o sytuacji, która przed chwilą miała miejsce. Ale wcale nie było to łatwe. Przyjechałam do Londynu, żeby zapomnieć o Josh'u. Żeby zacząć nowy, lepszy rozdział w swoim życiu. Bez trosk, zmartwień, niepokoi. Czy to naprawdę było aż tak wiele? Czy ja naprawdę nie mogłam żyć normalnie? Jeżeli tak, to po co było to wszystko? Równie dobrze mogłam zostać w domu. Dawać się poniżać ojcu. Chronić mamę. I ukrywać się w swoim pokoju, robiąc coraz to nowsze nacięcia na skórze.Okay, może nie był to najlepszy scenariusz, ale co z tego? Będąc tutaj, cały czas siedziałam w pokoju. Rozmawiałam tylko z dwoma osobami. Starałam się robić cokolwiek, by wypełnić czas. Nie mogłam nawet wyjść bo bałam się, że się zgubię. Co to było za życie? I to niby miał być ten 'lepszy czas'? To miał być ten 'nowy rozdział'? Jeżeli tak, to ja dziękuję bardzo. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Postanowiłam je zignorować, ale osoba po drugiej stronie nie zamierzała odpuścić. Westchnęłam i poszłam przekręcić klucz. Nie otworzyłam drzwi. Po prostu wróciłam i usiadłam na białej sofie. Po chwili wahania drzwi się otworzyły i ktoś wszedł do środka. Myślałam, że to Libby lub Niall, ale się myliłam. W moim pokoju stał chłopak Amber. Próbowałam przypomnieć sobie jego imię, ale bezskutecznie.
-Em.. cześć, mogę przeszkodzić? - spytał niepewnie.
-Skoro musisz - odpowiedziałam i zrobiłam mu miejsce.
Po chwili usiadł koło mnie i spojrzał na mnie swoimi czekoladowymi tęczówkami.
-Słuchaj Rose, chciałem przeprosić cię za Amber. Nie mam pojęcia co w nią wstąpiło. Okay, zazwyczaj zachowywała się chamsko, ale nigdy aż tak. Czasami naprawdę jej nie rozumiem. I naprawdę strasznie cię przepraszam.
-Nie rozumiem czemu to robisz - powiedziałam - czemu płaszczysz się przede mną w jej imieniu? 
-Bo wiem, że sama tego nie zrobi - westchnął - taka już jej natura. A ja nie chcę, żebyś przejmowała się jej gadaniem. Mieszkasz teraz z nami i nie chcę, żebyś czuła się tutaj źle. To teraz również twój dom. Powinnaś czuć się tutaj jak najlepiej. 
-Okay, przeprosiny przyjęte. I.. dziękuję za miłe słowa. To naprawdę dużo dla mnie znaczy.
-Nie ma sprawy - powiedział i uśmiechnął się - może jednak spróbujesz dać nam szansę? Chyba nie jesteśmy aż tacy źli, że ciągle nas unikasz.
-To nie tak. Po prostu się przyzwyczajam. Nigdy nie miałam nawet rodzeństwa, a teraz mam mieszkać z piątką chłopaków. I to w dodatku sławnych! Nigdy też nie przepadałam za gwiazdami, a teraz mam was pod jednym dachem. Rozumiesz, że to dla mnie rewelacje.
-Jasne, że rozumiem - powiedział i znów się uśmiechnął - ale mimo wszystko, staramy się być normalni. No.. prawie, bo czasami zachowujemy się jak banda idiotów. Na przykład teraz Louis goni Harry'ego z prostownicą. A Niall z Liam'em patrzą na nich zajadając popcorn. 
Mimowolnie się zaśmiałam i wyobraziłam sobie tą scenę. 
-Okay, może i nie jesteście tacy najgorsi. Ale mam jeden mały problem.
-Jaki?
-Za nic nie mogę zapamiętać waszych imion - przyznałam się - miliony dziewczyn na świecie wskazałyby was z zamkniętymi oczami, a dla mnie to trudniejsze niż działania matematyczne. Może coś jest ze mną nie tak, nie wiem. Po prostu nie umiem. Wiem tylko który to Harry. Bo gościu mi działa na nerwy. Wybacz.
-Nie ma sprawy. Mnie możesz zapamiętać po pasemku. Jestem Zayn. I bądź pewna, że często będę cię odwiedzał. Louis to ten, co zazwyczaj chodzi w bluzkach w paski i szelkach. A no i nie nosi skarpetek. I jest  największym wariatem z nas wszystkich. A Liam to ten spokojny, który zazwyczaj stara się nas uspokajać, co rzadko mu się udaje. Harry'ego znasz. Drugi wariat zaraz po Louis'ie, który zawsze wpadnie na jakiś genialny pomysł. Który nie zawsze jest bezpieczny. I zarywa do każdej napotkanej dziewczyny. O Niall'u chyba nie muszę ci nic mówić.
-Okay. Zayn, Louis, Liam, Harry i Niall. Tak? 
-Dokładnie! Widzisz, jak szybko się uczysz? Jestem z ciebie dumny.
Oboje się zaśmialiśmy. Atmosfera zrobiła się naprawdę przyjemna. Czyżbym się myliła? Czyżby oni rzeczywiście nie byli tacy źli? Cóż, chyba miałam się o tym przekonać w najbliższym czasie.
-To jak? Może do nas zejdziesz? Planowaliśmy obejrzeć jakiś film czy coś. 
-Emm.. ale.. a co z.. twoją dziewczyną? - zawahałam się.
-Nie ma jej. Wyszła zaraz po obiedzie bo była umówiona u kosmetyczki. Libby siedzi na dole i się zamartwia co z tobą. Zrobiła Amber niezłą awanturę. I miała rację. Gdyby nie ona, to ja bym to zrobił. Przeszła dzisiaj samą siebie. To jak będzie? Zejdziesz do nas?
-No.. okay. Pod jednym warunkiem.
-Jakim?
-Jak Harry palnie jakiś głupi komentarz, będę mogła mu przywalić. Okay? 
-Umowa stoi! A jak nie, to zrobię to za ciebie. Stoi?
-Stoi.
-W takim razie chodźmy.
Uśmiechnęłam się do Zayn'a i wstałam z wygodnej sofy. Zeszliśmy na dół śmiejąc się z czegoś, co powiedział. Czułam się coraz lepiej. Mimo wszystko. Na nasz widok wszyscy wyraźnie się uśmiechnęli, co mnie zdziwiło. Libby od razu do mnie podbiegła i mocno objęła. Zeszliśmy na dół, do ich sali kinowej i wybraliśmy jakiś film. Usiadłam obok Niall'a i Zayn'a i starałam się skupić na ekranie. Co było trudne, bo co jakiś czas któryś z nich rzucał jakiś komentarz i wybuchaliśmy śmiechem. Po skończonym seansie, w sali panował chaos. Dosłownie wszędzie leżał popcorn i chipsy, poduszki porozrzucane były po całej ziemi a na dywanie rozlana była cola. Nikt jednak ani trochę się tym nie przejął. Machnęli na to ręką i wróciliśmy na górę. Było jeszcze dość wcześnie.
-Zagrajmy w butelkę - powiedział Styles - na pytania i zadania. Co wy na to?
Wszyscy chętnie się zgodzili. Tylko ja się zawahałam. W końcu jednak sama usiadłam w kółku. Zabawa się rozkręcała. Pytania i wyzwania czasami mnie samą przerażały. Ale śmiechu było przy tym pełno. W pewnym momencie butelką kręcił Harry. I na moje nieszczęście, zatrzymała się akurat na mnie. Przygryzłam dolną wargę i spojrzałam na niego. Wyszczerzył zęby w uśmiechu i zrobił minę, jakby miał jakiś plan. 
-Pytanie czy wyzwanie Rosie? - spytał uśmiechając się podstępnie.
-Po pierwsze Rose - powiedziałam twardo - a nie żadna Rosie. Po drugie.. wyzwanie.
-Doskonale! Świetny wybór Rosie! 
-Rose - warknęłam.
Harry spojrzał na mnie bardzo pewny siebie. A gdy wypowiedział wyzwanie, zesztywniałam na całym ciele. Takie coś mógł wymyślić tylko on. A mnie kompletnie zbiło to z tropu. Dwa słowa. A wystarczyły żeby wyprowadzić mnie z równowagi:
-Pocałuj mnie. 

______________________________
Jest szósteczka Ladies :D 
Tak szczerze, to miała wyglądać całkiem inaczej. Ale niestety wena mnie na chwilę opuściła i wyszło takie coś. Wybaczcie. Następny będzie lepszy, obiecuję :) 
Czytasz = komentujesz ♥
Naprawdę bardzo liczę na wasze komentarze! To dla mnie bardzo ważne! :) 
Więc.. z niecierpliwością czekam na wasze opinie moje drogie! :) 
Następny wkrótce ;x

+Zapraszam na nowo zaczętego bloga:


piątek, 9 listopada 2012

Rozdział piąty ♥

Z pomocą Niall'a przeniosłam wszystkie swoje tobołki do bagażnika. Było tego dość sporo. Nie sądziłam, że mam aż tyle rzeczy. Horan poinformował mnie o tym, że jego mama już czeka na moją i ma już nawet przygotowany pokój. Ta wiadomość nieco podniosła mnie na duchu. Kiedy już wszystko zostało spakowane, nie pozostało mi już nic innego jak tylko pożegnać się z mamą. To chyba było w tym wszystkim najgorsze. Miałam nie widzieć jej przez nie wiadomo jak długi okres czasu. Ta myśl napawała mnie lękiem. Podeszłam do niej i mocno ją przytuliłam. Tak, jakbym już nigdy miała jej nie puścić. To było najgorsze ze wszystkich pożegnań. Obiecałam, że zadzwonię jak tylko bezpiecznie wyląduję w Londynie. W końcu niechętnie się od niej odsunęłam. W ostatniej chwili włożyła mi do ręki białą kopertę. Wiedziałam, co się w niej znajduje. Chciałam jej ją oddać, ale pokiwała przecząco głową. Nie miałam nic do gadania. Musiałam zabrać ostatni prezent. Wsiadłam do czarnego samochodu kuzyna. Niall również ją przytulił i usiadł za kierownicą. Odpalił silnik i ruszyliśmy. Machałam do niej do czasu, aż zupełnie zniknęła z pola widzenia.
-Co sprawiło, że zmieniłaś zdanie? - spytał blondyn w pewnym momencie.
-Po prostu miałeś rację. Zmiana otoczenia dobrze mi zrobi. Mam dość tego wszystkiego. O której mamy lot?
-O której chcemy.
-Co masz na myśli? - spytałam niepewnie.
-Wynająłem samolot. Jest cały do naszej dyspozycji.
-C..co? Ale po co? Przecież to komiczne!
-Bo.. oj no nie wiem. Po prostu chciałem przelecieć się takim cudeńkiem i już.
-Super. Ty możesz sobie wynajmować samolot a mnie nie stać nawet na nowy telefon - mruknęłam i skrzyżowałam ręce na piersi - to bardzo, ale to bardzo nie fair.
Niall tylko się zaśmiał. Przez całą drogę rozmawialiśmy i wspominaliśmy dawne czasy. Coraz bardziej bałam się tego, jak poradzę sobie w Londynie. Co jeżeli jego przyjaciele stwierdzą, że jestem idiotką i będą się ze mnie nabijać? Co jeżeli nie będę tam miała kompletnie nikogo? A co jeżeli ich fanki pomyślą, że im zagrażam? Było bardzo wiele minusów. Miałam coraz mniejszą ochotę na ten wyjazd. Miałam się uspokoić i uleczyć rany, a jak do tej pory tylko się zamartwiałam. Wzięłam głęboki oddech i zamknęłam oczy. Wszystko będzie dobrze, powtarzałam sobie w myślach. Przynajmniej mama była bezpieczna. To było najważniejsze. Kiedy dojechaliśmy na lotnisko, Niall z pomocą jakiegoś faceta zapakował nasze bagaże do białego samolotu. Wcale nie żartował z tym, że go wynajął. Był cały do naszej dyspozycji. Zajęłam miejsce na wygodnym fotelu i rozglądałam się wokoło oczarowana. Jeszcze nigdy w życiu nie leciałam samolotem. Miałam lekkie nerwy, ale patrząc na uśmiechniętego blondyna, od razu czułam się lepiej. W końcu wystartowaliśmy. Lot minął w naprawdę miłej atmosferze. Razem z Niall'em ciągle się śmialiśmy i rozmawialiśmy. W końcu zaczęłam czuć, że podjęłam dobrą decyzję. Nie obchodzili mnie jego przyjaciele. Jeżeli tylko nie będą wchodzić mi w drogę, jestem gotowa się do nich przyzwyczaić. Po wylądowaniu, na lotnisku aż roiło się od ochroniarzy. Wzięli wszystkie nasze bagaże i zapakowali do wielkiego, czarnego samochodu. Była tam też cała masa fanek, które wykrzykiwały imię mojego przyjaciela. Uśmiechnęłam się pod nosem i wsiadłam do samochodu. Niall podszedł do nich i rozdał kilka autografów. Nie było go dłuższą chwilę. Gdy w końcu wrócił, zajął miejsce obok mnie i ruszyliśmy. Londyn. Naprawdę byłam w Londynie. Przez całą drogę patrzyłam przez okno i "chłonęłam" każdy szczegół nowego otoczenia. Nie odzywałam się. Niall ciągle coś gadał, ale mniej więcej w połowie przestałam go słuchać. Wyciągnęłam telefon i napisałam krótką wiadomość do mamy: Jestem już w Londynie. Tu jest naprawdę pięknie! Odezwę się za niedługo i już za tobą tęsknię. Kocham. Rose. Kliknęłam "wyślij" i schowałam komórkę. Nagle samochód zatrzymał się pod wielkim domem. Nie, nie domem. Pałacem. Spojrzałam na Niall'a błagalnie.
-Ej, ja nie mam dzisiaj siły na zwiedzanie - jęknęłam - może jutro, okay? Teraz chcę się wreszcie znaleźć w pokoju i paść na łóżko. Odpuść.
Niall spojrzał na mnie dziwnie i nagle wybuchnął głośnym śmiechem. Patrzyłam na niego z uniesionymi brwiami, kompletnie zdezorientowana. Blondyn nadal się śmiejąc pomógł mi wysiąść z samochodu. Ustawił mnie przodem do budynku, a sam stanął przede mną i rozłożył ręce.
-To kochana - powiedział wyszczerzony - jest twój nowy dom. Witaj w naszym królestwie Rose!
Otworzyłam usta ze zdziwienia i szerzej otworzyłam oczy. Rozejrzałam się dookoła zafascynowana. Dom? Czy on upadł na głowę? To był pałac! Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Miałam mieszkać w.. pałacu? Przez chwilę przestałam myśleć. Niall mnie do siebie przytulił i wprowadził do środka. Nadal rozglądałam się dookoła. Ochroniarz szedł za nami, niosąc nasze bagaże. Kiedy znaleźliśmy się w salonie, zauważyłam trzech chłopaków siedzących na kanapie i wgapiających się w telewizor. I doznałam kolejnego szoku. Jak na kolesi z boysbandu byli naprawdę przystojni. Od razu skarciłam się w myślach. Nie przyjechałam tu romansować. Gdy tylko nas zauważyli, odstawili joysticki, które mieli w dłoniach i wstali uśmiechając się.
-Chłopaki, to moja kuzynka Rosalie.. - zaczął Niall.
-Rose - poprawiłam go karcąco.
-No tak, Rose - kontynuował - a to po kolei Zayn, Liam i Louis.
-Hej - odezwał się ten pierwszy.
-Cześć - powiedział drugi.
-Witaj w naszym cudownym domu piękna istoto ludzka! - wykrzyknął trzeci i rozłożył ramiona jak wcześniej Niall.
-Emm.. okay. Cześć, fajnie was poznać - bąknęłam - nie chcę być niemiła, ale możecie zaprowadzić mnie do pokoju? Jestem zmęczona i w ogóle. Rozumiecie.
-Jasne księżniczko - odpowiedział mi Horan - zapraszam za mną.
Uśmiechnęłam się do niego z wdzięcznością i posłusznie poszłam za nim. Weszliśmy na pierwsze piętro, później długim korytarzem do samego końca i wreszcie stanęliśmy pod właściwymi drzwiami.
-Gotowa? - spytał trzymając dłoń na klamce.
-Chyba tak - odpowiedziałam.
Niall otworzył drzwi i moim oczom ukazał się mój nowy pokój. Do środka weszłam z szeroko otwartymi oczami. Rozglądnęłam się dookoła nie wierząc, że to wciąż rzeczywistość. Takiego wnętrza nie widziałam nawet na filmach.
-Ty.. sobie.. żartujesz? - wydusiłam i usiadłam na białej kanapie - to jest mój.. pokój?
-A co? Nie podoba ci się? - wyraźnie się zmartwił.
-Nie podoba? Człowieku, ja nawet w marzeniach nie miałam takiego pokoju! Wy naprawdę zwariowaliście.
-Nie widziałaś jeszcze wszystkiego - powiedział z błyskiem w oku i wskazał na dwoje drzwi naprzeciwko.
Dopiero wtedy je zauważyłam. Spojrzałam na niego niepewnie, ale on tylko skinął głową w ich kierunku. Powoli wstałam z wygodnej sofy i stanęłam przed drzwiami. Najpierw otworzyłam pierwsze i znalazłam się w garderobie, gdzie stały już wszystkie moje bagaże. Za drugimi drzwiami była łazienka. Myślałam że oszaleje. Własna łazienka. Tylko i wyłącznie dla mnie. Nie potrzebowałam tego wszystkiego. Wystarczyłby mi malutki pokój z łóżkiem i szafą. Nie byłam przyzwyczajona do życia w luksusie. Ale i tak nie miałam wyboru. 
-Chcesz zobaczyć resztę domu? - spytał blondyn.
-Jasne. Może przynajmniej się nie zgubię. Chyba.
-A więc zapraszam!
Znów znaleźliśmy się w długim korytarzu. Niall pokazał mi pokoje chłopaków a potem całą resztę. Było tego naprawdę sporo. Kuchnia, jadalnia, biblioteka, inne łazienki, pokoje dla gości, salon, pokój gier, mini siłownia i inne. A te najlepsze zostawił na koniec. Zaprowadził mnie na sam dół. Pod parterem. Znajdowało się tam kilka drzwi. Nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć. Miałam mętlik w głowie i wszystkie te pokoje przed oczami. Nie wiedziałam czego jeszcze mogę się spodziewać. Za pierwszymi drzwiami była sala kinowa, za drugimi basen, za trzecimi jacuzzi, a za czwartymi TO. Myślałam, że zaraz oszaleję. Takie luksusy w jednym domu! Nie trzeba było nawet nigdzie wychodzić. W końcu wróciliśmy do mojego pokoju. Reszta chłopaków nadal wgapiała się w telewizor. Nagle coś sobie uświadomiłam.
-Ej, mówiłeś, że w zespole jest was pięciu tak? - spytałam Niall'a. 
-Tak, a co?
-No bo poznałam trzech. Plus ty to czterech. Więc nie bardzo rozumiem. Ten piąty jest niewidzialny?
Niall zaśmiał się i usiadł obok mnie na sofie.
-Nie. Ten piąty istnieje naprawdę. Ma na imię Harry i w tym momencie jest nie wiadomo gdzie. Pewnie się szwęda po Londynie. Ale spokojnie, jeszcze zdążysz go poznać.
-Bardzo mnie to pociesza - mruknęłam - i jak ja mam tu mieszkać? Sama na pięciu facetów? Można oszaleć.
-Nie będziesz sama. Jest jeszcze Libby i Amber.
-Y.. że kto? 
-Libby jest dziewczyną Liam'a, a Amber Zayn'a. Co prawda nie mieszkają z nami, ale są tu prawie codziennie. Powinnyście się polubić. Choć z Amber mogą być kłopoty, ale nią się nie przejmuj. Tak naprawdę żaden z nas za nią nie przepada. Oprócz Zayn'a oczywiście. Ten to jest w nią wpatrzony jak w obrazek.
-Okay, okay. I tak nie pamiętam który to który. Może z czasem mi się uda. A teraz wybacz, ale chcę iść pod prysznic i zacząć się rozpakowywać. 
-Jasne, nie ma sprawy. Idę pograć z chłopakami. Jak coś to wołaj.
-Okay. Dziękuję za wszystko.
-Nie ma za co. Witaj w nowym domu - powiedział z uśmiechem i puścił mi oczko.
Zaraz potem wyszedł zamykając za sobą drzwi. Zostałam sama. W końcu. Wyciągnęłam telefon i wybrałam numer mamy. Odebrała niemal natychmiast.
-Cześć córcia - usłyszałam jej ciepły głos - wszystko w porządku?
-Tak mamo, w jak najlepszym. Dom jest wspaniały, współlokatorzy nie najgorsi i ogólnie jest dobrze. Zaczynam się zadomawiać. A jak u ciebie?
-Też dobrze. Właśnie przenoszę ostatnie pudła do Maury. Nadal nie jestem przekonana, ale dla ciebie wszystko.
-A.. a co z ojcem? - spytałam krzywiąc się na samą myśl o nim.
-Nie mam bladego pojęcia. I jakoś mnie to nie obchodzi. To już nie mój problem.
-W końcu mówisz jak człowiek! Dobrze, to ja idę się rozpakowywać. Kocham cię!
-Ja ciebie również kochanie. Do usłyszenia!
Zakończyłam połączenie i usiadłam na miękkim dywanie. Jeszcze raz ogarnęłam wzrokiem swój nowy pokój. To w nim miałam spędzić kilka, lub kilkanaście lat swojego życia. W końcu wstałam i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, spięłam włosy w kok i przebrałam się w wygodniejsze rzeczy. Zaraz potem skierowałam się do garderoby. Chciałam mieć to wszystko jak najszybciej z głowy. Zajmowałam się pierwszym pudłem, gdy rozległo się pukanie do drzwi. Zastanawiając się kto to może być, krzyknęłam "proszę" i po chwili do pokoju weszła wysoka, szczupła blondynka. Uśmiechała się od ucha do ucha.
-Cześć - powiedziała i podeszła do mnie - ty musisz być Rose.
-Tak, to ja. A ty jesteś..? 
-Libby Broke. Miło cię poznać.
Dziewczyna podała mi rękę, którą uścisnęłam. Sprawiała wrażenie miłej, otwartej i przyjaznej. 
-Pomyślałam, że może przyda ci się pomoc przy tych wszystkich manatkach. Wiem co to znaczy przeprowadzka.
-Bardzo miło z twojej strony, ale poradzę sobie sama. To tylko kilka pudeł.
-Daj spokój, nie ma sprawy. I tak nie mam co robić bo te bałwany ciągle tylko wgapiają się w ten wielki ekran na dole. 
-Ale na pewno?
-Jasne. Bierzmy się do roboty. We dwie pójdzie nam o wiele szybciej.
-Okay. Skoro tak bardzo chcesz..
-O niczym innym nie marzę.
Zaśmiałyśmy się i poszłyśmy do garderoby. Naprawdę polubiłam tą dziewczynę. Podobno najważniejsze jest pierwsze wrażenie. Przy rozpakowywaniu zaczęłyśmy rozmawiać. Zaczęła opowiadać mi o sobie. Jej pasją było malarstwo i gotowanie. Była z Liamem od roku i bardzo go kochała. W ogóle mówiła o nim jak o kimś bardzo wyjątkowym. Przy okazji dowiedziałam się o nim kilku rzeczy. Mówiła o swoim dzieciństwie, rodzinie i innych rzeczach. Aż chciało się słuchać. Potem nadszedł czas na mnie. Mimo wszystko nie byłam gotowa opowiedzieć jej wszystkiego. Ufałam jej, choć może za wcześnie na takie stwierdzenia. Powiedziałam jej o Josh'u. O wypadku i o tym, co było przed i po. Ani słowem nie wspomniałam o samookaleczeniu się ani o pijaństwie ojca. Nie byłam w stanie. To byłoby za dużo. W pewnym momencie Libby mocno mnie przytuliła. Na początku byłam zdezorientowana, ale w końcu odwzajemniłam uścisk.
-Przykro mi. Naprawdę bardzo mi przykro - powiedziała cicho - nie umiem wyobrazić sobie tego, co czujesz.
-Dziękuję - odpowiedziałam schylając głowę - ciągle o nim myślę. Nie mogę przestać. Głowę mam pełną od wspomnień i nie umiem się od nich uwolnić. Nie umiem nawet tego opisać. I mam nadzieję, że tutaj wrócę do normalnego życia. W Mullingar dosłownie wszystko mi go przypominało. 
-Będzie dobrze, zobaczysz. Wiem, że to błahe słowa, ale gdy w nie wierzysz stają się prawdziwe. Dobra, koniec smutnych tematów. Jak pierwsze wrażenia po poznaniu tych trzech wariatów?
-Szczerze? Nie mam pojęcia. Powiedziałam im tylko "hej" i od razu zaszyłam się tutaj. Jakoś nie mam szczególnej ochoty poznawać ich bliżej. Przynajmniej nie dzisiaj.
-O to się nie martw. Sami do ciebie przyjdą. Oni nie umieją wytrzymać. Ciekawość weźmie górę. Zwłaszcza u Styles'a.
-Emm.. u kogo? Wybacz, ale ja ich jeszcze nie rozpoznaję. 
-Harry Styles to ten lokowaty o słodkim uśmiechu i głębokich zielonych oczach. Od razu zacznie do ciebie zarywać, więc nie bądź zaskoczona.
-Ach. To ten, którego jeszcze nie poznałam. Okay, będę się mieć na baczności.
-Dobry pomysł. Chociaż ma on swój urok. Ale jakby co to Louis jest jeszcze wolny. O Niall'u nie mówię bo to by było dziwne skoro to twój kuzyn - obie się zaśmiałyśmy.
-Nie przyjechałam tu żeby szukać nowej miłości - powiedziałam stanowczo - a na pewno nie wśród nich. 
-Może zmienisz zdanie..
-Raczej wątpię. Ale gdyby coś, to będziesz pierwszą osobą, która się o tym dowie. 
-Trzymam cię za słowo!
Nagle zadzwonił telefon Libby. Wyciągnęła go z kieszeni, spojrzała na wyświetlacz i momentalnie się skrzywiła. 
-Tak Amber? - odebrała - nic szczególnego.. nie.. nie ma mowy, nigdzie nie idę.. jestem zajęta.. oj nie przesadzaj.. po prostu nie mam ochoty.. a dlaczego nie weźmiesz Zayn'a? ... jasne, już wiesz, że się nie zgodzi.. zadzwoń, zobaczysz, że dla ciebie wyjdzie z domu.. obiecuję, że następnym razem pójdę z tobą.. tak, obiecuję.. do zobaczenia.. ja ciebie też.
Zakończyła połączenie i schowała telefon.
-Wybacz, musiałam odebrać - powiedziała i uśmiechnęła się przepraszająco.
-Jasne, nie ma sprawy. Amber to dziewczyna Zayana? 
-Zayn'a kochanie - powiedziała śmiejąc się - tak, są ze sobą od pół roku. Jest wielką miłośniczką zakupów. Codziennie jest w centrum handlowym. Nie rozumiem jak tak można. No, ale Amber to uwielbia.
-Dziwne. To chyba jakaś mania czy coś.
-Możliwe. Ale Amber jest bogata. Jej ojciec ma wytwórnię płytową. Ma kasy jak lodu. Zawsze ubiera się w najmodniejsze ciuchy i zabójczo wygląda. Nie dziwię się Zayn'owi że na nią poleciał. A do tego jest naprawdę śliczna. Tylko pozazdrościć.
-Ta.. no właśnie. 
Rozmawiałyśmy jeszcze długo. I w końcu skończyłyśmy wypakowywanie. Pokój wyglądał bardziej jak mój. Wszędzie walały się moje rzeczy. Byłam naprawdę wdzięczna Libby. Bez jej pomocy siedziałabym z tym chyba do rana. 
-Nie wiem jak ty, ale ja jestem głodna - powiedziała - idziesz ze mną do kuchni? Przygotujemy coś dobrego.
-Na dół? Ale.. oni tam są.. 
-Owszem, są. Kochanie oni tu mieszkają. Licz się z tym, że ciągle będziesz na nich wpa..
Nie zdążyła dokończyć, bo drzwi do mojego pokoju gwałtownie się otworzyły i do środka wpadł któryś z chłopaków. Nawet nie wiedziałam który. Nie mogłam przypomnieć sobie jego imienia. Zamknął je pospiesznie i spojrzał na nasze zdezorientowane miny. 
-Wybaczcie. Zjadłem Niall'owi kanapkę - oświadczył - możecie mnie schować?
-Zayn jesteś niemożliwy - powiedziała Libby kręcąc głową - ale to nie mój pokój. Pytaj Rose.
Zayn. A więc tak miał na imię. I to on był chłopakiem tej zakupoholiczki. Przeniósł wzrok z Libby na mnie i momentalnie przeszły mnie ciarki. Byłam nieśmiała. I nic nie mogłam na to poradzić. Od razu spłonęłam rumieńcem i spuściłam głowę. 
-Rose? Pomożesz człowiekowi w potrzebie? - spytał głębokim głosem.
-J..jasne - wyjąkałam - rób co chcesz.
-Dzięki wybawicielko!
Pobiegł do garderoby i tyle go widziałam. W ostatniej chwili, bo drzwi ponownie się otworzyły i stanął w nich Niall.
-Cześć dziewczyny - odezwał się - głupie pytanie, ale jest tu może Zayn? 
-Wybacz, ale ja nawet nie wiem kto to Zayn - odpowiedziałam kryjąc chłopaka - jestem tylko z Libby kuzynku.
-Szlag. Okay, to ja nie przeszkadzam.
I już go nie było. Słyszałam tylko odgłos jego kroków. Spojrzałyśmy na siebie z blondynką i zaczęłyśmy się śmiać. Nawet nie wiedziałam z czego. Tak wyszło samo z siebie. Po chwili Zayn wyszedł z garderoby. 
-Dzięki - powiedział z ulgą - będę ci wdzięczny do końca życia.
-To dość długo - powiedziałam odzyskując pewność siebie - a ja mogę to zapamiętać. Droga wolna. Możesz wyjść.
-Em.. jasne. Już mnie nie ma.
Posłał nam ostatni uśmiech i wyszedł. To była naprawdę dziwna akcja.
-To jak? Idziesz ze mną do kuchni? - spytała Libby.
-Pod jednym warunkiem. Obiecaj, że nie będę musiała z nimi gadać. Mam dość jak na jeden dzień.
-Okay, załatwione.
Uśmiechnęłam się do niej i poszłyśmy prosto do kuchni. Starałam się nie patrzeć na współlokatorów. Przynajmniej dzisiaj chciałam mieć święty spokój. Ani przez chwilę nie zapomniałam, że są sławni. A gwiazdy potrafią zachowywać się gorzej niż można by się tego po nich spodziewać. Libby zajęła się przygotowywaniem sałatki z kurczakiem. Pomagałam jej i nadal rozmawiałyśmy. Zaczynałam coraz bardziej ją lubić. I coraz bardziej jej ufać. Naprawdę świetnie mi się z nią gadało. Czułam, że mogłam powiedzieć jej wszystko. A znałyśmy się zaledwie kilka godzin. Kiedy skończyłyśmy, nałożyłyśmy sobie sałatkę na talerze, przeszłyśmy do jadalni i zajęłyśmy się jedzeniem. W sumie nie byłam głodna, ale gdy tylko spróbowałam specjalności Libby, miałam ochotę na więcej. Naprawdę miała talent do gotowania. Kiedy skończyłyśmy, napiłyśmy się soku pomarańczowego i włożyłyśmy wszystko do zmywarki. W pewnym momencie do kuchni wszedł inny z chłopaków. Domyśliłam się, że był to Liam, bo objął dziewczynę w pasie i pocałował w usta. Momentalnie odwróciłam głowę w drugą stronę. Nie mogłam patrzeć na te czułości. To było za dużo.
-E.. to ja nie przeszkadzam - powiedziałam i zaczęłam się wycofywać - jakby co będę u siebie.
Zanim Libby zdążyła cokolwiek powiedzieć, ja byłam już na schodach. I tyle z udanego wieczoru. Wróciłam do siebie i rzuciłam się na wygodne łóżko, chowając twarz w poduszki. Mieszkałam z chłopakami z jednego z najpopularniejszych zespołów na świecie, a nie robiło to na mnie prawie żadnego wrażenia. Nie potrafiłam nawet nauczyć się ich imion. Czy coś ze mną jest nie tak? pytałam sama siebie. Inne dziewczyny na moim miejscu pewnie szalałyby z radości, siedziały z nimi i nie mogły oderwać od nich wzroku. A ja? Ja wolałam siedzieć sama i mieć wszystko gdzieś. Tak, to z pewnością było dziwne. Powoli zwlokłam się z łóżka, przebrałam się w krótkie, dresowe spodenki i zwykłą bluzkę, po czym podeszłam do jednego z regałów. Wzięłam pierwszą lepszą książkę i wróciłam na łóżku. Przeszukałam ją i znalazłam to, o co mi chodziło. A mianowicie zdjęcie, na którym byłam ja, Josh, Natalie i Tyler podczas jednego z wypadów za miasto. Właśnie to zdjęcie było moim ulubionym. Byliśmy na nim tacy szczęśliwi i zadowoleni. Wtedy jeszcze nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, jak wszystko dalej się potoczy. Schowałam je między kartki i zajęłam się czytaniem. Książka była nawet ciekawa, więc nim się zorientowałam, za oknem było już kompletnie ciemno. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał 23:30. Kompletnie straciłam poczucie czasu. W domu panowała kompletna cisza. Zachciało mi się pić. Niechętnie zwlokłam się z łóżka i po cichu zeszłam na dół. O mały włos się nie zgubiłam, ale udało mi się tam dotrzeć. Zaświeciłam światło i wyjęłam z lodówki sok pomarańczowy. Nalałam sobie szklankę i powoli ją wypiłam.
-Ktoś tu nie może spać - usłyszałam za swoimi plecami i gwałtownie się odwróciłam.
W drzwiach stał chłopak w kręconych włosach. Opierał się o futrynę krzyżując ramiona na piersi i przyglądając mi się. To musiał być Harry. Przyjrzałam mu się uważniej. Wyglądał na pewnego siebie.
-Wzajemnie - mruknęłam i skończyłam sok.
-Ty musisz być Rose - powiedział.
-A ty ten od flirtu - zakpiłam i włożyłam szklankę do zlewu.
-Po prostu Harry - zaśmiał się.
-Jasne. Czyli ten od flirtu. Wybacz, ale jakoś nie mam ochoty na pogaduchy.
-Wstałaś dziś lewą nogą czy jak? 
-Nic ci do tego. Dlaczego po prostu nie możesz iść spać? I dać mi spokój?
-Bo.. jakoś nie mam ochoty - wyszczerzył zęby w uśmiechu.
-Okay, to nie miej. Ale ja mam, więc bajo.
Po tych słowach ominęłam go i wyszłam z kuchni. Już chciałam wchodzić po schodach, gdy znów usłyszałam jego głos.
-2 tygodnie! - krzyknął.
-Co? - spytałam zdziwiona nie wiedząc o co mu chodzi.
-Tylko tyle ci potrzeba- powiedział i znalazł się koło mnie.
-Po co?
-Żeby się we mnie zakochać. 
W tym momencie wybuchnęłam sztucznym śmiechem i spojrzałam na niego jak na idiotę.
-Marzenia ściętej głowy świrze. 
-Jeszcze wspomnisz moje słowa. Zobaczysz.
-Ta, jasne. O ile wcześniej nie umrę ze starości. A teraz wybacz, ale mam lepsze rzeczy do robienia niż gadanie z tobą. Więc.. dobranoc. 
Weszłam po schodach i bez trudu trafiłam do siebie. Nim otworzyłam drzwi, znów usłyszałam jego krzyk. Te same dwa słowa: "dwa tygodnie!". Pokręciłam tylko głową i weszłam do środka. 2 tygodnie? Zakochać się? Czy on naprawdę upadł na głowę? Miałam dość wrażeń jak na jeden dzień. Zgasiłam światło, położyłam się do łóżka i zasnęłam mając nadzieję na lepsze jutro..

_____________________
Jest piąteczka :D 
Tak szczerze, to miało wyglądać całkiem inaczej. No, ale wyszło jak wyszło :)
Dziękuję wam za wszystkie komentarze i czekam na kolejne! :)
Dziękuję też za dodawanie się do obserwatorów i głosowanie w ankiecie :) 
Czytasz = komentujesz ♥
Pamiętajcie. Bo naprawdę bardzo zależy mi na waszych opiniach :)
Następny wkrótce x

A tak na koniec macie tych 5 wariatów :3





piątek, 2 listopada 2012

Rozdział czwarty ♥

Szybko zarzuciłam na siebie kurtkę i otworzyłam drzwi. Niall patrzył na mnie z uśmiechem, którego niestety nie mogłam odwzajemnić. Dziękowałam Bogu za to, że zrobiło się zimno i ręce mogłam chować pod rękawami. Wyszliśmy na zewnątrz i wsiedliśmy do jego samochodu. Po drodze Niall minął kino i jechał dalej przed siebie.
-Em.. Niall? Minąłeś nasz przystanek.. - powiedziałam zdezorientowana.
-Nie, wcale nie - odpowiedział i się wyszczerzył - mała zmiana planów. Nie mam zamiaru siedzieć w ciemnej sali i bezsensownie gapić się w ekran. Są lepsze zajęcia.
-Czasami cię normalnie nie ogarniam Horan - powiedziałam zrezygnowana - coś ty znowu wymyślił?
-Zobaczysz, jak dojedziemy na miejsce.
-O, nagle zrobiłeś się tajemniczy? - zakpiłam - Wybacz, ale jakoś nie mam ochoty na zabawę w kotka i myszkę.
-Też cię kocham - odpowiedział i przez resztę drogi siedzieliśmy w milczeniu.
Kiedy dojechaliśmy na miejsce, myślałam, że zwariował. Staliśmy na parkingu przed lodowiskiem. Wysiadłam z samochodu i spojrzałam na ogromny budynek. Wszystkie wspomnienia uderzyły we mnie ze zdwojoną siłą. To właśnie tutaj spędzałam z Josh'em zimowe popołudnia. To on nauczył mnie jeździć na łyżwach. Przypomniał mi się mój pierwszy raz tutaj. Nie chciałam nawet założyć łyżew. Ale Josh nie dał się przekonać i ubrał mi je siłą, po czym wziął mnie na ręce i zaniósł na lód. Nie szło mi dobrze. Ciągle się wywracałam i narobiłam sobie mnóstwo siniaków. Była przy tym cała masa śmiechu. Bawiliśmy się świetnie. Spodobało mi się to. Od tamtej pory chodziliśmy tu co weekend. Z dnia na dzień szło mi coraz lepiej. A Josh.. no cóż. Nikt nie dawał mi tyle szczęścia, co on. Ból zawładnął moim ciałem. Znowu. Tak nagle i niespodziewanie. Skuliłam się i otarłam łzy spływające po policzkach. Niall nie miał pojęcia, co się ze mną działo. Od razu znalazł się obok mnie i przytulił do siebie. Gdyby mi powiedział gdzie zamierza mnie zabrać, nawet nie wyszłabym z domu. A teraz było już za późno. Powoli się podniosłam i zapanowałam nad emocjami.
-Jeżeli chcesz to możemy pojechać gdzie indziej - powiedział blondyn spokojnie.
-Nie, okay. Skoro już tu jesteśmy.. - odpowiedziałam nie do końca pewna, czy dobrze robię.
-Na pewno?
-Tak. Chodźmy wypożyczyć łyżwy.
Wzięłam głęboki oddech i weszliśmy do środka. Nie było zbyt wielu ludzi. Tylko kilku nastolatków i starszych. Wypożyczyliśmy łyżwy i weszliśmy na lód. To miejsce nie zmieniło się nawet odrobinę. Wszystko było takie samo. Zaczęliśmy jeździć. Niall w magiczny sposób rozładował ponurą atmosferę samym swoim towarzystwem. Już po chwili śmiałam się jak głupia, choć serce rozdzierał mi paraliżujący ból. Czas mijał szybko. W końcu zmęczeni opuściliśmy lodowisko i poszliśmy do pobliskiej kawiarni na gorącą czekoladę. Było w niej przyjemnie ciepło i zanim zorientowałam się, co robię, zdjęłam kurtkę odsłaniając ręce. Niall to zauważył i spojrzał na mnie przerażony. No pięknie, pomyślałam ponuro. Irlandczyk wziął mnie za ręce i przyjrzał im się dokładnie. Było na nich sporo blizn. I starych i nowych. Plus ta dzisiejsza, ukryta za bandażem.
-Co ty najlepszego wyrabiasz? - spytał z niedowierzaniem.
Wyrwałam mu ręce i schowałam je pod stół.
-To nic takiego - mruknęłam.
-Nic takiego? Rose, czy ty się słyszysz? Kaleczysz się!
-Tak Niall, głośniej - syknęłam. Wszyscy ludzie w kawiarni patrzyli w naszym kierunku.
-Wybacz - powiedział już ciszej - ale nie mogę tego zrozumieć. Dlaczego to robisz?
-Nie każdy ma tak perfekcyjne życie jak ty - powiedziałam z ironią - a mi to pomaga.
-Pomaga? Ciekawe jak samookaleczenie się może ci pomóc.
-Ty i tak tego nie zrozumiesz, więc po co mam ci to tłumaczyć? Po prostu daj spokój.
-Nie Rose, nie mogę tego tak zostawić. Nie chcę, żeby coś ci się stało.
-Czemu tak nagle się o mnie martwisz, co? Po co ci to? Po co chcesz brać na głowę moje problemy, skoro pewnie masz swoje własne? Nie lepiej byłoby zostawić mnie w spokoju?
-Nie, to wcale nie tak..
-Daj spokój - przerwałam mu - po prostu to zostaw. Ja jakoś sobie poradzę. Zawsze to robiłam. Więc tym razem też dam radę. Zajmij się swoim życiem.
-Nie pozwolę, żeby coś ci się stało jasne? - powiedział twardo patrząc mi prosto w oczy.
-Jasne - bąknęłam.
-Mam dla ciebie pewną propozycję. I chcę, żebyś zastanowiła się nad nią dłużej niż 5 minut.
-Strzelaj.
-Zamieszkaj ze mną w Londynie.
Po tych słowach o mało nie zakrztusiłam się czekoladą, którą właśnie popijałam. Czegoś takiego się nie spodziewałam.
-Że co proszę?
-Wyjedź ze mną do Londynu. Zamieszkaj z nami. Zmienisz otoczenie, poznasz innych ludzi. I będę mógł zawsze być przy tobie.
-Niall ty chyba zwariowałeś! Mam zostawić to wszystko co mam tutaj i tak po prostu wyjechać? Zamieszkać z tobą i tymi pajacami? Dobre żarty! Nie ma mowy. Nigdzie się stąd nie ruszam.
-Nawet się nad tym nie zastanowiłaś.
-Bo nie mam takiej potrzeby. Nie opuszczę Mullingar. Nie zostawię mamy i wszystkiego, co tu mam. Nie masz po co mnie namawiać. Nie zmienię decyzji.
-Ale dlaczego? Rose, czy ty naprawdę tego nie rozumiesz? Nie uciekniesz od wspomnień. Będziesz ciągle żyła w strachu o kolejny dzień? Będziesz nadal się cięła i wmawiała sobie, że wszystko jest w porządku? Naprawdę chcesz tak żyć?
-Nie mam innego wyjścia Niall. To właśnie jest moje życie.
-Ale to życie możesz zmienić! Możesz wyjechać, zmienić otoczenie. Poznać nowych ludzi i starać się żyć normalnie. Nie będziesz musiała dłużej bać się pijanego ojca. Nie będziesz żyła w strachu. Proszę, naprawdę bardzo cię proszę, zastanów się nad tym.
-A co z mamą? - spytałam od niechcenia.
-Może jechać z nami. Załatwię jej mieszkanie, pracę, wszystko czego będzie potrzebować. A jeżeli nie będzie chciała, to może zamieszkać z moją mamą. Na pewno chętnie się zgodzi, bo zawsze brakuje jej towarzystwa. Jakoś damy sobie radę Rose. Proszę cię.
-Ja.. sama nie wiem.. - zawahałam się.
-Nie podejmuj tej decyzji teraz. Zostaję w Mullingar jeszcze przez tydzień. Będziesz miała czas do namysłu i rozmowy z mamą. Proszę cię tylko o jedno. Obiecaj mi, że poważnie się nad tym zastanowisz.
-No.. dobra, niech ci będzie. Ale nie licz na to, że zmienię zdanie.
-Czas pokaże.
Siedzieliśmy w kawiarni jeszcze przez chwilę. Powoli zaczynało się ściemniać i musieliśmy wracać do domów. Kiedy stanęliśmy pod moim, podziękowałam Niall'owi za cały dzień i weszłam do środka. W salonie paliło się światło. Słychać było dźwięki z telewizora. Ojciec był w domu. Od razu strach sparaliżował moje ciało. Na szczęście mama leżała w szpitalu i nie mógł nic jej zrobić. Starałam się wejść jak najciszej, ale wpadłam na wieszak i narobiłam hałasu. Zaklęłam pod nosem i czekałam na rozwój wydarzeń. Ojciec ściszył telewizor.
-Kto tam jest?! - wrzasnął.
Był pijany. Jak zwykle zresztą. Podniosłam wieszak i powoli weszłam do salonu. Na stole leżało kilka puszek po piwie, a reszta walała się po podłodze.
-To tylko ja - powiedziałam cicho, a ojciec spojrzał na mnie gniewnie.
-O której to się wraca do domu smarkulo? - warknął.
-Jest dopiero 22:00 tato..
-Dopiero? Ha! Dobre sobie! Masz wracać najpóźniej o 19:00, a nie się włóczyć po nocach. Pewnie byłaś w jakimś klubie i dawałaś dupy obcym facetom.
Te słowa zadziałały na mnie jak cios wymierzony prosto w policzek. Zabolało. Bardzo zabolało. Własny ojciec miał mnie za jakąś tanią dziwkę.
-Nie masz prawa mnie oceniać - warknęłam.
-Owszem, mam prawo. Gdzie matka?
-Nic ci do tego. Nie ma jej w domu.
-Jak ty się do mnie odzywasz gówniaro? - wstał z kanapy i zmierzał w moim kierunku.
Odruchowo zrobiłam krok w tył, ale szybko mnie dopadł i uderzył prosto w twarz. Z bólem upadłam na podłogę.
-Teraz powiesz mi gdzie ona jest? - warknął.
-Ja.. nie wiem.. - skłamałam.
-Więc tak chcesz się bawić? - znów mnie uderzył,a po ciele rozeszła mi się nowa fala bólu.
-Ale ja naprawdę nie wiem. Proszę.. zostaw mnie..
Nic nie powiedział. Po prostu z powrotem usiadł na kanapie i podgłośnił telewizor. Powoli podniosłam się z podłogi i poszłam do swojego pokoju. Położyłam się na łóżku i zaczęłam płakać. Miałam dość takiego życia. Dość tego, że ojciec traktował mnie jak nic nie wartą marionetkę. Dzisiaj pierwszy raz próbowałam mu się postawić. I oto jak to się skończyło. Czy naprawdę każdy mój kolejny dzień miał tak wyglądać? A może jednak Niall miał rację? Może powinnam zostawić to wszystko i wyjechać z nim do Londynu? Gdyby to tylko było takie łatwe. Nie chciałam mu się narzucać. Nie chciałam sprawiać kłopotu. W sumie od dawna chciałam wyjechać. W Mullingar trzymała mnie tylko mama i Josh. A jego już nie było. Więc co miałam do stracenia?  Ale z drugiej strony.. zamieszkać z Niall'em i jego przyjaciółmi? Przecież oni byli sławni! Musiałabym liczyć się z tym, że zaczęłabym pojawiać się w gazetach, a moje zdjęcia szybko znalazłyby się w internecie. Nie chciałam rozgłosu. W ogóle nie chciałam, żeby świat wiedział, że ja w ogóle istnieję. Czemu to wszystko musiało być takie trudne? Wzięłam do ręki laptopa i szybko zalogowałam się na fb, tt i fotoblogu. Zaobserwowałam kilka osób, przeczytałam komentarze do zdjęć i przeglądnęłam najnowsze wpisy. Czasami myślałam, że ludzie z Twittera rozumieją mnie jak nikt inny. Mogłam tam napisać wszystko, co tylko chciałam. A oni mnie za to nie hejtowali. Ale czy gdybym nagle zaczęła się pojawiać u boku sławnych chłopaków, to ludzie z tt nadal byliby tak mili? Opublikowałam wpis "Trudne, życiowe decyzje. I co ja mam robić.?". Napisała do mnie jakaś dziewczyna. Polka. Znała angielski bardzo dobrze i wspaniale nam się pisało. Wymieniłyśmy się nawet numerami telefonów. Kolejna cudowna osoba poznana w internecie, mieszkająca tak cholernie daleko. Wylogowałam się i wyłączyłam laptopa, kładąc go na podłodze obok łóżka. Przebrałam się w piżamę, zmyłam makijaż i po prostu poszłam spać. Przyśnił mi się Londyn.
Minęły 3 dni. Codziennie spotykałam się z Niall'em i odwiedzałam mamę w szpitalu. A tego dnia miała zostać wypisana. Byłam u niej już od rana. Ojciec znowu zniknął. Pewnie leżał pod jakimś mostem pijany do nieprzytomności. Kiedy dostałyśmy wypis od razu pojechałyśmy do domu. Chyba nadszedł czas, żeby porozmawiać z nią o propozycji Niall'a. Usiadłyśmy w kuchni i popijałyśmy gorącą herbatę z cytryną i miodem. Najlepszy napój na chłodne, zimowe dni. Nie podjęłam jeszcze decyzji. Nie byłam pewna, czy chcę jechać do Londynu i zacząć całkiem nowe życie. Nie wiem, czy byłam na to gotowa.
-Mamo, chcę z tobą o czymś porozmawiać - zaczęłam ostrożnie.
-Więc zamieniam się w słuch skarbie - odpowiedziała z uśmiechem.
-Ostatnio dużo czasu spędzałam z Niall'em i.. i on złożył mi pewną propozycję, nad którą cały czas się zastanawiam.
-Jaką propozycję?
-Chce żebym wyjechała z nim do Londynu i zamieszkała tam na stałe - wydusiłam z siebie.
Zapadło milczenie. Mama głęboko zastanawiała się nad moimi słowami.
-Uważam, że to wspaniały pomysł - powiedziała w końcu i lekko się uśmiechnęła.
-Co? Ale jak to?
-Rose, powinnaś wyjechać. Sama widzisz jak wygląda nasze życie. Gdybyś była z Niall'em miałabym przynajmniej pewność, że jesteś bezpieczna. Nie musiałabyś się już niczego bać.
-Ale.. a co z tobą? Mam cię tak po prostu zostawić?
-O mnie się nie martw kochanie. Wytrzymałam 18 lat. Wytrzymam kolejne.
-Nie pozwolę na to, żebyś została z nim sama. Nigdy w życiu. Nawet nie ma takiej opcji.
-Rose..
-Nie mamo - przerwałam jej - jedź z nami. Zamieszkaj z nami w Londynie. Wyjedź ze mną. Razem ucieknijmy od tego koszmaru.
-Nie. Nie ma mowy. Nie wyjadę z Mullingar. Mieszkam tu od urodzenia. Nie jestem w stanie zostawić tego miasta.
-W takim razie zamieszkaj u cioci Maury. Niall powiedział, że już się zgodziła. A ja miałabym przynajmniej pewność, że jesteś bezpieczna.
-Kochanie to nie jest najlepszy pomysł..
-To mój warunek. Wyjadę do Londynu, jeżeli ty zamieszkasz z ciocią.
-To szantaż?
-Powiedzmy. Więc jak będzie?
-Eh.. muszę się nad tym zastanowić. Daj mi trochę czasu, dobrze?
-Dobrze, byle nie za długo. Niall wyjeżdża za 4 dni.
-W porządku.
Nagle ktoś zadzwonił do drzwi. Zdziwiłam się. Na pewno nie był to Niall, bo pojechał pozałatwiać jakieś swoje sprawy. Nie był to też ojciec, bo on wpadłby do domu i od razu zacząłby krzyczeć. Więc kto to mógł być? Od dawna nikt nas nie odwiedzał. Podeszłam do drzwi i otworzyłam je. W progu stała Jade. Na jej widok od razu się uśmiechnęłam.
-Jade! - krzyknęłam i przytuliłam ją na powitanie, co od razu odwzajemniła.
-Cześć kochana. Mogę wejść?
-Jasne, wchodź!
Odsunęłam się i wpuściłam ją do środka. Zaczekałam aż zdejmie płaszcz i zaprowadziłam ją do swojego pokoju. Razem usiadłyśmy na podłodze, jak robiłyśmy to zawsze, gdy mnie odwiedzała.
-Co cię do mnie sprowadza? - spytałam ciekawa.
-Miałam cię odwiedzić już dawno, ale jakoś nie było ku temu okazji. Po pierwsze strasznie się za tobą stęskniłam, a po drugie.. mam coś dla ciebie.
-Dla mnie? - zdziwiłam się - Co takiego?
Wzięła do ręki torebkę i po chwili wyciągnęła z niej znajomy złoty łańcuszek. Połowa serca z "VE". Łańcuszek Josh'a. Coś ścisnęło mnie za serce i znów poczułam znajomy ból.
-Skąd.. skąd ty go masz? - spytałam łamiącym się głosem.
-Po śmierci Josh'a dostaliśmy wszystkie jego rzeczy. To było wśród nich. Pomyślałam, że to ty powinnaś go mieć.
Po tych słowach podała mi go. Odebrałam go od niej drżącą ręką. Jego łańcuszek. Jego własność. I jedyna rzecz, która mi po nim pozostała oprócz zdjęć i wspomnień.
-Dziękuję - szepnęłam do przyjaciółki i mocno ją przytuliłam.
-Nie ma za co.
Zawiązałam go sobie wokół nadgarstka i przysięgłam, że nigdy go nie ściągnę. Miał zawsze przypominać mi o miłości mojego życia. Razem z Jade zaczęłyśmy rozmawiać dosłownie o wszystkim. Zupełnie jakbyśmy nie widziały się od kilku lat. Opowiedziałam jej o tym, co ostatnio się u mnie działo.
-Niall zaproponował mi, żebym zamieszkała z nim w Londynie a ja nie wiem co mam robić - powiedziałam ze zrezygnowaniem.
-To świetny pomysł! Oczywiście będę za tobą tęsknić i w ogóle, ale może zmiana otoczenia dobrze ci zrobi? 
-Powiedział dokładnie to samo.
-I ma rację. Uważam, że powinnaś wyjechać.
-Ehh.. sama już nie wiem. Widziałaś się ostatnio z Nat?
-Tak, była u mnie wczoraj. Martwi się o ciebie. I bardzo przeżywa to, że wasz kontakt się urwał. 
-Jestem okropna - powiedziałam z grymasem - czemu muszę krzywdzić ludzi, na których mi zależy? Cholera, co jest ze mną nie tak?
-Rose, nie przesadzaj. Po prostu się z nią spotkaj i porozmawiajcie. 
-Może i masz rację. Tylko czy ona będzie chciała ze mną rozmawiać..
-Jestem pewna, że tak. 
Rozmawiałyśmy jeszcze przez chwilę i w końcu Jade musiała się zbierać. Odprowadziłam ją do drzwi i pożegnałam buziakiem w policzek. Pierwszy raz od dawna rozmawiałam z kimś oprócz Niall'a. Dzień minął szybko. Nawet nie wiem kiedy. Ojciec nie wrócił, więc mogłam zasnąć spokojnie.


~*~

Dni mijały szybko. Ani się obejrzałam, a nadeszła kolejna sobota. Ostatni dzień pobytu Niall'a w Mullingar. A ja nadal nie dałam mu odpowiedzi. Z samego rana zeszłam do kuchni. Mama była zajęta myciem podłogi. A ja nie mogłam dłużej czekać. Na podjęcie decyzji została mi co najwyżej godzina.
-Mamo? - zaczęłam - Możemy porozmawiać?
-Oczywiście kochanie - odstawiła mopa i usiadła przy stole. Ja stałam naprzeciwko.
-Podjęłaś już decyzję? 
-W związku z czym? - spytała nie wiedząc o co chodzi.
-Z moim wyjazdem do Londynu. To już dzisiaj.
-Ach tak. Kochanie, moja decyzja jest prosta. Uważam, że powinnaś jechać. To ci dobrze zrobi. Zmienisz otoczenie, poznasz nowych ludzi i w końcu będziesz mogła zapomnieć o przeszłości. To dla ciebie wielka szansa. 
-A co z tobą? Pamiętasz jaki był warunek?
-Pamiętam. I jeżeli naprawdę ci na tym zależy, to w porządku. Zamieszkam u Maury.
-Naprawdę? 
-Tak. Chyba czas w końcu zacząć normalne życie.
Uśmiechnęłam się do niej i mocno ją przytuliłam. Może rzeczywiście nadszedł ten czas? Miałam mało czasu. Pobiegłam do swojego pokoju, wyciągnęłam walizki i pudła i zajęłam się pakowaniem. Zajęło mi to więcej czasu niż myślałam. Mniej więcej w połowie przyszła mama i zaczęła mi pomagać. Gdyby nie ona to pewnie nie wyrobiłabym się z tym do nocy. Choć w sumie nie miałam wielu rzeczy. Kiedy wszystko było skończone, wyciągnęłam telefon i wybrałam numer kuzyna. Odebrał niemal natychmiast.
-Cześć Rose - powitał mnie ciepło - rozumiem, że podjęłaś decyzję?
-Tak Niall. Jadę z tobą.
W słuchawce zapadła cisza.
-Na..naprawdę? Poważnie? Zgadzasz się? - wydawał się być zdziwiony i wcale mu się nie dziwiłam.
-Tak. Przemyślałam to wszystko i chyba miałeś rację. Przyda mi się zmiana otoczenia.
-Nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo się cieszę! Będę u ciebie o 15:00, okay?
-Jasne. To do zobaczenia.
-Do zobaczenia.
Zakończyłam połączenie i spojrzałam na zegarek. Była 13:58. Miałam jeszcze chwilę czasu, więc postanowiłam załatwić ostatnią ważną sprawę. Odwiedzić Natalie. Szybko przebrałam się w TO, narzuciłam na siebie sweterek i kurtkę i szybkim krokiem wyszłam z domu. Kiedy znalazłam się pod domem przyjaciółki wiedziałam, że nie ma już powrotu. Nasza rozłąka sporo mnie kosztowała. Szkoda, że zdałam sobie z tego sprawę dopiero teraz. Nacisnęłam dzwonek i cierpliwie czekałam. Drzwi otworzyły się po chwili i w progu stanęła Nat. Gdy mnie zobaczyła, zrobiła zaskoczoną minę. Jakby nie wierzyła, że to naprawdę ja. Wyglądało to dość komicznie.
-Cześć Natalie - przywitałam się z nią uśmiechem.
-Rose? O mój Boże, Rose! - zaczęła krzyczeć i rzuciła mi się na szyję.
-Tak, tak to ja - zaczęłam się śmiać. 
-Jak dobrze cię widzieć! - powiedziała i wpuściła mnie do środka.
-Nie wejdziesz dalej? - spytała widząc, że stoję w miejscu.
-Wybacz, ale nie mam czasu. Wpadłam dosłownie na 5 minut. Żeby się pożegnać.
-Pożegnać? Ale.. jak to? - wyraz jej twarzy momentalnie się zmienił.
-Wyprowadzam się do Londynu Nat - powiedziałam po prostu - za godzinę już mnie tu nie będzie.
-Co.. o czym ty mówisz? Jak to się wyprowadzasz?
-Po prostu. Zmieniam otoczenie. Tu prześladuje mnie zbyt wiele wspomnień. Jadę z Niall'em..
-Zaraz, chwila! - przerwała mi - z Niall'em? TYM Niall'em? On tu jest?!
-Tak, jest. Jeszcze przez chwilę. I nie rozumiem czemu jesteś taka zaskoczona. Przecież się znacie. Okay, wiem, że jest sławny, ale bez przesady.
-Jasne, jasne. Przepraszam, po prostu mnie poniosło. Będę za tobą tęsknić siostro.. - w jej oczach pojawił się smutek.
-Ja za tobą również. Ale zostaje nam Skype, sms-y i rozmowy telefoniczne. Jakoś damy radę. I tym razem nie pozwolę na to, żeby nasz kontakt się urwał.
-Obiecujesz?
-Obiecuję. 
-W takim razie.. żegnaj.
-Żegnaj Natalie - powiedziałam i mocno ją do siebie przytuliłam - przepraszam cię za wszystko siostro. Mam nadzieję, że mi wybaczysz.
-Wybaczyłam już dawno - odpowiedziała cicho - Trzymaj się.
-Ty również. Odezwę się za niedługo.
-Trzymam cię za słowo.
Musiałam się zbierać. Do przyjazdu Niall'a zostało niewiele czasu. Niechętnie odsunęłam się od przyjaciółki i opuściłam jej dom. Dopiero wtedy dałam upust emocjom. Wróciłam do domu i dla zabicia czasu weszłam na fotobloga. Dodałam zdjęcie, które zrobiłam niedawno w parku z podpisem "Kolejny krok w moim życiu. Mam nadzieję, że dobry". W końcu rozległ się dźwięk klaksonu. Nowe życie czas zacząć...

_____________________________
Hej Pysiaki :D ♥
Macie kolejny rozdział. Nie wiem czy wyszedł, ale nie mam siły go poprawiać ^.^
Czytasz = komentujesz ♥
I czy tylko ja tak się jaram LITTLE THINGS? Awww! ♥ kocham to! 
Słucham tego w kółko i w kółko i znowu! I nie mogę przestać!
Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba :) Czekam na wasze opinie w komentarzach!
Do następnegoooo < 3