sobota, 4 maja 2013

Rozdział trzydziesty drugi ♥

-I koniec miłego wieczoru.. - mruknęłam pod nosem i niechętnie odsunęłam się od swojego chłopaka.
Amber i Carmen zmrużyły oczy i skrzyżowały ramiona na piersiach. Było widać, że są mega wkurzone. 
-Co tu się do cholery dzieje? - syknęła Amber.
-Przyjacielskie spotkanie - powiedział Louis - wybaczcie, ale nie zaliczacie się do tej grupy. Oczywiście bez urazy czy coś.. po prostu nie braliśmy was pod uwagę.
-Wy sobie kurwa żartujecie? - odezwała się Carmen - Co to ma być?!  
-Dziewczyny, może trochę grzeczniej? - odezwała się Gemma i chyba od razu pożałowała swoich słów. 
-Nie do ciebie mówię kurwa! - krzyknęła Amber - Kim ty tak w ogóle jesteś? Jakąś ich nową dziwką?
Czułam, jak mięśnie Hazzy zaczynają się napinać. Sama miałam ochotę wykopać ją na księżyc za słowa, które właśnie wypowiedziała. Zapadło nieznośne milczenie. Wiedziałam, że Harry zaraz wybuchnie i nie myliłam się. Wszyscy patrzyli tylko na niego. Zupełnie nagle wstał i wściekle podszedł do Amber. Jego oczy ciskały piorunami i momentalnie zrobiły się ciemniejsze. Jeszcze nigdy nie widziałam go w takim stanie. Chwycił Amber za ramiona i mocno przycisnął ją do ściany. Dziewczyna momentalnie syknęła z bólu zdezorientowana.
-Co do...
-Nigdy więcej nie waż  się tak mówić do mojej siostry, suko - wysyczał jej prosto w twarz - albo już nigdy nie ujrzysz kurwa światła dziennego! Dociera to do ciebie?!
-Harry! - krzyknęła Gemma wstrząśnięta, ale on nawet nie zwrócił na nią uwagi. 
-Zabieraj swoją tłustą dupę i wypierdalaj mi stąd - syknął i odsunął się od niej - i lepiej dla ciebie, żebyś więcej nie pokazywała mi się na oczy, bo nie będzie tak miło, jak teraz. 
Amber spojrzała na niego całkowicie zszokowana. Przez chwilę nie była w stanie się ruszyć.
-Pozwolisz mu tak mnie traktować?! - krzyknęła do Zayna, ale on ją zignorował. Nawet na nią nie spojrzał - Tak? Świetnie! I tak jesteś jednym, wielkim chujem!
Warknęła wściekle i szybkim krokiem odeszła tam, skąd przyszła. Carmen jak gdyby nigdy nic chciała się zbliżyć do Harrego, jakby ta cała sprawa jej nie dotyczyła.
-Ciebie też to dotyczy - warknął do niej, po czym wściekle wszedł do domu.
-Pożałujecie tego - syknęła Carmen i pobiegła za swoją "przyjaciółką".  
Po ich odejściu nikt się nie odezwał. Oto jak w niespełna 3 minuty zniszczyć całą wieczorną atmosferę. Wszyscy wciąż byli zszokowani zachowaniem Hazzy, a ja wcale mu się nie dziwiłam. Absolutnie nikt nie miał prawa powiedzieć choćby jednego złego słowa na Gemmę.  Nie zasługiwała na to. 
-Pójdę do niego.. - powiedziałam, przerywając ciszę, na co reszta tylko pokiwała głowami.
Niepewnie weszłam do domu i zawołałam go, ale nie usłyszałam odpowiedzi. Od razu poszłam do jego pokoju i dopiero wtedy go zobaczyłam. Nieruchomo stał przy oknie i gapił się przed siebie. Podeszłam do niego i położyłam mu dłonie na ramionach, zaczynając delikatny masaż. Czułam, jak jego mięśnie powoli zaczynają się rozluźniać. Jego głowa lekko odchyliła się do tyłu.
-Nie przejmuj się nimi - powiedziałam delikatnie - nie są tego warte, Harry.
-Nikt nie ma prawa mówić, że Gemma jest dziwką - warknął  - a zwłaszcza te dwie pizdy. Dłużej tego nie wytrzymam, Rose. Mam dość.. 
-Przecież doskonale wiesz, że inaczej się nie da. Musisz dać radę, bez względu na wszystko. Jestem z tobą kochanie. Zawsze możesz na mnie liczyć. 
-Wiem.. i dziękuję ci za to - wyszeptał i odwrócił się do mnie.
Zarzuciłam mu ręce na szyję i oparłam swoje czoło o jego. Harry zbliżył się i przygryzł moją dolną wargę, na co jęknęłam mu w usta. Pocałował mnie z zachłannością, a później obdarowywał pocałunkami moją szyję i żuchwę, doprowadzając mnie do euforii. Wplotłam mu dłoń we włosy i przyciągnęłam go do siebie jeszcze bardziej. Jego dłonie błądziły mi po plecach, aż w końcu wylądowały na pośladkach. W jednej chwili wpił się w moje usta, a nasze języki zaczęły toczyć ze sobą zawziętą walkę o dominację. W końcu Harry podniósł mnie i posadził na parapecie, nie przerywając pocałunku. Napierał na mnie coraz bardziej, a ja wcale nie protestowałam. Wręcz odwdzięczałam mu się tym samym. 
-Jesteś moją obsesją - wyszeptał mi prosto w usta - jak ty to robisz?
-Oj, zamknij się - powiedziałam i znów złączyłam nasze usta. 
Było mi wtedy cholernie dobrze. Lubiłam czuć go przy sobie. Mimo tego całego zamieszania, nadal miałam pewność, że należał TYLKO i WYŁĄCZNIE do MNIE. I to było najlepsze uczucie na świecie.
-Kocham cię - powiedział, gdy w końcu się od siebie oderwaliśmy.
-Ja ciebie też. I właśnie dla tej miłości i dla takich chwil musimy przetrwać. Jasne?
-Dla takich chwil wszystko - powiedział i znów mnie pocałował.
-A teraz wracamy do reszty - powiedziałam stanowczo, ale z uśmiechem. 
-Musimy? - jęknął i znów oparł swoje czoło o moje - Nie możemy po prostu tu zostać i skończyć to, co zaczęliśmy?
-Nie ma takiej opcji - powiedziałam złośliwie - teraz, kiedy już opanowałeś nerwy, musimy zejść na dół i powiedzieć, że jest okay. Nie możemy tak po prostu ich olać.
-Możemy.. - wymruczał mi do ucha i przygryzł jego płatek. 
-Nie, nie możemy - zaprotestowałam, mimo tego, że sama wolałabym zostać w jego pokoju - zbieraj się, Styles. 
-Dlaczego mi to robisz? - spytał, udając obrażonego - to była całkiem niezła gra wstępna..
-Ty jak zwykle tylko o jednym! - powiedziałam i wywróciłam oczami.
-No co? Jestem facetem!  
-Serio? Nie wiedziałam - powiedziałam z sarkazmem i chciałam zeskoczyć z parapetu, ale mnie powstrzymał.
-A chcesz to sprawdzić? - spytał z cwanym uśmieszkiem.
-Styles. Na dół. W tej chwili. Dotarło?
-Oj no dobra, już dobra..
W końcu zeskoczyłam z parapetu i wzięłam go za rękę. Wspólnie zeszliśmy na dół, a wszystkie oczy skierowały się prosto na nas. Zajęliśmy swoje poprzednie miejsca. Hazza przeprosił za swoje zachowanie, na co reszta przytaknęła. Wróciliśmy do przerwanego zajęcia, chcąc zapomnieć o niemiłym incydencie z tymi dwiema lafiryndami. Znów zaczęliśmy śpiewać i śmiać się. Nawet nie zauważyłam kiedy zrobiło się całkiem późno. Około 2 nad ranem Liam odwiózł Libby i Jane do domów a Harry przygotował Gemmie łóżko w pokoju gościnnym. Żałowałam, że jego siostra musiała wyjechać już następnego dnia i miałyśmy się spotkać dopiero na jej ślubie. Wiedziałam, że będę za nią tęsknić, ale na to niestety nic nie mogłam poradzić. Pieprzona odległość. W końcu pożegnałam się ze wszystkimi (no, prawie) i poszłam do swojego pokoju. Wzięłam prysznic, zmyłam makijaż i przebrałam się w swoją ulubioną piżamę. Tak, jak się spodziewałam, Harry już leżał w moim łóżku w samych bokserkach. Zaśmiałam się pod nosem i położyłam obok niego.
-A może byśmy tak...
-Nie - przerwałam mu, wiedząc, co miał na myśli - nawet na to nie licz. 
-Ale..
-Dobranoc Harry - znów mu przerwałam i pocałowałam go w policzek - kolorowych snów.
-Jesteś okropna, wiesz? 
Nie odezwałam się. Pozwoliłam by mnie objął i zamknęłam oczy. Później po prostu odpłynęłam..

Gdy obudziłam się następnego dnia, zorientowałam się, że Harrego nie ma obok mnie. Zdziwiło mnie to, bo zawsze to ja wstawałam pierwsza. Niechętnie podniosłam się z łóżka i poszłam do łazienki, gdzie wzięłam prysznic, wysuszyłam włosy i zrobiłam lekki makijaż. Później w garderobie ubrałam się w TEN zestaw i już chciałam schodzić na dół, gdy drzwi do mojego pokoju się otworzyły i stanął w nich Hazza. Na widok różowego pudełka, które trzymał w rękach, od razu rozszerzyły mi się źrenice. Podeszłam do niego niepewnie i skrzyżowałam ramiona na piersi.
-Co tam masz?  - spytałam go.
-Prezent - odpowiedział z uśmiechem. 
-Dla mnie? - zdziwiłam się - I niby z jakiej okazji?
-Bez okazji. Czy muszę mieć powód żeby kupić coś swojej dziewczynie? 
-No nie.. ale nigdy dotąd tego nie robiłeś..
-Oj cicho bądź - zaśmiał się i wręczył mi pudełko - po prostu otwórz.
Wzięłam je do rąk i delikatnie podniosłam pokrywkę. Już wcześniej zorientowałam się, że gdzieniegdzie są porobione małe dziurki, przez co moja ciekawość jeszcze wzrosła. W końcu moim oczom ukazał się mały, biały kotek. Szerzej otworzyłam oczy ze zdziwienia. Tego się kompletnie nie spodziewałam. 
-Harry.. - zaczęłam ostrożnie - czy.. czy to jest kot?
-A uwierzysz jak ci powiem, że to żyrafa?
-Nie..?
-W takim razie tak, to kot. A dokładniej to kotka. 
-I jest moja?
-Nasza - powiedział i pocałował mnie w czoło - póki co nie myślimy o dzieciach, więc zwierzak to najlepsze rozwiązanie. Na razie..
-Ona jest cudowna! - pisnęłam uszczęśliwiona - Dziękuję, jesteś kochany!
Cmoknęłam go w policzek i szybko wzięłam kociaka na ręce. Jeszcze nikt nigdy nie sprawił mi tak miłego prezentu. Zaczęłam ją głaskać, na co od razu zareagowała mruczeniem.
-Nazwę cię.. Pearl - powiedziałam słodko - i zostaniesz ze mną bardzo długo!
Harry zaczął się śmiać, ale nagle wyraz jego twarzy całkowicie się zmienił. Zacisnął usta w cienką linię, gdy usłyszał głos swojego menadżera. Popatrzyłam na niego ze współczuciem. Wiedziałam, że czeka go nieprzyjemna rozmowa po ostatnich wydarzeniach. Zacisnął ręce w pięści i wyszedł z mojego pokoju. Modliłam się w duchu, żeby tylko wszystko było w porządku. Wzięłam Pearl i położyłam się z nią na łóżku. Dlaczego nic nie mogło być normalne..?.

~Liam~

 Czy to możliwe, żeby naprawdę być szczęśliwym w takiej sytuacji? Było mi cholernie dziwnie z tym uczuciem. Podczas gdy Harry, Zayn i Rose przeżywali rozterki przez naszego menadżera i całą wytwórnię, ja ciszyłem się tym, że mogę być z Libby. Była naprawdę wspaniałą dziewczyną i nie dopuszczałem do siebie myśli, że kiedykolwiek mógłbym ją stracić. Zaraz po wyjeździe Gemmy w naszym domu zjawił się Paul. Kipiał z wściekłości i doskonale wiedziałem, że chodziło mu o poprzedni wieczór. Oczywiście się nie myliłem.
-Styles w tej chwili do mnie! - wrzasnął zaraz po przekroczeniu progu naszego domu. 
Harry zbiegł po schodach i stanął przed nim ze skrzyżowanymi ramionami.
-Czy możesz mi do cholery wytłumaczyć, co...
-Nie - przerwał mu - nie mogę.
-Co to znaczy nie mogę?! - Paul był naprawdę wściekły.
-Nie rozumiesz znaczenia tych słów czy co? Nie obchodzi mnie to, co o tym myślisz. Nikt nie ma prawa nazywać mojej siostry dziwką! Amber się należało i nie mam zamiaru jej przepraszać! Niczego nie żałuję! 
-A czy masz pojęcie co by się działo, gdyby ktoś zrobił wam zdjęcie, które wyciekłoby do mediów?! Masz choleracholera pojęcie?!
-Nikt nam kurwa nie zrobił zdjęcia! Nikt oprócz nas tego nie widział! Więc się ogarnij człowieku, bo ci się zmarszczki porobią! 
-Taka sytuacja nigdy więcej ma się nie powtórzyć, rozumiesz? - syknął do niego.
-Jasne, Paul - warknął pod nosem - coś jeszcze?
-Oczywiście, że coś jeszcze! Za godzinę masz randkę z Carmen, więc radzę ci się przygotować. I z tego się nie wywiniesz, bo wasz związek jest teraz najważniejszy.
-Nigdzie z nią nie idę! - krzyknął zbulwersowany.
-Owszem, idziesz. I mam w dupie twoje zdanie. Nie pozwolę ci zniszczyć reputacji zarówno waszej, jak i jej!
Po tych słowach wyszedł z naszego domu, trzaskając drzwiami. Harry zaczął przeklinać i wrócił do swojego pokoju. Wywróciłem oczami na całą tą sytuację i wyszedłem. Byłem umówiony ze swoją dziewczyną i nie zamierzałem się spóźnić. Wsiadłem do swojego samochodu i pojechałem pod dom Libby. Czekała na mnie przy furtce, uśmiechając się w ten swój czarujący sposób.Wsiadła do środka i pocałowała mnie na powitanie. Uwielbiałem smak jej malinowych ust. To zawsze doprowadzało mnie do szaleństwa. Jak można być tak wspaniałą osobą jak ona?
-Hej skarbie - powiedziałem, gdy nasze usta się od siebie odkleiły.
-Hej - odpowiedziała - i jak tam sytuacja? Paul już was odwiedził?
-Tak. Harry już dostał ochrzan i idzie na randkę z Carmen. Nie muszę chyba dodawać, że nie jest zbytnio z tego zadowolony?
-Nie, nie musisz - zaśmiała się - obydwie wczoraj przegięły i chyba dobrze o tym wiedzą. Ale okay, koniec tematu. Dokąd jedziemy?
-Przed siebie - odpowiedziałem tajemniczo.
-Liam! Bez takich! - zaprotestowała.
-Libbs wiem, że nie znosisz niespodzianek, ale tym razem mi zaufaj, okay?
-Jesteś okropny..
-Ale?
-Ale i tak cię kocham.
-Wiedziałem - powiedziałem ze śmiechem - ja ciebie również. Najmocniej na świecie.
Cmoknąłem ją w policzek i skupiłem się na drodze. Nie planowałem niczego wielkiego. Przy niej zawsze wszystko było idealne. Nawet gdybyśmy siedzieli zamknięci w pokoju, to i tak byłoby fantastycznie. Najpierw po prostu zabrałem ją do kina na jakąś komedię. Zupełnie jak na naszej pierwszej randce. Siedzieliśmy w fotelach i co jakiś czas wybuchaliśmy śmiechem, gdy któremuś z bohaterów coś się nie udawało. Gdy w końcu opuściliśmy budynek, zabrałem ją na długi spacer. Zrobiło się późne popołudnie. Jedliśmy lody, rozmawialiśmy i wspominaliśmy wszystkie dobre chwile. Dopiero wieczorem zabrałem ją tam, gdzie zamierzałem. Zajechaliśmy na łąkę. Libby była naprawdę zdziwiona. Chyba zapomniała o tym, że miałem jej zrobić niespodziankę. Wyciągnąłem z bagażnika kosz z jedzeniem i koc, po czym wziąłem ją za rękę i zaprowadziłem pod drzewo. Rozścieliłem koc, zapaliłem świecie i przytuliłem ją do siebie.
-Jesteś niesamowity, wiesz? - szepnęła.
-Nie. To ty jesteś niesamowita i należy ci się wszystko, co najlepsze, Libby. Jesteś moim promykiem słońca, który rozświetla każdy mój dzień na nowo. Nie wyobrażam sobie, że miałoby cię kiedyś zabraknąć. Kocham cię najmocniej jak tylko umiem. Jesteś dla mnie wszystkim.
-Ja też cię kocham, Liam. I dziękuję ci za wszystko, co dla mnie zrobiłeś i nadal robisz. 
-Nie robię nic wielkiego.
-Wystarczy mi to, że jesteś.
Spojrzałem jej prosto w oczy, w których widziałem wielką miłość i zaufanie. Wiedziałem, że moje życie bez niej byłoby puste i nijakie. Pochyliłem się nad nią i złożyłem na jej ciepłych ustach pocałunek, który od razu odwzajemniła. Chwyciła mnie za szyję i bardziej do siebie przyciągnęła. Oplotłem ją ramionami, jakbym nigdy więcej miał jej nie wypuścić. Przy niej czułem, że mam wszystko. Ona była dla mnie wszystkim. Czego chcieć więcej?
Położyliśmy się na kocu, wtuleni w siebie i patrzyliśmy w gwiazdy. Ten wieczór z pewnością mogłem uznać jako jeden z najlepszych w moim życiu. Kiedy zrobiło się już całkiem późno, odwiozłem ją do domu i czule pocałowałem na pożegnanie. Nie chciałem się z nią żegnać, ale niestety musiałem, bo następnego dnia miała jechać do Brighton na jakiś pokaz. Kiedy tylko zamknęła drzwi, od razu wróciłem do domu. Tej nocy zasnąłem z wielkim uśmiechem na ustach.

~Rose~

Czas biegł naprawdę szybko. Nim się obejrzałam, minął już miesiąc, który niestety nie należał do najlepszych. Między mną a Harrym bywało różnie, ale ostatnio coraz częściej się kłóciliśmy. I to o najmniejsze pierdoły. Grał z chłopakami coraz więcej koncertów, a cały wolny czas spędzał z Carmen. Wychodził z domu przed południem, a wracał późno w nocy. Już nawet przestał narzekać na to, że musiał się z nią spotykać. Zupełnie jakby się z tym pogodził. A ja? No cóż. Przez to wszystko jeszcze bardziej zbliżyłam się do Nate'a. Spotykaliśmy się praktycznie codziennie i bardzo mi to odpowiadało. Przy nim mogłam być sobą. Bez żadnego udawania i ukrywania się przed mediami. Nawet w gazetach zaczęli o nas pisać. Widziałam już nagłówki typu "Czy Rose Bell w końcu znalazła swoją miłość?" i tym podobne. Choć z drugiej strony dziwiło mnie to, że w ogóle o mnie pisali, bo nie byłam przecież nikim sławnym. Może dlatego, że niektórzy wciąż podtrzymywali to, że jestem z Hazzą? W sumie to byłam, ale.. "tylko w domu". Powoli zaczynało mnie to irytować. Przez cały czas zastanawiałam się, co w danej chwili robił Harry. Opcji było wiele. Był z Carmen, całował się z Carmen, przytulał Carmen, mówił "kocham cię" do Carmen, obdarzał uśmiechem Carmen, obściskiwał się z CARMEN.. wszystko związane z nią. W gazetach i telewizji ciągle widziałam ich razem. Ból wciąż był ten sam. Na zdjęciach i transmisjach wcale nie wyglądał, jakby udawał. Wręcz przeciwnie. Lepił się do niej, jakby wcale mu to nie przeszkadzało. Czasami zastanawiałam się, jaki w tym wszystkim był sens? Po co ja byłam z Harrym, skoro on miał to gdzieś? Mieliśmy być razem mimo wszystko, bo się kochamy. Nie powinnam mieć wątpliwości, ale je miałam. I to coraz większe. Już prawie straciłam nadzieję na to, że wszystko się ułoży. U Zayna nie było kolorowo. Ta sytuacja całkowicie go wykańczała. Już nawet nie był sobą! Ciągle chodził zdołowany albo wściekły i zamykał się w swoim pokoju na całe dnie. To nie był ten Zayn, którego znałam i kochałam jak brata. Paul go zniszczył. Ciekawe, czy w ogóle zdawał sobie z tego sprawę.
Wróciłam właśnie do domu z kolejnego spotkania z Nate'm. Tym razem wybraliśmy się na tor wrotkarski i o mały włos nie połamałam sobie nóg. Na szczęście podtrzymał mnie w odpowiednim momencie i uchronił przed upadkiem. Przywitałam się z Louisem i Niallerem, którzy właśnie opuszczali dom i poszłam prosto do siebie. Na białej sofie od razu dostrzegłam znajomą sylwetkę. Harry podniósł się, słysząc moje kroki. Kogo jak kogo, ale jego kompletnie się nie spodziewałam. Ostatnio praktycznie w ogóle ze sobą nie rozmawialiśmy. Odłożył Pearl, którą miał na rękach i podszedł do mnie z zaciśniętymi ustami.
-Znowu wracasz ze spotkania z nim? - warknął.
Całkowicie mnie zaskoczył. Nie spodziewałam się takiego wybuchu z jego strony. Od razu zacisnęłam ręce w pięści i poczułam, jak zbiera się we mnie złość. Nie miał prawa mnie tak traktować. Na pewno nie on.
-A co się stało, że właśnie nie obściskujesz się ze swoją lafiryndą? - odparowałam.
-Nie przeginaj. Dobrze wiesz, że muszę podtrzymywać ten związek ze względu na zespół! Nie masz prawa mieć o to pretensji!
-Nie mam prawa?! Czy ty się słyszysz?! Podobno to ja jestem tą, którą kochasz!
-Nie zmieniaj kurwa tematu! Pytałem, czy wracasz ze spotkania ze swoim chłoptasiem!
-A nawet jeśli, to co?! To mój przyjaciel i mam prawo spędzać z nim czas! A tobie nic do tego!
-Jestem twoim chłopakiem, Rose! To mi powinnaś poświęcać uwagę, a nie jemu!
W tym momencie nie wytrzymałam. Byłam wściekła, jak jeszcze nigdy. W oczach poczułam palące łzy. Przegiął. Ostro przegiął.
-Och, naprawdę?! W takim razie powiedz mi kiedy mam ci poświęcać uwagę, skoro cały czas jesteś z Carmen! Cały czas z nią łazisz, całujesz ją i mówisz, że ją kochasz! Myślisz, że mnie to nie obchodzi? Myślisz, że jestem pozbawiona uczuć? To się kurwa mylisz, Styles! Masz do mnie pretensje o to, że spędzam czas z jedyną osobą, która mnie rozumie i przy której niczego nie muszę udawać?! Jakim trzeba być człowiekiem, żeby tak się zachowywać?! Co się z tobą stało, Harry? Nie jesteś już tym chłopakiem, którego pokochałam! Zachowujesz się jak zadufany w sobie dupek! Ja już dłużej tego nie wytrzymam! 
-Co masz na myśli? - syknął.
-Nic. Zupełnie nic! Wyjdź stąd i daj mi spokój. Nie mam ochoty z tobą rozmawiać. Najpierw powinieneś przemyśleć sobie to, czego ty tak właściwie chcesz!
-Świetnie! - krzyknął i wyszedł z mojego pokoju, trzaskając drzwiami.
Dopiero wtedy się rozpłakałam. Rzuciłam się na łóżko i ukryłam twarz w poduszkach. Nienawidziłam takich sytuacji. Gdzie podział się ten zielonooki chłopak, którego tak bardzo kochałam? Co stało się z tym człowiekiem, który nie tak dawno temu powtarzał, że mnie kocha i że jestem dla niego najważniejsza? Czyżby odszedł.. na zawsze? To nie było sprawiedliwe. Ja po prostu chciałam być szczęśliwa, bez udawania i tajemnic. Czy to naprawdę aż tak dużo? Chciałabym znów móc wtulić się w Harrego i poczuć jego usta na swoich. Chciałam, żeby wszystko było jak dawniej, gdy nic poza nami się nie liczyło. Ale teraz było inaczej. Nie potrafiliśmy nawet ze sobą rozmawiać. Jak długo jeszcze miałam o znosić? Ile jeszcze musiałam wytrzymać? 
W tym momencie na łóżko wskoczyła Pearl i położyła się obok mnie. Przypomniałam sobie chwilę, gdy Harry wręczył mi pudełko z nią. Wtedy jeszcze wszystko było okay. Zaczęłam ją głaskać, a łzy nie przestawały płynąć po moich policzkach. Czułam, że finał naszej historii zbliżał się wielkimi krokami. Nie wiedziałam tylko, czy aby na pewno będzie to szczęśliwe zakończenie...

____________________________
No i jest 32 ;) 
Mam małe problemy z bloggerem, bo nic się nie chce zapisywać i ciągle się coś ścina. Nerwicy można dostać po prostu.. yhh.. -.-
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!
Czekam na wasze opinie w komentarzach. Następny rozdział postaram się dodać szybko, ale nic nie obiecuję bo ostatnio mam naprawdę wolny internet ;/  
40 komciaków uzbierajciee! :D 
I do napisania za niedługo. ♥








 

sobota, 27 kwietnia 2013

Rozdział trzydziesty pierwszy ♥

Ten tydzień minął bardzo szybko. Między mną a Harrym było o wiele lepiej. Kluczyk do kłódki, którą wspólnie przypięliśmy na moście, wisiał na łańcuszku na mojej szyi i przypominał mi o tym, że był tylko mój, a ja byłam tylko jego. Było wręcz idealnie. Najgorszy był dzień, w którym musiałam spotkać Carmen. Była w naszym domu, żeby reporterzy widzieli, że spędzają czas również u Hazzy i że chłopcy ją lubią. Myślałam, że nie wytrzymam, ale jakoś dałam radę. Wpadłam na nią akurat, gdy schodziłam na dół. Spiorunowała mnie wzrokiem jakbym była jakąś bezdomną i uniosła jedną brew do góry. Uśmiechnęłam się do niej słodko i minęłam bez słowa.
-A więc to ty bujasz się w moim chłopaku - powiedziała cynicznie.
W jednym momencie stanęłam w pół kroku i odwróciłam się do niej. Miałam ochotę wybuchnąć śmiechem, ale w porę się powstrzymałam. Skrzyżowałam ramiona na piersi i spojrzałam na nią niechętnie.
-Harry nie jest twoim chłopakiem - odpowiedziałam spokojnie - ty mu się nawet nie podobasz.
-A skąd ty to możesz wiedzieć? Nie można udawać, że się kogoś kocha. Harry wydaje się być szczery.
-Pozory mylą - prychnęłam - nie wyobrażaj sobie za dużo. Później możesz być rozczarowana.
-Ja? Chyba w bajkach czy jak to się nazywa. Ja nigdy nie przegrywam.
-To się jeszcze okaże.
-Moja droga, nic nie poradzę na to, że Harry na mnie leci. Jestem atrakcyjna i śliczna. Faceci chcą tylko tego. Za niedługo zaciągnę go do łóżka, a wtedy to całe udawanie pójdzie w niepamięć. A ty będziesz zazdrosna.
-Nie mam się czego obawiać. Harry nie prześpi się z kimś, kto ma gładź szpachlową na twarzy.
-Odwołaj to laluniu - syknęła - Amber ostrzegała mnie, że będą z tobą problemy ty mała suko.
-Ty i Amber jesteście siebie warte. A ty nie wiesz wszystkiego. Zdziwiłabyś się jak bardzo się mylisz co do Hazzy i mnie.
W tym momencie usłyszałam, jak ktoś schodzi po schodach. Oczywiście był to Styles. Na mój widok się uśmiechnął, a Carmen całkowicie zignorował. Popatrzyła na niego z wielkim zdziwieniem, gdy podszedł do mnie i pocałował w policzek.
-Hola, hola kolego - odezwała się wkurzona - co to miało być? Jesteś moim chłopakiem, nie pamiętasz?
-Jestem twoim chłopakiem przed kamerami - powiedział i wzruszył ramionami.
-A ona to niby co?
-To Rose. Chyba się poznałyście, prawda?
-W co ty ze mną grasz, Styles?
-Przecież sama dobrze wiesz, że nasz związek jest udawany. Ja cię nie kocham i nie bawi mnie fakt, że muszę z tobą być. Przynajmniej we własnym domu daj mi być sobą. Idziemy się czegoś napić? - ostatnie słowa wypowiedział do mnie.
Kiwnęłam tylko głową i oboje poszliśmy do kuchni, zostawiając Carmen samą.
   
Już od rana byłam w dobrym humorze. Dzisiejszego dnia miała przyjechać siostra Harrego. Już nie mogłam doczekać się tego, by ją poznać. Z jego opowiadań wynikało, że jest wspaniałą osobą. Wzięłam prysznic, umalowałam i ubrałam się TAK, po czym zeszłam na dół. Tego dnia wszyscy mieliśmy zjeść wspólny obiad. Libby i Jane miały dołączyć nieco później, bo miały coś do załatwienia. Chłopcy zrezygnowali z zapraszania Carmen i Amber, bo nie chcieli, żeby już na wstępie zepsuły całą atmosferę. Mi to jak najbardziej odpowiadało, ale nie wiedziałam, co z mediami. Czyżby ten pierwszy raz przestali się nimi przejmować? No cóż, nie wiadomo. W kuchni zastałam Niallera i Liama. Mój kuzyn oczywiście wpieprzał jakieś kanapki a Liam z dziwną miną wpatrywał się w książkę z przepisami. Zaśmiałam się i dopiero wtedy mnie zauważyli. 
-Jakiś problem? - spytałam, patrząc na Payne'a.  
-Nie, skąd - odpowiedział z uśmiechem - chciałem coś ugotować, ale.. Rose, pomocy! Ja się do gotowania nie nadaję!
-A gdzie reszta? - spytałam, biorąc od niego książkę.
-A jak myślisz? - odezwał się Niall - śpią. No.. oprócz Zayna..
-Co z nim? - spytałam podejrzliwie.
-Wyszedł z domu wczoraj wieczorem i powiedział, żebyśmy go nie szukali.. nie wrócił do tej pory..
-Co ma znaczyć "nie wrócił"?! - wkurzyłam się - I tak po prostu bezczynnie siedzicie w kuchni, zastanawiając się, co ugotować?! Co jest z wami nie tak?!
-Po prostu go znamy, Rose - powiedział Liam spokojnie - wiemy, że jak musi coś przemyśleć, to znika na długo. On po prostu potrzebuje samotności, to wszystko. Nie martw się, wróci za niedługo.
-A jak nie wróci? - syknęłam - A jak coś mu się stało?
-Nic mu nie jest, okay? - odezwał się Niall.
-Jasne - mruknęłam wściekła - ale jakbym ja zniknęła wczoraj wieczorem i nie wróciła do dzisiaj, to postawiłbyś na nogi całe miasto, żeby mnie szukać! Prawda, kuzynku? 
Zamurowało go. Nie spodziewał się takiego wybuchu z mojej strony. Odłożył kanapkę, którą właśnie miał zamiar wpakować do ust i podszedł do mnie, chwytając za ramiona.
-Ty to co innego - powiedział miękko - nie znasz jeszcze tak dobrze Londynu, jak on. Zaufaj mi, nic mu nie jest. Wróci za niedługo cały i zdrowy.
-Skąd ta pewność, Niall? - odpowiedziałam już nieco łagodniej.
-Bo dobrze znam swojego przyjaciela. On po prostu potrzebuje samotności, żeby wszystko dokładnie sobie przemyśleć. Pierwszy raz znalazł się w takiej sytuacji i po prostu sobie nie radzi z tym wszystkim. Musimy dać mu chwilę spokoju. 
-Yhh.. okay. Niech ci będzie. Ale i tak będę się martwić.
-Martwić o co? - usłyszałam za plecami głos ze znajomą chrypką i mimo wszystko uśmiechnęłam się pod nosem.
Odwróciłam się i spojrzałam na zaspanego Hazzę w samych bokserkach, na co odruchowo przygryzłam wargę.
-Nieważne - powiedziałam i przytuliłam się do niego, co od razu odwzajemnił - śpiochu.
-No co? To nie moja wina, że lubię sobie pospać - powiedział obronnie, ale z uśmiechem.
-To może zajmijmy się tym obiadem, co? - odezwał się Liam - Gemma powinna tu być za jakieś 4 godziny, a my jesteśmy w totalnej rozsypce!
-Co racja, to racja - powiedziałam - to ja pójdę obudzić Louisa, a wy się zastanówcie co chcecie jej zaserwować, zanim ostatecznie zdecydujecie, że trzeba zamówić catering.
-Ej! - krzyknęli wszyscy.
-No co? - wystawiłam im język.
-Nie wierzysz w nas? - spytał Hazza - Jak możesz tak mnie ranić?
-Wiesz, że cię kocham, ale wątpię, żebyście byli w stanie w czwórkę coś ugotować. Boję się stanu waszej kuchni po tym wszystkim.
-To się jeszcze okaże! - powiedział Liam - Dzisiaj wszystko robimy sami, bez pomocy dziewczyn. Zobaczą, na co nas stać!
-O tak! - przytaknęła mu reszta.
-Okay, okay - powiedziałam ze śmiechem - w takim razie powodzenia. Idę obudzić Lou. 
-Chłopaki, do roboty! - krzyknął Hazz.
Wywróciłam tylko oczami i opuściłam kuchnię. Poszłam prosto do pokoju Tomlinsona. Lekko uchyliłam drzwi i weszłam do środka. Chłopak spał wtulony w poduszkę i cicho pochrapywał. Powstrzymałam śmiech i podeszłam do niego najciszej, jak potrafiłam. Przez chwilę szukałam dobrego sposobu, by go obudzić i w końcu po prostu nachyliłam się nad jego uchem. 
-POBUDKA TOMLINSON! - zadarłam się najgłośniej, jak potrafiłam.
Chłopak od razu się obudził, całkowicie zaskoczony i gwałtownie wstał. Dobrze, że dość szybko się od niego odsunęłam, bo na pewno oberwałabym w twarz. Ale cóż - udało się. Obudziłam go.
-Chryste, Rose! - krzyknął, gdy mnie zobaczył - Co to miało być? Pali się czy co?
-Jeszcze nie, ale zaraz może. Chłopaki są w kuchni i przygotowują dzisiejszy obiad. Chyba nieco uraziłam ich dumę, więc postanowili wszystko zrobić sami. A ty masz im pomóc. 
-Jeszcze chwilę poradzą sobie beze mnie - powiedział i z powrotem opadł na łóżko.
-O nie mój drogi. Nie będę cię budzić drugi raz!
Po tych słowach wzięłam leżącą obok mnie poduszkę i go uderzyłam. Od razu na mnie spojrzał z cwanym uśmieszkiem.
-Wiesz, że to oznacza wojnę? - spytał, biorąc poduszkę spod swojej głowy.
-No dalej, Tommo - powiedziałam, mrużąc oczy - pokaż na co cię stać.
-Sama tego chciałaś!
I w tym momencie zaczęła się wojna na poduszki. Zaczęliśmy śmiać się jak małe dzieci i uciekać po całym pokoju. Uwielbiałam takie chwile, z dala od tych wszystkich zmartwień i tego pieprzonego świata sławy i mediów. W takich chwilach po prostu mogłam być sobą. Niczego więcej nie było mi trzeba. Chciałam, żeby ten cyrk z udawaniem w końcu się skończył, ale póki co nie było takiej opcji. Paul był wniebowzięty, bo jego plan się przyjął. Wszyscy pisali tylko o Carmen i Harrym, a w mniejszej części o Liamie i Libby, Niallu i Jane czy Zaynie i Amber. O Louisie póki co było praktycznie pusto, bo jeszcze nie znalazł swojej drugiej połówki. Ale wiedziałam, że to się wkrótce zmieni. Z pewnością ich menadżer już układał dla niego jakiś teatrzyk. Póki co postanowiłam wyrzucić to wszystko ze swojej głowy. W końcu razem z Lou padliśmy na jego łóżko całkowicie zmęczeni.
-Wygrałam - powiedziałam z triumfem.
-No chyba śnisz, skarbie - odpowiedział - był remis.
-Skarbie? A od kiedy to jestem twoim skarbem? - spytałam cynicznie.
-Och, od zawsze. Jeszcze tego nie wiesz? 
-Cóż, już wiem. A teraz idź do tych oszołomów, zanim wysadzą całą kuchnię.
-A ty co masz zamiar robić? 
-Jak to co? Lenić się i czekać, aż wszystko będzie gotowe. Zabronili mi pomagać, więc zamierzam z tego skorzystać. 
-Leń - powiedział i wystawił mi język.
-Czasami lubię się polenić - odpowiedziałam.
W końcu Louis wstał, ubrał się w jakieś dresy i zszedł na dół, do chłopaków. Ja opuściłam jego pokój i poszłam do siebie. Przebrałam się w czarne szorty i białą bluzkę na ramiączka, wzięłam do ręki jakąś książkę i wyszłam na zewnątrz. Pogoda była wręcz idealna. Nałożyłam na oczy okulary, położyłam się w hamaku i odpłynęłam do fantastycznego świata "Igrzysk Śmierci" ..


~Zayn~

 Nie radziłem sobie. Wiedziałem, że powinienem być silny. Wiedziałem, że to wszystko powinno wyglądać inaczej. Przecież mógłbym postawić się Paulowi i całej wytwórni. Ale wtedy wszystko by się rozsypało. Zerwaliby z nami kontrakt i One Direction przestałoby istnieć. Nie mogłem tego zrobić chłopakom, a przede wszystkim naszym fanom, którzy byli najwspanialsi na świecie.  Nie mogłem tak po prostu wszystkiego zniszczyć tylko dlatego, że się zakochałem. Tak, właśnie. Zakochałem się w dziewczynie, która była daleko ode mnie i która raczej nie mogła być moja. Oficjalnie byłem z Amber, której nienawidziłem z całego serca. Kiedyś ją kochałem. Kiedyś była dla mnie całym światem. Teraz nic nie wartą suką, która myśli tylko i wyłącznie o sobie. Obiecałem Rose, że będę silny, ale nie potrafiłem. W głębi duszy naprawdę byłem kruchym człowiekiem. Powiedziałem chłopakom, że wychodzę, a oni nie zadawali żadnych pytań. Doskonale wiedzieli, że kiedy chciałem coś przemyśleć, potrzebowałem samotności. Znali mnie jak nikt inny. Wsiadłem w samochód i pojechałem przed siebie. Dopiero w ostatniej chwili zdecydowałem, że pojadę do starego, opuszczonego magazynu na obrzeżach Londynu. Od dawna nikt tam nie przychodził, więc mogłem być sam. Zaparkowałem samochód w mało widocznym miejscu i wszedłem do środka. Dookoła panowała ciemność, więc włączyłem słabe oświetlenie i usiadłem na podłodze. Nie dbałem o to, czy się wybrudzę. Z kieszeni jeansów wyciągnąłem paczkę papierosów i odpaliłem jednego. Już po chwili zaciągałem się dymem, który nieco mnie uspokajał. Odchyliłem głowę do tyłu i oparłem ją o ścianę. Dlaczego do cholery coś takiego musiało spotkać akurat mnie? Dlaczego ja, Rose i Hazza nie mogliśmy żyć normalnie? Świat mediów i sławy wcale nie był idealny. Ludzie myśleli, że gwiazdy żyją w luksusach, zarabiają sporo kasy i robią, co tylko im się podoba. Rzeczywistość była jednak inna. Musieliśmy podporządkowywać się ludziom, dla których pracowaliśmy i w wielu przypadkach nie mieliśmy zupełnie nic do gadania. Byliśmy "bezbronni" wobec całej wytwórni i Paula. Mogliśmy tylko spełniać ich polecenia. Nikomu nigdy nie przyszło do głowy, żeby to zmienić. I nikt tak naprawdę nic nie mógł zrobić. Byliśmy marionetkami w ich rękach. Właśnie w takich momentach najbardziej tęskniłem za swoim starym życiem. Za moim domem w Bradford, rodzicami, rodzeństwem i tą cholerną wolnością. Spełniłem swoje największe marzenie i wiedziałem, że za nic nie mógłbym z niego zrezygnować, ale w niektórych chwilach po prostu mnie to przerastało. Nie potrafiłem już udawać. Nie mogłem już wytrzymać. Dopaliłem papierosa i przydeptałem go butem. Z kieszeni spodni wyciągnąłem swój telefon. Wiedziałem, że nie powinienem był do niej dzwonić. Wiedziałem, że nie mogłem się jej narzucać. Problem polegał na tym, że nie umiałem inaczej. Chęć usłyszenia jej głosu była silniejsza ode mnie. Wybrałem jej numer i wcisnąłem zieloną słuchawkę. Rozległ się odgłos oczekiwania.
-Zayn.. - w końcu odebrała.
-Cześć, Natalie - odezwałem się cicho - mogę ci na chwilę przeszkodzić?
-Ty nigdy nie przeszkadzasz - odpowiedziała, na co się uśmiechnąłem - coś nie tak?
-Tak.. nie.. nie wiem..
-Zayn, co się dzieje? - spytała podejrzliwie - Masz jakiś przybity głos.
-Naprawdę chcesz wiedzieć?
-Oczywiście, że chcę.
-Tęsknię za tobą.. - powiedziałem, zanim zdążyłem ugryźć się w język.
W słuchawce zapadła nieznośna cisza. Wiedziałem, że nie powinienem wyskakiwać z czymś takim, ale było już za późno. Usłyszałem jej westchnięcie.
-Ja też za tobą tęsknię - odezwała się w końcu - naprawdę cholernie za tobą tęsknię, wiesz? I wiele bym dała, żeby być teraz z tobą, ale wiesz, że to niemożliwe.. 
-Wiem.. i to mnie zabija. Ja tak dłużej po prostu nie mogę.. muszę się z tobą spotkać, bo zwariuję. Nie wytrzymuję już tego wszystkiego. Nie daje rady z tym udawaniem, że wszystko jest okay..
-To nie udawaj. 
-Co masz na myśli?
-Yh.. sama nie wiem. Chciałabym ci jakoś pomóc, ale nie potrafię. A skoro już tak szczerze rozmawiamy, to.. 
-To co?
-Okay, nie będę tchórzem. Po prostu ci to powiem..
-Ale co? Natalie, wszystko okay?
-Odkąd wyjechałam z Londynu, nie było dnia, żebym o tobie nie myślała. Cały czas siedzisz mi w głowie i nie chcesz z niej wyleźć. Nie potrafię się na niczym skupić, bo wszędzie widzę twoją twarz. Codziennie przez kilka godzin słucham waszych płyt, żeby chociaż na chwilę usłyszeć ten twój cholernie perfekcyjny głos. Nie wiem, co dalej będzie, Zayn. Ale.. jestem pewna jednego.
-Słucham?
-Nie zapomnę o tobie. Nie potrafiłabym. Jesteś dla mnie kimś ważnym. Bałam się do tego przyznać sama przed sobą, ale.. tamten pocałunek w lesie musiał coś znaczyć. 
Znów zapadło milczenie. Nie mogłem uwierzyć w słowa, które właśnie usłyszałem. I dłużej nie mogłem czekać. Musiałem coś zrobić. Szczerość za szczerość.
-Teraz ja muszę ci coś powiedzieć - odezwałem się w końcu.
-Co takiego?
-Kocham cię..
I znowu ta cholerna cisza. Nienawidziłem takich sytuacji. Może to za szybko? Może wprawiłem ją w zakłopotanie? Po drugiej stronie słyszałem tylko jej oddech. Bałem się, że przez własną głupotę mogłem ją stracić. A tego bym nie zniósł.
-Ja... ja też cię kocham - powiedziała w końcu - bałam się do tego przyznać sama przed sobą.. ale nie mogę dłużej udawać, że jesteś dla mnie obojętny.. Tylko, co my teraz zrobimy, Zayn?
-Tego jeszcze nie wiem. Ale obiecuję ci, że jeszcze wszystko będzie okay. Teraz mam siłę, żeby w to wierzyć i robić wszystko, by ta szopka się zakończyła. Ty jesteś moją siłą. I dziękuję ci za wszystko.
Rozmawialiśmy jeszcze przez jakąś godzinę, po czym Nat musiała kończyć i pomóc w czymś matce. Kiedy kończyłem połączenie, czułem się silniejszy. Zdobyłem się na odwagę, żeby o wszystkim jej powiedzieć i otrzymałem odpowiedź, która była dla mnie bardzo cenna. Teraz musiało być dobrze. Natalie należała do mnie, a ja do niej. Co prawda nie byliśmy parą, ale to mogło w każdej chwili ulec zmianie. Czułem, że w końcu znalazłem tą jedyną dziewczynę, z którą mógłbym zostać do końca życia. Wiem, może to za wcześnie na takie osądy, ale Nat była dla mnie naprawdę kimś wyjątkowym. 
Zrobiło się bardzo późno. Nie miałem pojęcia od kiedy siedziałem w tym magazynie i myślałem nad swoim życiem. Wiedziałem jedynie, że muszę wrócić do domu i koniecznie porozmawiać z Rose. Przede wszystkim po to, żeby za wszystko jej podziękować. Gdyby nie ona, już dawno bym się załamał i zrobił coś głupiego. Chciałem od razu wsiąść do samochodu i odjechać, ale byłem na to zbyt zmęczony, a nienawidziłem jeździć w nocy. Nie miałem innego wyjścia - musiałem przespać się tam, gdzie byłem. Czekała mnie długa i niezbyt ciekawa noc.
Obudziłem się cały obolały i brudny od kurzu. Za oknami było już jasno. Podniosłem się z niewygodnej podłogi i rozprostowałem kości. Spojrzałem na zegarek, który wskazywał 10:15. Musiałem się spieszyć, jeśli chciałem zdążyć na obiad z siostrą Harrego. Szybko opuściłem magazyn i wsiadłem do swojego samochodu. Odpaliłem silnik i ruszyłem w drogę powrotną do domu..


~Rose~

Już miałam zacząć poważnie martwić się o Zayna, gdy w końcu usłyszałam odgłos silnika i zobaczyłam jego samochód. Dopiero wtedy odetchnęłam z ulgą. Odłożyłam książkę i podbiegłam do niego akurat w momencie, gdy zamykał drzwi. Od razu mnie zauważył i nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, przytulił mnie do siebie. Byłam zaskoczona, ale odwzajemniłam jego gest.
-Dziękuję - powiedział.
-Za co? - zdziwiłam się - Przecież ja nic nie zrobiłam. 
-Zrobiłaś bardzo wiele. Gdyby nie ty, już dawno bym się poddał.
-O czym ty mówisz, Zayn?
W tym momencie opowiedział mi gdzie zniknął i co się wydarzyło. Cieszyłam się, że zdobył się na odwagę by powiedzieć Nat, że ją kocha. Życzyłam mu wiele szczęścia i wspólnie weszliśmy do domu. Ku mojemu zaskoczeniu, dookoła roznosiły się niesamowite zapachy. Czyżby chłopaki naprawdę wzięli się za gotowanie? Innej możliwości raczej nie było, bo nie widziałam żadnego samochodu z cateringiem, który podjeżdżałby pod dom. W tym momencie z kuchni wyszedł Hazza, cały ubrudzony mąką. Nie mogłam powstrzymać uśmiechu. Wyglądał niesamowicie słodko i seksownie. 
-O proszę, Zayn w końcu dotarł - powiedział do niego - chodź, zostało jeszcze trochę roboty.
Malik popatrzył na niego, nie wiedząc o co mu chodzi. Zaśmiałam się i wytłumaczyłam mu całą sytuację. Do przyjazdu Gemmy została godzina.  Zostawiłam przyjaciela z resztą chłopaków i poszłam do siebie, żeby się przygotować. Zrobiłam sobie makijaż, wyprostowałam włosy, a szorty i bokserkę zamieniłam na TEN zestaw. Na koniec psiknęłam się perfumami i zeszłam na dół. Akurat w tej chwili rozległ się dzwonek do drzwi i w domu pojawiły się Libby i Jane. Uścisnęłam je mocno na powitanie i od razu zajęłyśmy się nakrywaniem do stołu, bo chłopaki przez przygodę z gotowaniem, kompletnie o tym zapomnieli. 
W końcu wszystko było gotowe. Równo o 14:00 zobaczyliśmy białe BMW parkujące na podjeździe. Harry od razu rozpoznał swoją siostrę za kierownicą i wyszedł z domu, żeby ją przywitać. Już po chwili obydwoje byli w środku. Gemma była naprawdę śliczna i zazdrościłam jej urody. Jej przyszły mąż był wielkim szczęściarzem. Najpierw przywitała się z chłopakami, mocno ich tuląc. Na końcu podeszła do mnie, Libby i Jane. 
-Ty musisz być Rose - zwróciła się do mnie z uśmiechem - prawdziwa miłość mojego braciszka.
-Tak, to ja - powiedziałam i odwzajemniłam uśmiech - miło cię poznać.
-Ciebie również - po tych słowach mnie przytuliła.
To samo zrobiła z dziewczynami i w końcu wszyscy usiedliśmy przy stole, ciągle rozmawiając. Atmosfera była naprawdę niesamowita. Gemma była wspaniałą osobą i od razu ją polubiłam. I musiałam przyznać, że obiad był przepyszny. Zwróciłam honor chłopakom, na co przybili piąteczki i zaczęli się wywyższać, co skomentowałyśmy śmiechem. Po obiedzie przeszliśmy do salonu, gdzie kontynuowaliśmy rozmowę. Temat nie schodził ze ślubu Gemmy i Liama (oczywiście jej narzeczonego, a nie naszego Liasia). Wszystko było już zaplanowane.
-Ceremonia odbędzie się za 2 miesiące w Holmes Chapel. - powiedziała Gemma z uśmiechem - Naturalnie wszyscy jesteście zaproszeni. Nie cieszy mnie fakt, że na moim weselu będą musiały być te wasze udawane dziewczyny, ale jak mus, to mus. Rose, ty również możesz kogoś przyprowadzić, chociażby po to, żeby zrobić mojemu bratu na złość.
-Ej! - krzyknął - Do czego ty ją namawiasz?
-Do tego, żeby nie musiała siedzieć sama, podczas gdy ty będziesz zabawiał się z tą aktoreczką. A myślisz, że do czego?
-Dziękuję - powiedziałam - na pewno wezmę to pod uwagę.
-Weź jakiegoś przystojniaka - puściła do mnie oczko - Harry zzielenieje z zazdrości.
-Dzięki siostrzyczko, bardzo mi pomagasz  prychnął niby obrażony
-No przecież wiem!
-Ty idioto - powiedziałam do niego i cmoknęłam go w policzek - czy nie mówiłam ci, że kocham tylko ciebie?  I to bardzo wiele razy?
-No.. mówiłaś..
-Więc się zamknij. Odrobina zazdrości ci nie zaszkodzi.
-Rose ma rację, braciszku. Jesteś słodki, gdy się złościsz.
Coraz bardziej zaczynałam lubić Gemmę. Była naprawdę sympatyczną osobą i od razu znalazłyśmy wspólny język. Wieczorem postanowiliśmy rozpalić ognisko. Bardzo spodobał mi się ten pomysł. Chłopcy zajęli się przygotowywaniem drewna, Libby z Jane porządkowały salon a ja z Gemmą robiłyśmy przekąski i przygotowywałyśmy kiełbaski.
-On naprawdę cię kocha - powiedziała Gemma w pewnym momencie.
-Wiem - odpowiedziałam z uśmiechem - ja też go kocham.
-Jeszcze chyba nigdy go takiego nie widziałam. Zazdrosny jak cholera. Chyba w końcu znalazł dziewczynę, która choć trochę go ogarnia. Jak ty z nim wytrzymujesz?
-Jakoś daję radę - zaśmiałam się - on jest naprawdę cudowny. Jestem wielką szczęściarą, że to właśnie mnie pokochał.
-Nie. To on jest wielkim szczęściarzem, że ty go pokochałaś. Żadna inna dziewczyna nie wytrzymałaby tego, co ty. Ja osobiście cię podziwiam, że dajesz radę patrzeć na ten cały teatrzyk z Carmen, czy jak jej tam. 
-Dla niego zrobię wszystko.. - odpowiedziałam cicho.
-Wiem. To widać. Jesteście naprawdę słodcy. I trzymam kciuki, żeby w końcu wszystko się ułożyło. 
-Dziękuję. To wiele dla mnie znaczy.
W końcu skończyłyśmy przygotowywanie jedzenia i dołączyłyśmy do reszty. Na dworze robiło się coraz ciemniej, przez co klimat był fenomenalny. Zaczęliśmy piec kiełbaski, opowiadać kawały i straszne historie, a na końcu nadszedł czas na wspomnienia z naszego życia. Niall przyniósł gitarę i zaczął na niej brzdąkać. Po pewnym czasie zaczęliśmy śpiewać stare i nowe przeboje (w tym piosenki z ich płyty). Wtuliłam się w Harrego i wsłuchiwałam się w jego głos. Było mi naprawdę dobrze. Myślałam, że do końca wieczoru wszystko będzie idealnie, ale niestety się myliłam. Usłyszeliśmy czyjeś chrząknięcie. Odwróciłam się i od razu się skrzywiłam. Za nami stały Amber i Carmen...

_______________________________
Okay, skończyłam rozdział! W końcu po dłuższej nieobecności wróciłam :)
Egzaminy poszły mi koszmarnie, ale póki co nie chcę o tym myśleć. Ważne, że już po wszystkim! 
Rozdział pisany na szybko, bo chciałam w końcu odwiesić opowiadanie i je kontynuować. 
Do końca zostało ok. 14 notek. Może mniej, może więcej. Tego jeszcze nie wiem. Zależy co mi przyjdzie do głowy :D
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!
40 KOMENTARZY = NOWY ROZDZIAŁ :)
Dwie stałe zasady :)   I wiecie co? CIESZĘ SIĘ, ŻE TU JESTEŚCIE.
Chciałabym was wszystkie kiedyś spotkać i mocno przytulić! Jesteście niesamowite! 
#1DFamilyForever ♥

+Przypominam o poprzedniej notce z opowiadaniem o JB. Wciąż czekam na wasze opinie na ten temat :) [KLIK]
Do napisania niebawem ! ♥

piątek, 26 kwietnia 2013

INFORMACJA!!

Heeeeeeeeeeeej! <3
Po egzaminach = PARTY HARD :D 
Słuchajcie moje kochane siostrzyczki ! Mam do Was wielka sprawę.
Otóż wiele osób pytało mnie o opowiadanie z Justinem Bieberem. Długo się nad tym zastanawiałam i doszłam do wniosku.. dlaczego nie? Mam już na nie mały pomysł, który postaram się rozwinąć :) Sama ostatnio mam na niego fazę i można powiedzieć, ze jestem "początkującą Belieber"♥ 
Tak wiec wszystko zależy tylko i wyłącznie od Was! Czy chciałybyście przeczytać fan fiction o JB w moim wykonaniu? CO O TYM MYŚLICIE?
Zaczęłabym je zaraz po końcu ORTL :) 
Czekam na Wasze opinie w komentarzach. Jeżeli dużo osób będzie chętnych - zajmę się tworzeniem historii i całego opowiadania :)
Tak wiec czekam na Wasze opinie na ten temat !

Rozdział 31 pojawi się już jutro lub w niedziele :) DO NAPISANIA! ♥