sobota, 6 lipca 2013

Rozdział czterdziesty pierwszy ♥

Lot dłużył się niemiłosiernie. Natalie wyjaśniła mi, że odebrała telefon od mamy Jade. Była bardzo zdenerwowana i prosiła o pomoc. Czemu akurat Nat? Tego niestety nie wiedziałam. Ta niewiedza nas obie wykańczała i doprowadzała do szczytu zmartwienia. Od dawna nie miałyśmy z nią żadnego kontaktu, przez co nasz niepokój był jeszcze większy. Zayn uparł się, że leci z nami i nie dało się go przekonać, by został w Londynie. Bałam się o Jade. Ostatnio widziałyśmy się na pogrzebie mojego ojca i już wtedy coś było z nią nie tak. Wpadła w złe towarzystwo a to nie wróżyło niczego dobrego. Zmieniła się nie do poznania. Więc co mogło się stać, że jej mama dzwoniła aż do Natalie? To musiało być poważne. W końcu wylądowaliśmy na lotnisku. Jak najszybciej odebraliśmy swoje małe bagaże i wsiedliśmy do taksówki, która już na nas czekała. Pojechaliśmy prosto do jej domu. Mieliśmy szczęście, bo jej mama właśnie wychodziła. Jak strzała wysiadłam z samochodu i podbiegłam do niej. Była zdenerwowana i zapłakana. Ostatnio widziałam ją taką, gdy.. gdy dowiedziała się, że Josh nie żyje. Wielki niepokój ogarnął całe moje ciało, aż do szpiku kości. Natalie i Zayn również dotarli. Pani Walker spojrzała na nas z ulgą, ale i niepokojem.
-Co się stało? - wypaliłam jako pierwsza - Gdzie jest Jade?
-Właśnie do niej jadę - powiedziała przez łzy - a wy co? Przylecieliście specjalnie do niej?
-Oczywiście, że tak! - powiedziała Natalie - martwimy się o nią. Powie nam pani co się stało?
-Sami zobaczycie.
I to był koniec tematu. Bez słowa otworzyła swój samochód i kazała nam wsiąść. Po kilku minutach zorientowałam się, dokąd jedziemy. Byłam przerażona. Natalie chyba również się zorientowała, bo otworzyła oczy z niedowierzania. W końcu byliśmy na miejscu, a nasze obawy się potwierdziły. Szpital psychiatryczny. Niepewnie wysiadłam z samochodu i stanęłam jak wryta przed wielkim, szarym budynkiem. Nie byłam w stanie się poruszyć. Mama Jade tylko westchnęła i zamknęła samochód. Gdyby nie Zayn, to obie z Nat nie zrobiłybyśmy ani kroku. Nikt się nie odezwał. Wiedziałam, że z Jade nie jest dobrze, ale żeby aż tak? To wszystko po prostu nie mieściło mi się w głowie. Byłam przerażona, gdy przekraczałam próg szpitala. Ściany były białe, a ludzie mieli nieprzyjemny wyraz twarzy. Nie wiedziałam, dokąd idziemy i kto nas prowadził. Byłam zbyt oszołomiona. W końcu stanęliśmy przed jakimiś drzwiami.
-Dalej może wejść jedna osoba - powiedziała starsza kobieta, która trzymała dłoń na klamce.
-Rose.. - usłyszałam cichy głos Nat - pójdziesz ty? Ja chyba nie jestem w stanie..
Przygryzłam dolną wargę i skinęłam głową. Nie miałam innego wyjścia. Czułam się winna całej tej sytuacji. Mama Jade położyła mi dłoń na ramieniu w geście wsparcia. Sama nie powiedziała ani słowa. Popatrzyłam na wszystkich i weszłam do środka. To, co zobaczyłam było przerażające. Moja niegdyś przyjaciółka siedziała przy stole z gniewnym wyrazem twarzy. Była cała posiniaczona i brudna. Jednak najgorsze były jej ręce. Całe w bliznach od samookaleczania. Zakryłam usta dłonią, żeby nie zacząć krzyczeć. To nie mogła być prawda. Nie mogła doprowadzić się do takiego stanu! To przecież ona pierwsza kazała mi obiecać, że nigdy więcej nie sięgnę po żyletkę, a sama miała bliznę na bliźnie? To był najgorszy widok w moim życiu. Jade dopiero w tej chwili mnie zauważyła. Jej źrenice gwałtownie się zwężyły a ręce położone na stole zacisnęły się w pięści.
-Rosalie Anne Bell - powiedziała jadowitym tonem - czemuż zawdzięczam tę wizytę w tym jakże miłym i przytulnym miejscu?
Otworzyłam usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Nie byłam w stanie nic powiedzieć. Nie poznawałam jej. To już nie była ta pełna życia i radości nastolatka, która wiele razy wyciągała mnie nawet z największego dołka. To była całkiem inna osoba, której nie znałam.
-Jade.. - wychrypiałam - co.. co ty sobie zrobiłaś?
-Tak nagle cię to obchodzi? - syknęła wściekła - No proszę! Siostra miłosierdzia się znalazła! Po jaką cholerę w ogóle tu przyjechałaś? Ja cię nie zapraszałam!
-Twoja mama..
-Ach.. - przerwała mi - Więc to ona cię tu sprowadziła? No tak, mogłam się domyślić. Bo gdyby nie ona, to nadal byłabyś w Londynie i miałabyś mnie daleko w swojej sławnej dupie? To takie banalne!
-Natalie też tu jest.. i Zayn..
-Nie obchodzi mnie to! - krzyknęła i wstała - Nienawidzę was! Zostawiłyście mnie jak ostatniego śmiecia. Odkąd wyjechałaś, przestałam się liczyć dla wszystkich! Nie mogłam sobie poradzić. Wtedy, kiedy najbardziej was potrzebowałam, wy zajmowałyście się swoimi zasranymi sprawami! Takie z was przyjaciółki? Żadne!
-Jade, proszę, uspokój się.. - głos mi drżał a ręce nerwowo splotłam.
Dziewczyna patrzyła na mnie z wielką wrogością i oddychała głęboko. Nie chciała się uspokoić. Powoli zaczynałam się jej bać, a wyrzuty sumienia niszczyły mnie od środka.
-Nie uspokoję się - syknęła - mam was daleko gdzieś! Tak samo, jak wy mnie przez ostatnie miesiące! Nic mnie nie obchodzi, rozumiesz? Absolutnie nic! A teraz wynocha! Nie chcę cię nigdy więcej widzieć! Ani ciebie, ani tej drugiej zakłamanej suki!
-Jade, proszę..
-Nie masz prawa o nic mnie prosić! - wrzasnęła a ja cofnęłam się o krok - Nigdy więcej tu nie przychodź. Wracaj do tego swojego wielkiego miasta i dalej żyj jak królewna! Ja sobie tu po prostu umrę, bo tylko tego chcę w tej chwili! Nienawidzę was obu! Wyjdź i nigdy nie wracaj!
W tym momencie do pomieszczenia weszła ta sama kobieta, która otworzyła mi drzwi. Wyprowadziła mnie z powrotem na korytarz, a dwóch mężczyzn zajęło się Jade. Byłam jak sparaliżowana, a po moich policzkach spływały łzy. Natalie mocno mnie do siebie przytuliła, a wtedy na dobre wybuchnęłam płaczem. Byłam winna. To wszystko było moją winą. Jak mogłam ją tak po prostu zostawić? Opuściliśmy budynek i pojechaliśmy do pobliskiej kawiarenki. Wciąż nie mogłam się uspokoić, a przed oczami ciągle miałam widok przyjaciółki. Nienawidziła mnie. Mnie i Natalie. I miała do tego pełne prawo. Usiedliśmy przy jednym ze stolików w kącie i zamówiliśmy po kawie. Wciąż byłam wtulona w Nat i nie mogłam się otrząsnąć. Zayn wiercił się na krześle i nie wiedział, co powinien zrobić.
-Pani Walker.. - powiedziałam cicho - co.. co się z nią stało?
-To bardzo długa historia, Rose - odpowiedziała z westchnięciem - długo was tu nie było.
-Wiemy  - powiedziała Nat - ale musimy wiedzieć, co tu się działo. Dlaczego ona tam jest?
-Naprawdę chcecie tego słuchać?
-Chcemy - odpowiedziałam stanowczo.
-W porządku.. Po twoim wyjeździe, Jade była smutna. Bardzo za tobą tęskniła. Natalie zajmowała się swoim chłopakiem i nie zawsze miała dla niej czas. Całymi dniami siedziała w domu i powoli nie wytrzymywała. Zamykała się w sobie i nawet ze mną nie chciała już rozmawiać. Po pewnym czasie znalazła nowych znajomych. I właśnie wtedy zaczęło się piekło. Zaczęła się ostro malować i wyzywająco ubierać. Straciła do mnie jakikolwiek szacunek. Wychodziła z domu wieczorem, a wracała nad ranem, albo w ogóle. Wszystko przestało się dla niej liczyć. Zaczęła palić i pić. Już nieraz ją wyczułam i chciałam zrobić awanturę, ale ona tylko zaczynała na mnie przeklinać i od razu szła do swojego pokoju. Później zaczął się problem z narkotykami. Doskonale widziałam ślady igły na jej żyłach. Straciłam z nią jakikolwiek kontakt. W pewnym momencie powiedziała, że się wyprowadza. Myślałam, że sobie żartuje, ale naprawdę to zrobiła. Późno w nocy wzięła swoje rzeczy i po prostu się wyniosła. Dopiero później dowiedziałam się, że mieszkała u starszego o 10 lat mężczyzny, który załatwiał jej prochy. Zaczął ją bić i wykorzystywać, a ona i tak do niego wracała. Później zaczęło się samookaleczanie. Jej ręce.. nie potrafię tego pojąć. Ona kompletnie się zmieniła. To właśnie ten jej chłopak do mnie zadzwonił. Jade oszalała. Krzyczała bez powodu, coraz więcej piła i pchała mu się do łóżka. Codziennie robiła nowe nacięcia na skórze, a on nie mógł sobie z nią poradzić. Mówiła, że tak ma być, że tak jest lepiej.. jej psychika po prostu nie wytrzymała. Musiałam oddać ją do szpitala. Nie miałam innego wyboru! Ona przestała zachowywać się jak człowiek. Jeżeli oni jej nie pomogą, to nikt tego nie zrobi. Jest tam dopiero od tygodnia. A ja byłam i wciąż jestem bezsilna. Ona z nikim nie chce rozmawiać, nawet ze mną. Myślałam, że może wam uda się do niej dotrzeć, ale.. same wiecie, jak to się skończyło. Nie potrafię porozumieć się z własną córką..
Przy stoliku znów zapadła cisza. Nie wiedziałyśmy, co powiedzieć. W tej chwili czułyśmy się winne wszystkiemu, co się stało. Nie powinnyśmy tak po prostu jej zostawiać.
-Musi być jakiś sposób, żeby jej pomóc - powiedział nagle Zayn - ona musi zrozumieć, że można żyć inaczej.
-Nie ma sposobu mój drogi - westchnęła pani Walker - rozmawiałam z lekarzami. Ona sama musi dojść do tego, że chce żyć. Inaczej jej nie pomożemy. Modlę się i liczę na to, że będzie w porządku. Dziękuję, że przylecieliście aż z Anglii, ale.. to chyba było niepotrzebne. Tutaj zaczyna się moja rola. Ja jako matka muszę coś zrobić.
-Możemy pani jakoś pomóc.. - zaczęła Natalie, ale mama Jade tylko pokręciła głową.
-Nie, skarbie. Mogę informować was o stanie jej zdrowia, ale wy nic nie zrobicie. Same wiecie, jak zareagowała na Rose. To tylko pogorszy sprawę. Wracajcie do domu, dzieciaki. 
-Nie mogę tak po prostu stąd wyjechać! - powiedziałam bliska histerii - Nie mogę znowu jej zostawić do cholery! Żadna ze mnie przyjaciółka..
-Rose, nie możesz nic zrobić - powiedziała spokojnym tonem - kiedy jej stan się poprawi, zadzwonię do was. Przylecicie i porozmawiacie z nią na spokojnie. W tym momencie jest w zbyt złym stanie. Nie powinnam was informować, bo tylko pogorszyłam sytuację.
-Bardzo dobrze, że pani zadzwoniła - powiedziała Natalie - powinnyśmy wiedzieć, do czego doprowadziłyśmy.
-Obwinianie się nic nie da. Wracajcie do Londynu, proszę was.
Znów zapadła cisza. Nie chciałam znów wyjeżdżać. Nie chciałam znów jej zostawiać, ale co mi pozostało? Miałam siedzieć na dupie i nic nie robić? Wiedziałam, że za 2 dni chłopaki mają tygodniową trasę, więc Zayn nie mógł zostać. Za kilka dni miała odbyć się wystawa moich fotografii, na której nie mogło mnie zabraknąć. Ze zrezygnowaniem kiwnęłam głową. Zayn wstał i poszedł zadzwonić, by załatwić nam samolot do Londynu. Po godzinie z powrotem byliśmy na lotnisku. Przytuliłam mocno mamę Jade i obiecałam jej, że przylecę w każdej chwili. Nie chciałam jej zostawiać. Nie chciałam po raz kolejny wszystkiego zniszczyć, ale jaki miałam wybór? Postawić się lekarzom? Nie, to nie wchodziło w grę.
Nasz samolot odleciał późno w nocy. W domu byłam dopiero koło południa następnego dnia. Na nic nie miałam ochoty. Byłam całkowicie zrezygnowana. Znów wszystko zaczynało się sypać. Poszłam do swojego pokoju i po prostu położyłam się spać. Nie miałam siły na to wszystko. Co jeszcze miało się zdarzyć?

Tydzień później...

Nadszedł dzień mojej wystawy. Od kilku dni z Libby ciężko nad nią pracowałyśmy i w końcu wszystko było gotowe. Poprzedniego dnia dostałam wiadomość od pani Walker, że stan Jade się poprawił. Nie wiedziałam, czym było to spowodowane, ale cieszyłam się, że jest choć odrobinę lepiej i że za niedługo będę mogła na spokojnie ją odwiedzić i przeprosić za wszystko. Już od rana byłam zdenerwowana. Miałam wielką nadzieję, że moje zdjęcia się spodobają i że krytycy nie zmieszają mnie z błotem. Ubrałam się w TEN zestaw i czekałam na Nate'a, który miał po mnie przyjechać godzinę przed rozpoczęciem. Moja mama była już na miejscu i przygotowywała poczęstunek dla gości. W końcu mój chłopak się zjawił. Pocałowałam go na powitanie i wspólnie pojechaliśmy do galerii sztuki. Libby już tam na mnie czekała. Wyglądała prześlicznie w TYM zestawie. Sprawdziłyśmy czy wszystko jest tak jak powinno i usiadłyśmy na skórzanej, białej sofie. Po kilkunastu minutach zjawiła się reszta naszych znajomych. Jane (zestaw), Darcy (zestaw) i Natalie (zestaw) wyglądały bardzo imponująco. Przytuliłam każdego i wzięłam głęboki oddech. Do otwarcia wystawy został kwadrans. Jeszcze raz przejrzałam wszystkie zdjęcia i drzwi zostały otwarte. Ludzie powoli zaczynali się schodzić. Stałam przy drzwiach i witałam każdą nową osobę. Nate stał u mojego boku i również wszystkim skinął głową. Wszyscy przechadzali się między moimi fotografiami i rozmawiali o nich. Byłam zdenerwowana i bałam się ich opinii, ale musiałam zachować zimną krew. Nie mogłam dać po sobie poznać, jak wiele mnie to kosztowało. 
-Przyniosę ci coś do picia - powiedział Nate.
Skinęłam głową, a on pocałował mnie w policzek i odszedł. Długo nie byłam sama, bo po chwili poczułam przy sobie dziwnie znajomy zapach perfum. Wiedziałam, kto to był. Odwróciłam się i stanęłam oko w oko z Hazzą, który uśmiechał się do mnie przyjaźnie.
-Twoje zdjęcia są niesamowite - powiedział szczerze - gdybym mógł, to wszystkie powiesiłbym sobie na ścianie. 
-Daj spokój. Nawet sobie nie wyobrażasz, jak się denerwuję.
-Nie masz czym. Z tego co widzę i słyszę, to wszyscy są zachwyceni. Ciągle szeptają, że masz dobry gust i wiesz, co robisz. 
-Poważnie? - zdziwiłam się.
-A po co miałbym kłamać? Nawet krytycy kiwają głowami z podziwem. Taką wystawę powinnaś zorganizować już dawno temu. 
-Przestań. Na pewno jutro zmieszają mnie z błotem - westchnęłam - to bez sensu. Zamknę się w domu i nigdy więcej nie wyjdę.
-Nie przesadzasz trochę? - zaśmiał się - Wszystko jest idealne! I jestem pewien, że zorganizujesz jeszcze nie jedną taką wystawę. A ludzie będą gotowi zabić, by zdobyć bilety. To fantastyczne, że dzielisz się z innymi swoją pasją. W końcu się na to zdobyłaś! 
-Dziękuję - uśmiechnęłam się do niego - już mi trochę lepiej. 
-Zawsze do usług.
Zaśmialiśmy się i w tym momencie podszedł do nas Nate. Zmierzyli się z Harrym wzrokiem. Nate od razu mnie objął, a Harry spuścił głowę i odszedł. Nie wiem czemu, ale poczułam się dziwnie. Chłopak wręczył mi plastikowy kubek z kawą i sam pociągnął łyk. Nie powiedział ani słowa. Przez resztę wystawy również się nie odezwał. Chodził w tę i z powrotem, jakby głęboko się nad czymś zastanawiał. Nie miałam pojęcia, o co może mu chodzić. W pewnym momencie podeszły do mnie Jane i Darcy.
-Świetna robota - powiedziała Dar - idealnie to wszystko przygotowałyście, a zdjęcia mnie po prostu urzekły.
-Dziękuję - powiedziałam z uśmiechem - cieszę się, że ci się podobają.
-Jestem tego samego zdania kochana! - poparła ją Jane i mnie przytuliła - Jesteś genialna.
Zaczęłyśmy rozmawiać i nawet nie zorientowałam się, kiedy wystawa dobiegła końca. Podziękowałam wszystkim za przybycie i ukłoniłam się, za co dostałam gromkie brawa, a od strony chłopaków gwizdy i okrzyki. Zaśmiałam się i podeszłam do nich. Mocno przytuliłam każdego po kolei. Przy Harrym się zatrzymałam. Chciałam wyciągnąć do niego rękę, żeby po prostu ją uściskał, ale zmieniłam zdanie. 
-Nie zachowujmy się jak dzieci - powiedziałam, po czym jego również przytuliłam.
Wiedziałam, że był zdziwiony, ale odwzajemnił gest i szepnął mi do ucha "dziękuje". Oderwałam się od niego i wpadłam w objęcia dziewczyn. Zaczęły mi gratulować i mówić o kolejnej wystawie. Na koniec podeszłam do Nate'a, który stał z boku i nadal się nie odzywał. Miałam tego powoli dość. Przytulił mnie bez słowa i ucałował w czubek głowy. W trakcie wystawy zauważyłam, że przez dłuższą chwilę rozmawiał z jakąś blondynką. Mimo to postanowiłam nie poruszać tego tematu. Wszyscy opuściliśmy galerię w dobrych humorach. Wsiadłam do samochodu swojego chłopaka i zapięłam pas. Przez całą drogę słyszałam tylko radio. Byłam coraz bardziej zirytowana i wściekła. Kiedy zaparkował pod moim domem, nie ruszyłam się z miejsca. Odwróciłam się w jego kierunku i zmierzyłam go wzrokiem.
-Możesz mi powiedzieć, dlaczego od kilku godzin nie powiedziałeś do mnie ani słowa? - spytałam zirytowana.
Nadal nic nie powiedział.
-Nate, mówię do ciebie! - krzyknęłam.
-Nie musisz krzyczeć - mruknął w końcu.
-Właśnie, że muszę. Nie wiem dlaczego, ale nagle zacząłeś mnie ignorować i mieć w dupie. Co się do cholery takiego stało? Zrobiłam ci coś, o czym nie wiem?
-Ja po prostu cię nie rozumiem - powiedział i w końcu na mnie spojrzał.
-Mnie? - zdziwiłam się.
-Tak, właśnie ciebie, Rose. Nie rozumiem, dlaczego utrzymujesz kontakty z tym palantem! Rozmawiasz z nim jakby nigdy nic się nie stało, zachowujesz się jak jego przyjaciółeczka i nawet go przytulasz! Już zapomniałaś, co się stało? Zapomniałaś, co ten chuj ci zrobił? Nie pamiętasz jak bardzo przez niego cierpiałaś?! No powiedz! Zapomniałaś o tym, że cię zdradzał?!
Tym razem to ja nic nie powiedziałam. A więc chodziło mu o Harrego. Przygryzłam dolną wargę i wzięłam głęboki oddech.
-To przeszłość - powiedziałam w końcu, a Nate rozszerzył oczy ze zdziwienia.
-Przeszłość?! Rose, jak możesz być tak bezmyślna i naiwna? On cię skrzywdził w najgorszy możliwy sposób, a ty tak po prostu mu wybaczyłaś? Tak po prostu chcesz się z nim przyjaźnić? A może nadal go kochasz, co?!
-Przestań! - krzyknęłam -  Po prostu przestań! Nie wybaczyłam mu, okey? Po prostu nie zamierzam mieć wrogów. Nie chcę go nienawidzić, bo to złe i niszczące uczucie! Każdy popełnia błędy i każdy zasługuje na drugą szansę! 
-Kochasz go - powiedział z bólem - ty go nadal kochasz!
-Co? Czy ty do reszty zwariowałeś?! - byłam coraz bardziej wkurzona - To jakiś absurd! To ciebie kocham, nie jego! Ty jesteś moim chłopakiem, a nie on! Co w ciebie wstąpiło, Nate? 
-Myślisz, że jestem ślepy? Przecież to widać! Koleś zdradzał cię przez 2 tygodnie, a ty gadasz z nim jak z przyjacielem! Takie rzeczy się nie zdarzają!
-Stop! - poczułam łzy w oczach - Przestań! Nie musisz mi o tym przypominać, wiesz? Akurat tej części swojego życia nie chcę pamiętać! A ty to co? Z kim gadałeś dzisiaj na wystawie? Kim jest ta wysoka, śliczna blondynka, która jest ważniejsza ode mnie?!
Nate zamilkł w jednej chwili. Popatrzyłam na niego z niedowierzaniem.
-Kim ona jest? - powtórzyłam pytanie.
-To.. Kate - powiedział niepewnie, a ja poczułam ukłucie w sercu.
-Twoja była, tak? - pojedyncza łza spłynęła mi po policzku - Mogłam się tego domyślić. Robisz mi wyrzuty, że rozmawiam z Harrym, a sam za moimi plecami widujesz się z nią! Jak możesz?!
-To nie tak! - zaprzeczył - Wcale się z nią nie widuję! Po prostu dzisiaj ją zauważyłem i tak jakoś.. po prostu zaczęliśmy rozmawiać. To tylko moja znajoma! To ciebie kocham, a nie ją!
-Wiesz co? W tym momencie to nie wiem, czy ci wierzę. Skoro to ja jestem twoją dziewczyną i mnie kochasz, to dlaczego zamiast mnie wspierać, to rozmawiałeś sobie właśnie z nią, co? I po co ta bezsensowna awantura o Harrego? Ja nie mogę rozmawiać ze swoimi byłymi, ale ty tak?! 
-To wcale nie tak, Rose! 
-Wiesz co? Teraz to ja nie mam ochoty z tobą rozmawiać. Zostaw mnie w spokoju!
Po tych słowach otworzyłam drzwi i wściekła wysiadłam z jego samochodu. Jak najszybciej wbiegłam po schodach i weszłam do mieszkania. Mama siedziała w salonie i czytała książkę. Minęłam ją bez słowa i poszłam prosto do siebie. Rzuciłam się na łóżko i patrzyłam w sufit. Nie miałam już na to wszystko siły. Nie chciałam się z nim pokłócić, ale.. to bez sensu! To była moja decyzja, że chcę mieć z Harrym normalny kontakt. Starał się i nie zamierzał rezygnować, więc czemu miałam go po prostu olać? Okey, popełnił wielki i niewybaczalny błąd, ale wszyscy jesteśmy tylko ludźmi, prawda? Każdy zasługuje na drugą szansę. Ale najwyraźniej nie wszyscy to rozumieli. Miałam dość kłótni i nieporozumień. Kochałam Nate'a i nie chciałam, by między nami cokolwiek się zepsuło, ale przesadził. Przecież nie zrobiłam nic złego! W końcu poszłam do łazienki, gdzie wzięłam szybki prysznic i przebrałam się w piżamę. Zgasiłam światło i weszłam pod ciepłą kołdrę. Byłam ciekawa tego, co przyniosą kolejne dni...

_______________________________
No to mamy 41! :) hyhyhy :D
Pisany na szybko, bo chciałam dodać dzisiaj, skoro jedna z was jutro wyjeżdża. Nie jestem jakimś tyranem, czy coś, żeby nie było :D
CZYTASZ = KOMENTUJESZ <3
 40 komentarzy = nowy rozdział :) 
Mam nadzieję, że wam się podobało! Opowiadanie powoli dobiega końca. Mam nadzieję, że wytrwacie :) 
Do napisania! ♥

sobota, 29 czerwca 2013

Rozdział czterdziesty ♥

~Rose~

Minęło kilka dni. Nowy stan rzeczy bardzo mi odpowiadał. No okey, nie do końca. Z Nate'm dogadywałam się idealnie. Ciągle mnie gdzieś zabierał i rozpieszczał, a ja w końcu szczerze się uśmiechałam. Tak, naprawdę. Potrafiłam się nawet śmiać i cieszyć z każdej, choćby najmniejszej rzeczy. Powoli wracała "dawna ja". Nawet mama to zauważyła. Z Libby, Jane, Natalie i Darcy miałam idealne stosunki. Wychodziłyśmy razem i coraz lepiej się dogadywałyśmy. W domu chłopaków znów byłam częstym gościem.Zayn był szczęśliwy i w pełni na to zasłużył. W sumie to oboje zasłużyliśmy na szczęście, prawda? Nie umiałam znieść tylko jednej rzeczy. Tych wszystkich smutnych i przepełnionych bólem spojrzeń Harrego. Zawsze gdy mnie widział, wyglądał, jakby właśnie ktoś go spoliczkował. Nie chciałam się nim przejmować. Już wystarczająco razy mnie zawiódł i skrzywdził. Więc czemu tak bardzo się tym przejmowałam? Nie chciałam wracać do przeszłości. Chciałam spalić za sobą wszystkie mosty i po prostu cieszyć się chwilą. Teraz, gdy wszystko zaczynało się układać, nie mogło znów być źle. Tym razem nie mogłam na to pozwolić.
   Dokonałam ostatnich poprawek i przejrzałam się w lustrze. W TEJ stylizacji czułam się naprawdę bardzo dobrze. Za godzinę miał rozpocząć się koncert chłopaków. Od czasu do czasu należało mi się trochę rozrywki, a miałam dość siedzenia w domu. Czemu więc nie skorzystać z okazji? Kilka minut później rozległ się dzwonek do drzwi. Krzyknęłam, że wychodzę i przywitałam się z Nate'm, który czekał na mnie w progu. Uśmiechnął się słodko i przyciągnął mnie do siebie. Przygryzłam dolną wargę i odwzajemniłam pocałunek, który złożył na moich ustach. Wziął mnie za rękę i wspólnie wyszliśmy z mojego bloku. Jego samochód jak zwykle zaparkowany był przy chodniku. Szybko do niego wsiedliśmy i pojechaliśmy pod arenę. Na szczęście miałam wejściówki, dzięki czemu ochroniarze wpuścili nas tylnym wejściem, prosto za kulisy. Chłopaki się rozgrzewali, a Libby i Natalie siedziały w kącie i zawzięcie o czymś rozmawiały. Darcy i Jane jeszcze nie było. Szybko podeszliśmy do dziewczyn i przywitaliśmy się z nimi. Zdążyły już dobrze poznać Nate'a i go polubić, z czego bardzo się cieszyłam. Chłopaki póki co byli zajęci, więc nie mogłam się z nimi przywitać, ale postanowiłam, że zrobię to zanim wejdą na scenę. Nate objął mnie w pasie i przyciągnął do siebie, co z uśmiechem odwzajemniłam.
-Co tam gołąbeczki? - spytała Nat i puściła mi oczko.
-Powoli do przodu - odpowiedziałam - póki co jest fantastycznie.
-Ty jesteś fantastyczna - powiedział mój chłopak i pocałował mnie w czoło, na co zachichotałam, a dziewczyny tylko wywróciły oczami.
-To jest zdecydowanie przesłodzone - powiedziała Libby - proszę, nie przy ludziach.
-No wiesz Libbs, jak ty się obściskujesz z Liamem przed tysiącami ludzi i kamer i nie masz z tym problemu, to ja nie mam go z tym, że jestem tylko z wami - odpowiedziałam i wystawiłam jej język.
-Ej! To nie to samo.. - naburmuszyła się.
-Nie? Ach, no tak. Ja dostałam buziaka tylko w czoło, prawda? - zaczęłam się z nią przedrzeźniać.
-Nie macie się o co kłócić? - wtrąciła się Natalie - Jak się kochają, niech się całują. Mogą sobie nawet wpychać języki do gardeł. Ja tam nie mam z tym problemu.
-Bo sama robisz to Zaynem? - odparowała Libby.
Nasza "sprzeczka" trwała około kilkunastu minut, a na sam koniec wybuchnęłyśmy śmiechem. Nie wiem czemu, ale Nate zaczął mnie łaskotać. Trafił w mój czuły punkt. Zaczęłam się śmiać jak idiotka i próbowałam mu się wyrwać, oczywiście bez skutku. Libby i Natalie zamiast mnie ratować, dołączyły do niego, przez co wylądowałam na podłodze, płacząc ze śmiechu. Błagałam o litość i w końcu przestali. Nate pomógł mi wstać i od razu mnie do siebie przyciągnął i pocałował. Usłyszałam westchnięcie Libby, przez co znów się zaśmiałam i wtuliłam w Nate'a. W jego ramionach było mi naprawdę dobrze. I właśnie w tym momencie GO zobaczyłam. Stał kilka metrów ode mnie, ale nawet z tej odległości widziałam wyraz jego twarzy. Zaciśnięte usta i pięści, łzy w oczach i ból na twarzy. Lekko odsunęłam się od Nate'a i złapałam go za rękę, całkowicie odruchowo. Nie mogłam patrzeć na Harrego, bo moje serce wciąż dziwnie na niego reagowało. Nie kochałam go. Moje uczucie wygasło, zupełnie jak jego. Mógł wmawiać mi, że wciąż mnie kocha, ale nie mogłam w to wierzyć. Nie po tym wszystkim, co się stało. Szybko odwróciłam wzrok i skupiłam się na rozmowie z dziewczynami.
-Wszystko w porządku? - usłyszałam szept przy swoim uchu.
-Tak, jest okey - odpowiedziałam i wymusiłam uśmiech.
Ta sytuacja była nietypowa. W końcu chłopaki do nas podeszli, żeby się przywitać. Wszyscy, z wyjątkiem Hazzy, który nagle gdzieś zniknął. Przytuliłam każdego po kolei i życzyłam udanego występu. Za niedługo koncert miał się rozpocząć. Jane i Darcy w końcu do nas dotarły i mogłyśmy pójść pod scenę. Rozmawialiśmy o głupotach, gdy wszystkie światła zgasły a na scenę wbiegła piątka naszych przyjaciół. Koncert rozpoczął się piosenką "Kiss you". Od razu zaczęłam się bawić. Tego dnia nie było miejsca na smutki czy żale. Chciałam po prostu dobrze się bawić i nic więcej. Razem z dziewczynami zaczęłyśmy się wygłupiać i pozować do zdjęć robionych przez fanów i fotografów. Nadeszła pora na "Little things". W tej chwili Nate objął mnie od tyłu i splótł dłonie w mojej talii. Oparłam głowę na jego klatce piersiowej a ręce ułożyłam na jego dłoniach. Zamknęłam oczy i zaczęłam śpiewać pod nosem bardzo dobrze znaną mi piosenkę.
-Kocham cię - usłyszałam głos Nate'a - jesteś dla mnie wszystkim.
-Ja też cię kocham - odpowiedziałam z przekonaniem - i dziękuję ci za to, że jesteś.
-Jestem i zawsze będę, skarbie. Możesz na mnie liczyć.
-Tak, wiem. I cieszę się, że cię mam.
Odwróciłam się do niego i złączyłam nasze usta. Tak wiem, może nie powinnam, ale nie mogłam się powstrzymać. Wolałam nie patrzeć na scenę. Nie chciałam po raz kolejny widzieć miny Hazzy. Nie tym razem.
W końcu koncert dobiegł końca. Byłam zmęczona, ale zadowolona. Razem z Libby, Natalie, Jane i Darcy zrobiłyśmy kółko i wszystkie się przytuliłyśmy. Przyjaźń ma naprawdę wielką siłę i moc. Nie wiem, jak wyglądałoby moje życie bez nich wszystkich. Cieszyłam się, że przeprowadziłam się do Londynu. Cieszyłam się, że mogłam tu być. Starałam się zapomnieć o złych momentach i myśleć tylko o tych dobrych. Wróciłyśmy za kulisy, gdzie pogratulowałyśmy chłopakom wspaniałego występu. Harry znowu gdzieś zniknął. Pożegnałam się ze wszystkimi i razem z Nate'm wróciłam do domu. Mama miała nocną zmianę, więc chłopak mógł zostać. Weszliśmy do środka i poszliśmy prosto do mojego pokoju. Wzięłam szybki prysznic i przebrałam się w swoją ulubioną, starą piżamę, którą 2 lata temu dostałam od Jade na 16 urodziny. Wróciłam do pokoju i uśmiechnęłam się. Nate leżał już w moim łóżku w szortach. Szybko zgasiłam światło i położyłam się obok niego. Czułam, jak jego ręce znów zaplatają mi się w talii. Zamknęłam oczy i po prostu zasnęłam.


~Harry~

To było nie do wytrzymania. Widok ich razem. Za każdym razem czułem, jak miliony szpilek wbija mi się w serce. To bolało, ale w sumie sam byłem sobie winny. Tak, byłem największym skurwysynem na świecie. Szkoda, że dotarło to do mnie tak późno. Na koncercie nie potrafiłem się skupić. Ona była szczęśliwa z innym. Przez wszystkie piosenki starałem się nie patrzeć w jej kierunku, uśmiechać się i zabawiać fanów. Zapewne mi się to udało, ale zaraz po zejściu ze sceny, po prostu opuściłem budynek i schowałem się w zaułku kilka kroków dalej. Z kieszeni spodni wyciągnąłem paczkę papierosów. Nigdy nie byłem palaczem, ale ostatnio tylko to mnie uspokajało. Zaciągnąłem się dymem i oparłem o ścianę. Nagle usłyszałem czyjeś kroki i przede mną pojawił się Niall. Kogo jak kogo, ale jego to się kompletnie nie spodziewałem. Od dawna się do siebie nie odzywaliśmy, a atmosfera między nami była napięta i nie do wytrzymania. Bez słowa do mnie podszedł i skrzyżował ramiona na piersi.
-Staczasz się - wytknął mi na samym początku.
-I przyszedłeś tu po to, żeby mi to oznajmić? - prychnąłem - Okey, to teraz możesz już iść.
-Jesteś pieprzonym idiotą, Styles - kontynuował, nie zwracając uwagi na moje słowa - i chyba sam nie wiesz, czego tak naprawdę chcesz. Nie rozumiem takich ludzi jak ty.
-Horan do cholery, możesz mi wyjaśnić dlaczego tak nagle cię obchodzę? Przez ostatnie miesiące byłeś gotowy mnie zabić, a teraz nagle spokojnie ze mną rozmawiasz? O co ci chodzi człowieku?
-Kiedyś powiedziałem chłopakom, że nie wybaczę ci do chwili, w której Rose znów będzie szczęśliwa. A teraz ona na nowo odnalazła swoje szczęście i żyje swoim życiem. Mam dość ciągłych kłótni i awantur z tobą. Nie chcę żeby nasz zespół się rozpadł tylko przez to, że popełniłeś spore błędy. 
-Czy mi się wydaje, czy ty... chcesz się ze mną pogodzić? - zdziwiłem się i zgasiłem papierosa butem.
-Można spróbować - mruknął - nadal mam do ciebie żal za to, co zrobiłeś, ale.. w końcu jesteśmy przyjaciółmi.. a ja nie mogę patrzeć na to, jak coraz bardziej się staczasz. 
-Świetny sen mam - powiedziałem i pokręciłem głową - gdyby to się działo naprawdę.
-Weź się ogarnij, dobra? Wyciągnąłem do ciebie rękę, więc może powiesz to cholerne "dziękuję" i skończymy sprawę raz na zawsze? 
-Dziękuję - powiedziałem całkiem szczerze.
-No w końcu. A teraz chodź i wracamy do domu.
-Nie, nie czekajcie na mnie. Ja muszę jeszcze przemyśleć kilka spraw.
-No okey, skoro tak wolisz.. to widzimy się później. Tylko nie idź się schlać, bo to i tak ci w niczym nie pomoże. 
-Dobrze mamo - wywróciłem oczami.
Nialler pokręcił głową i odszedł, zostawiając mnie w kompletnym szoku. Nie mogłem uwierzyć w to, że to on pierwszy wyciągnął rękę na zgodę. Już dawno przestałem wierzyć w to, że między mną a nim kiedykolwiek będzie w porządku. Byłem pewien, że ta sprawa jest po prostu przegrana, a tu taka niespodzianka. Nadzieja znów odżyła w moim sercu. Skoro Niall potrafił mi wybaczyć, to.. czy Rose też byłaby w stanie? Czy to mogło być możliwe? Tylko.. co musiałbym zrobić? I w tym momencie już wiedziałem. Ten pomysł przyszedł mi do głowy zupełnie przypadkiem. Tak bardzo chciałem ją odzyskać, że zrobiłbym dla niej wszystko. Musiała zrozumieć, że wcale nie udaję. Wiedziałem, że zaufanie było czymś odległym i niezbyt realnym, ale próbować zawsze można, prawda? "Nigdy się nie poddawaj" powiedziałem sam do siebie. Wyszedłem z ciemnego zaułka i wróciłem do domu. Musiałem z nią porozmawiać. Musiałem po raz kolejny spróbować stać się chociaż jej przyjacielem. Miałem w sobie nową siłę. I za nic nie mogłem jej zmarnować.

~Rose~

Następnego dnia rano obudziłam się w łóżku sama. Na poduszce obok leżała mała, biała karteczka zgięta na pół. Uśmiechnęłam się pod nosem i wzięłam ją do ręki. Od razu rozpoznałam charakter pisma Nate'a: Nie chciałem cię budzić, a musiałem szybko coś załatwić. Tata wpadł z niezapowiedzianą wizytą. Widzimy się potem. Kocham cię królewno! N. 
To było bardzo kochane. Położyłam kartkę na biurku i poszłam do łazienki zrobić poranną toaletę. Dopiero wtedy zorientowałam się, że było już południe. Jakim cudem mogłam tak długo spać? Szybko się ogarnęłam i poszłam do garderoby, gdzie przebrałam się w TEN zestaw. Związałam włosy w luźnego koka i poszłam do kuchni, żeby przygotować sobie śniadanie. Już miałam otwierać karton mleka, gdy usłyszałam coś dziwnego. Zupełnie, jakby ktoś grał na gitarze. Myślałam, że się przesłyszałam, ale dźwięk był coraz bardziej wyraźny. Podeszłam do drzwi wejściowych i przystawiłam do nich ucho. Ktoś siedział po drugiej stronie i naprawdę grał na gitarze. I wtedy usłyszałam znajomy głos. Zaczął śpiewać.
-Girl it should be me driving to your house, knocking on your door and kissing you on the mouth. Holding on your hand, dancing in the dark, cause I was the only one who loved you from the start...
Myślałam, że zaraz zwariuję. Kompletnie nie spodziewałam się tego, że Harry będzie siedział pod moimi drzwiami z gitarą i w dodatku śpiewał! Położyłam rękę na klamce, ale nie nacisnęłam jej. 
-Baby, I loved you first..
Tekst tej piosenki wyrył mi się w głowie. Harry naprawdę bardzo się starał. Było widać, że mu zależy. Bo gdyby było inaczej, to czy wciąż by próbował? Czy próbowałby wiedząc, że kocham kogoś innego? Czy.. czy on zasłużył na kolejną szanse? W moim sercu wciąż tkwiła ogromna rana po tym, co zrobił. Nawet gdybym bardzo chciała, to i tak nie potrafiłabym o tym zapomnieć. Ten chłopak był dla mnie kimś ważnym i liczyłam na niego, potraktował mnie jak nie powiem co. Czy teraz coś się zmieniło? Czy on naprawdę zasługiwał na to, żeby.. właśnie, żeby co? Na co zasługiwał? W głowie miałam kompletny mętlik. W końcu nacisnęłam klamkę i wyszłam na korytarz. Harry siedział pod ścianą, ale wstał, gdy tylko mnie zobaczył. W ręce trzymał gitarę i patrzył na mnie nieodgadnionym wzrokiem.
-Rose.. - zaczął, ale nie dałam mu dokończyć.
-Co ty robisz, Harry? 
-Ja tylko.. chciałem cię zobaczyć.. i porozmawiać.. i..
-Okey - powiedziałam zaskakując sama siebie - nie wiem, co chcesz mi powiedzieć i co udowodnić, ale okey. Wejdź.
Weszłam do mieszkania, zostawiając otwarte drzwi. Dopiero po chwili Hazza niepewnym krokiem wszedł do środka. Usiadłam na kanapie w salonie i czekałam na rozwój wydarzeń. Nie byłam do końca pewna tego, czy dobrze robię, ale nie zaszkodziło spróbować. Już dawno nie rozmawiałam z nim bez dłużej niż kilka minut. Nie wiedziałam, co z tego wyniknie.
-Emm.. - zaczął - jak ci się żyje?
-Do rzeczy, Harry. O co chodzi? Z tą piosenką, z tymi spojrzeniami i z tym wszystkim? Myślałam, że temat "my" mamy już za sobą.
-Jak dla mnie nie - powiedział stanowczo - nie potrafię przestać o tobie myśleć i wspominać tego wszystkiego, co między nami było. Nie jestem w stanie tak po prostu odpuścić. Życie wiele mnie nauczyło. Wiem, że kompletnie schrzaniłem sprawę, ale.. nie chcę rezygnować. Nie chcę, żebyśmy do końca życia byli wrogami, przez błędy z przeszłości. Rose proszę cie, daj mi tą ostatnią szansę, żebym mógł wszystko naprawić. Nie proszę o nic więcej, tylko o to..
-Ty naprawdę myślisz, że to jest takie łatwe? Wiesz ile czasu zajęło mi dojście do siebie? Po tym, co zrobiłeś.. nie wiedziałam, czy jeszcze kiedykolwiek stanę na nogi! Po raz kolejny się pocięłam, choć wielu osobom obiecałam, że więcej tego nie zrobię. Ja chciałam tylko być szczęśliwa, a ty.. to było podłe. 
-Wiem.. wiem, że popełniłem wiele błędów, ale przecież nikt nie jest idealny. Pogubiłem się w swoich uczuciach. Z jednej strony byłaś ty, a z drugiej Carmen. Sam nie wiedziałem, co do niej czułem. To był bardziej flirt.. to wszystko przez ten pieprzony Modest. Nigdy nie chciałem cię skrzywdzić, Rose. Byłaś i nadal jesteś dla mnie bardzo ważna. Ja.. ja wciąż cię kocham.
-Ale ja cię nie kocham, Harry - powiedziałam mu prosto w oczy - już nie. Stanęłam na nogi i znów pokochałam, ale nie ciebie. Mam chłopaka, z którym jestem szczęśliwa i który nigdy mnie nie zawiódł. Mam pewność, że mu na mnie zależy. Ty miałeś swoją szansę i jej nie wykorzystałeś. Życie idzie do przodu i się nie zatrzymuje. Na razie nie potrafię w pełni ci wybaczyć. Jest jeszcze za wcześnie, ale..
-Ale co?
-Ale mogę spróbować. Nie mówię tu od razu o przyjaźni czy zaufaniu. Możemy próbować ze sobą rozmawiać i odbudować nasze relacje sprzed kilku miesięcy, zanim zaczęliśmy się spotykać. Na razie nie jestem w stanie zaproponować niczego więcej. Jestem wrażliwą i kruchą osobą, i dobrze o tym wiesz. Nawet to wiele mnie kosztuje. Może od początku nie byliśmy sobie pisani? Może jest na świecie dziewczyna, która na ciebie czeka, tylko jeszcze nie wiesz o jej istnieniu? Ja tego nie wiem i ty pewnie też. Między nami nic już nie ma, Harry. I nigdy nie będzie.
W pokoju zapadła cisza. Loczek patrzył na mnie z zaciśniętymi ustami. Wstałam z kanapy i podeszłam do niego. Sama nie wiedziałam, co mną kierowało. Już od bardzo dawna nie byłam blisko niego. Zaskoczyła go moja reakcja i nie wiedział, co chcę zrobić. 
-Idź naprzód przez swoje życie - powiedziałam - powodzenia. Jestem pewna, że jeszcze kogoś pokochasz.
-Chcę tylko ciebie.. - odpowiedział niemal szeptem.
-Nie mogę być twoja - odpowiedziałam, kręcąc głową.
-Wiem, że możesz, Rose. Nie oszukuj sama siebie! 
-Nikogo nie oszukuję. Kocham jego. Daję ci szansę na odbudowanie relacji, ale nic poza tym. Niech to w końcu do ciebie dotrze!
W końcu Hazza spuścił głowę. Widziałam, że zrezygnował. Moje słowa były dla niego bardzo bolesne, ale co mogłam na to poradzić? Chciałam dać mu szansę, a to już było sporo. Nie sądziłam, że kiedykolwiek się na to zdecyduję. Czy będę potrafiła się z nim przyjaźnić? Czy będę potrafiła wymazać z pamięci te złe momenty i żyć chwilą? Miałam wielką nadzieję, że tak. 
-Dziękuję - odezwał się nagle - i obiecuję ci, że tym razem tego nie schrzanię. Albo nie nazywam się Harry Styles.
-Trzymam cię za słowo.
Hazza pokiwał głową i wyszedł, zostawiając mnie samą. Dopiero wtedy zorientowałam się, że cała się trzęsłam. Ta rozmowa była już za mną. Przekręciłam klucz w drzwiach i poszłam do siebie. Wzięłam do ręki swoją komórkę i zobaczyłam, że mam 5 nieodebranych połączeń od Natalie. Już chciałam oddzwaniać, ale zrobiła to pierwsza. Wcisnęłam zieloną słuchawkę i przystawiłam telefon do ucha.
-Nat, coś nie tak? - spytałam podejrzliwie.
-Musimy lecieć do Irlandii - powiedziała zdenerwowana, a ja czułam jak napinają mi się wszystkie mięśnie.
-O czym ty mówisz? Jak to do Irlandii? 
-Jade ma kłopoty. Rose musimy lecieć! Ona nas potrzebuje, proszę.. nie zadawaj pytań. Będę u ciebie z Zaynem za kwadrans, Bądź gotowa.
Połączenie zostało przerwane, a ja siedziałam przerażona, nie wiedząc, co mogło się wydarzyć. O co tu do cholery chodziło? 

_______________________________
Długo nie było, wiem, ale na asku wszystko jest wytłumaczone.
Przepraszam, mam za dużo zmartwień i spraw na głowie.
Rozdział 40 zakończony i wstawiony :D 
CZYTASZ = KOMENTUJESZ <3
Do końca opowiadanie wiele nie zostało, ale nudno nie będzie (a przynajmniej mam taką nadzieję). Wytrwacie do końca? :) 
Kocham waaas ♥
I dziękuję wam za to, że wciąż tu jesteście i czekacie na nowe rozdziały. To daje mi nową siłę do pisania :) 
<3 

+Zapraszam was na nowo zaczętego bloga mojej koleżanki! Wchodzimy, czytamy i komentujemy! :)
Holiday Diary ♥  

środa, 19 czerwca 2013

Rozdział trzydziesty dziewiąty ♥

Co czułam w tamtym momencie? Ból. Wiedziałam, że jego widok tak na mnie zadziała. Dlatego omijałam ich dom i ich nie odwiedzałam. Nie chciałam go zobaczyć, bo doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że to zaboli. Zacisnęłam place na klamce i chciałam zamknąć drzwi, ale szybko mi przeszkodził. Nie chciałam z nim rozmawiać. Nie chciałam mieć z nim nic wspólnego. A on nadal próbował i wciskał mi kity, że "wciąż mu zależy".
-Rose, proszę cię - odezwał się - pozwól mi ze sobą porozmawiać.
-Nie mamy o czym rozmawiać - warknęłam - nie po to się wyprowadziłam, żebyś teraz nękał mnie nawet tutaj! Zrozum, że między nami wszystko jest skończone, a ja nie chcę cię widzieć na oczy! Za dużo zła wyrządziłeś i za dużo rzeczy było fałszywe. Nie możesz po prostu zostawić mnie w spokoju?
-Nie mogę.. - odpowiedział cicho - nie potrafię, zrozum! Nie dam rady z ciebie zrezygnować, bo cię kocham!
-Przestań! - krzyknęłam - Przestań w końcu kłamać! Nie wierzę ci!
-Carmen nic dla mnie nie znaczyła - tłumaczył się dalej - nigdy jej nie kochałem, Rose! To ty jesteś moim całym światem. Nie chciałem cię zranić..
-Ale to zrobiłeś - syknęłam i poczułam łzy w oczach - zraniłeś mnie bardziej niż ktokolwiek inny. Byłeś osobą, której ufałam i dzięki której byłam szczęśliwa. Ale teraz nie chcę cię widzieć, rozumiesz? Nie dam po raz kolejny sobą pomiatać. Nie jestem jakąś zabawką. Układam życie na nowo. I nie ma w nim dla ciebie miejsca.
-Ja nie potrafię bez ciebie żyć - on również zaczął płakać - nie dam rady! Nienawidzę siebie za to, co ci zrobiłem.. z każdym dniem mam do siebie coraz większy wstręt za to, że.. że pozwoliłem ci odejść i za to, że w ogóle zaczynałem tą grę.. przepraszam. Tak strasznie cię przepraszam..
-Przeprosiny nie pomogą. Postaw się na moim miejscu! Co byś zrobił, gdybym to ja przez 2 tygodnie zdradzała cię z innym? Wybaczyłbyś mi od razu? Nie sądzę! Nie nachodź mnie, bo i tak nic ci to nie pomoże. Daj mi zacząć od nowa..
-Chcę dla ciebie jak najlepiej, ale.. proszę cię, zastanów się ten ostatni raz. Przemyśl to.. ja nie potrafię z ciebie zrezygnować. Jesteś moim sercem, a bez serca nie da się żyć. Wiem, że popełniłem wiele błędów i dużo razy cię zawiodłem, ale naprawdę cię kocham. Nie ma ani odrobiny nadziei na to, że kiedyś mi wybaczysz?
-Nie wiem.. - odpowiedziałam niepewnie - to wszystko jest jeszcze zbyt świeże. Nie potrafię patrzeć na ciebie i nie widzieć tej sceny z Holmes Chapel. Jeżeli mam ci wybaczyć, na co są marne szanse, to musisz dać mi więcej czasu. A póki co.. po prostu zostaw mnie w spokoju.
W tym momencie zamknęłam drzwi i przekręciłam klucz. Jego widok zadziałał na mnie jak kubeł zimnej wody. Szybko otarłam łzy i wzięłam głęboki oddech. To było już za mną. Teraz zaczęłam zastanawiać się nad tym, czy kiedykolwiek będę w stanie mu wybaczyć. Czy tego chciałam? Tak. Czy potrafiłam? Zdecydowanie nie. Mama wróciła 15 minut później. Cmoknęłam ją w policzek na dobranoc i od razu poszłam do siebie. Chciałam po prostu zasnąć i nigdy więcej się nie obudzić..

Miesiąc później...
  
Nim się obejrzałam, minęło już sporo czasu. Wciąż mieszkałam u mamy i żyłam normalnie. Bardzo dużo czasu spędzałam z Nate'm, który był dla mnie wielkim oparciem. Bardzo się do niego przywiązałam i nie wyobrażałam sobie dnia, w którym miałoby go zabraknąć. Natalie zamieszkała u chłopaków do końca sierpnia. Cały świat już wiedział o niej i o Zaynie. Byli szczęśliwi i zakochani. Szczerze, to trochę im tego zazdrościłam. Wiedziałam, że Zayn jest wspaniałym facetem i na pewno jej nie skrzywdzi. Choć.. kiedyś myślałam tak samo o Harrym, a jednak się pomyliłam. A co do Harrego. Nie zrezygnował. Co jakiś czas przychodził i prosił o rozmowę, ale za każdym razem mówiłam mu "jeszcze nie teraz". Na jego widok nie czułam już tak wielkiego bólu, jak kiedyś. Coraz częściej odwiedzałam chłopaków a na mojej twarzy gościł promienny uśmiech. Wszystko zaczynało się układać, choć bardzo często wieczorami wspomnienia lubiły do mnie powracać. Jednak myślałam tylko o tych dobrych. Złe zepchnęłam na samo dno swojej podświadomości. Miałam prawo do szczęścia. Libby, Jane i Natalie były dla mnie jak siostry. Gdy byłyśmy we 4, nie było mowy o smutku czy załamaniach. Kochałam je za to, że były ze mną bez względu na wszystko. Niall wciąż się o mnie martwił i nie rozmawiał z Harrym, ale przynajmniej nie skakali już sobie do oczu. Miałam nadzieję, że mimo wszystko między nimi będzie w porządku, jak dawniej, zanim przyleciałam i narobiłam tyle problemów. Choć.. może większość z nich nie była moją winą? Nie chciałam się nad tym rozdrabniać. Najbardziej cieszyłam się z tego, że moja mama żyła normalnie. Śmiała się, rozmawiała ze wszystkimi i była pełna miłości, czułości i pokory. Czyli taka, jak zanim ojciec zaczął pić. Wszystko było na dobrej drodze. Czyżby w końcu życie miało dla mnie ciekawszy scenariusz? Miałam nadzieję, że tak. Tego dnia mieliśmy robić małą domówkę u chłopaków, z racji tego, że dostali chwilę wolnego i po prostu chcieli się zabawić. Ku mojemu zaskoczeniu zaprosili również Nate'a, na co on od razu się zgodził. Siedziałam właśnie w swoim pokoju i rozmyślałam nad tym, w co powinnam się ubrać. W samej bieliźnie stanęłam przed wielką szafą i położyłam dłonie na biodrach. Długo zajęło mi wybranie odpowiedniego stroju, ale w końcu zdecydowałam się na TEN. Tak, był odważny, ale właśnie o to mi chodziło. Musiałam zacząć pokazywać swoje atuty. Wyprostowałam włosy i zrobiłam sobie makijaż, po czym wyszłam do salonu, żeby wziąć torebkę. Właśnie wtedy zauważyłam Nate'a siedzącego na kanapie. Patrzył na mnie z błyskiem w oczach i uśmiechnął się zawadiacko.
-Wyglądasz seksownie - powiedział, a ja czułam, że zaczynam się rumienić.
-Daj spokój - odpowiedziałam z prychnięciem.
-Dlaczego? Taka jest prawda - zaśmiał się - wyglądasz naprawdę słodko.
-To słodko czy seksownie? - spytałam i przygryzłam dolną wargę.
-Słodko, a zarazem seksownie. To jak, gotowa?
Pokiwałam głową i wzięłam torebkę leżącą na fotelu. Opuściliśmy mieszkanie i wsiedliśmy do jego samochodu. Po raz pierwszy od dawna szłam na imprezę do chłopaków. Odwiedzałam ich, ale rzadko. Co prawda widok Harrego już mi tak nie przeszkadzał, ale wciąż czułam się tam dziwnie. Na miejscu byliśmy po 20 minutach. Pod domem stało już kilka samochodów a przed bramą czyhali paparazzi. Udało nam się wejść do środka bez większych komplikacji. Już od progu powitali nas Zayn z Nat, oczywiście przyklejeni do siebie. 
-Witamy na mini imprezie wszech czasów! - powiedział Zayn - Zapraszamy w nasze nieskromne progi.
-Ile ty już wypiłeś, stary? - spytał go Nate i przybili żółwika.
-Jeszcze nic - zaśmiał się - ale zaraz zacznę.
-Masz się nie schlać - powiedziała Nat - bo będziesz spał sam.
-Grozisz mi? - zamruczał do niej, a ja przewróciłam oczami.
Skinęłam na Nate'a i zostawiliśmy ich w spokoju. Zauważyłam również Libby, Jane, Darcy, Louisa, Liama i Nialla. Reszty ludzi nie kojarzyłam za bardzo. Podeszliśmy do tej grupki i przywitaliśmy się ze wszystkimi. Niall mocno mnie przytulił i uśmiechnął się ciepło. Póki co nigdzie nie było Hazzy. I jakoś wcale mi to nie przeszkadzało. Muzyka leciała na cały dom, a goście nadal się schodzili. Wzięłam z minibaru drinka i usiadłam na kanapie. Obok mnie przysiadła się Libby, również z drinkiem.
-Co tam u ciebie, siostra? - spytała, sącząc napój przez słomkę.
-Chyba w porządku - odpowiedziałam z uśmiechem i spojrzałam na Nate'a rozmawiającego z Niallem - powoli do przodu.
-Cieszę się, że jest u ciebie lepiej. Miło jest znów widzieć cię uśmiechniętą. I myślę, że w dużym stopniu jest to zasługa pewnego chłopaka.
-Co masz na myśli?
-Daj spokój. Nawet rozmawiając ze mną nie umiesz oderwać od niego wzroku - zaśmiała się.
-Nieprawda - powiedziałam i szybko odwróciłam głowę w jej kierunku - widzisz ?
-Rose, przestań się oszukiwać. On ci się podoba.
-Co?! Libby, za dużo dzisiaj wypiłaś. Nate jest moim przyjacielem i nikim więcej.
-Mhm.. i jak długo będziesz to sobie jeszcze wmawiać?
-Jak długo trzeba - mruknęłam - a poza tym, niczego sobie nie wmawiam. To przyjaciel i nic więcej.
-Jesteś tego pewna? Nie chciałabyś czegoś więcej?
-Nie.. a nawet jeśli, to on zapewne by tego nie chciał, więc skończmy ten durny temat.
-Możesz się nieźle zdziwić kochana - powiedziała i odeszła.
Patrzyłam na jej oddalającą się postać, nie wiedząc, co myśleć o jej słowach. Nie chciałam się nad tym zastanawiać. Wstałam z kanapy i poszłam tańczyć. Szybko dołączył do mnie Liam, Louis i Zayn. Później przyszły też dziewczyny. Zabawa była niesamowita. Zeszłam ze środka cała zgrzana i właśnie wtedy zauważyłam schodzącego po schodach Stylesa. Posłał mi delikatny uśmiech i chciał do mnie podejść, ale w tym momencie zauważył Nate'a, który również się do mnie zbliżał. Jego źrenice gwałtownie się rozszerzyły i stanął jak wryty na ostatnim stopniu. No tak, mogłam spodziewać się tego, że chłopcy nie poinformowali go o jego obecności. Wzruszyłam ramionami i po prostu wyszłam na taras, nie czekając na żadnego z nich. Oparłam się o barierkę i spojrzałam przed siebie. Po chwili poczułam za sobą czyjąś obecność. Nate stanął obok mnie. 
-Wszystko okey? - spytał z troską.
-Tak - odpowiedziałam niepewnie - po prostu musiałam wyjść się przewietrzyć. To wszystko.
-Jesteś pewna?
-Tak, jestem. 
Zapadło długie milczenie. Spojrzałam na przyjaciela i widziałam, że bił się z myślami. Zupełnie, jakby chciał mi coś powiedzieć, ale się bał. Przygryzłam dolną wargę i westchnęłam.
-O co chodzi? - spytałam, patrząc prosto na niego.
-A co masz na myśli? - udał zdziwionego.
-Nie graj ze mną w gierki, Nate. O czym chcesz porozmawiać?
-Nie wiem, czy to dobry moment..
-Przestań. Po prostu mów.
-Pamiętasz, jak mówiłem ci o moim zerwaniu z Kate, ale nie chciałem podać powodu? - zaczął niepewnie.
Skinęłam głową, nie wiedząc, czego się spodziewać.
-Chodziło o to, że.. zaczęliśmy się dość ostro kłócić. O dosłownie każdą błahostkę, a ja już tego nie wytrzymywałem. W dodatku w moim życiu pojawiła się pewna dziewczyna. I.. zakochałem się w niej niemal od razu. Nie potrafiłem być z Kate, kochając kogoś zupełnie innego. Nie chciałem jej skrzywdzić. Tamtej dziewczynie niczego nie powiedziałem, bo nie chciałem, by relacje między nami się pogorszyły. Ale.. teraz nie mogę już dłużej być w cieniu. Nie potrafię..
Analizowałam każde jego słowo i czułam się dziwnie. Kim była ta dziewczyna? Czy ją znam? Dlaczego wcześniej nie zauważyłam, że ma kogoś na oku? I dlaczego czuję się tak dziwnie? Pytania władowały się do mojej głowy, w której od razu zrobił się mętlik. 
-Wiesz.. - zaczęłam - to.. chyba dobrze. Powinieneś jej powiedzieć o swoich uczuciach. Ma prawo wiedzieć, że ktoś ją kocha i w ogóle..
-Rose? - Nate odwrócił się w moją stronę i stanął niebezpiecznie blisko.
-Tak?
-Mówię o tobie.
W tym momencie przeżyłam wielki szok. Nie spodziewałam się czegoś takiego. Nate mnie KOCHAŁ? I to w TEN sposób? Nie mieściło mi się to w głowie. Patrzyliśmy sobie prosto w oczy, nie mówiąc ani słowa. Czyżby Libby miała rację? Czyżby Nate działał na mnie w zupełnie inny sposób niż myślałam? Do tej pory ciągle zawracałam sobie głowę Harrym i nie potrafiłam skupić się na niczym innym, podczas gdy Nate kochał mnie od dawna i w pełni zasługiwał na moją miłość. Czy mógłby być dla mnie kimś więcej? W tym momencie chłopak zaczął się nade mną pochylać. Wiedziałam, do czego zaraz dojdzie i byłam ciekawa smaku jego ust. Nie odsunęłam się. Nie zaprotestowałam. Kiedy złączył nasze wargi, bez niczego oddałam pocałunek i oplotłam mu szyję rękoma. Po raz pierwszy od dawna poczułam się na swoim miejscu. Nie było trosk, zmartwień i smutków. Była tylko tamta chwila. Nate czując, że nie zamierzam się odsunąć, pogłębił pocałunek i przyciągnął mnie do siebie, kładąc mi dłonie na pośladkach. Przyparł mnie do ściany i nadal całował moje usta i szyję. W tamtym momencie niczego więcej nie potrzebowałam. Nie myślałam o Harrym i o tym, że może wciąż mu zależało. Chciałam należeć tylko do Nate'a. I właśnie w tej chwili drzwi na taras się otworzyły i stanął w nich nikt inny, jak Harry. Odepchnęłam od siebie Nate'a i spojrzałam na swojego byłego chłopaka. Popatrzył na mnie z wielkim bólem, a jego dłonie zacisnęły się w pięści. W sekundzie przeniósł wzrok ze mnie na Nate'a, a wtedy na jego twarzy pojawiła się wściekłość i obrzydzenie. Nim zdążyłam zareagować, rzucił się na niego i zaczął go bić i kopać. Nate był całkowicie zaskoczony. Zaczęłam krzyczeć o pomoc i próbowałam go odciągnąć, ale to było na nic. W końcu zjawił się Zayn i Louis, i we dwójkę jakoś zdołali go odciągnąć. Nate leżał na ziemi i zwijał się z bólu. Hazza kipiał z wściekłości. Wyrwał się chłopakom i przeniósł swój wzrok na moją przestraszoną twarz. W jego oczach widziałam żal, smutek, rozczarowanie i wielki ból. Zacisnął usta i gdzieś poszedł. Nie do domu. Przeskoczył przez barierkę i tyle go widziałam. Byłam całkowicie zdezorientowana. Zayn pomógł Nate'owi wstać. Całą twarz miał we krwi. Wydałam z siebie jęk i zakryłam usta dłonią. Nie wiedziałam, co o tym wszystkim myśleć. 
Na szczęście okazało się, że nic poważnego się nie stało. Krew została usunięta, a oprócz tego wszystko było okey. Straciłam ochotę na imprezowanie. Po tym, co się stało, w mojej głowie zapanował chaos. Wzięłam Nate'a za rękę i wspólnie opuściliśmy dom chłopaków. Po Harrym nie było ani śladu. Wsiedliśmy do samochodu i w mig znaleźliśmy się pod moim blokiem. Dopiero wtedy odwróciłam się w jego stronę.
-To nie powinno się stać - powiedziałam.
-Co masz na myśli?
-To, że on na ciebie napadł.. 
-I tylko o to chodzi?
-Tak.. - odpowiedziałam cicho.
-A co z.. pocałunkiem? 
-Tego nie żałuję - uśmiechnęłam się lekko.
-Więc.. coś może z tego być? Czy zostajemy przy przyjaźni?
-A chcesz czegoś więcej?
-Bardzo bym chciał.. ale decyzja należy do ciebie. 
 Nie odpowiedziałam. Po prostu zbliżyłam się do niego i go pocałowałam. Czułam jak się uśmiecha i odwzajemnia pocałunek. Nie potrzebowaliśmy słów. Zrobił dla mnie bardzo wiele i tylko dzięki niemu jeszcze żyłam. Był moją szansą i nadzieją. Nie zamierzałam tego stracić. Odsunęłam się od niego i posłałam mu uśmiech, po czym po prostu wysiadłam z samochodu i poszłam do domu. Czułam się dziwnie. Nigdy nie sądziłam, że między mną a nim mogłoby być coś więcej, a jednak się przeliczyłam. Po raz pierwszy od dłuższego czasu szeroko się uśmiechnęłam i poczułam, że wszystko jest na swoim miejscu. Nie było bólu, rozpaczy, cierpienia. Była miłość, szczęście i pokój. I chciałam, by tak zostało.


~Harry~

Nie wierzyłem w to, co widziałem. Od naszego zerwania minęły 2 miesiące, a ona już miała innego? Fakt, zraniłem ją i nie zasługiwałem na jej szacunek, ale żyłem nadzieją, że między nami będzie mogło być okey. Liczyłem na to, że mi wybaczy. Wszystko było już na dobrej drodze i nagle takie coś. Była z nim. Całowali się! I to na naszym tarasie. Poczułem w sobie wielką pustkę i rozczarowanie. Może nie powinienem się na niego rzucać, ale.. nie wytrzymywałem myśli, że Rose może być jego, a nie moja. Popatrzyłem na nią z wielkim bólem, a ona miała to gdzieś. Szybko opuściłem imprezę i wsiadłem do samochodu. Nie dbałem o to, że byłem pod wpływem alkoholu. Włożyłem klucze do stacyjki i wyjechałem z podjazdu. Kochałem ją. Była dla mnie absolutnie wszystkim. A teraz nie należała do mnie, tylko do niego. Myślałem, że zaraz zwariuję. Coraz mocniej wciskałem pedał gazu i nie dbałem o to, że przekroczyłem dozwoloną prędkość. Nie martwiłem się nawet tym, że może złapać mnie policja. Chciałem po prostu się oddalić. Z tego wszystkiego sam nie wiem jakim cudem dojechałem na most. Tak, na ten most. Na ten sam, na którym przyrzekliśmy sobie wieczną miłość. Przez dłuższą chwilę nie wychodziłem z samochodu. Zaciskałem palce na kierownicy i walczyłem z silnymi emocjami, które mną targały. W końcu jednak otworzyłem drzwi i wysiadłem. Wszedłem na most, na którym nie było nikogo, oprócz mnie i w mig odnalazłem odpowiednie miejsce. Była tam. Było oczywiste, że będzie. Mała, miedziana kłódka z naszymi inicjałami połączonymi serduszkiem. Była przypięta, jak gdyby nigdy nic. Mimo tego, że uczucie, którym Rose mnie obdarzała, po prostu wygasło. Nie było go już. Czułem cholerną pustkę w sercu. Do tej pory żywiłem się nadzieją na to, że Rose do mnie wróci i że będę mógł pokazać całemu światu, jak bardzo ją kocham. Teraz nie było na to szans. Wszystkie gazety będą pisać o jej związku z tym kolesiem. Na samą myśl o tym robiło mi się nie dobrze. Dopiero teraz tak naprawdę poczułem to, co ona musiała czuć przez ten cały czas, gdy byłem z Carmen. Podziwiałem ją, że to wytrzymywała. Musiało być ciężko, a ja ostatni debil nie zdawałem sobie z tego sprawy. Wplotłem dłonie we włosy i chciałem je sobie wyrwać. Nie wytrzymywałem tego wszystkiego. Ona musiała być moja! Musiałem ją odzyskać! Tylko jak? Byłem bezsilny. Usiadłem na drewnianym podłożu i patrzyłem na tą jedną, małą kłódkę, która znaczyła dla mnie tak wiele. Czułem łzy w oczach i cieszyłem się, że byłem sam. Czy jeszcze kiedykolwiek moje życie mogło się ułożyć? Straciłem Rose, straciłem Nialla.. co jeszcze się wydarzy? Ile rzeczy jeszcze spieprzę? Dla wszystkich byłoby lepiej, gdybym po prostu zniknął. Ale nie, nie mogłem się poddać. Nie mogłem zrezygnować. Nasze uczucie musiało coś znaczyć. Nie mogłem tego tak zostawić. Musiałem wymyślić nowy plan działania..

___________________________
Okey, no to 39 gotowy :) Tak wiem, komplikacje i namieszałam :P
Ale od początku taki był plan, więc wybaczcie, ale po prostu go realizuję :)
I nie pytajcie mnie, czy planuję happy end bo wam nie powiem! Same się przekonacie:)
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!
40 komentarzy - nowy rozdział .
Fajnie, że tu jesteście. I .. WOW! 100 obserwatorów.. o___O *-* !!
Jesteście po prostu najlepsi! DZIĘKUJĘ!
I do napisania <3