poniedziałek, 14 stycznia 2013

Rozdział szesnasty ♥

Londyn. Za oknami swojego pokoju znów widziałam to piękne miasto. Znów w nim byłam i mogłam odkrywać je na nowo. To była dobra decyzja. Nie żałowałam jej. Nie licząc ostatniej rozmowy z Zayn'em, wszystko póki co się układało. Wiedziałam, że będzie pełno wzlotów i upadków, ale byłam też pełna nadziei. Bo podobno nadzieja umiera ostatnia.
Kiedy obudziłam się rano, przez dłuższy czas bezczynnie leżałam w łóżku i zastanawiałam się nad tym, co przyniosą kolejne dni. Tęskniłam za Nat i Jade, ale wiedziałam, że tak powinno się stać. One mnie rozumiały i wspierały. I za to byłam im bardzo wdzięczna. W końcu leniwie wstałam z łóżka i poszłam do łazienki. Stanęłam przed lustrem i mój wzrok powędrował na szyję. Złoty łańcuszek. Połówka serca z "Lo". Drugą część schowałam w szkatułce, która stała obok mojego łóżka. Wspomnienia znów powróciły. Jednak nie były już tak bolesne, jak kilka miesięcy temu. Świadomość tego, że Josh'a już nie ma, zaczęła wzbudzać we mnie inne uczucia. Owszem, tęskniłam za nim. Naprawdę bardzo tęskniłam i wciąż go kochałam. Jednak teraz było już lepiej. Czas leczy rany, jak mówią. Wiedziałam, że jeszcze wiele przede mną. Jednak wierzyłam w to, że wszystko w końcu się ułoży.
Umyłam się, zrobiłam makijaż i poszłam do garderoby. No tak, nadal byłam niewypakowana. Przynajmniej miałam jakieś zajęcie na połowę dnia. Dziwiło mnie, że jeszcze nikt do mnie nie przyszedł. Wzruszyłam tylko ramionami i skupiłam się na swoim zajęciu. Po 4 godzinach wszystko było już na swoim miejscu. Było to męczące, ale przynajmniej miałam to z głowy. Ubrałam się TAK i zeszłam na dół. Tak jak się spodziewałam, dom był kompletnie pusty, a na kuchennym blacie leżała biała kartka z szybko napisanym liścikiem. Od razu rozpoznałam charakter pisma Nialler'a. Wzięłam ją do rąk i przeczytałam: Kochana kuzynko! Musieliśmy pilnie jechać do szpitala. Coś się stało z Paul'em. Nie wiemy o co chodzi, ale damy znać, jak tylko czegoś się dowiemy. Póki co dom jest do twojej dyspozycji. A tak w razie czego, Paul to nasz menadżer :) Do zobaczenia później. Kocham cię, Nialler. 
Zmartwiła mnie ta krótka wiadomość. Miałam nadzieję, że nie stało się nic poważnego. Wyciągnęłam z lodówki kilka produktów i zrobiłam sobie szybkie śniadanie. Nie wiedziałam, co robić przez cały dzień. Postanowiłam więc zadzwonić do mamy. Odebrała niemal od razu.
-Tak córeczko? - usłyszałam jej melodyjny głos.
-Cześć mamuś. Jak tam? Wszystko w porządku?
-W jak najlepszym słoneczko. Powoli się zadomawiam. To mieszkanie to był strzał w dziesiątkę. Jak wy je znaleźliście?
-Ogłoszenia w internecie. Nic takiego. Cieszę się, że jesteś zadowolona.
-Nawet bardzo. Coś czuję, że ten wyjazd to była naprawdę dobra decyzja. A ty jak się czujesz? Wszystko dobrze?
-Tak, nawet bardzo. W końcu nie muszę bać się, że ojciec znów mnie pobije tak, że wyląduje w szpitalu. Ale mniejsza z tym. Mamo, zaczynamy od nowa. I jestem pewna, że teraz wszystko będzie lepsze.
-Ja też jestem tego pewna kochanie.
-Wpadnę do ciebie tak późnym popołudniem. Może z czymś ci pomogę czy coś. Albo po prostu z tobą posiedzę.
-Będzie mi bardzo miło. A teraz wybacz, ale muszę kończyć. Źle się rozmawia przez telefon, jednocześnie urabiając ciasto na szarlotkę. Do zobaczenia później.
-Dobrze. Do zobaczenia!
Zakończyłam połączenie i schowałam telefon do kieszeni spodni. Nadal nie dostałam żadnej wiadomości od chłopaków. Martwiłam się coraz bardziej, ale byłam dobrej myśli. Przecież wszystko musiało być w porządku. Usiadłam w salonie na parapecie i patrzyłam przez okno. Po raz kolejny zaczynałam od nowa. Jednak tym razem, wszystko miało być lepsze. To znaczy, powinno. Opuszczając swoje rodzinne miasto, miałam dziwne uczucie, że teraz wszystko się zmieni. Tak, kolejne zmiany w moim życiu. Nigdy nie sądziłam, że moja rzeczywistość może tak wyglądać. Gdyby tamtego dnia Nialler nie zadzwonił i gdybym nie poszła na spotkanie z nim, to teraz siedziałabym pewnie zamknięta w swoim pokoju i nadal załamywałabym się i próbowała zabić. Niall mnie uratował. To jemu wszystko zawdzięczałam. Gdyby nie on, to nie wiem co by ze mną było. I chyba wolę nie wiedzieć.
W końcu usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi i do środka weszli chłopcy. Wszyscy, oprócz Zayn'a. Odetchnęłam z ulgą i podeszłam do nich, żeby się czegoś dowiedzieć. 
-Nasz Paul to niezła fajtłapa - powiedział Liam - poślizgnął się na lodzie i zwichnął kostkę. To nic poważnego, na szczęście. 
-Ciekawe gdzie on znalazł lód - powiedział Nialler - przecież teraz wszystko topnieje.
-Pewnie poślizgnął się na płytkach w łazience i nam kity wciska żeby nie wyszło, że jest frajerem - odezwał się Harry - ale to Paul, jego się nie da ogarnąć.
-Dobrze, że to nic poważnego - powiedziałam i uśmiechnęłam się.
-Mamy coś do jedzenia? - spytał Horan i zniknął w kuchni. 
Zaśmiałam się tylko i poszłam do siebie. Ciągle zastanawiałam się nad tym, co mogę porobić. 
Zupełnie nagle mój wzrok spoczął na lustrzance leżącej na biurku. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Spakowałam aparat do pokrowca i zbiegłam na dół. Ubrałam buty i płaszcz. Właśnie w tej chwili podszedł do mnie Harry. 
-Wybierasz się gdzieś? - spytał opierając się o ścianę.
-Idę na spacer - odpowiedziałam, zapinając guziki płaszcza - i przy okazji zrobić parę zdjęć.
-Może potrzebujesz kogoś do towarzystwa? - spytał poruszając brwiami.
-Zależy kogo.. - odpowiedziałam z uśmiechem.
-Kogoś, kto ma samochód - odpowiedział wyszczerzony.
-Masz rację. Może Niall się ze mną zabierze..
-Na głodomora bym nie liczył. Zaszył się w kuchni. I raczej prędko stamtąd nie wyjdzie. 
-Och.. i co ja biedna teraz zrobię? - spytałam z sarkazmem.
-Na szczęście masz mnie - powiedział - widzisz? Co ty byś beze mnie zrobiła?
-Nie mam pojęcia, Styles.
Harry szybko się ubrał i wspólnie wyszliśmy z domu. Wsiedliśmy do jego Porsche i pojechaliśmy przed siebie. Zwiedziliśmy chyba połowę Londynu. Wszystkie fotografie miały w sobie pełno uroku i magii. Jednak najpiękniejsze wyszły na London Eye. Przy zachodzącym słońcu panorama miasta wyglądała magicznie i niesamowicie. Nie mogłam oderwać od niej wzroku. Harry wziął ode mnie aparat i zrobił całą masę zdjęć. Tylko na większości z nich, byłam ja. Nie przeszkadzało mi to, choć uważałam, że wcale nie jestem fotogeniczna. Mieliśmy też mnóstwo wspólnych. Między innymi takie, gdy Harry całuje mnie w policzek a ja robię dziwną minę. Nieszczególnie mi to odpowiadało, ale to w końcu była tylko zabawa. Stałam przy szybie i patrzyłam na Londyn. Moje miasto. Tak, mogłam te tak nazywać. Bo otwierało przede mną wiele możliwości. I czułam się w nim jak w domu.
 Harry stanął bardzo blisko mnie. Po ciele przeszły mi dreszcze, choć nie wiedziałam dlaczego. Odwróciłam się do niego i nasze twarze znalazły się w niebezpiecznej odległości. Spojrzałam w jego zielone oczy i widziałam w nich nadzieję. Tylko na co on liczył? Co chciał osiągnąć? Przecież powiedziałam mu, że go nie kocham. Od tamtego czasu nic się nie zmieniło. Chłopak zaczął się nade mną pochylać. Spanikowałam i nie wiedziałam co robić. To nie tak miało być. Odwróciłam się tak, że jego usta dotknęły mojego policzka. Czułam zapach jego perfum i ciepło bijące od jego ciała, jednak tak nie mogło być. Był moim przyjacielem. Ale nikim więcej. Nie chciałam go stracić. Więc.. co miałam zrobić?
-Em.. przepraszam.. - bąknął Harry i odsunął się ode mnie - nie mam pojęcia co mnie napadło.. 
-W porządku - odpowiedziałam zdawkowo.
Przez cały nasz dzisiejszy wypad, Harry mi się przypatrywał, przybliżał się do mnie czy chciał objąć. A ja byłam kompletnie zdezorientowana i rozdarta. Czy mogłabym go pokochać? Nie wiem. Ale na razie musiało zostać tak, jak jest. W końcu w kompletnej ciszy wróciliśmy do samochodu. Poprosiłam go, żeby odwiózł mnie do mieszkania mamy. Po drodze też żadne z nas się nie odezwało. W końcu dojechaliśmy. Powiedziałam tylko krótkie "do zobaczenia" i wysiadłam. Postawiłam kilka kroków i usłyszałam swoje imię. Stanęłam i odwróciłam się. Harry w mig znalazł się koło mnie.
-Rose przepraszam - powiedział, patrząc mi prosto w oczy - naprawdę strasznie cię przepraszam. Nie wiem co we mnie wstąpiło. To był impuls.. ja.. nie chciałem żeby tak wyszło. Proszę, wybacz..
-Posłuchaj Harry - zaczęłam ostrożnie - ja.. wiem, co do mnie czujesz. I uwierz, wcale nie jest mi łatwo. Zależy mi na tobie naprawdę, ale.. tylko jak na przyjacielu. Nic więcej. Przepraszam, ale nic między nami nie będzie. Mogę zaoferować ci tylko przyjaźń. To nie jest wcale proste. Proszę cie. Uszanuj moją decyzję. 
Widziałam ból w jego oczach. Nie mogłam wybaczyć sobie tego, że go krzywdzę. Nie chciałam tego. To wszystko chyba mnie przerosło. To była jedna z najtrudniejszych rzeczy w moim życiu. Harry spuścił wzrok i nic nie powiedział. Powiedziałam jeszcze jedno "przepraszam" i po prostu odeszłam. Stanęłam przed drzwiami do mieszkania mamy, żeby się uspokoić. Nie chciałam go krzywdzić. Nie chciałam, żeby cierpiał. Ale przecież nie mogłam go okłamywać! Jaki to miałoby sens? Był kimś dla mnie bardzo ważnym i wiele mu zawdzięczałam. W końcu nacisnęłam dzwonek i weszłam do mieszkania mamy. Przywitałam się z nią, odwiesiłam płaszcz i zacisnęłam dłonie w pięści. Musiałam wymusić uśmiech i udawać, że wszystko jest w porządku. Tylko czemu to było takie trudne?

~Harry~


Jeszcze nigdy w życiu nie znalazłem się w takiej sytuacji. To bolało. Cholernie bolało. To uczucie, gdy osoba, którą kochasz, nie odwzajemnia tego. Każde kolejne słowo Rose bolało coraz bardziej. Odtrącała mnie, a ja nic nie mogłem na to poradzić. Nie chciałem jej stracić. Chciałem przez cały czas mieć ją przy sobie. Chronić ją i po prostu przy niej być. Jednak ona tego nie chciała. Mogła zaofiarować mi tylko przyjaźń. Tylko, albo AŻ. Nie wiedziałem co robić. Nieodwzajemniona miłość boli bardziej niż cokolwiek innego. 
Nigdy nie miałem takich problemów. Dziewczyny zazwyczaj same do mnie przychodziły. A nawet jak było inaczej, to od razu ulegały. Nie musiałem się nawet za bardzo starać. A teraz? Rose była inna. Całkiem inna. Tak bardzo chciałem ją przytulić, pocałować i dać jej poczucie bezpieczeństwa. Ale nie mogłem. Byłem bezradny. Gdy patrzyłem w jej oczy, widziałem tylko współczucie i bezradność. Najgorsze było to, że nie potrafiłem tego zmienić. Kiedy mówiła, że nic między nami nie będzie, nie mogłem wytrzymać. Poczułem ukłucie w sercu. Spuściłem głowę i nie byłem nawet w stanie się odezwać. Rose odeszła, a ja stałem na chodniku jak ostatni kretyn. Co było ze mną nie tak? Co takiego zrobiłem? Chciałem z nią być. Chciałem każdego dnia móc mieć ją przy sobie. Ale nie mogłem. Ona mi na to nie pozwalała.
Chciałem czegoś więcej. Ale skoro mogłem mieć tylko przyjaźń, to czy nie powinienem się z tego cieszyć? A co byłoby, gdyby mnie nienawidziła? Gdyby nie chciała mnie widzieć ani ze mną rozmawiać? Wytrzymałbym bez niej? Odpowiedź brzmiała: nie. Nie mogłem jej stracić. Nie przeżyłbym tego. Więc.. co powinienem zrobić? Wsiadłem do swojego samochodu i oparłem dłonie na kierownicy. Życie potrafiło dać w kość. Spojrzałem na siedzenie obok. Leżał na nim aparat Rose. Wiem, że nie powinienem, ale wziąłem go do rąk i otworzyłem galerię. Wszystkie zdjęcia były fantastyczne. Zatrzymałem się na jednym. Ja i ona. Ja całuję ją w policzek, a ona się śmieje. Znów coś ukłuło mnie w sercu. Dlaczego tak nie mogło być naprawdę? Dlaczego to nie mogło być rzeczywistością? Jej uśmiech i roześmiane, błyszczące oczy doprowadzały mnie do szaleństwa. Jeszcze nigdy żadna dziewczyna tak na mnie nie działała. 
Odpaliłem silnik i pojechałem przed siebie. Zatrzymałem się na jakimś moście. Oparłem się o barierkę i patrzyłem na odbicia miasta w wodzie. Musiałem przemyśleć wiele spraw. Musiałem coś postanowić. Jedno było pewne: nie mogłem jej stracić. Nie mogłem pozwolić na to, by czuła się przy mnie źle lub krępująco. Musiałem zrobić wszystko, by było dobrze. Była kimś dla mnie bardzo ważnym. Nie wytrzymałbym bez niej. Teraz, gdy była już w Londynie i wiedziałem, że nic jej nie groziło, byłem spokojny. Najbardziej cieszyło mnie to, że zdołałem wyrwać ją z tego koszmaru. Ojciec już nic nie mógł jej zrobić. Nie mógł jej uderzyć, poniżyć czy pozbawić przytomności. Koniec tego. Była wyjątkową osobą i zasługiwała na lepsze życie. I zamierzałem zrobić wszystko, by właśnie takie było. 
Owszem, byłem sławny. Większość osób myśli, że jeżeli ktoś spełnił swoje marzenia i zdobył sławę, jest rozpuszczonym bachorem, który myśli, że wszystko mu wolno i zmienia dziewczyny jak rękawiczki. To wcale nie była prawda. Hejterzy potrafili znajdywać przeróżne powody do tego, by nas skrytykować. Dla mnie ważne było tylko to, żeby zachowywać dobre relacje z chłopakami, fanami i rodziną, oraz chronić Rose i zapewnić jej szczęście. Nawet kosztem swoich uczuć. Jeżeli mogłem tylko spędzać z nią czas i po prostu z nią przebywać - w porządku. Byle tylko nasze relacje się nie pogorszyły. Byle tylko wszystko było dobrze. W końcu wróciłem do samochodu. Do nocy woziłem się bez celu ulicami Londynu i w głowie układałem sobie to, co chciałem jej powiedzieć. W końcu wróciłem do domu. Nie patrząc na nikogo, chwyciłem do ręki aparat i pobiegłem na górę. Na początek poszedłem do siebie i wszystkie zdjęcia zgrałem na laptopa. Chciałem mieć je przy sobie. W końcu stanąłem przed drzwiami do jej pokoju. Wziąłem głęboki oddech i zapukałem. Nie byłem pewien, czy już wróciła, ale po chwili drzwi się otworzyły. Rose spojrzała na mnie niepewnie. Bez słowa wpuściła mnie do środka i usiadła na skórzanej sofie. Zająłem miejsce obok niej i wręczyłem jej lustrzankę.
-Zostawiłaś w samochodzie.. - powiedziałem cicho.
Wzięła go ode mnie i trzymała w dłoniach. Nadal się nie odzywała. Musiałem w końcu coś zrobić. 
-Rose, posłuchaj mnie - zacząłem i odwróciłem ją w swoją stronę - na początek jeszcze raz przepraszam cie za dzisiaj. To nie powinno było się zdarzyć i dobrze o tym wiem. Poniosło mnie. Wiem, że możesz zaofiarować mi tylko przyjaźń i.. cieszę się. Chcę być twoim przyjacielem. Chcę być blisko ciebie. Rose, ja nie wytrzymam tego, jak nie będziemy się do siebie odzywać, omijać i traktować jak powietrze. Nie zniosę tego, rozumiesz? Przyjaźń wystarczy. Obiecuję, że zrobię wszystko, by było dobrze. Przysięgam ci to, tylko błagam, odezwij się do mnie. 
-Wiesz, że dla mnie to również nie jest łatwe - powiedziała cicho - ja naprawdę nie chcę cię krzywdzić. Nie chcę żebyś cierpiał. Ale przecież nie mogę okłamywać i siebie i ciebie. To nie na tym polega.
-Wiem. I rozumiem to. Jesteś dla mnie kimś ważnym. I zawsze będziesz. Dlatego chcę być twoim przyjacielem. Najlepszym, ale przyjacielem. Pozwolisz mi na to?
-Oczywiście, że ci pozwolę - powiedziała i przytuliła mnie.
Objąłem ją i przez krótką chwilę cieszyłem się jej bliskością. Wiedziałem, że teraz już wszystko powinno być dobrze. Przynajmniej między nami. Uśmiechnęliśmy się do siebie. Życzyłem jej dobrej nocy i opuściłem jej pokój. Wziąłem prysznic i w samych bokserkach położyłem się do łóżka, biorąc laptopa na kolana. Po raz kolejny przejrzałem wszystkie zdjęcia. A swoje ulubione ustawiłem na tapetę. Zalogowałem się na Twitter'a, opublikowałem wpis: Dzień zaliczam do udanych! A jaki był wasz? xx i odpisałem na kilkanaście wiadomości. Było już późno. Sprawdziłem jeszcze pocztę i jakieś aktualności, po czym wyłączyłem laptopa. Wtulając głowę w wygodną poduszkę, zamknąłem oczy i wyobrażałem sobie, co by było, gdyby Rose jednak coś do mnie czuła. Zatonąłem w marzeniach. A później po prostu zasnąłem.

~Rose~

U mamy nie siedziałam zbyt długo. Pogadałyśmy, wypiłyśmy kawę i powspominałyśmy. Czyli to, co zawsze. Pomogłam jej wypakować ostatnie rzeczy i mogłam wracać do domu. Zamówiłam taksówkę i po chwili już w niej siedziałam. Ciągle zastanawiałam się nad tym, co się dzisiaj wydarzyło. Nie chciałam stracić Harry'ego. Jednak jeżeli on zamierzał tak się zachowywać, to jakie miałam wyjście? Nie chciałam go krzywdzić. Ale co, gdybym jednak musiała? Nie wybaczyłabym tego sobie, ale.. co ja miałam robić? To pytanie pojawiało się w mojej głowie kilkanaście razy na minutę. I nadal nie mogłam wymyślić nic sensownego. W końcu dojechałam na miejsce. Zapłaciłam kierowcy i weszłam do środka. W salonie siedział Lou i Liam, Niall jak zwykle zajmował kuchnię, a Hazzy i Zayn'a chyba nadal nie było. Choć nie mogłam tego stwierdzić. Nagle podszedł do mnie Liam i wyciągnął ku mnie ramiona. Spojrzałam na niego zdezorientowana, a on po prostu mnie przytulił. Odwzajemniłam uścisk, nie wiedząc o co chodzi. Spojrzałam  na niego pytająco, a on tylko się uśmiechnął.
-To od Libby - powiedział - dzwoniła przed chwilą i powiedziała, że jak tylko wróci z wystawy swoich prac z Glasgow to od razu cię odwiedzi. No i ode mnie w sumie też. Fajnie, że jesteś.
-Em.. dziękuję - odpowiedziałam zmieszana.
-Wiesz, to ja w tym zespole jestem ten od załatwiania brudnych spraw i prostowania sytuacji. I ogólnie od rad. Więc jakbyś miała jakiś problem, to mów śmiało. Chętnie ci pomogę. Wiem, że jeszcze dobrze się nie znamy, ale chcę żebyś wiedziała, że możesz na mnie liczyć.
-No cóż.. dziękuję ci - odpowiedziałam z uśmiechem - zapamiętam to. Więc możesz się mnie spodziewać.
-Nie ma sprawy. Zawsze do usług. 
Uśmiechnęliśmy się do siebie i każde z nas poszło w swoją stronę. Liam do salonu, a ja do siebie. Padłam na łóżko i po raz kolejny biłam się z myślami. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Poszłam otworzyć i stanęłam oko w oko z Harry'm. Bez słowa wpuściłam go do środka i razem usiedliśmy na sofie. Oddał mi aparat i zaczął "przemowę". Ta sprawa się wyprostowała. A przynajmniej taką miałam nadzieję. Postawiliśmy na przyjaźń. I to była dobra decyzja. Przytuliłam się do niego i znów poczułam się bezpieczna. Kiedy opuścił mój pokój, poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic, zmyłam makijaż i przebrałam się w piżamę, po czym wróciłam do pokoju. I wtedy przeżyłam niezły szok. Na moim łóżku siedział Zayn. Momentalnie skrzyżowałam ramiona na piersi i spojrzałam na niego gniewnie.
-Co ty tu robisz? - warknęłam.
-Musisz ze mną porozmawiać - odpowiedział i wstał - nie wyjdę z tego pokoju, dopóki nie dasz mi wyjaśnić. 
-Świetnie. W takim razie ja wyjdę. Jestem pewna, że Niall mnie przenocuje. Ostatecznie wasza kanapa w salonie też jest wygodna. 
-Rose, proszę cię, posłuchaj mnie! To wszystko jest nie tak, jak myślisz!
-A wiesz co myślę? Że mnie to nie obchodzi. Teraz siedzisz tutaj i chcesz rozmawiać, a jakby właśnie w tej chwili Amber z tobą była, to słowem byś się nie odezwał tylko mierzył mnie wzrokiem, mam rację? Tak, wiem, że mam. Zawsze tak było. Przy mnie udawałeś przyjaciela, a później szedłeś do niej i mówiłeś, że ja tak naprawdę nic nie znaczę i litujesz się nade mną, bo jest ci mnie szkoda. Wielki mi przyjaciel. Nienawidzę kłamstwa i fałszywości Zayn. Nie jestem typem człowieka, który szybko wybacza i zapomina. 
-Ja.. przepraszam..
-I co mi z twoich przeprosin? - zakpiłam - Zaufałam ci. Myślałam, że jesteśmy przyjaciółmi i że mogę na ciebie liczyć. Cholernie się myliłam. Gdybym wtedy nie stanęła pod twoimi drzwiami, to nadal byś mnie okłamywał? Przy mnie grał przyjaciela a później obmawiał mnie ze swoją dziewczyną? Bardzo inteligentne. 
-Rose, ja naprawdę nie chciałem tego powiedzieć! Nie lubię kłócić się z Amber. Musiałem jakoś wyjść z sytuacji!
-Moim kosztem?! Amber od początku mnie nienawidziła. A ty za moimi plecami ją popierałeś! 
-To wcale nie tak! Nie udawałem twojego przyjaciela! Byłem nim i nadal chcę być..
-Na to to już chyba trochę za późno - syknęłam - ty wychodzisz, czy ja mam wyjść? 
-Rosalie, proszę cię..
-Ty czy ja? - przerwałam mu.
-Okay. Ale ja nie odpuszczę. Nie dam się tak łatwo. W końcu będziesz musiała mnie wysłuchać.
-Może kiedyś. A na razie po prostu wyjdź.
Zayn ostatni raz na mnie spojrzał i posłusznie opuścił mój pokój. Miałam dość tego dnia. Chciałam, żeby w końcu dobiegł końca. Chciałam tylko spać. Położyłam się wiec do łóżka i zasnęłam z nadzieją, na lepsze jutro..

______________________________
Hej dziewczyny < 3
Przepraszam, że znów tak długo nie dodaję rozdziałów, ale mam w szkole lekką masakrę. Codziennie kartkówki, testy, odpowiedzi, walka o oceny itd. Tym z was, które mają ferie, cholernie zazdroszczę.. :C
Rozdział może nie jest zbyt długi, ale chciałam w końcu wam coś dodać. 
Czytasz = komentujesz ♥
Zastanawiałam się też nad zawieszeniem bloga do ferii, ale chyba nie jestem w stanie, więc zostaje jak jest. Następny postaram się dodać szybko, ale nic nie mogę obiecać. 
Czekam na wasze komentarze odnośnie szesnastki! < 3

+Przypominam o blogu Edith ♥ --> I Need You Every Day ♥




sobota, 12 stycznia 2013

Uwaagaaaa! :D


Czeeść siostrzyczkii ! : )) 
Mam do Was małą sprawę :) Moja kochana siostrzyczka Edith założyła właśnie bloga z opowiadaniem o 1D. Jest ono naprawdę godne polecenia i jestem pewna, że historia Grace przypadnie Wam do gustu! Uwierzcie mi, na pewno nie pożałujecie :D
Pomóżmy jej nabić obserwatorów, wyświetleń i komentarzy, co wy na to? Proooooooosze! :) xx

WCHODŹCIE NA: I Need You Every Day

Love You ! xx

+Rozdział 16 pojawi się już za niedługo ;) x

środa, 9 stycznia 2013

Rozdział piętnasty ♥

Ostatni raz wziąłem głęboki oddech i drżącą ręką nacisnąłem dzwonek. Słyszałem jak rozbrzmiewa we wnętrzu, ale drzwi pozostawały zamknięte. Ponowiłem próbę i tym razem się udało. Drzwi lekko się uchyliły i zobaczyłem twarz kobiety. Opuchnięta od płaczu, z workami pod oczami i przestraszoną miną. Nie wiedziałem co powiedzieć. Nagle wszystkie słowa wyleciały mi z głowy. Spojrzałem kobiecie w oczy i zobaczyłem w nich strach i niepewność. Zupełnie tak samo, jak w oczach Rosalie.
-Mogę ci w czymś pomóc? - usłyszałem jej głos - jeżeli przyszedłeś do Rose, to przykro mi, ale jej nie ma..
-Ja.. właściwie to przyszedłem do pani - wydusiłem w końcu.
-Do mnie? - zdziwiła się.
-Tak.. to naprawdę bardzo ważne. Proszę dać mi chociaż kilka minut. Proszę..
-No dobrze, niech ci będzie. Wejdź.
Szerzej otworzyła drzwi i wpuściła mnie do środka. Dopiero wtedy zorientowałem się, że w każdej chwili może napaść mnie jej mąż, ale w domu panowała kompletna cisza. Lekko się uspokoiłem, ale i tak miałem się na baczności. Mama Rose zaprowadziła mnie do kuchni. Usiedliśmy przy stole, a ja znów układałem w myślach to, co chciałem jej powiedzieć.
-Więc? O co chodzi? I kim ty w ogóle jesteś? - spytała przyglądając mi się badawczym wzrokiem.
-Nazywam się Harry i jestem przyjacielem Rose i Niall'a - zacząłem ostrożnie - mieszkam w Londynie.
-No dobrze.. ale nadal nie rozumiem o czym chcesz ze mną rozmawiać chłopcze.
-Chodzi o to, że.. chcę panią prosić o pomoc.
-O pomoc? Mnie? Zaczynam coraz mniej rozumieć. Powiedz po prostu o co chodzi.
-Ech, w porządku. Chodzi o to, że chcę, aby Rose wróciła ze mną do Londynu. Ja.. znam jej historię. Wiem co się dzieje. I przepraszam, że o tym wspominam, ale.. zależy mi na niej. Chcę dla niej jak najlepiej. Chcę żeby była szczęśliwa. W Londynie taka właśnie była. I przez drobny incydent wróciła tutaj. Ja.. nie chcę po raz kolejny jej stracić. Rozumie mnie pani?
-Chyba tak.. ale dlaczego przychodzisz z tym do mnie? Co ja mogę? Rose ma swoje życie. To ona podejmuje decyzje.
-Ale pani jest jej matką. I.. może pani ją przekonać..
-Nie wiem czy to możliwe. Ja również chcę dla niej jak najlepiej. Uwierz mi, byłam naprawdę szczęśliwa gdy wyjechała do Londynu i uciekła od tego koszmaru.. ale wróciła. A ja nie mogę do niczego jej zmuszać.
-Ale może pani przynajmniej spróbować. I.. jest jeszcze coś..
-Tak?
-Wiem, że Rose jest bardzo z panią związana. I tym razem pani nie zostawi..
-Do czego zmierzasz?
-Czy.. byłaby pani w stanie wyjechać razem z nami? Czy chciałaby pani zamieszkać w Londynie?
-Chyba sobie żartujesz. Nie mogę zostawić domu! Tutaj się wychowałam i tu jest moje miejsce. Nigdzie nie wyjeżdżam.
-A zrobiłaby to pani dla Rose? Gdyby to było jedyne wyjście? Jedyny warunek?
-Ja.. sama nie wiem..
-Proszę się nad tym zastanowić. Błagam..
Mama Rose zaczęła się zastanawiać. Nie sądziłem, że ta rozmowa tak się potoczy. Myślałem, że wyrzuci mnie z domu już po pierwszym zdaniu. Jednak tak się nie stało. Ta kobieta była naprawdę fantastyczną osobą. Rozmawialiśmy przez długi czas. Oboje staraliśmy się znaleźć jakieś wyjście. I byliśmy tego samego zdania: szczęście Rose było najważniejsze. Szybko znaleźliśmy wspólny język. I zgodziła się mi pomóc. Podziękowałem jej za wszystko i wyszedłem. Nie miałem co ze sobą zrobić, więc po prostu wybrałem się do kina. I miałem wielką nadzieję, że mój plan się powiedzie.


~Rose~

Nie wiem co mnie napadło. Miałam tego wszystkiego po prostu dość. Musiałam z kimś porozmawiać. Sytuacja po prostu mnie przerosła. Harry w ogóle nie powinien był przyjeżdżać. Teraz było mi jeszcze trudniej. Poszłyśmy z Natalie do jej pokoju i usiadłyśmy po turecku na dywanie. Nie wiedziałam od czego zacząć. Miałam w głowie kompletny mętlik. Nie mogłam ogarnąć własnych myśli. 
-Rose, wszystko w porządku? - spytała Natalie z troską.
-Nie. Nic nie jest w porządku! Jestem idiotką i nie wiem co mam robić.. - odpowiedziałam chowając twarz w dłoniach.
-Okay, zacznij od początku. Co się stało?
-Ojciec znów mnie pobił. A Harry to widział.. i gdyby nie on to pewnie znowu wylądowałabym w szpitalu. Tak jakby mnie uratował. Wziął mnie do hotelu, żebym mogła się uspokoić. I.. znów zaczął mnie namawiać na powrót do Londynu. Powiedział, że mu na mnie zależy i chce, żeby mój koszmar się skończył.. że zależy mu na moim szczęściu. Naprawdę długo mnie przekonywał a ja.. ja nie wiem co o tym myśleć. Nie wiem co powinnam zrobić. Przecież nie mogę zostawić mamy po raz kolejny! Nie pozwolę, żeby ojciec nadal się nad nią znęcał. Nie i kropka. Nie mogę.. już raz wyjechałam. I najlepiej to się to nie skończyło. A potem.. potem powiedział, że mnie kocha. Teraz to już kompletnie nie wiem co robić. Mam mętlik w głowie i nie umiem poskładać myśli. Widzę jak się stara.. i chyba do końca życia nie zapomnę tego bólu w jego oczach, jak powiedziałam mu, że ja jego uczucia nie odwzajemniam..
-C..co? Ale.. jak to? - spytała zdziwiona i przysunęła się do mnie.
-Między mną i Harry'm było różnie. Ale.. ja go nie kocham. Jeszcze nie wyleczyłam się z Josh'a.. Natalie proszę powiedz mi, co ja mam robić?
-Nie wiem. Naprawdę nie wiem. To musi być twoja decyzja.
-Ech.. no wiem, ale ja nie mam pojęcia co o tym myśleć. Wyjechać, zostać.. nie chcę stracić cię po raz kolejny..
-Hej, posłuchaj - Nat chwyciła mnie za ramiona i zmusiła mnie do popatrzenia jej w oczy - bez względu na to jaką podejmiesz decyzję, nie stracisz mnie. Nie pozwolę na to. Jesteśmy siostrami pamiętasz? Zawsze będę przy tobie. Czy tu czy w Londynie czy nawet na Syberii! Nigdy cię nie zostawię. Ja też chcę twojego szczęścia. Wiem, że zrobisz tak, jak powinnaś. Przemyśl to na spokojnie.
-Ech.. w porządku. Dziękuję.
-Nie masz za co dziękować. Jestem tu dla ciebie. Zawsze byłam i zawsze będę. Pamiętaj o tym.
-Jak mogłabym zapomnieć?
Po tych słowach przytuliłyśmy się do siebie. W niej zawsze miałam oparcie. Nigdy mnie nie zawiodła i zawsze była ze mną. Potrafiła znaleźć wyjście nawet z najgorszej sytuacji. I właśnie za to ją kochałam. Posiedziałam u niej jeszcze chwilę, ale w końcu musiałam wracać. Jeszcze raz za wszystko jej podziękowałam i wyszłam. Jakoś specjalnie nie spieszyło mi się do domu. Wolnym krokiem szłam ulicami swojego rodzinnego miasta. Ciągle myślałam nad słowami Hazzy. Nadal nie byłam pewna tego, co powinnam zrobić. Zostać czy wyjechać? I czy to pytanie miało męczyć mnie do końca życia? Nie chciałam stawać twarzą w twarz z Zayn'em. Nie chciałam kolejnych konfrontacji z Amber. Ale z drugiej strony cholernie tęskniłam za Niall'em i Libby. Za Liam'em i Louis'em w sumie też. I ogólnie za Londynem. To miasto od początku zrobiło na mnie wielkie wrażenie. Było w nim coś magicznego. Ciągnęło mnie tam. Ale była jeszcze mama. Nie mogłam tak po prostu po raz kolejny zostawić jej na pastwę ojca. Zniszczyłby ją. A ja nie mogłam do tego dopuścić. Znów stawałam przed trudnym wyborem. Ale musiałam wreszcie coś postanowić.
W końcu wróciłam do domu. Zdjęłam płaszcz i buty po czym poszłam do swojego pokoju. Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu zastałam w nim mamę, siedzącą na łóżku. Trzymała w ręku jakieś zdjęcie. Podeszłam do niej i usiadłam obok. Bez trudu rozpoznałam fotografię i poczułam znajome ukłucie w sercu.
-Miałaś wtedy zaledwie 6 lat - powiedziała cicho.
-Tak.. wtedy jeszcze wszystko się układało..
Patrzyłam na swoją roześmianą twarz. Mała ja siedziała na kolanach u ojca, który całował mnie w czubek głowy. Mama stała obok. Również roześmiana. Czasy, gdy byliśmy szczęśliwą rodziną. Czasy, które już nigdy nie wrócą.
-Teraz też jeszcze może się ułożyć Rose - powiedziała i odłożyła zdjęcie na szafkę nocną.
Spojrzałam na nią zdezorientowana, nie wiedząc o czym mówi.
-Co masz na myśli? - spytałam podejrzliwie.
-Posłuchaj mnie. Wiem, że nie jest nam łatwo. Wiem, że życie nas nie rozpieszcza. Zrozumiałam to dopiero dzisiaj. Nie możemy tak dalej żyć. Myślę.. że powinnaś wrócić do Londynu.
-Co? - zdziwiłam się - Nie ma mowy! Nie zostawię cię tutaj. Nie popełnię drugi raz tego samego błędu.
-Rosalie, zrozum. Tak będzie najlepiej. Tam masz wszystko. Przyjaciół, przyszłość i wiele możliwości. Byłaś tam szczęśliwa..
-Nie zostawię cię - powtórzyłam twardo - i kropka.
-Ech.. wiedziałam, że to powiesz. Twoje szczęście jest dla mnie najważniejsze. Dlatego.. jeżeli chcesz, to wyjadę z tobą.
Po tych słowach kompletnie ścięło mnie z nóg. Skąd w niej ta nagła zmiana? Zawsze powtarzała, że Mullingar to jej dom i nigdy go nie opuści. W tej sprawie była stanowcza. Więc co musiało się stać, by zmieniła decyzję? To nie było normalne.
-Przez kilka lat zbierałam pieniądze - kontynuowała - mam ich sporo. Wystarczy na wynajęcie skromnego mieszkania. Ja też mam dość życia w strachu i niepewności. To musi się skończyć.
-Zaraz, zaraz, chwila! Mamo, o co tu chodzi?
-Co masz na myśli?
-Co sprawiło, że nagle zmieniłaś decyzję? I nie mów mi, że nad tym myślałaś bo wiem, że było inaczej. Znam cię. Pytam o prawdę. O co tu chodzi?
-Rose, po prostu mi zaufaj.
-Nie mamo. Powiedz co nakłoniło cię do zmiany decyzji - powiedziałam twardo.
-Nie odpuścisz prawda?
-Nie. I dobrze o tym wiesz.
-No dobrze. Był u mnie dzisiaj twój przyjaciel, Harry. To on otworzył mi oczy. Długo z nim rozmawiałam i zrozumiałam, że twoje szczęście jest dla mnie najważniejsze. To wszystko.
Szerzej otworzyłam oczy ze zdumienia. Nie mieściło mi się to w głowie. Harry?
-Że.. co?
-Rosalie, proszę. Wiesz, że nie jest to dla mnie łatwe. Chcę to zrobić dla ciebie. Żebyśmy w końcu mogły żyć normalnie. Zacząć z pustą kartą. Co ty na to?
Nie musiałam długo się zastanawiać. Po prostu rzuciłam jej się na szyję. Problem rozwiązał się sam. Skoro mogłam zacząć nowe życie z mamą, to nie potrzebowałam niczego innego. Od lat chciałam wyjechać i zostawić wszystkie wspomnienia za sobą. A teraz mogłam to osiągnąć. Wiedziałam, że to jeszcze nie koniec mojego koszmaru. Zdawałam sobie sprawę z tego, że będę musiała stawić czoło Zayn'owi i Amber, ale byłam na to gotowa. W sumie to byłam gotowa na wszystko, byle być dalej od ojca. Czyżby w końcu wszystko miało zacząć się układać?
W końcu odkleiłam się od mamy, przeprosiłam ją i wyszłam. Ubrałam się z powrotem, zamówiłam taksówkę i pojechałam do hotelu Harry'ego. Wiem, że mogłam zadzwonić, ale wolałam załatwić to osobiście. Zapłaciłam kierowcy, niespostrzeżenie przeszłam koło recepcji i skierowałam się prosto do jego pokoju. Wzięłam głęboki oddech i zapukałam. Otworzył mi po chwili i spojrzał na mnie zdziwiony.
-Byłeś u mojej mamy? - spytałam na wstępie.
-Emm.. ja.. - zmieszał się.
Nie potrzebowałam niczego więcej. Bez słowa się do niego przytuliłam. Zaskoczyłam go, ale w końcu odwzajemnił uścisk. Sama nie wiedziałam, co robię. Ale to dzięki niemu mogłam żyć inaczej. Nie sądziłam, że kiedykolwiek ktoś zrobi dla mnie tyle, co on.
-Dziękuję - powiedziałam po prostu.
-Ale za co?
-Za to, co robisz. I za to, że jesteś..
-Czekaj. Mam przez to rozumieć, że..
-Tak - przerwałam mu - wracam do Londynu. Z mamą.
Wtedy przytulił mnie jeszcze mocniej. Nie obchodziło mnie to, że stoimy w progu jego pokoju. Nic się nie liczyło. Wiedziałam, że po raz kolejny będę musiała zostawić Natalie i Jade. Ale na pewno nie zamierzałam zrywać z nimi kontaktu. I nie zamierzałam o nich zapomnieć. Mullingar było moim domem. Jednak w życiu potrzebne są zmiany. Do końca tego dnia byłam z Hazzą. Planowaliśmy powrót i szukaliśmy mieszkania dla mamy. Postanowiliśmy nic nikomu nie mówić. Zrobić tak jakby niespodziankę. Cały czas myślałam o swoich przyjaciółkach i o tym, że po raz kolejny będę musiała je zostawić. Ale co innego mogłam zrobić? Musiałam zacząć od nowa. Bez względu na wszystko. Zayn'a postanowiłam unikać a Amber nie wchodzić w drogę. I zaraz po przyjeździe spotkać się z Nate'm. W końcu znaleźliśmy idealne mieszkanie. 15 minut drogi od domu chłopaków. Myślałam, że zamieszkam z mamą, ale Harry powiedział, że mi na to nie pozwoli.
-Twój pokój jest w naszym domu - powiedział - i to tam wrócisz. Twoja mama sobie poradzi.
Zgodziłam się na to, jednak ciągle miałam jakieś wątpliwości. Jednak miałam nadzieję, że to w końcu minie.
Późnym wieczorem Harry odwiózł mnie do domu. Oczywiście taksówką. Pożegnałam się z nim, jeszcze raz podziękowałam za wszystko i weszłam do środka. Zamówiliśmy nawet bilety lotnicze. Za 2 dni miałam już być w Londynie. Najwyższy czas zacząć się pakować.

Kolejny wyjazd. Kolejny powrót. Jednak tym razem miało być inaczej. Tym razem naprawdę zaczynałam nowe życie. Natalie i Jade zareagowały tak jak się spodziewałam. Było mnóstwo łez, ale szanowały moją decyzję. Wiedziały, że robię to, co powinnam. Obiecały mnie odwiedzić. Nat miała oczywiście ukryty podtekst. "Muszę w końcu poznać swoich mężów" powtarzała cały czas.
Od ostatniej awantury nie widziałam ojca. Znów zniknął. I tak było lepiej, bo przynajmniej mogłyśmy się spokojnie spakować. Dwa dni minęły szybko. Zbyt szybko. Natalie w końcu poznała Harry'ego i cieszyła się jak dziecko. Szybko znaleźli wspólny język.
Właśnie pakowałam ostatnią walizkę do bagażnika taksówki, gdy go zobaczyliśmy. Ojciec wracał do domu. Serce od razu podskoczyło mi do krtani. Widać było, że był kompletnie pijany. I wtedy od również nas zauważył. Spojrzałam w jego zimne oczy i zacisnęłam usta. Koniec strachu. Koniec poniżeń. Harry wepchnął mnie do samochodu i zatrzasnął drzwi. Kazał kierowcy odjechać. Ojciec coś za nami krzyczał, ale to już nie było ważne. Zaczynałyśmy nowe życie. Z dala od niego. Może w końcu zrozumie ile stracił. A przynajmniej taką miałam nadzieję.
Na lotnisku czekali na nas Natalie, Jade i Tyler. Wszystkich po kolei uściskałam. Nienawidziłam pożegnań. Czułam się, jakbym zostawiała za sobą coś bardzo ważnego. Jednak wiedziałam, że to jeszcze nie koniec mojej znajomości z trójką najlepszych przyjaciół. Cóż, nie wiem czy Tyler'a mogłam za takiego uważać, ale nieważne. Nikt z Londynu nie wiedział o naszym powrocie.
Opuszczałam Mullingar. Tym razem na stałe. Siedząc w samolocie zastanawiałam się, jak teraz będzie wyglądać moje życie. Miałam wiele wątpliwości. Ale musiałam iść naprzód. Złe chwile zostawić za sobą. Siedziałam przy oknie i przez cały lot przez nie patrzyłam. Miałam słuchawki w uszach. Słuchając ulubionych piosenek myślałam o tym, co zrobić najpierw. Na pewno musiałam spotkać się z Nate'm i Libby. I unikać spotkania z Zayn'em. Przynajmniej w najbliższym czasie. Mógł zajmować się tą swoją księżniczką. Ze mną nie musiał rozmawiać. Postanowiłam zostawić go w spokoju. Najbardziej ze wszystkiego nienawidziłam kłamstwa i fałszywości. Byłam typem człowieka, któremu wybaczanie wcale nie przychodzi łatwo. I doskonale zdawałam sobie z tego sprawę.
W końcu wylądowaliśmy. Znów byłam w Londynie. Znów byłam w mieście, które pokochałam od samego początku. Opuściliśmy samolot. Widziałam niepewność na twarzy mamy. Chwyciłam ją za rękę i uśmiechnęłam się do niej, co odwzajemniła. Czekał na nas ochroniarz. Mimo tego, że nikt nie wiedział o naszym powrocie, to Harry i tak musiał zachować ostrożność. Fanki były wszędzie. Ochroniarz zapakował nasze bagaże do czarnego vana i odjechaliśmy. Najpierw znaleźliśmy się pod nowym mieszkaniem mamy. Musiałam przyznać, że robiło wrażenie. Było małe, ale przytulne i pięknie urządzone. Wiedziałam, że będzie się w nim dobrze czuła. Znałam ją i jej gust. Harry powiedział, że będzie czekał w samochodzie, pożegnał się z moją mamą i zostawił nas same. Przytuliłam się do swojej rodzicielki i długo nie wypuszczałam jej z ramion.
-Nie mogę uwierzyć, że to zrobiłam - powiedziała w pewnym momencie - nie dociera to do mnie. 
-A jednak - odpowiedziałam - zaczynamy nowe życie w nowym mieście. Obydwie.
-Trzeba było to zrobić zaraz po tym, gdy uderzył cię po raz pierwszy.. Rose, przepraszam cię.
-Ale za co? - zdziwiłam się.
-Za to, że na to pozwalałam.. że nie reagowałam, kiedy zadawał ci ból.. że nie poświęcałam ci zbyt wiele czasu.. i ogólnie za wszystko złe, co kiedykolwiek spotkało cię z mojej strony.
-Mamo, nie masz za co mnie przepraszać. Było, minęło. Zostawmy to już. Teraz może być już tylko lepiej. Kocham cię, wiesz?
-Ja ciebie też córeczko. I wiem, że sobie poradzimy. Dopóki mamy siebie, mamy wszystko.
-Właśnie. Zaczynamy od nowa. Z pustą kartą. Zgoda?
-Zgoda. A teraz leć bo Harry na ciebie czeka. Ja się rozpakuję i powoli urządzę. I podziękuj mu ode mnie za to, co dla nas robi. To naprawdę złoty chłopak. 
-Ehm.. w porządku. Jakbyś czegoś potrzebowała to po prostu dzwoń. Odwiedzę cię jutro. 
-W porządku. Więc do zobaczenia jutro.
Ucałowałam ją w policzek na pożegnanie i opuściłam jej mieszkanie. Wiem, że nadal wahała się, czy dobrze zrobiła, ale byłam pewna, że to minie i że zakocha się w Londynie tak, jak ja. 
W końcu dotarłam do samochodu i zajęłam miejsce obok Hazzy. Ruszyliśmy.
-Mama kazała ci podziękować za wszystko, co dla nas robisz - powiedziałam do niego - to naprawdę wiele dla mnie znaczy Harry. Naprawdę ci dziękuję.
-Nie ma za co, Rose. Robię to, co uważam za słuszne. Chcę wam pomóc. Chcę, żebyście żyły normalnie. I zrobię wszystko, by tak właśnie było. 
Uśmiechnęłam się do niego. Odkryłam jego drugie oblicze. Gdy byłam tu za pierwszym razem, uważałam go za zbyt pewnego siebie flirciarza, który myślał, że może mieć każdą. Jak widać miał naprawdę wiele twarzy. W końcu zatrzymaliśmy się pod domem chłopaków. Wzięłam głęboki oddech i wysiadłam z samochodu. Harry z ochroniarzem wzięli moje bagaże i wspólnie weszliśmy do środka. Korytarzem przechodził akurat Niall. Gdy nas zobaczył, stanął w pół kroku i szerzej otworzył oczy ze zdumienia. Po chwili jednak podbiegł do nas i rzucił się na mnie krzycząc moje imię. Sekundę później byłam już w jego ramionach i próbowałam złapać oddech. Cała reszta również się zleciała, słysząc jego krzyki. Wszyscy oprócz Malik'a. Odetchnęłam z ulgą, że nie było go w domu. Zaczęły się powitania i uściski. Fajnie było móc znów ich wszystkich zobaczyć. Te ich roześmiane mordki. W końcu odsunęli się ode mnie i wnieśli moje bagaże na górę. Stanęłam przed drzwiami do swojego pokoju. A jednak znów do niego wróciłam. Wszystkie walizki postawiłam w garderobie. W końcu w pokoju zostałam tylko ja i Niall. Znów mnie przytulił.
-Nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo się cieszę, że tu jesteś - powiedział.
-Ja też się cieszę kuzynku - odpowiedziałam z uśmiechem - ale nie jestem tu sama.
-Co masz na myśli? - spytał podejrzliwie.
-Przyleciałam z mamą. Kupiła mieszkanie niedaleko stąd. W końcu obie wyrwałyśmy się z tego koszmaru.
-Naprawdę? To wspaniale! Będę musiał ją odwiedzić.
-Będziesz miał szansę jutro. Dzisiaj dajmy jej się spokojnie rozpakować i oswoić z nowym otoczeniem. 
-W porządku. Jesteś głodna czy coś?
-Nie, zaraz chyba wychodzę.
-Dokąd?
-Niall spokojnie, nie jesteś moją niańką - odpowiedziałam i wystawiłam mu język - chcę spotkać się z przyjacielem, to wszystko.
-Ah.. w porządku. To jakby co, to wiesz gdzie mnie znaleźć.
-Podejrzewam, że w kuchni.
Zaśmialiśmy się oboje i blondyn opuścił mój pokój. Usiadłam na swoim łóżku i przejechałam ręką po miękkiej narzucie. Wyciągnęłam telefon i wybrałam numer Nate'a. Odebrał po 5 sygnałach.
-O proszę, cóż za niespodzianka - usłyszałam jego głos.
-Tak, tak. To tylko ja. Przeszkadzam?
-Akurat nie. Siedzę w domu i brzdąkam na gitarze. Coś się stało?
-Jestem w Londynie - powiedziałam po prostu.
W słuchawce zapadła cisza.
-Poważnie czy żartujesz?
-Jak najbardziej poważnie.
-Będę u ciebie za 15 minut.
Nie zdążyłam nic powiedzieć, bo zakończył połączenie. Uśmiechnęłam się tylko pod nosem i poszłam do łazienki. Ubrana byłam TAK. Poprawiłam makijaż, rozczesałam włosy i zeszłam na dół. Zarzuciłam na siebie płaszcz i wyszłam z domu w momencie, gdy Nate parkował pod bramą. Podbiegłam do niego i przytuliłam. Długo nie chciał mnie wypuścić.
-Fajnie cię znowu widzieć - powiedział gdy już się od siebie odsunęliśmy - co się stało, że zmieniłaś decyzję?
-Długo by gadać. A na razie nie mam na to nastroju. 
-Okay, rozumiem. Więc.. co robimy? Spacer, kino? 
-Decyzję zostawiam tobie.
-W porządku. Więc kino. 
Uśmiechnęliśmy się do siebie i wsiedliśmy do jego samochodu. Już po chwili znaleźliśmy się pod odpowiednim budynkiem. Wybraliśmy jakiś film i zajęliśmy miejsca w ciemnej sali. Zajadając popcorn komentowaliśmy niemal każdą scenę. W jego towarzystwie czułam się naprawdę dobrze. Cały czas się śmiałam i zapomniałam, że mam jakiekolwiek problemy. Po seansie poszliśmy na spacer. Nate pokazał mi miejsca, których nigdy wcześniej nie widziałam. Zrobiłam całą masę zdjęć. To nic, że telefonem. Chciałam po prostu to uwiecznić. Nawet nie zauważyłam kiedy zrobił się wieczór i musieliśmy wracać. Nate odwiózł mnie pod samą bramę.
-Więc.. kiedy powtórka? - spytał zanim wysiadłam.
-Zdzwonimy się. Dziękuję za cały dzisiejszy dzień. Naprawdę świetnie się bawiłam.
-Ja również. Do zobaczenia.
-Do zobaczenia Nate.
Wysiadłam z jego samochodu i weszłam do domu. Zdjęłam płaszcz i buty po czym weszłam do środka. Niall i Louis siedzieli przed telewizorem, a Liam siedział przy pianinie. Harry'ego i Zayn'a nie widziałam. Przywitałam się z chłopakami i poszłam do kuchni. Skoro to znów był mój dom, to mogłam czuć się jak u siebie. Wyjęłam z lodówki sałatę, pomidory, czosnek i kurczaka i zajęłam się przygotowywaniem sałatki. Nucąc pod nosem piosenkę "We found love" kroiłam potrzebne składniki. Nagle usłyszałam czyjeś kroki, jednak nie przejęłam się tym. Dopiero gdy się odwróciłam, poznałam swój błąd. W progu stał Zayn. Całkowicie zszokowany wpatrywał się we mnie szeroko otwartymi oczami.
-R..Rose? - wydusił z siebie w końcu.
-Tak mam na imię - prychnęłam i wróciłam do przerwanego zajęcia.
-Jak.. przecież.. kiedy wróciłaś?
-Nie wysilaj się Zayn - powiedziałam ostro - nie musisz ze mną rozmawiać. 
-Ale chcę! Cieszę się, że cię widzę... i..
-Och, doprawdy? - przerwałam mu - cieszysz się? Dobre sobie. Daj sobie spokój. Nie jestem w nastroju do konwersacji.
-Czy wszystkie nasze rozmowy będą tak wyglądać? Że ja będę się starał a ty będziesz miała to w dupie?
-Starał? Teraz chcesz się starać? W porządku. Rób sobie co chcesz. Ciekawe czy przy Amber powiedziałbyś to samo.
-Jesteś niesprawiedliwa.
-Ja? Ja jestem niesprawiedliwa? Tak, masz rację. To ja udawałam twoją przyjaciółkę bo było mi cię szkoda.
-Ale to nie tak!
-Świetnie. Zachowaj swoje przemyślenia do pamiętnika. A mi po prostu daj spokój.
Po tych słowach wytarłam ręce, rzuciłam ścierkę na blat i po prostu wyszłam z kuchni kierując się prosto na górę. Momentalnie straciłam apetyt. Wiedziałam, że kiedyś dojdzie do rozmowy. Ale nie sądziłam, że już dziś. Rzuciłam się na łóżko i ukryłam twarz w poduszce. Mimo wszystko Londyn był lepszy od Mullingar. Nagle poczułam wibracje w kieszeni. Wyciągnęłam telefon i spojrzałam na wyświetlacz. Jedna nowa wiadomość od Natalie. "Tęsknię za tobą.. :C" napisała. Szybko wystukałam odpowiedź i wysłałam. 
Poszłam do łazienki, zmyłam makijaż i wzięłam szybki prysznic. W samym ręczniku poszłam do garderoby i wygrzebałam z walizki swoją piżamę. Przebrałam się w nią i położyłam się w wygodnym łóżku. Włożyłam rękę pod poduszkę i zamknęłam oczy. Witaj nowe życie...

__________________________
Da bum tss :D No czeeeeeeeść :D 
Jest kolejny! Wyczekiwany :D
Dodany specjalnie dzisiaj, boo.. KOŃCZĘ 16 LAAAT! :D 
Yeaaah... znów jestem starsza o rok.. masaakraa..; d 
Jestem normalnie stara! :D haha :D
Okay, to jak? Zrobicie mi prezent i dobijecie tak do.. 50 komentarzy? < 3
Proooooooooszęę .♥
Czytasz = komentujesz !
Mam nadzieję, że rozdział się podobał :) Następny w najbliższym czasie.
Love you sisters .! Do następnegoo < 33