wtorek, 11 czerwca 2013

Stay with me forever .♥

If you believe in love.. if you believe in us..



Blog jest już otwarty! Serdecznie Was zapraszam :) Proszę o dodawanie się do obserwatorów i informowanie w komentarzach, kto zamierza czytać historię i JB :) Nie zmuszam, po prostu zapraszam! 

środa, 5 czerwca 2013

Rozdział trzydziesty siódmy ♥

Znów wiele się zmieniło. I niestety znów nie na lepsze. Chciałam być silna. Chciałam żyć normalnie, ale tak się nie dało. Zaraz po powrocie chłopaków znów zamknęłam się w pokoju. Chciałam normalnie z niego wyjść i ignorować Harrego, ale się nie dało. Tego samego dnia, gdy wyszłam z łazienki, zobaczyłam go siedzącego na moim łóżku. Przeklęłam się w myślach za to, że nie zamknęłam drzwi na klucz. Fala bólu zalała moje ciało. Jego widok nadal był dla mnie zbyt ciężki i bolesny. Schyliłam głowę, a usta zacisnęłam w wąską linię. Ręce trzymałam przy sobie. Nie byłam w stanie na niego spojrzeć.
-Porozmawiaj ze mną.. - powiedział, a ja się wzdrygnęłam. 
-Nie mamy o czym rozmawiać - odpowiedziałam z trudem - powiedziałam ci już wszystko.
-Rose, proszę cię..
-O co? - przerwałam mu i podniosłam wzrok - Ty chcesz mnie o coś prosić? Za kogo się uważasz, Harry?
-Ja chciałem tylko.. przepraszam..
W końcu podniosłam wzrok i popatrzyłam na niego. Dopiero wtedy zorientowałam się, że stał tuż przy mnie. Odsunęłam się o 2 kroki. W moich oczach na nowo pojawiły się łzy.
-Nie chcę twojego "przepraszam", rozumiesz? Za każdym razem jak na ciebie patrzę, przypomina mi się ten dzień, w którym nakryłam cię z Carmen! Ty.. ty nawet nie powiedziałeś jej, że tak naprawdę byłeś ze mną! Bawiłeś się uczuciami zarówno moimi, jak i jej! Jakim trzeba być człowiekiem, żeby zrobić coś takiego? Jakim, Harry?! Kochałam cię.. byłeś dla mnie wszystkim.. a potraktowałeś mnie jak jakąś zabawkę, której w każdej chwili można się pozbyć. Brzydzę się tobą, rozumiesz? Jeszcze nikt w życiu mnie tak nie skrzywdził. Nawet mój ojciec! Myślałam, że mnie kochasz i jestem dla ciebie ważna. Szkoda, że tak bardzo się pomyliłam..
-Nie pomyliłaś się! - w jego oczach również pojawiły się łzy - Ja.. ja nadal cię kocham. Jesteś dla mnie najważniejsza.. jesteś całym moim światem, Rose! Nie chciałem tego.. nie chciałem, żeby tak wyszło.. ja po prostu się pogubiłem! To było dla mnie zbyt trudne.. ja.. ja już nie wiedziałem, co mam robić.. nie wiedziałem, co jest prawdą, a co fikcją.. ale teraz to wiem. Wiem, że jestem wielkim dupkiem i nie chcesz mnie znać, ale ja naprawdę cię kocham. Chcę tylko ciebie. Tęsknię za tobą..
-I myślisz, że jak tu przyjdziesz i powiesz jak bardzo ci przykro, to wszystko wróci do normy? Myślisz, że zapomnę o tym, że przez 2 tygodnie pieprzyłeś się z inną i w żywe oczy kłamałeś mi, że ona nic dla ciebie nie znaczy? Odpowiedź brzmi: nie.
-Przepraszam.. nie chciałem tego..
-Jak możesz mówić, że nie chciałeś?! Raz.. raz mogłabym zrozumieć, że się pogubiłeś.. ale kilkanaście? To chore!
-Kocham tylko ciebie..
-Przestań kłamać! - powoli miałam dość - Po prostu przestań! Nie chcę tego słuchać!
-Ale to jest prawda! - zbliżył się i chciał chwycić mnie za ramiona, ale znów się odsunęłam i podniosłam ręce w obronnym geście.
-Nie dotykaj mnie! Nigdy więcej mnie nie dotykaj, słyszysz? Nie chcę cię znać. I jeżeli myślisz, że ci to wybaczę, to jesteś w wielkim błędzie, Styles. Tym razem przegiąłeś. To nie jest zwykła kłótnia, jak wszystkie inne. Tym razem nie masz co liczyć na rozgrzeszenie!
-Ale..
-Po prostu stąd wyjdź! - krzyknęłam - Wyjdź i nie wracaj!
Popatrzył na mnie ostatni raz, przygryzł dolną wargę i wyszedł, trzaskając drzwiami. Właśnie takich sytuacji za wszelką cenę chciałam uniknąć. Nie chciałam konfrontacji. Nie chciałam z nim rozmawiać, bo doskonale wiedziałam, że bym tego nie wytrzymała. Po raz kolejny rzuciłam się na łóżko. Nie chciałam płakać. Wmawiałam sobie: jesteś silna, dasz radę. Opanowałam emocje. Nie mogłam pozwolić na to, by po raz kolejny mnie zniszczył. Tylko dlaczego to było tak cholernie trudne?
Od tamtego dnia było tylko gorzej. Dlaczego? Bo Harry zaczął pić. Bardzo ostro pić. Wychodził z domu popołudniu, a wracał późno w nocy, całkowicie zalany. Zawsze przyprowadzał go ochroniarz. Każdy radził sobie na swój sposób. Nie chciałam go widzieć. Zwłaszcza w takim stanie. To było jak ostre uderzenie w policzek. Obydwoje się stoczyliśmy. Obydwoje byliśmy wrakami ludzi, którzy już nawet nie wiedzieli, czego chcą. Siedziałam na łóżku w swoim pokoju. Słone łzy znów spływały po moich policzkach. Nie próbowałam nawet ich powstrzymać, bo i tak nie dałabym rady. W rękach trzymałam nasze wspólne zdjęcie sprzed kilku miesięcy. Wtedy jeszcze byliśmy szczęśliwymi i zakochanymi dzieciakami, które myślały, że świat może paść im do stóp. Wtedy byłam przekonana, że odnalazłam swoje szczęście i już na pewno wszystko będzie w porządku. Jak bardzo się wtedy myliłam. Postanowiłam, że następnego dnia przeprowadzę się do mamy. Nie chciałam tak żyć. Nie mogłam znieść widoku Harrego. To kosztowało mnie zbyt wiele. Chciałam w końcu mieć spokój i odetchnąć od tej całej sytuacji, a w domu, w którym był ON, nie było to możliwe. Walizki były już spakowane i spokojnie czekały w garderobie. Mój wzrok znów spoczął na fotografii. Śmialiśmy się do obiektywu, pokazując światu, że należymy tylko do siebie. Teraz nie wiedziałam nawet, czy to była prawda. Może ten związek od początku nie był nam pisany? Może w ogóle nie powinniśmy go zaczynać? Nie mogłam tak dłużej. Musiałam odciąć się od przeszłości i skupić się na tym, co dopiero miało nastąpić. Wyciągnęłam zdjęcie z ramki i podarłam je na drobne kawałeczki, po czym rozrzuciłam je po całym pokoju. W środku nadal walczyły ze sobą dwa uczucia: miłość i nienawiść. To drugie przeważało, ale pierwsze nie chciało ustąpić. Coś czułam, że będzie to długa i zawzięta walka. W moim pokoju było całkowicie ciemno. Zgasiłam światło, żeby nikt nie mógł mnie zobaczyć. Przez ten jeden wieczór chciałam być całkiem sama. Moje przemyślenia przerwało walenie w drzwi. Słyszałam, jak Hazza woła moje imię i się dobija. Słyszałam, jak błaga, żebym mu otworzyła. Tak było od kilku dni, bez przerwy. Wracał późno w nocy i po prostu się dobijał. Nigdy nie rezygnował. A ja nigdy mu nie otwierałam. Zaciskałam ręce w pięści i zamykałam oczy, czekając, aż po prostu sobie pójdzie. Jednak tym razem tak nie mogłam. Musiałam załatwić to raz na zawsze. Otarłam łzy i policzki, po czym podeszłam do drzwi. Wzięłam głęboki oddech i powoli przekręciłam klucz. W końcu stanęłam z nim twarzą w twarz. Patrzyłam w jego zielone oczy i smutek na twarzy. Z daleka czułam woń alkoholu. Znów był pijany.
-Rose, kochanie, proszę, daj mi szansę - wybełkotał i zbliżył się do mnie.
-Daj spokój Harry - odpowiedziałam i cofnęłam się o krok - powiedziałam ci, że to koniec. Nie zmieniłam zdania.
-Ale ja cię kocham! Nie potrafię z ciebie zrezygnować.. nie mogę być bez ciebie..
-Będziesz musiał - starałam się zachować powagę, jednak już czułam łzy, które na nowo gromadziły mi się w oczach - proszę cię, idź sobie. Zostaw mnie w spokoju.
-Kocham cię..
Przysunął się do mnie jeszcze bliżej. Wyciągnęłam rękę i odepchnęłam go od siebie. Ledwo łapał równowagę.
-Odejdź Harry. Nie odbudujesz tego, co było. To koniec, rozumiesz? Koniec..
-Nie zostawiaj mnie.. proszę..
-Ty już to zrobiłeś.
To były ostatnie słowa, które wypowiedziałam. Szybko cofnęłam się do pokoju i zatrzasnęłam drzwi. Zdążyłam przekręcić klucz, zanim mocno w nie uderzył. Nadal mnie wołał. Nadal pukał i prosił o szansę. Zsunęłam się na podłogę i oparłam głowę na rękach. Znowu płakałam. To musiało się skończyć. Ta chora sytuacja musiała się wreszcie unormować. Nie byłam pewna, jak długo jestem w stanie to wytrzymać. W końcu usłyszałam na korytarzu głos Louisa i Liama. Uspokoili Harrego i zaprowadzili go do pokoju. Wszyscy oprócz Nialla już normalnie z nim rozmawiali. Wspólne koncerty i fani były dla nich ważniejsze niż kłótnie i nieporozumienia. Podziwiałam ich za to, ale przecież od zawsze byli przyjaciółmi. Sama nie chciałam, by to się zmieniało. Kiedy sytuacja była już opanowana, wślizgnęłam się do swojego łóżka i położyłam głowę na poduszce. Pearl już słodko spała obok. Zamknęłam oczy i odpłynęłam z nadzieją, że od jutra wszystko się zmieni.
Rano obudził mnie dźwięk budzika. Nie miałam najmniejszej ochoty wstawać z łóżka, ale przecież miałam zacząć nowy dzień, nowe życie. Wstałam, wzięłam szybki prysznic, umalowałam się i ubrałam się w TO. Po raz pierwszy od dłuższego czasu miałam na sobie coś ładnego i nie wyglądałam jak trup wyjęty z trumny. Byłam z siebie zadowolona. Nawet bardzo. Koniec załamywania się. Koniec płakania po nocach i rozpamiętywania. Życie biegło naprzód. A ja nie mogłam się zatrzymać. O godzinie 10:00 zadzwonił mój telefon. Nate stał już przy bramie i na mnie czekał. Nie minęła nawet chwila, a w moim pokoju pojawił się Niall. Nie wyglądał na zadowolonego.
-Na pewno chcesz to zrobić? - spytał, marszcząc brwi.
-Tak, Niall - odpowiedziałam stanowczo - w tym momencie nie mam innego wyjścia. Muszę się stąd wyprowadzić chociaż na jakiś czas. Przecież nie wyjeżdżam z Londynu! Będę zaledwie 15 minut stąd. Zawsze będziesz mógł mnie odwiedzić. To nie koniec świata.
-Wiem, ale.. po prostu będę tęsknił. I dziwnie będzie mieć tą świadomość, że twój pokój stoi pusty.
-Daj spokój, jakoś to przeżyjesz.
-Wiesz co? Miło widzieć cię normalnie ubraną, pomalowaną i uczesaną. Bez zaczerwienionych oczu i zapadniętych policzków. Wraca moja dawna Rose..
-Wraca - odpowiedziałam i lekko się uśmiechnęłam - nie mam innego wyboru. Muszę dojść do siebie. Ta cała sytuacja zbyt wiele mnie kosztuje. Nie pamiętam, kiedy ostatnio wyszłam na dwór! A teraz wybacz, ale Nate na mnie czeka i..
-Wiem - przerwał mi - przyszedłem po twoje bagaże. Nie musisz sama tego targać.
-Dziękuję.
Cmoknęłam go w policzek i zeszłam na dół. Przy drzwiach stali Liam, Louis i Zayn. Przytuliłam każdego po kolei i wyszłam z domu. Nialler zapakował moje torby do bagażnika i podał dłoń Nate'owi. Wsiadłam do samochodu przyjaciela i zapięłam pas.
-Ślicznie dziś wyglądasz - powiedział z uśmiechem.
-Ta, podobno - mruknęłam, ale również się uśmiechnęłam - po prostu jedźmy, okey? Chcę jak najszybciej stąd odjechać.
-Się robi, madame.
Nate odpalił silnik i wyjechaliśmy na ulicę. Dom chłopaków całkowicie zniknął mi z oczu. I dobrze, tak było lepiej. Mama już na mnie czekała i nawet przygotowała pokój gościnny. Po 20 minutach byliśmy już pod jej blokiem. Nate pomógł mi wnieść bagaże na górę i ustawić je w moim nowym pokoju. Mama przywitała mnie z ciepłym uśmiechem i od razu mocno mnie do siebie przytuliła. Nie sądziłam, że tak bardzo mi tego brakowało. Znów byłyśmy we dwie, jak dawniej. Tylko, że teraz nie czułyśmy się już zagrożone. Już niczego nie musiałyśmy się bać. Nate został u nas. Przez cały dzień siedzieliśmy we trójkę i dzieliliśmy się wspomnieniami z dzieciństwa. Dopiero wtedy poczułam, jak dobrą decyzję podjęłam. Byłam wolna. Całkowicie wolna. Wiedziałam, że dojdę do siebie. Przede mną jeszcze długa droga, ale wiedziałam jedno: DAM RADĘ...

~Harry~

Wszystko się skończyło. Straciłem ją na zawsze. Chciałem mieć ją tylko dla siebie, ale moja nadzieja się ulotniła. Jej widok sprawiał, że serce biło mi szybciej. Chciałem być obok niej, czuć ją przy sobie. Chciałem wziąć ją w ramiona i nigdy nie wypuścić. Chciałem, by wiedziała, jak bardzo ją kocham i jak bardzo oszalałem ja jej punkcie. Ale to było już niemożliwe. Już nigdy więcej nie będę mógł czegokolwiek dla niej zrobić. Skrzywdziłem ją. I musiałem ponieść tego pełne konsekwencje. Dlaczego zacząłem pić? Bo już po prostu nie wytrzymywałem. Chciałem zapomnieć. Chciałem zatracić się w czymś innym, żeby w końcu poczuć się lepiej. Myślałem, że pomoże, ale przez to było tylko gorzej. Gdy byliśmy w trasie koncertowej, chłopaki zaczęli normalnie ze mną gadać. Naturalnie oprócz Nialla, ale jemu się nie dziwiłem. To wszystko mnie przerastało. Miałem się starać i o nią walczyć, a nie potrafiłem zrobić NIC. Byłem wrakiem człowieka. Czułem się, jakby pewna część mnie się odłączyła i nie zamierzała wrócić. To przez to i moją głupotę Rose postanowiła się wyprowadzić. Nie wiedziałem, jak to wytrzymam. Gdy była tutaj, mogłem chociaż przez chwilę ją widzieć. A teraz nie było już żadnych szans na poprawę. Nic tylko się upić. Siedziałem w swoim pokoju i przeglądałem sieć, popijając puszkę piwa, gdy do mojego pokoju wparowali Zayn, Louis i Liam. Daddy od razu wziął mi browar z ręki i postawił na oknie. Skrzywiłem się i niechętnie odwróciłem się w ich kierunku. 
-Kiedy ty się wreszcie ogarniesz człowieku? - zaczął Zayn zdenerwowany - Co ty z siebie robisz? Naprawdę uważasz, że jak będziesz pił to wszystkie problemy znikną i będzie super? Jeżeli tak, to się mylisz.
-A co ty możesz o tym wiedzieć - burknąłem.
-Widzimy co się z tobą dzieje do cholery! - krzyknął Liam - Ty już nie jesteś sobą. Jesteś jakąś pomyłką, rozumiesz? Już nawet nie zachowujesz się jak człowiek! Zastanów się, czego ty tak naprawdę chcesz.
-Chcę tylko jej - odpowiedziałem i poczułem jak łzy zbierają mi się w oczach - tylko i wyłącznie jej. A nie mogę jej mieć. To co mi pozostaje? Już nawet żyć mi się nie chce! Nie mam po co!
-A właśnie, że masz - powiedział Louis - ty już nawet się nie starasz. Odpuściłeś sobie wszystko. Poddałeś się i stwierdziłeś, że nic nie ma sensu. Naprawdę sądzisz, że z takim nastawieniem cokolwiek osiągniesz? Sądzisz, że ona sama do ciebie przyjdzie i powie, że cię kocha? No to się mylisz! Zawalcz o nią. Pokaż jej, że wciąż ci zależy, a nie siedzisz w tym pokoju i się nad sobą użalasz! Harry postaraj się w końcu. Jeżeli ją kochasz i jeżeli chcesz pokazać światu, jak bardzo jest dla ciebie ważna, to zróbże coś do cholery! 
-Louis ma rację. - poparł go Zayn - Pogodziliśmy się z tobą, bo nie mogliśmy patrzeć na twoje cierpienie. Ale zauważ, że Rose cierpi o wiele bardziej. Czy ty w ogóle zdajesz sobie sprawę z tego, jak bardzo jest jej teraz ciężko? Ona cię kochała i zawsze była ci wierna. Zrób coś dla niej i pokaż, że się nie poddasz. Przestań chlać jak jakiś żul i skup się na tym, co jest naprawdę ważne: na was.
-Naprawdę wierzycie w to, że.. że można to jakoś odbudować? Że jestem w stanie jakoś to naprawić?
-Nadzieja umiera ostatnia - powiedział Liam - ja nigdy nie zrezygnowałbym z Libby, bo za bardzo ją kocham. A skoro ty kochasz Rosalie, to po prostu coś zrób. Cokolwiek. Ale siedzenie i pice do nieprzytomności nie jest żadnym rozwiązaniem. Przez to tylko się staczasz i zawalasz najprostsze rzeczy. 
Nic więcej nie powiedzieli. Po prostu zabrali się i wyszli, zostawiając mnie samego. Mieli rację. Co ja sobie w ogóle myślałem? Jak mogłem być takim idiotą? W tej chwili byłem całkowicie pewny jednej rzeczy: muszę ją odzyskać. Nieważne kiedy i za jaką cenę. To był mój cel. Nie mogłem z niej zrezygnować. Żadna inna dziewczyna nie działała na mnie tak, jak ona. Wiedziałem, że do końca życia nie wybaczę sobie tego wielkiego błędu i tego, że musiała przeze mnie cierpieć, ale koniec użalania. Czas na działanie. Wziąłem z parapetu puszkę z ledwo otwartym piwem i bez zastanowienia wylałem je do umywalki. Ułożyłem włosy, przebrałem się w czyste rzeczy i posprzątałem w pokoju. Nie mogłem usiedzieć na miejscu. Musiałem coś wymyślić. Musiałem ją odzyskać. Była moją obsesją. Spojrzałem na zdjęcie stojące przy moim łóżku. Była na nim szczęśliwa. Śmiała się do obiektywu, a ja, przytulony do niej, wyglądałem jak największy szczęściarz na świecie. Znów chciałem to czuć. Znów chciałem mieć ją w swoich ramionach. Niczego więcej nie potrzebowałem do szczęścia. TYLKO JEJ. W końcu zebrałem się w sobie, zszedłem na dół i pojechałem do siłowni. Musiałem się wyładować i na nowo zacząć dbać o kondycję. Musiałem być w pełni sił. Czas na wymyślenie planu idealnego właśnie nadszedł. Bałem się tylko tego, że będzie już za późno..

~Rose~

Minęło już trochę czasu odkąd opuściłam dom chłopaków. Musiałam przyznać, że było mi o wiele łatwiej. Przez to, że nie martwiłam się o to, że mogę GO zobaczyć, odzyskałam małą pewność siebie. Nie zamykałam się w pokoju na całe dnie. Wręcz przeciwnie, coraz częściej wychodziłam na miasto. Musiałam w końcu zacząć żyć na nowo. Czy ból minął? Nie. Zdecydowanie i definitywnie nie. Po prostu starałam się o nim nie myśleć i go tłumić. Zaczęcie wszystkiego od nowa było niewyobrażalnie trudne. Nie umiałam wyobrazić sobie swojego życia za kilka dni czy kilka lat. Niczego nie byłam pewna. Straciłam zaufanie do ludzi. To wszystko, co mnie spotkało, odbiło się na mojej psychice i nic nie mogłam na to poradzić. Zawsze byłam kruchą osobą. Najwięcej czasu wciąż spędzałam z Nate'm. Rozmawiałam również z Natalie, która za 2 dni miała przylecieć do Londynu. Oczywiście bez wiedzy Zayna, żeby było "romantyczniej". Cieszyłam się, że między nimi w końcu może się ułożyć. Z całego serca życzyłam im szczęścia, bo w pełni na nie zasłużyli, po tym wszystkim, przez co musieli przejść. Nie chciałam wracać do swojej przeszłości. Musiałam pokazać sobie i innym, że jestem silna. Koniec z wrażliwą i skrzywdzoną dziewczynką. Życie szło naprzód, a ja nie mogłam się zatrzymać. Nie tym razem. Historia z Harrym wiele mnie nauczyła. 
Odbudowałam również swój dawny kontakt z mamą. Gdy tylko wracała z pracy, obydwie siadałyśmy przed telewizorem i śmiałyśmy się z wyczynów bohaterów kreskówek. Opowiedziałam jej całą historię o Harrym. Obiecała mi, że gdyby się tu pojawił, od razu zamknie mu drzwi przed nosem. Nie chciałam go widzieć, ani o nim słyszeć. Dostał dokładnie to, na co zasłużył. Trudno było mi o nim myśleć, bo wspomnienia za nic nie chciały opuścić mojej głowy, ale jakoś dawałam sobie radę. Czy moje życie mogło być lepsze? Czy ja naprawdę mogłabym być szczęśliwa? Tego nie wiedziałam, ale zapewne wkrótce miałam się dowiedzieć. 
Siedziałam w salonie i malowałam paznokcie, gdy rozległo się pukanie do drzwi. Podeszłam otworzyć i w progu zobaczyłam dostawcę z wielkim bukietem czerwonych róż. Zdziwiona podpisałam odbiór i wniosłam prezent do domu. Wśród kwiatów znalazłam małą, białą karteczkę. Otworzyłam ją i przeczytałam krótki napis.
Nie zrezygnuję. Nie tym razem. Kocham cię. H.
Od razu zacisnęłam usta i podarłam liścik na drobne kawałki, po czym wyrzuciłam go do kosza. Szkoda było mi bukietu, bo był naprawdę piękny, więc po prostu wstawiłam go do wody i postawiłam w korytarzu. Tak, powinnam się ich pozbyć, ale nie miałam serca. Zdałam sobie sprawę z tego, że zaniedbałam swoją pasję.  Fotografia od zawsze była moim życiem, a ostatnio nie miałam czasu ani ochoty na zrobienie chociażby jednego zdjęcia. Szybko pobiegłam do swojego pokoju i wróciłam z lustrzanką. Wzięłam aparat w ręce i wycelowałam obiektyw prosto w kwiaty. Nagle poczułam się wolna. Tak, jakby nic innego się nie liczyło. Poczułam wewnętrzną ochotę rozwijania swojej pasji. Wyciągnęłam telefon i wybrałam numer Libby. Odebrała niemal od razu.
-Rose, coś się stało? - spytała zaniepokojona.
-Nie, nic, spokojnie. Jesteś teraz zajęta?
-Niezbyt.. właśnie skończyłam ostatni obraz na wystawę. A czemu pytasz?
-Nie miałabyś ochoty się przejść i przy okazji zapozować do kilku zdjęć? Już dawno nie wyciągałam aparatu, a pogoda jest tak śliczna i..
-Jasne, że mm ochotę! - przerwała mi - Nie wierzę, że wraca moja stara, kochana przyjaciółka. Nawet nie wiesz, jak się cieszę!
-Długa droga przede mną.. ale od czegoś muszę zacząć..
-Popieram. Będę gotowa za 30 minut. Spotykamy się jak zwykle w parku, tak?
-Tak. Do zobaczenia.
Zakończyłam połączenie i schowałam telefon do kieszeni. Zapakowałam sprzęt do pokrowca, który zarzuciłam sobie na ramię i wyszłam z domu. Na miejscu byłam oczywiście przed czasem, co mi odpowiadało. Zaczęłam robić zdjęcia naturze: drzewom, trawie, kwiatom, ptakom, a nawet przechodniom. Byłam w swoim żywiole. W końcu dołączyła do mnie Libby. Pozowała idealnie, niczym modelka, przez co każda kolejna fotografia była piękniejsza od poprzedniej. Byłam z siebie bardzo dumna. Później to ona wzięła aparat i wycelowała go we mnie. Nie byłam chętna do pozowania, ale w końcu dałam się namówić. I wcale tego nie żałowałam.
-Te zdjęcia są.. cudowne - powiedziała Libbs, gdy usiadłyśmy na ławce i zaczęłyśmy je przeglądać - ktoś musi je zobaczyć!
-Co masz na myśli? 
-Mam dla ciebie propozycję. Czy chciałabyś urządzić wystawę ze swoimi zdjęciami? Wiesz, zaprosiłoby się kilku fotografów i artystów oraz wolnych ludzi, żeby ocenili twój talent. Co ty na to?
-Naprawdę myślisz, że to by wypaliło? - spytałam, szerzej otwierając oczy.
-Oczywiście, że tak! Nawet sama ci w tym pomogę. To jak, małe szaleństwo?
-Jasne!
Byłam bardzo mile zaskoczona. Nie spodziewałam się takiej propozycji. Ale w sumie, czemu nie? Zawsze chciałam mieć własna wystawę, a teraz to marzenie mogło się spełnić. Uśmiechnęłam się do przyjaciółki i już chciałyśmy wracać do domu, gdy nagle zobaczyłam coś, co zmroziło mnie do szpiku kości. Widziałam Nate'a. Ledwo szedł i opierał się o każde drzewo. Był ranny i krwawił. Dotarłyśmy do niego akurat w chwili, gdy stracił przytomność..

_________________________________
Okey, jest 37 :)
Odbiegłam od zasady 40 komentarzy, bo jutro wyjeżdżam i na internecie byłabym dopiero w sobotę/niedzielę, a jak zauważyłam w komentarzach jedna z was wyjeżdża :) Tak więc, proszę bardzo!
Wiem, że nie jest zbyt długi, ale naprawdę starałam się, żeby dodać cokolwiek.
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!
Mam nadzieję, że się podobało :) Zostawiajcie swoje opinie! Z wielką chęcią je przeczytam.
A tymczasem do napisania! 

+Pamiętajcie o zdjęciach z karteczkami! Póki co mam jedną i mi smutno.. ;c  



piątek, 31 maja 2013

Rozdział trzydziesty szósty ♥

W mediach rozpętała się prawdziwa burza. We wszystkich wielkie poruszenie wywołało to, że publicznie oznajmiłem, że już nie jestem z Amber. Według nich było w porządku, ale przecież oni nie znali całej prawdy. A ja w końcu poczułem wielką ulgę i wolność. Tak, byłem wolny. Już niczego nie musiałem udawać. Przed nikim nie musiałem się kryć. W końcu mogłem być dawnym sobą! Zaraz po moim ogłoszeniu zadzwoniła do mnie Amber. Była wściekła i wstrząśnięta, bo czegoś takiego kompletnie się nie spodziewała. A ja nie musiałem być sztucznie miły. Koniec w tym wszystkim. Doskonale pamiętałem słowa, które wtedy do niej powiedziałem. "To koniec. Teraz jest to już prawdziwy i ostateczny koniec. Niczego nie muszę udawać i kryć się z tym, że od dawna cię nie kocham. Skończyła się szopka z naszym super szczęśliwym związkiem. Jestem wolny i ty też jesteś. Znajdź sobie innego frajera, który z tobą wytrzyma. Powodzenia w życiu, Amber. Do nie zobaczenia" . Nie czekając na jej reakcję, po prostu zakończyłem połączenie i wykasowałem jej numer z kontaktów. Miałem ochotę od razu wykrzyczeć światu całą prawdę, ale to niestety nie było możliwe. Nie mogłem rozpętać wojny z oświadczeniem "Amber nie kochałem od dawna i byłem z nią tylko dlatego, że byłem do tego zmuszony, a tak naprawdę od dłuższego czasu jestem zakochany w innej". Paul chyba by mnie zamordował. Trzeba było to zrobić stopniowo, krok po kroku. Natalie zareagowała bardzo pozytywnie. Owszem, na początku była w wielkim szoku, ale później po prostu się ucieszyła i ja tak samo. Obiecała, że w najbliższym czasie na pewno pojawi się w Londynie. I wprost nie mogłem doczekać się chwili, w której ją zobaczę i mocno do siebie przytulę. Schodziłem właśnie po schodach, gdy drzwi do naszego domu gwałtownie się otworzyły. Po chwili zobaczyłem swoją byłą dziewczynę. Gdyby wzrok mógł zabijać, już dawno padł bym jako trup. Stanąłem na ostatnim stopniu i uniosłem jedną brew.
-Co to kurwa ma być?! - krzyknęła wściekła - Czy ty sobie ze mnie robisz jakieś chore żarty, Malik? Jakie zerwanie? Jaki koniec do cholery!?
-Ty nadal o tym? Chryste, Amber! Kiedy wreszcie dotrze do ciebie, że nasz związek nie istniał od dawna? Kiedy zrozumiesz, że cię nie kocham i nie chcę mieć z tobą nic wspólnego? Co mam zrobić żebyś w końcu się ode mnie odczepiła?!
-Przestań pierdolić głupoty! Przecież byliśmy idealną parą! Nadal jesteśmy!
W tym momencie nie wytrzymałem. Miałem już tego po prostu dość. Ile można użerać się z jedną osobą, do której nie dociera sens niektórych słów? Zszedłem z ostatniego stopnia, chwyciłem ją za ramiona i spojrzałem prosto w oczy.
-Między nami nic nie ma - powiedziałem ostro - od dawna niczego nie było! Nie kocham cię, Amber. Teraz mam cię całkowicie w dupie i nie obchodzi mnie to, co myślisz. Nie jesteśmy razem, więc wreszcie się ode mnie odczep! Chcę w końcu być szczęśliwy! Ale nie z tobą. Nigdy więcej nie chcę mieć z tobą nic wspólnego! Już wystarczająco dużo życia mi zniszczyłaś. Nie pozwolę ci na więcej. Nie wrócimy do siebie, bo kocham kogoś innego! Okey? Dotrze to wreszcie do ciebie?!
-Ale..
-Nie! - krzyknąłem - Dość! Nie ma już nas! I nigdy nie będzie!
Po tych słowach puściłem ją i starałem się opanować nerwy. Amber stała jak słup soli i patrzyła na mnie z niedowierzaniem. Po chwili dostrzegłem w jej oczach pojawiające się łzy. Zaskoczyło mnie to. Nigdy nie widziałem jej w takim stanie. Zacisnęła usta, odwróciła się i po prostu odeszła. Bez słowa. Miałem wyrzuty sumienia. Może byłem dla niej zbyt ostry? Może powinienem załatwić to inaczej? Ale co to zmieniało?  Od dawna miałem dość tego udawanego związku. Teraz nareszcie mogłem być wolny. Tylko to się liczyło. W tym momencie Amber zniknęła z mojego życia raz na zawsze. Nie potrzebowałem niczego więcej. Teraz wszystko musiało się ułożyć. I miałem wielką nadzieję, że tak będzie. Nagle zauważyłem schodzącą po schodach Pearl. Ta mała cwaniara ostatnio nieźle rozrabiała. Już kilkakrotnie znalazłem ją na łóżku w swoim pokoju. Zaraz za nią po schodach zeszła Rose. Wzięła kotkę na ręce i uśmiechnęła się do mnie smutno.
-Hej, hej, poczekaj! - powiedziałem, zanim odeszła.
-Coś się stało? - spytała bez emocji.
-Ja.. nie.. tylko.. oglądałaś ostatnio telewizję? Albo słuchałaś radia, czy co?
-Nie - odpowiedziała i schyliła głowę - nie mam na to najmniejszej ochoty. A.. czemu pytasz?
-Bo.. wszyscy huczą o moim wielkim zerwaniu z Amber..
W tym momencie jej źrenice rozszerzyły się ze zdziwienia. No tak, nie wiedziała. Uśmiechnąłem się niepewnie i wzruszyłem ramionami.
-Ale jak to? - spytała w końcu - Jakim zerwaniu? O co tu chodzi?
-Dwa dni temu był u nas Paul. Przeprosił nas za ten cały bałagan, który się przez niego zrobił. Powiedział, że jesteśmy wolni i możemy robić co chcemy. Już nigdy więcej nie będzie wtrącał się w nasze życie prywatne. Jednym słowem: wszystko wraca do normy.
-Ahm.. to świetnie. W takim razie powodzenia i.. szczęścia.
-Rose, wszystko okey? - spytałem miękko.
Było po niej widać, że jest całkowicie wykończona. Oczy miała zaczerwienione od łez, chodziła w starych dresach i chyba niczym się nie przejmowała. Ciągle siedziała w swoim pokoju i wpuszczała do niego tylko Libby, Jane, Nialla i tego swojego przyjaciela, z którym spędzała ostatnio najwięcej czasu. Już kilkakrotnie chciałem do niej pójść i szczerze porozmawiać, ale nie miałem na to odwagi.
-A jak myślisz, Zayn? Czy wyglądam na osobę, która cieszy się życiem?
Zamilkłem. Nawet nie wiedziałem, co powiedzieć. Po raz pierwszy w życiu nie umiałem wydusić z siebie słowa. Odwróciłem wzrok i schyliłem głowę.
-Przepraszam.. - powiedziałem cicho - nie powinienem był o to pytać..
-Nie szkodzi. To pytanie słyszę po kilkanaście razy dziennie. Nie musisz się przejmować. Przecież wciąż żyję. Obiecałam, że nic sobie nie zrobię, ale chwilami jest mi cholernie ciężko z tą decyzją.
-Wiesz, że możesz na mnie liczyć, prawda? - w końcu na nią spojrzałem - My.. przecież jesteśmy przyjaciółmi, a przyjaciele sobie pomagają. Nie chcę cię teraz stracić..
-Nie stracisz mnie - odpowiedziała i na jej ustach zagościł cień uśmiechu - obiecuję.
Postawiła Pearl na schodach i podeszła do mnie. Po raz pierwszy od dłuższego czasu się przytuliliśmy. Wiedziałem, że jest jej ciężko. Wiedziałem, że to, co się stało, na zawsze odbije się na jej życiu i psychice. Ale czasu nie da się cofnąć. Z niektórymi sprawami po prostu trzeba nauczyć się żyć. W końcu się od siebie oderwaliśmy. Uśmiechnęła się do mnie smutno, wzięła Pearl na ręce i poszła do siebie. Atmosfera w tym domu zdecydowanie nie była dobra. W tym momencie z kuchni wyłonił się Harry. Miał zaciśnięte usta i opierał się głowa o framugę. Musiał słyszeć naszą rozmowę. Ale jego akurat miałem gdzieś. Przez to, co zrobił, stracił w moich oczach szacunek. Tylko Louis się do niego odzywał i starał się odzyskać dawny kontakt. Kiedyś byliśmy jak bracia, ale dzisiaj.. patrząc na Rose, na to w jakim była stanie i na to, co się z nią działo, nie umiałem normalnie z nim gadać. Nie, wiedząc, że to przez niego i przez to, że nie potrafił zapanować nad uczuciami. Okey, można się pogubić, ale żeby aż tak skrzywdzić osobę, którą podobno naprawdę się kocha? Nie do pomyślenia. Minąłem go bez słowa i wyszedłem z domu. Ostatnim, co słyszałem, było uderzenie jego pięści o ścianę. Jednak już o to nie dbałem. Zamknąłem za sobą drzwi, wsiadłem do samochodu i pojechałem do sklepu po papierosy. Czas zacząć kolejny dzień..

~Louis~

Ostatnio sprawy nieco się unormowały. Tylko ja ze wszystkich domowników rozmawiałem z Hazzą. Czasami Liam zamienił z nim parę zdań, ale tak, to wszyscy go ignorowali i posyłali wrogie spojrzenia. Wiedziałem, że źle zrobił i też miałem mu to za złe, ale przecież nie mogliśmy unikać się do końca życia! Byliśmy zespołem, braćmi. Nie mogliśmy tak po prostu się nienawidzić i to przez jeden błąd. Musiałem jeszcze raz pogadać z chłopakami. Z Zaynem i Liamem. Z Niallem nie było nawet po co, bo wiedziałem, że i tak nie zmieni swojego nastawienia. Dopóty, dopóki Rose była nieszczęśliwa, on nie był w stanie wybaczyć. Sytuacja była naprawdę ciężka. Teraz jednak nie mogłem się tym przejmować. Byłem umówiony z Darcy. Ostatnio spędzałem z nią całą masę czasu i myślałem tylko o kolejnych spotkaniach. Ta dziewczyna wzbudzała we mnie bardzo silne uczucia. Była całkiem inna niż wszystkie. Nigdy się z nią nie nudziłem i mógłbym spędzać z nią całe dnie. Czy byłem zakochany? Tak, zdecydowanie. Sam się tego po sobie nie spodziewałem, ale tak było. I raczej nic nie mogłem na to poradzić. Pytanie tylko, co ona czuła do mnie? I czy w ogóle coś czuła? Najwyższy czas się tego dowiedzieć. Ostatni raz poprawiłem włosy i zbiegłem na dół. Dom opuściłem z uśmiechem na ustach. Na nasz podjazd podjechał znajomy samochód. Za kierownicą dostrzegłem Libby i pomachałem jej, co od razu odwzajemniła. Zapewne przyjechała do Liama lub Rose. Sam wsiadłem do swojego auta i wyjechałem. Po kilkunastu minutach znalazłem się pod blokiem mieszkalnym Darcy. Wyciągnąłem telefon i napisałem jej krótkiego sms'a.
Książę czeka na księżniczkę ;) L.
Już po chwili zauważyłem ją, wychodzącą z budynku. Podjechałem bliżej, żeby mnie zauważyła. Uśmiechnęła się, przygryzając dolną wargę i wsiadła do środka.
-No witam, księciuniu - powiedziała i pocałowała mnie w policzek - księżniczka gotowa do drogi.
-Świetnie - zaśmiałem się.
Jak zwykle zaczęliśmy rozmawiać o zwykłych rzeczach. O minionych dniach, o tym co jedliśmy na śniadanie, jak sytuacja w domu, co z Harrym i Rose, kiedy mamy koncerty itd itd. Nawet tak błahe tematy nie były nudne, gdy rozmawiało się o nich z Darcy. W końcu zaparkowaliśmy przy pomoście. Tego dnia mieliśmy w planach rejs statkiem. Darcy jeszcze nie wiedziała, że będziemy zupełnie sami, a ja już uśmiechałem się pod nosem. Z drugiej strony byłem zdenerwowany, bo bałem się odrzucenia, ale szybko odpędziłem od siebie złe myśli. Statek już na nas czekał. Pomogłem dziewczynie wsiąść na pokład i dałem znak kapitanowi.
-Zaraz, chwila. Co się dzieje? A gdzie reszta pasażerów? - pytała zdezorientowana.
-Wszyscy pasażerowie są już na statku - odpowiedziałem z uśmiechem.
-Ale przecież jesteśmy tu tylko my i.. zaraz, zaraz. Jesteśmy jedynymi płynącymi, prawda?
-Bingo, maleńka.
-Jesteś niemożliwy, Tomlinson! Wynająłeś cały statek? Tylko dlatego, że przedwczoraj powiedziałam ci, że bardzo chciałabym popłynąć?
-Mówisz tak, jakby to było coś złego - wzruszyłem ramionami - przynajmniej nikt nie będzie nam przeszkadzał.
-To.. to jest..
-Głupie? Niedorzeczne? Szczeniackie?
-..urocze - powiedziała z uśmiechem - i mega słodkie.
-Ah.. no tak, w końcu czasami miewam słodkie pomysły.
Zaśmialiśmy się i usiedliśmy przy ustawionym na pokładzie stoliku, który był przepięknie nakryty. Darcy tylko pokiwała głową i znów po prostu zaczęliśmy rozmawiać. Kelner przyniósł nam obiad, a do kieliszków nalał szampana. Atmosfera była niesamowita. Wypłynęliśmy bardzo daleko, nawet sam straciłem orientację, gdzie jesteśmy. Zaczęło się ściemniać. Nawet nie czuliśmy upływu czasu. W pewnym momencie Darcy wstała i podeszła do barierki. Położyła na niej ręce i spojrzała w niebo. Nie mogłem się powstrzymać. Stanąłem zaraz za nią i oplotłem ja rękoma w jej wąskiej talii. Nie zaprotestowała. Przez dłuższą chwilę staliśmy w milczeniu, a ja rozkoszowałem się jej bliskością. Naprawdę byłem zakochany. W tym momencie wszystkie moje wątpliwości się rozwiały. Chciałem po prostu być przy niej. 
-Wieczór to chyba najpiękniejsza część dnia - odezwała się w końcu - wszystko jest takie spokojne, pogrążone w ciemności. A gwiazdy błyszczą na niebie i dają nam jakieś sygnały. Szkoda, że nie potrafimy ich odczytać.
-Wielka szkoda.. - odpowiedziałem - jesteś niesamowita, wiesz?
-Dlaczego tak myślisz?
-Ja tak nie myślę. Ja to wiem. Z tobą czas zawsze leci za szybko i nim się obejrzę już muszę się z tobą rozstawać, a cholernie tego nie chcę. 
Darcy nie odpowiedziała. Przygryzłem dolną wargę w oczekiwaniu na jej odpowiedź. Nie otrzymałem jej. Dziewczyna po prostu się do mnie odwróciła. Nasze usta były bardzo blisko siebie. Wtedy nie wytrzymałem. Pochyliłem się nad nią i złączyłem je w pocałunku. Nie odepchnęła mnie, wręcz przeciwnie, odwzajemniła gest. Oplotła mi ręce wokół szyi, a ja przyciągnąłem ją do siebie. To było, zdecydowanie, najlepsze uczucia na świecie. 
-Więc.. to oznacza, że jesteśmy parą? - spytałem, gdy się od siebie odsunęliśmy.
-Nie - odpowiedziała z cwanym uśmieszkiem.
-Nie? - zdziwiłem się.
-To by było zbyt nudne. A ja nie chcę być nudna. 
-Ale przecież..
-Zamknij się, Tommo.
Po tych słowach znów mnie pocałowała, a ja z uśmiechem odwzajemniłem czuły gest. Jej usta smakowały szampanem i gdybym mógł, to nigdy bym się od niej nie oderwał. Nawet nie zorientowałem się, kiedy dobiliśmy do pomostu. Wziąłem Darcy za rękę i wspólnie opuściliśmy pokład. W samochodzie prawie się nie odzywaliśmy, tylko zerkaliśmy na siebie i wybuchaliśmy śmiechem. Odwiozłem ją pod sam dom i wyszedłem, żeby się z nią pożegnać.
-Dziękuję - powiedziała z uśmiechem.
-Nie masz za co. Też się świetnie bawiłem. I.. Darcy..
-Tak?
Musiałem zdobyć się na odwagę. Musiałem w końcu jej to powiedzieć. Ten pocałunek musiał coś znaczyć. Nie mogłem być tchórzem.
-Kocham cię - powiedziałem, patrząc jej w oczy.
-Bardzo mi to schlebia - odpowiedziała, przygryzając dolną wargę.
-Ahm.. a czy.. czy ty.. - zacząłem się jąkać.
-Tak - odpowiedziała, doskonale znając pytanie, które chciałem zadać - dobranoc, Louis.
Zostawiła mnie zdezorientowanego i po prostu poszła do domu. W końcu szeroki uśmiech zagościł na mojej twarzy. Miałem ochotę skakać i krzyczeć z radości. Wsiadłem do samochodu i położyłem ręce na kierownicy. Teraz już wszystko musiało być okey.

~Niall~

Powoli nie wytrzymywałem sytuacji w naszym domu. To nie było normalne. Za każdym razem, gdy widziałem Stylesa, miałem ochotę się na niego rzucić i zabić za to, co zrobił. Powstrzymywałem się tylko dlatego, że nie chciałem zrobić niczego głupiego. Rose była dla mnie kimś bardzo ważnym i za wszelką cenę chciałem chronić ją przed wszelkim złem. Byłem wściekły na siebie, że mi się to nie udało. Powinienem się domyślić, że w pewnym momencie Harry przestał udawać, bo mówienie o Carmen sprawiało mu coraz mniej trudności, a czasami nawet jej bronił. Cały czas oszukiwałem się, że u nich wszystko okey. Przecież tyle razy powtarzał, że ją kocha i że jest w stanie zrobić dla niej wszystko. A tymczasem co zrobił? Zdradzał ją. Nie jeden raz, bo to jeszcze jakoś można wybaczyć, ale przez 2 tygodnie! Przez 14 dni ją oszukiwał i gdy tylko nadarzała się okazja, wskakiwał do łóżka Carmen, żeby zaspokoić swoje seksualne potrzeby. Na samą myśl o tym robiło mi się niedobrze, a dłonie zaciskały się w pięści. Był moim najlepszym przyjacielem. Był jak brat, którego nie chciałem stracić. A teraz? Nie miałem ochoty nawet na niego patrzeć. Oto, co zostało z naszej przyjaźni. Nie rozumiałem, jak Louis w ogóle mógł wspomnieć o tym, żeby mu wybaczyć. Chłopaki może i byli do tego skłonni, bo ta sytuacja wiele ich kosztowała, ale nie ja. Nie tym razem. Harry przegiął po całości. Wyszedłem ze swojego pokoju i zapukałem do drzwi Rose. Otworzyła i znów poczułem ukłucie w sercu. Znowu płakała. Znowu miała zaczerwienione oczy i rozczochrane włosy, od leżenia w łóżku. Patrząc na nią, nie mogłem tak po prostu o wszystkim zapomnieć. To było wręcz nierealne. 
-Przepraszam, Niall - odezwała się słabym głosem - ale znowu mam gorszy dzień. Chcę po prostu być sama, okey?
Skinąłem tylko głową. Uśmiechnęła się smutno i zamknęła drzwi. Naprawdę było jej ciężko. Wiedziałem, że bardzo go kochała. Ale teraz to już nie miało żadnego znaczenia. Zszedłem na dół i poszedłem do kuchni. Nalałem sobie szklankę soku i wypiłem ją. Miałem w głowie kompletny mętlik. Za dwa dni mieliśmy grać koncert i udzielić wywiadu. Jak miałem to zrobić? Jak miałem się uśmiechać, bawić i zachowywać się tak, jakby wszystko było w jak najlepszym porządku? Nie wyobrażałem sobie tego. Nagle usłyszałem dzwonek do drzwi. Na dole byłem jako jedyny, więc poszedłem otworzyć. W progu powitała mnie Jane. Miała zaciśnięte usta i skrzyżowane ramiona. Chciałem się do niej zbliżyć, ale się odsunęła.
-Musimy porozmawiać - powiedziała twardo - masz ochotę na spacer?
-Jasne, ale.. coś nie tak?
Jane nie odpowiedziała. Po prostu odwróciła się i poszła przed siebie. Zamknąłem drzwi i szybko ją dogoniłem. Nie dała złapać się za rękę i cały czas się ode mnie odsuwała. Byłem zdezorientowany i nie wiedziałem, co się z nią dzieje. Doszliśmy do londyńskiego parku, a wtedy już nie wytrzymałem. Jane nigdy się tak nie zachowywała. Stanąłem w pół kroku i chwyciłem ją za ramię. Odwróciła się do mnie z tym samym wyrazem twarzy.
-Jane, o co tu chodzi? - spytałem - Dlaczego traktujesz mnie tak, jakbym nie istniał? Możesz mi to wytłumaczyć?
-Ty naprawdę niczego nie rozumiesz? - odezwała się w końcu - Naprawdę nic do ciebie nie dociera?
-A co ma do mnie docierać? Co ja takiego zrobiłem? - byłem coraz bardziej zdezorientowany.
-Ty nic nie robisz, Niall! Nic oprócz opiekowania się Rose! - krzyknęła - Ja wiem, że jest twoją kuzynką i bardzo się o nią martwisz. Jest też moją przyjaciółką i czuję to samo! Też chcę żeby wróciła jako ta roześmiana dziewczyna, ale wiesz, że póki co to niemożliwe! Wiem, że musi dojść do siebie. Ale.. cholera, Niall. Zachowujesz się jak jej niańka. Chcę z tobą gdzieś iść - nie bo Rose. Chcę spędzić z tobą czas, to nie bo znowu Rose. I tak w kółko. Ostatnio w ogóle nie spędzamy razem czasu. Całymi dniami siedzisz w domu i jej pilnujesz jak pies! Zrozum, ona potrzebuje teraz samotności, żeby wszystko przemyśleć. Macie wolne od tras do pojutrza. Myślałam, że ten czas spędzimy razem, bo potem znowu rozstaniemy się na nie wiadomo jak długo, a ty masz mnie daleko w dupie! Jak ja mam się czuć? Postaw się chociaż przez chwilę na moim miejscu! Mój chłopak mnie ignoruje i ma gdzieś to, że właśnie teraz najbardziej go potrzebuję!
Zamurowało mnie. Patrzyłem na nią w całkowitym osłupieniu. W jednej chwili dotarł do mnie sens jej słów. Miała rację. Zachowywałem się jak dzieciak i ją zaniedbywałem. Powinienem spędzać z nią czas, a nie się nad sobą użalać. Zawaliłem na całej linii. 
-Przepraszam.. - powiedziałem w końcu. 
-I co to zmieni? - w jej oczach pojawiły się łzy. Zdecydowanie najgorszy widok na świecie - Nadal będziesz zajmował się Rose a mnie ignorował. Niall, ja doskonale rozumiem to, że się o nią martwisz bo jest twoją kuzynką. Ale ja martwię się tak samo! Tylko że przy tym nie zaniedbuję ludzi, na których mi zależy. O ile nadal ci zależy..
-Nie opowiadaj głupot! Kocham cię najmocniej na świecie i wiem, że zachowałem się jak ostatni kretyn. Nie chciałem cię skrzywdzić, Jane.. przepraszam.. naprawdę bardzo cię przepraszam..
-Nie obchodzą mnie twoje słowa. Ja chcę widzieć czyny! A póki co nie robisz nic. Daj znać jak zdecydujesz się na jakieś rozwiązanie. Do tego czasu nawet nie chce mi się z tobą rozmawiać.
Rzuciła mi pełne bólu spojrzenie, odwróciła się i odeszła. Chciałem za nią pobiec, wziąć w ramiona i mocno do siebie przytulić, ale nie mogłem. Musiałem ochłonąć i wszystko sobie przemyśleć. Usiadłem na pobliskiej ławce i schowałem twarz w dłoniach. Nie mogłem jej stracić. Nie mogłem pozwolić na to, by cierpiała i to z mojego powodu. Byłem ostatnim dupkiem. Jeszcze nigdy nie widziałem jej zapłakanej. Aż do dzisiaj. A w dodatku miałem świadomość tego, że to przeze mnie. Miała rację. Za bardzo zaangażowałem się w życie Rosalie. Owszem, martwiłem się o nią i chciałem jej jakoś pomóc, ale dopiero teraz dotarło do mnie, że tak naprawdę nie mogę nic zrobić. To było jej życie. Ja mogłem tylko ją wspierać i dać odczuć, że może na mnie liczyć. Jane była moją dziewczyną i bardzo ją kochałem. Nie mogłem stracić jej przez własną głupotę. Za nic nie mogłem na to pozwolić. Wstałem z ławki i bez zastanowienia skierowałem się do jej domu. Nacisnąłem dzwonek i czekałem. W końcu otworzyła drzwi i spojrzała na mnie niepewnie.
-Jestem dupkiem - powiedziałem - i wiem, że cię zaniedbywałem, ale koniec z tym. Obiecuję ci, że nigdy więcej cię nie odtrącę. Od tej pory jestem cały do twojej dyspozycji. Kocham cię i nie wyobrażam sobie, że mogłoby cię zabraknąć. Proszę cię, wybacz mi..
Jane nic nie odpowiedziała. W końcu się uśmiechnęła i rzuciła mi się na szyję. Poczułem wielkie uczucie ulgi. Przytuliłem ją do siebie mocno i pocałowałem namiętnie. Była dla mnie absolutnie wszystkim.
-To.. może zostaniesz na noc? - spytała, oblizując górną wargę. To było niesamowicie seksowne.
-O niczym innym nie marzę - odpowiedziałem i wziąłem ją na ręce. 
Nogą zamknąłem drzwi i poszliśmy do salonu. Położyłem ją na kanapie i zacząłem całować. Cholernie mi tego brakowało. Z nią wszystko wydawało mi się wyjątkowe. W tamtej chwili jej bliskość była dla mnie najważniejsza. Szybko pozbyliśmy się ubrań i zostaliśmy w samej bieliźnie. Jej ciało było niesamowite. Błądziła rękami po moim torsie, a ja znów wpiłem się w jej usta. Zapowiadała się długa i cudowna noc.

~Rose~

Wszystko się zmieniło. Od pewnego czasu nie umiałam normalnie spojrzeć na siebie w lustrze. Dlaczego? Nie miałam pojęcia. Natłok wspomnień po prostu mnie przygniatał. Minął kolejny tydzień od naszego zerwania, a ja nie poczułam się ani trochę lepiej. Ciągle o nim myślałam. Ciągle napełniałam się nienawiścią za to, co mi zrobił. Wszystko było nie tak. Coraz bardziej zbliżałam się do Nate'a. Był u mnie niemal codziennie. Rozmawiałam z nim po kilka godzin, a on siedział, słuchał i zawsze mówił tak, że choć przez chwilę czułam się lepiej. A później wychodziłam z pokoju i widziałam JEGO. Wtedy znów wszystko było nie tak. Nie chciałam tak żyć. Chciałam uwolnić się od wspomnień i zacząć żyć od nowa, ale nie potrafiłam. Było tego po prostu zbyt dużo. Leżałam w łóżku, a obok mnie była Pearl. Ta mała kotka ostatnio nie odstępowała mnie nawet na krok. Łaziła za mną i zawsze kładła się obok mnie. Miałam mieszane uczucia. Z jednej strony bardzo pokochałam tego małego zwierzaka, a z drugiej przypominałam mi o Harrym i o czasach, w których jeszcze byliśmy choć odrobinę szczęśliwi. Byłam sama w domu. Chłopaki pojechali na tygodniowa trasę i mieli wrócić dopiero następnego dnia. Cieszyłam się tą chwilową wolnością. Mogłam poruszać się po domu bez obawy, że znów GO zobaczę. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Nikogo się nie spodziewałam. Związałam włosy w kucyk i zeszłam na dół. Otworzyłam i na mojej twarzy pojawił się ból. Jakby ktoś uderzył mnie w policzek. Przede mną stała Carmen.
-Harrego nie ma - powiedziałam ostro.
-Nie przyszłam do niego. Tylko do ciebie.
Jej słowa kompletnie mnie zaskoczyły. Nie spodziewałam się tego. Odsunęłam się i wpuściłam ją do środka. Sama nie wiem, czemu po prostu nie zatrzasnęłam jej drzwi przed nosem. Usiadłyśmy w salonie i przez chwilę panowało niezręczne milczenie. 
-Posłuchaj, chcę po prostu wyjaśnić tą całą sytuację - powiedziała w końcu - za dwie godziny wylatuję do Australii i nie planuję powrotu do Londynu. 
-Okey, ale nie rozumiem, dlaczego do mnie przyszłaś - prychnęłam - czy to ma jakikolwiek sens?
-Ma. Bo Harry skrzywdził tak samo ciebie, jak i mnie. Nie wiedziałam, że się spotykaliście, okey? Nie miałam pojęcia, że przez ten cały czas on kochał ciebie i był z tobą. Nie powiedział mi tego! Mimo wszystko nie jestem taka jak Amber. Gdybym to wiedziała, to nie zbliżyłabym się do niego aż tak bardzo. A tymczasem jak idiotka się w nim zakochałam i byłam fałszywie przekonana, że on czuł to samo. Życie potrafi zaskakiwać, nie sądzisz? 
-Ta.. - byłam kompletnie zaskoczona jej słowami.
-Wiem, że mnie nienawidzisz za to wszystko, ale ja nie mam z tym nic wspólnego. Nie chcę go znać bo jak na niego patrzę to po prostu chce mi się rzygać. Dlatego opuszczam Londyn. Muszę na nowo poukładać sobie życie i zapomnieć o tej chorej sytuacji. Nie wiem, po co do ciebie przyszłam. Po prostu czułam, że muszę. Życzę ci powodzenia, Rose. Żebyś wytrzymała z nim pod jednym dachem. Nie wiem, jak to wszystko się potoczy i czy kiedykolwiek mu wybaczysz, ale.. życzę ci powodzenia.
-Ja.. dziękuję.. - zawahałam się - nie spodziewałam się czegoś takiego. Tobie też życzę powodzenia. Nagraj świetny film, który podbije serca ludzi na całym świecie.
Carmen zaśmiała się pod nosem i wstała.
-Trzymaj się. Żyj dalej. Nie marnuj sobie życia i młodości na idiotę, któremu wydawało się, że może wszystko. Mylił się. Pokaż mu, że jesteś silna i dasz sobie radę bez niego. Żyj pełnią życia.
Po tych słowach po prostu odeszła i opuściła dom. Przez kolejne 5 minut siedziałam całkowicie zaskoczona. Pearl zeszła po schodach i zwinęła się w kłębek obok mnie. Nie spodziewałam się czegoś takiego. Słowa Carmen nieco podniosły mnie na duchu. Nie sądziłam, że kiedykolwiek zdołam z nią normalnie porozmawiać. Tymczasem to my obie byłyśmy ofiarami Hazzy. Nie wiedziała, jak dalej potoczy się moje życie, ale wiedziałam jedno: muszę być silna. 

___________________________________
No więc mamy 36 :) 
Moi kochani, dziękuję Wam za to, że ze mną jesteście, zaglądacie tu i komentujecie.
Nigdy nie sądziłam, że kiedykolwiek będę miała prawie 100 obserwatorów i tak wielką liczę wyświetleń! Jesteście NIESAMOWICI!
Czytasz = komentujesz <3

+Mała prośba. Bardzo spodobał mi się pomysł z karteczkami na aska :) Tak więc bardzo proszę was o to, abyście wzięły białą kartkę, napisały na niej: Alexiss ♥ i zrobiły sobie z nią zdjęcie. Wyślijcie mi je na adres: malinowamambaxx@gmail.com !
Ze wszystkich zdjęć zrobię kolaż i ustawię go na tło na swoim asku ;) Liczę na Was! To dla mnie bardzo ważne :) <3
++za niedługo pojawi się oficjalny zwiastun opowiadania "stay with me forever ♥" ! 

Do napisaniaaa ! XxXx